- Pentagon potwierdził w środę redukcję liczby amerykańskich Brygadowych Zespołów Bojowych w Europie z czterech do trzech, wracając do poziomu z 2021 roku.
- Decyzja ta skutkuje "tymczasowym opóźnieniem rozmieszczenia sił USA w Polsce", która została określona jako "wzorcowy sojusznik".
- Rzecznik Pentagonu Sean Parnell oraz wiceprezydent USA J.D. Vance wskazują, że jest to część szerszej analizy strategicznej, mającej zachęcić Europę do większej odpowiedzialności za własną obronę.
- Polscy politycy, w tym szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i premier Donald Tusk, zapewniają, że nie ma decyzji o zmniejszeniu zdolności wojsk USA w Polsce i że kraj nadal może liczyć na wsparcie Stanów Zjednoczonych.
W środę (20 maja) rzecznik resortu obrony USA, Sean Parnell, potwierdził, że Pentagon podjął decyzję o zmniejszeniu liczby tak zwanych Brygadowych Zespołów Bojowych (BCT) stacjonujących w Europie z czterech do trzech. We wpisie na platformie X Parnell dodał, że posunięcie to oznacza między innymi „opóźnienie rozmieszczenia sił amerykańskich w Polsce”. Decyzja ta, jak podkreślił, jest powrotem „do poziomu z 2021 r.”. Rzecznik Pentagonu zaznaczył również, że ostateczny rozkład wojsk USA w Europie będzie przedmiotem „dalszej analizy wymagań strategicznych i operacyjnych”.
Parnell podkreślił, że Polska „jest wzorcowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych”, dodając, że „Polska okazała zarówno zdolności, jak i determinację do samoobrony. Inni sojusznicy NATO powinni pójść w jej ślady”. W kontekście tej strategicznej zmiany, Pentagon realizuje program prezydenta Donalda Trumpa "America First", który zakłada zachęcanie sojuszników z NATO do wzięcia na siebie głównej odpowiedzialności za konwencjonalną obronę Europy.
Wypowiedź Parnella stanowi jak dotąd najbardziej klarowne wyjaśnienie sytuacji po pięciu dniach informacyjnego chaosu i pogłoskach o nagłym wstrzymaniu przez Pentagon rotacji brygady pancernej z Teksasu do Polski. Agencja Reutera informowała już 15 maja, powołując się na anonimowych urzędników amerykańskich, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. żołnierzy USA do Polski. Stacja CNN z kolei podała, że decyzja o wstrzymaniu planowanej rotacji amerykańskiej brygady pancernej była elementem działań mających na celu redukcję liczby sił USA w Europie.
Polskie stanowisko i międzynarodowe dyskusje: Od Donalda Tuska po NATO
W reakcji na te doniesienia, szef Pentagonu, Pete Hegseth, rozmawiał we wtorek (19 maja) rano z szefem polskiego resortu obrony, wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Polski minister przekazał po rozmowie, że „żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła”. Hegseth miał również potwierdzić, że „Polska może liczyć na Stany Zjednoczone”. Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że polsko-amerykańskie relacje wojskowe są silne i „zostały dziś jednoznacznie potwierdzone”.
Dodał, że „Polska jest modelowym sojusznikiem” i że „Pentagon przygotowuje właśnie nowy plan rozmieszczenia swoich wojsk w całej Europie”. Zastępca przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów wojsk USA, gen. Christopher J. Mahoney, ma rozmawiać z Kosiniakiem-Kamyszem w środę, co świadczy o dalszym dialogu na wysokim szczeblu.
Premier Donald Tusk również odniósł się do sytuacji przed rozpoczęciem wtorkowego posiedzenia rządu, podkreślając, że „rząd stara się uzyskać informacje i wpływać na decyzje amerykańskich sojuszników”. Tusk zaznaczył, że „nasi amerykańscy sojusznicy muszą zrozumieć, jak ważna z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski, Europy, Stanów Zjednoczonych, globalnego porządku jest ścisła i bardzo dobrze skoordynowana współpraca, w tym obecność wojsk amerykańskich w Polsce”. Szef polskiego rządu zapewnił, że Polska jest „najbardziej lojalnym i efektywnym sojusznikiem”, który inwestuje w amerykański sprzęt i odpowiada za bezpieczeństwo nie tylko własne, ale i wielu innych państw Europy. W ubiegły piątek Donald Tusk zapewniał, że decyzje te mają „charakter logistyczny i nie wpłyną na bezpieczeństwo Polski”.
Wiceprezydent USA, J.D. Vance, oświadczył we wtorek, że wstrzymanie rotacji brygady pancernej do Polski to „jedynie opóźnienie rotacji” i nie podjęto decyzji o ostatecznym przeznaczeniu tych wojsk. Vance podkreślił, że „Polska jest w stanie obronić się przy dużym wsparciu ze strony Stanów Zjednoczonych”, a celem jest „przesunięcie części zasobów w sposób, który maksymalizuje bezpieczeństwo Ameryki”. Ocenił również, że europejska reakcja na tę sprawę jest przesadzona, a cała sytuacja to „bardzo mała i błaha rzecz”, biorąc pod uwagę, że dotyczy 4 tys. żołnierzy. Vance odrzucił sugestie, że jest to „kara dla Polski”, argumentując, że „nikt nie zrobił tak wiele, aby zapewnić Ukrainie przetrwanie inwazji Rosji niż Donald Trump”.
W Brukseli szef Sztabu Generalnego WP, gen. Wiesław Kukuła, rozmawiał we wtorek z dowódcą sił amerykańskich i NATO w Europie (EUCOM), gen. Alexusem Grynkewichem, oraz szefami obrony państw bałtyckich. Tematem spotkania była między innymi obecność wojsk amerykańskich na wschodniej flance NATO, działania mające na celu wzmacnianie postawy odstraszania i obrony oraz tematy związane z bezpieczeństwem w regionie. Gen. Grynkewich potwierdził, że łączna liczba żołnierzy w Europie została zredukowana o 5 tys., ale zapewnił, że decyzja USA o wycofaniu brygady pancernej „nie osłabi planów obronnych Sojuszu w regionie”.
Krytyka w Kongresie USA i obawy o praworządność decyzji
Decyzja Pentagonu spotkała się z krytyką również w Kongresie USA. Kongresmen z Partii Demokratycznej, Joe Courtney, członek komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów, powiedział we wtorek PAP, że politycy obydwu partii zamierzają użyć procesu uchwalania budżetu Pentagonu, aby wpłynąć na decyzje tego resortu o rozmieszczeniu sił w Europie. Courtney zaznaczył, że obecność amerykańskich wojsk w Polsce jest w interesie USA. Jak przyznał, do tej pory nie otrzymał żadnych wyjaśnień poza tym, co pojawiło się w mediach, dodając: „Nikt z nas nic tu nie wie, nie dostaliśmy żadnych nowych informacji”. Kongresmen nie rozumie decyzji, ponieważ „Polska jest przecież filarem bezpieczeństwa w regionie”, a wojska amerykańskie w Polsce to kwestia wspólnych interesów.
Joe Courtney nazwał samą decyzję, jak i sposób jej podjęcia „obrazą dla Polski”, ale też dla Kongresu. Jego zdaniem decyzja Pentagonu jest sprzeczna z prawem, a konkretnie z przepisami uchwalonymi w corocznej ustawie o wydatkach Pentagonu (NDAA), które nakładają obowiązek wielostronnych konsultacji o obniżeniu liczby wojsk w Europie poniżej 76 tys. Courtney zapowiedział, że sprawa nie zostanie pozostawiona bez odpowiedzi podczas obrad nad kolejnym NDAA, a Kongres ma „wiele narzędzi nacisku na Pentagon”.
Podkreślił, że nie tylko Demokraci, ale także wielu Republikanów, w tym przewodniczący komisji sił zbrojnych Mike Rogers, jest niezadowolonych z tej sytuacji. We wtorek minister ds. sił lądowych Dan Driscoll i szef sztabu gen. Christopher LaNeve byli wielokrotnie krytykowani i pytani przez polityków obydwu partii o sprawę wstrzymania rozmieszczenia wojsk, ale nie udzielili żadnych dodatkowych informacji, twierdząc, że nie mogą odpowiedzieć na pytania dotyczące polityki stojącej za tym posunięciem.
Europejska perspektywa: Koncentracja USA na Indo-Pacyfiku i wezwania do samodzielności
Szefowa unijnej dyplomacji, Kaja Kallas, powiedziała we wtorek w Parlamencie Europejskim, że wstrzymanie rozmieszczenia wojsk amerykańskich w Polsce i Niemczech było do przewidzenia i wpisało się w szerszy trend działań USA, które wycofują się z Europy i koncentrują na Indo-Pacyfiku. Kallas przyznała, że chociaż obecność wojskowa USA w Europie ma kluczowe znaczenie dla odstraszania i obrony NATO, to Europa zdaje sobie sprawę, że priorytety geopolityczne Waszyngtonu uległy zmianie. Wezwała, by Europa wzięła odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, w tym zwiększyła wydatki na obronę, wypełniła luki w zdolnościach obronnych i zwiększyła europejską produkcję zbrojeniową.
Europoseł Michał Kobosko z grupy Odnowić Europę zgodził się z Kallas, podkreślając, że „w interesie Polski, Europy i USA jest to, by siły amerykańskie pozostały w Europie”. Zaapelował do „amerykańskich przyjaciół”, aby zastanowili się, jaki sygnał wysyłają w momencie, kiedy Rosja i Białoruś prowadzą ćwiczenia nuklearne. Z kolei europoseł PiS, Patryk Jaki, i szef delegacji PiS, Adam Bielan, obarczyli winą za decyzję o zmniejszeniu obecności amerykańskich wojsk Unię Europejską, Parlament Europejski i Donalda Tuska, zarzucając im „obrażanie prezydenta Stanów Zjednoczonych”. Kobosko skomentował to jako „grę oskarżeń” i „stratę czasu i energii”. Europoseł Nowej Lewicy, Krzysztof Śmiszek, wyraził zdziwienie, że PiS nie chciał debaty na temat „niezrozumiałego i niebezpiecznego ruchu ze strony USA”. Śmiszek ocenił, że „z PE musi płynąć bardzo zdecydowany głos. Chcemy wojsk amerykańskich w Europie i nie możemy pozwolić na to, aby niestabilność decyzji Donalda Trumpa uderzała w bezpieczeństwo Europy”, dodając, że „Europa musi zbroić się sama”, jeśli niestabilny partner za oceanem nie daje gwarancji bezpieczeństwa.
Informacja agencji Reutera o planach ograniczenia zobowiązań USA w ramach Modelu Sił NATO jest kolejnym sygnałem o możliwej redukcji sił amerykańskich w Europie. Według informatorów agencji, Pentagon zdecydował się znacznie ograniczyć swoje zaangażowanie, co ma być konkretnym dowodem na to, że administracja Trumpa realizuje politykę konieczności przejęcia przez Europę odpowiedzialności za obronę konwencjonalną kontynentu. Elbridge Colby, promotor koncepcji "NATO 3.0", już wcześniej mówił, że USA będą nadal używać broni jądrowej do ochrony członków NATO, choć to europejscy sojusznicy przejmą inicjatywę w zakresie sił konwencjonalnych.
Polecany artykuł: