Trump chciał ukarać Niemcy, a uderzył w Polskę? Nerwowa gra Amerykanów

2026-05-21 8:26

Decyzja Donalda Trumpa o redukcji wojsk w Niemczech miała być karą dla Berlina, lecz rykoszetem uderzyła w Polskę, wywołując dyplomatyczny chaos. Jednocześnie Kongres USA zapowiada zdecydowany, ponadpartyjny sprzeciw wobec planów redukcji, podkreślając strategiczne znaczenie wschodniej flanki NATO w obliczu rosyjskich zagrożeń.

Sytuacja wokół amerykańskiej obecności wojskowej w Europie, a zwłaszcza w Polsce, stała się przedmiotem ożywionej dyskusji i spekulacji, szczególnie w niemieckich mediach. Jak donosi niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” w środę, prezydent USA Donald Trump miał rzekomo zamiar ukarać Niemcy, lecz jego działania nieoczekiwanie uderzyły w Polskę. Gazeta podkreślała „narastający chaos” w procesie decyzyjnym Pentagonu dotyczącym rozmieszczania wojsk amerykańskich na kontynencie europejskim. Początkowe doniesienia medialne o nagłym odwołaniu przez Pentagon przyjazdu 2. pancernej brygadowej grupy bojowej do Polski wywołały, jak opisuje „SZ”, „gorączkowe, jeśli nie paniczne” telefony przedstawicieli polskiego rządu do Waszyngtonu.

„SZ” zastanawia się, dlaczego decyzja o zatrzymaniu rotacji dotknęła jednostkę, która miała trafić do kraju „spełniającego wzorowo wszystkie amerykańskie żądania dotyczące wyższych wydatków na obronność”. Dziennik uznał, że „ustalenie powodów takiego posunięcia jest trudne”. W kontekście ewentualnych zmian dotyczących obecności amerykańskich wojsk w Europie, urzędnicy NATO „podchodzą spokojnie”, choć – jak zauważa gazeta – nie są informowani o szczegółach.

„Wszystko byłoby o połowę lepsze, gdyby Europa wiedziała, co planują USA” – cytuje „SZ”, dodając, że choć „wojskowe skutki decyzji są w miarę możliwe do opanowania”, to dochodzą do tego „znacznie bardziej szkodliwe skutki polityczne”.

Gazeta podkreśla, że

„Sojusz zdaje sobie sprawę, że USA chcą nałożyć na Europejczyków większą odpowiedzialność za konwencjonalną obronę i w najbliższych latach wyraźnie zmniejszą liczbę swoich żołnierzy w Europie. A Europejczycy są gotowi tę odpowiedzialność przejąć. Jednak rozsądne zaplanowanie tej zmiany tak, aby nie powstała „luka w odstraszaniu, (...) jest prawie niemożliwe, jeśli USA nie komunikują się z sojusznikami”.

Dziennik spekuluje również na temat praktycznych aspektów decyzji, wskazując, że przeniesienie z Niemiec 2. Pułku Kawalerii, którego żołnierze mieszkają z rodzinami w bawarskim Vilseck, byłoby kosztowne i czasochłonne.

„Dlatego zamiast tego, ze względów praktycznych, przerwano trwające wysyłanie brygady z Teksasu do Polski, która i tak miała tam pozostać tylko dziewięć miesięcy” – pisze „SZ”.

Co ciekawe, gazeta sugeruje, że „Kara Trumpa dotyka więc nie Niemiec i ich skorego do krytyki USA kanclerza, lecz Polskę, której prawicowo-populistyczny prezydent Karol Nawrocki jest zdeklarowanym zwolennikiem Trumpa.” Dziennik nie wyklucza jednak, że „Być może jednak – jak spekulują obserwatorzy – amerykański pułk kawalerii z Vilseck zostanie wkrótce przeniesiony do Polski, w ramach rekompensaty”. 

Burza w Kongresie USA: Republikanie i Demokraci łączą siły przeciwko Pentagonowi

Decyzja Pentagonu o zmniejszeniu obecności wojskowej w Europie i opóźnieniu rotacji do Polski spotkała się z ostrą krytyką ze strony Kongresu USA, wywołując rzadki przykład ponadpartyjnej jedności. Kongresmen Republikanów Don Bacon, były generał Sił Powietrznych USA i członek komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów, był jednym z najgłośniejszych krytyków tej decyzji. W rozmowie z PAP, Bacon nazwał ten ruch „policzkiem” dla Polski i „wstydem” dla Stanów Zjednoczonych, wskazując na chaotyczny sposób podjęcia i komunikowania decyzji. Mimo wtorkowego oświadczenia rzecznika Pentagonu Seana Parnella, który określił rotację jako „opóźnioną”, a nie odwołaną, Bacon nadal uważa ruch administracji Trumpa za poważny błąd. „Wygląda na to, że oni po prostu pozostawią tę brygadę, która miała trafić do Polski w kraju i koniec końców zamiast czterech będziemy mieć ich trzy w Europie” – powiedział Bacon, dodając, że „nic na razie nie wskazuje”, by jedna z tych trzech pozostałych brygad została skierowana do Polski, by wypełnić powstałą lukę.

Don Bacon, który jest również przewodniczącym zespołu parlamentarnego ds. państw bałtyckich, zwrócił uwagę na niebezpieczny kontekst decyzji, która zbiega się w czasie z rosyjskimi próbami zaognienia sytuacji na Litwie, Łotwie i w Estonii. Wspomniał o otwartych groźbach Rosji wobec Rygi i oświadczeniu ambasadora Rosji przy ONZ Wasilija Niebienzi, który mówił, że członkostwo w NATO „nie uchroni” Łotwy przed rosyjskim odwetem. „To tylko pokazuje, że Rosja jest okropnym sąsiadem i nie powinniśmy jednostronnie wycofywać się z Europy. Powinniśmy utrzymać silną obecność” – zaznaczył Bacon, podkreślając: „To jest błąd i będziemy się temu opierać w komisji sił zbrojnych”.

Walkę polityczną z Pentagonem zapowiedzieli liczni kongresmeni z obydwu partii. Demokrata Joe Courtney mówił PAP, że sposobem na zmuszenie resortu do uwzględnienia woli Kongresu będą obrady dotyczące przyszłego budżetu obronnego. Podobne plany przedstawiali inni Demokraci, tacy jak Eugene Vindman i senator Tim Kaine. Mike Rogers, przewodniczący komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów, również Republikanin, zapowiadał, że Pentagon czeka „ból”, jeśli nie będzie konsultował się z Kongresem. Senator partii rządzącej Mike Rounds sugerował opcje takie jak zawarcie przepisów nakazujących przywrócenie wojsk lub wstrzymanie wydatków potrzebnych na ich przemieszczenia.

Mike Rogers spotkał się w środę z wiceszefem MON Pawłem Zalewskim, a po spotkaniu, cytowany przez portal NOTUS, powiedział: „Oni (Pentagon) mówili o wycofaniu 4000 żołnierzy rotacyjnych w Polsce i niezastępowaniu ich. Wstrzymali się z tym”. Dodał również: „Właśnie wczoraj wieczorem dowiedzieliśmy się, że faktycznie wstrzymują to (wycofanie wojsk), a nasz prezydent rozmawia z prezydentem Polski o potencjalnych opcjach. Mam nadzieję, że ten problem zniknie”.

Polska ofensywa dyplomatyczna: Warszawa walczy o wzmocnienie sojuszu

W obliczu niepokojących doniesień dotyczących przyszłości amerykańskiej obecności wojskowej w Europie, Polska zainicjowała intensywną ofensywę dyplomatyczną w Waszyngtonie, mającą na celu zapewnienie utrzymania i wzmocnienia strategicznego sojuszu. Wiceministrowie obrony narodowej Paweł Zalewski i Cezary Tomczyk udali się do USA, aby prowadzić rozmowy na najwyższym szczeblu. Jak podkreślił Cezary Tomczyk w środę, początkowe plany amerykańskiej administracji „zmieniły się w ciągu ostatnich dni” na tle konsternacji zarówno w Europie, jak i Kongresie. „Fakty są takie, że te komunikaty samej administracji amerykańskiej ewoluują i to jest ewolucja, która jakby pokazuje, że ta ofensywa i też pokazanie różnego rodzaju argumentów ma znaczenie” – oświadczył Tomczyk. Dodał również, że „Głos, który popłynął ze strony Kongresu do administracji amerykańskiej, był jednoznaczny, i to był głos głębokiego wsparcia dla Polski”.

Cezary Tomczyk spotkał się w środę z doradcą prezydenta Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa i wiceszefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego Andrew Bakerem. Po spotkaniu Tomczyk oświadczył, że „Najważniejszy wniosek z rozmowy z administracją w Białym Domu jest taki, że Stany Zjednoczone utrzymają wysoką obecność wojskową w Polsce i że w ciągu najbliższych tygodni szczegóły dotyczące całej obecności amerykańskiej w Europie będą konsultowane z polskim rządem i polskimi generałami”. Podkreślił, że „kontakt i kanał (rozmów) został już otwarty”, a polscy generałowie dostali „jasny sygnał ze strony wojsk amerykańskich w Europie, że proces konsultacji będzie przebiegał w ciągu najbliższych dni”. W spotkaniu uczestniczyli także charge d’affaires RP w USA Bogdan Klich i polski attaché wojskowy w Waszyngtonie gen. Krzysztof Nolbert. Tomczyk zaznaczył, że Andrew Baker to „jedna z najważniejszych postaci w administracji amerykańskiej w Białym Domu”, co świadczy o wadze prowadzonych rozmów.

Wiceszef MON zwrócił uwagę na ewoluujące komunikaty amerykańskiej administracji, mówiąc: „od komunikatów, które były bardzo niepokojące, przeszliśmy do komunikatu, który dotyczy opóźnień i przesunięć, które dotyczą terminu, a nie faktu”. Nawiązał przy tym do wtorkowej wypowiedzi wiceprezydenta USA J.D. Vance'a, „który mówił, że to nie jest zatrzymanie, tylko opóźnienie, które wynika z pewnej reorganizacji w Europie”. Tomczyk podkreślił, że „od samego początku” Polska była zapewniana przez głównego dowodzącego sił amerykańskich w Europie, że zmiany „nie dotyczą Polski” i „wynikają ze stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych wypowiedzianego publicznie w kierunku Niemiec”.

Kluczową rolę odegrała także wtorkowa rozmowa wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza z sekretarzem (ministrem) wojny USA Pete'em Hegsethem. Kosiniak-Kamysz określił ją jako „kluczową z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i budowy zdolności”. Strona polska, jak zapowiedział Tomczyk, dąży do budowania z USA „wspólnych zdolności do produkcji albo koprodukcji najnowocześniejszego uzbrojenia amerykańskiego w Polsce przy współudziale polskich firm”. Wskazał konkretnie na rakiety PAC-3 do systemów Patriot, pociski Hellfire wykorzystywane m.in. przez śmigłowce Apache oraz pociski PrSM przeznaczone dla systemów HIMARS.

„Nie chodzi tylko o możliwość pozyskania, bo to oczywiście jest możliwe i Polska realizuje te kontrakty. Chodzi o to, żeby stworzyć w Polsce też zaplecze przemysłowe, na którym zarówno Polska, jak i Stany Zjednoczone mogą korzystać” – tłumaczył.

Nawiązując do hasła administracji Trumpa „America First”, Tomczyk stwierdził: „Z naszej perspektywy Poland First. W związku z tym chcemy zbudować tutaj wspólny cel”. Zdecydowanie zaprzeczył, by obecność wojskowa USA wiązała się z jakimiś warunkami, mówiąc: „Absolutnie nie. To w ogóle tak nie działa. Sojusznicy ze sobą nie rozmawiają w taki sposób”. Podkreślił również, że Polska „zrealizowała właściwie postulaty Donalda Trumpa i administracji amerykańskiej, również w sprawie NATO 3.0, jeszcze zanim te postulaty zostały de facto sformułowane”, wskazując na wydatki obronne rzędu 5 proc. PKB. Tomczyk odrzucił obawy o ewentualne „przelicytowanie” Polski przez Władimira Putina, argumentując, że „Administracja amerykańska doskonale wie, że Putin pomagał Iranowi w targetingu dotyczącym celów amerykańskich” i że „gospodarka rosyjska jest raczej w opłakanym stanie”. Podsumowując, Tomczyk stwierdził: „Polska ma swoich przyjaciół i ma swoje interesy. Stoimy twardo na ziemi”.

Również Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) poinformowało o rozmowie szefa BBN Bartosza Grodeckiego z wiceszefem Pentagonu ds. politycznych Elbridgem Colbym. We wpisie na X BBN przekazało, że

„Podsekretarz Colby podkreślił znaczenie dobrych relacji między prezydentem USA Donaldem Trumpem a prezydentem RP Karolem Nawrockim dla kształtowania stosunków amerykańsko-polskich. Zasygnalizował, że zapowiadane zmiany zaangażowania sił USA w Europie będą uwzględniały status Polski jako modelowego i priorytetowego sojusznika Stanów Zjednoczonych. Podkreślił, że RP może liczyć na utrzymanie silnego zaangażowania wojskowego USA”.

Bartosz Grodecki podziękował za „dotychczasowe zaangażowanie wojsk amerykańskich we wzmacnianie bezpieczeństwa Polski” i potwierdził „przywiązanie do relacji transatlantyckich oraz znaczenie strategicznego sojuszu polsko-amerykańskiego dla bezpieczeństwa RP i całej flanki wschodniej NATO”.

Przyszłość wojsk USA w Europie: Od opóźnień do strategicznych konsultacji

Początkowe doniesienia medialne, które pojawiły się w piątek, cytowały anonimowych urzędników amerykańskich, mówiąc o anulowaniu planów rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Agencja Reutera i CNN, powołując się na źródła w resorcie wojny USA, informowały, że decyzja sekretarza wojny Pete'a Hegsetha o wstrzymaniu planowanej rotacji brygady pancernej była częścią serii ruchów mających na celu redukcję liczby sił USA w Europie. Już 1 maja Pentagon zapowiedział wycofanie 5 tys. żołnierzy z Niemiec.

We wtorek rzecznik Pentagonu Sean Parnell skorygował te informacje, mówiąc, że rotacja wojsk do Polski została „opóźniona”, a nie odwołana. Potwierdził jednak, że całkowita liczba brygad sił USA w Europie ma zostać zmniejszona z czterech do trzech, czyli do poziomu sprzed rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W środę Parnell dodał, że ostateczny rozkład wojsk USA w Europie będzie przedmiotem „dalszej analizy wymagań strategicznych i operacyjnych”. Podkreślił również, że skutkiem zmniejszenia obecności amerykańskiej armii w Europie będzie „tymczasowe opóźnienie rozmieszczenia sił amerykańskich w Polsce”, która – jak dodał – „jest wzorcowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych”.

Tę narrację potwierdził również wiceprezydent USA J.D. Vance, który we wtorek oświadczył, że wstrzymanie rotacji brygady pancernej do Polski to „jedynie opóźnienie rotacji”. Zaznaczył, że nie podjęto decyzji o ostatecznym przeznaczeniu tych wojsk. Zarówno Parnell, jak i wiceminister Cezary Tomczyk zapowiedzieli, że ostateczny kształt rozmieszczenia sił w Polsce i Europie zostanie wypracowany w toku konsultacji w ciągu najbliższych tygodni.

Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po wtorkowej rozmowie z sekretarzem wojny USA Pete'em Hegsethem oświadczył, że trwa proces przegrupowania sił i środków armii USA w Europie, ale żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła. „Pentagon przygotowuje właśnie nowy plan rozmieszczenia swoich wojsk w całej Europie” – powiedział Kosiniak-Kamysz, wskazując, że z Hegsethem umówili się na dalszą współpracę „nad wzmacnianiem bezpieczeństwa Polski i docelowym modelem obecności wojsk amerykańskich w Polsce”.

Po środowym spotkaniu z zastępcą przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów wojsk USA gen. Christopherem Mahoneyem, Kosiniak-Kamysz ponownie podkreślił, że trwa polska ofensywa na rzecz wzmacniania relacji z USA.

Wiceminister Cezary Tomczyk, dopytywany o termin, kiedy będzie wiadomo, jakie będzie rozmieszczenie sił amerykańskich, odpowiedział, że to „kwestia tygodni”. Odnosząc się do sposobu komunikacji tej sprawy, który mógłby osłabiać zaufanie do USA, Tomczyk odparł: „Stosunki międzynarodowe są dość skomplikowaną sprawą i są pewnym procesem, a na te procesy wpływają też rzeczy, które dzieją się wewnątrz kraju. Po prostu zawsze weźmy poprawkę, jakby uspokójmy wodę i wyciągnijmy właściwe wnioski”.

GEN RÓŻAŃSKI ws. WOJSKA USA: JAKOŚĆ NIE ILOŚĆ