Odstraszanie nuklearne Polski. NATO, Francja czy własny arsenał?

2026-03-22 10:00

W dynamicznie zmieniającej się architekturze bezpieczeństwa, Polska intensywnie analizuje dostępne opcje wzmocnienia swojego potencjału odstraszania. Debata koncentruje się wokół trzech głównych filarów: aktywnego udziału w transatlantyckim programie NATO Nuclear Sharing, dołączenia do nowej europejskiej inicjatywy nuklearnej pod przewodnictwem Francji oraz hipotetycznej, choć budzącej emocje, perspektywy rozwoju własnej broni jądrowej. Wybór odpowiedniej strategii zdeterminuje pozycję i bezpieczeństwo Polski na dekady. Dlatego też Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) postanowił w tym celu zorganizować debatę na ten temat, w której w sposób merytoryczny i bez politycznych emocji przyjrzano się opcjom, o których głośno było w ostatnim czasie.

Broń atomowa

i

Autor: zdjecie ilustracyjne/ Shutterstock

W obliczu narastających napięć geopolitycznych i agresywnej polityki Rosji, Polska staje przed fundamentalnym pytaniem o najskuteczniejszą formę gwarancji swojego bezpieczeństwa. Kwestia odstraszania nuklearnego powraca do debaty publicznej z niespotykaną dotąd siłą, zmuszając do analizy trzech potencjalnych ścieżek: pogłębienia współpracy transatlantyckiej, dołączenia do francuskiej inicjatyw lub, w najdalszej perspektywie, budowy własnego potencjału. Każda z tych opcji niesie ze sobą odmienne implikacje strategiczne, polityczne i finansowe. W tym celu Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) 19 marca zorganizował konferencję, by przybliżyć nie tylko same oferty, o których się dyskutuje, ale także szanse i zagrożenia. 

W pierwszym panelu pt: "Sojuszniczy wymiar nuklearnego odstraszania". Rozmawiano na ile wiarygodny jest „parasol nuklearny” USA i NATO nad Polską? I czy arsenały Francji i Wielkiej Brytanii mogą odegrać większą rolę w ochronie sojuszników? Oraz czy Polska może więcej kontrybuować do nuklearnego odstraszania bez posiadania broni jądrowej? W panelu tym wzięli udział:

  • Zuzanna Gwadera, analityk i administrator programu Missile Dialogue Initiative, International Institute for Strategic Studies (IISS)
  • Artur Kacprzyk, analityk programu Bezpieczeństwo Międzynarodowe, PISM
  • Pułkownik Wojciech Dalka ze Sztabu Generalnego 
  • Dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, kierownik Zakładu Prognoz i Studiów Strategicznych, Instytut Bezpieczeństwa, Wydział Bezpieczeństwa, Logistyki i Zarządzania, Wojskowa Akademia Techniczna.

Moderatorem był doktor Jacek Raubo z Defence24 

Jak zauważył na wstępie otwarcia konferencji dr hab. Jarosław Ćwiek-Karpowicz, dyrektor PISM.

"Cieszę się, że możemy jako PISM wziąć udział w debacie, która od jakiegoś czasu jest niezwykle gorąca w Polsce. Myślę, że na nią składa się wiele kwestii. Po pierwsze, rosnące obawy o wiarygodność i przyszłość nuklearnego odstraszania na naszym kontynencie. Źródłem tych napięć z jednej strony jest oczywiście agresywna polityka Rosji, ale także pewne wątpliwości po stronie państw sojuszniczych co do polityki Stanów Zjednoczonych. Od lat analizujemy w PISM politykę nuklearną Federacji Rosyjskiej. Widzimy, że próg użycia broni jądrowej jest coraz niższy w rosyjskiej doktrynie. I Rosja traktuje tę broń nie tylko jako narzędzie odstraszania, ale instrument wsparcia agresji. Widzimy to także w jej zapowiedziach dotyczących rozmieszczenia taktycznej broni jądrowej na terytorium Białorusi i przeszkolenia białoruskich pilotów. Po stronie NATO deklaracje Stanów Zjednoczonych i zachęcanie państw europejskich do brania większej odpowiedzialności w momencie coraz większego rosnącego potencjału nuklearnego Chin, większej odpowiedzialności, większych wydatków, ale nie rozszerzania państw jądrowych, to także wzbudza pewną konsternację. W to wszystko wpisuje się niedawna odpowiedź Francji, prezydenta Macrona dotycząca pewnego rodzaju rozszerzenia nuklearnego, ale, jak sami wiemy, ta francuska wizja nie jest na pewno tak ambitna i równoważąca to, co Amerykanie w tej chwili w Europie, do czego się zobowiązali i co utrzymują. Ważne jest także, żebyśmy podkreślili jak może być odpowiedź społeczności międzynarodowej na te państwa, które decydują się na posiadanie własnej broni jądrowej. Myślę tu oczywiście o obecnym konflikcie i ataku amerykańsko-izraelskim na Iran. To jest pewnego rodzaju lekcja dla tych, którzy samodzielnie chcą takie zdolności rozbudowywać".

Głos następnie zabrał Marcin Kaźmierski, dyrektor Departamentu Polityki Bezpieczeństwa Międzynarodowego, Ministerstwo Obrony Narodowej. Jak mówił:

"Polska jak wszyscy sojusznicy w NATO, za wyjątkiem Francji, jak wiemy, uczestniczy w kształtowaniu polityki odstraszania nuklearnego w związku z tym uczestniczy w pracach odpowiednich gremiów. Wiemy na czym ta polityka odstraszania polega, tak jak powiedziałem, kształtują ją wszyscy. Natomiast niektórzy z sojuszników posiadają tak zwaną rolę nuklearną, która to pozwala im na ewentualne, gdyby to było konieczne, aktywne włączenie się w tę politykę odstraszania nuklearnego. Panuje przekonanie, że po zmianach jakie zaszły w percepcji administracji amerykańskiej w Sojuszu, czy na Stanach Zjednoczonych będzie w dalszym ciągu spoczywał obowiązek zapewnienia tego odstraszania nuklearnego dla NATO dla sojuszników europejskich, czy natomiast sojusznicy Europejczycy powinni być zaangażowani w większym stopniu w odstraszanie i obronę konwencjonalną. To nie znaczy, że nic się nie dzieje, jeżeli chodzi o odstraszanie nuklearne, wprost przeciwnie, od pewnego czasu trwa refleksja nad tym, jak to odstraszanie dostosować do tych wszystkich wydarzeń, o których wiemy, jeśli chodzi o coraz bardziej agresywną politykę i narrację rosyjską w sferze jądrowej".

Marcin Kaźmierski powiedział także o zainteresowaniu Polski propozycją Francji.

"Mamy ofertę Francji. Co o tej ofercie możemy powiedzieć w ogóle i tak bezpiecznie, co ja mogę powiedzieć, a mianowicie to, że została ona przez nas przyjęta. Jesteśmy zainteresowani jako Polska tym, żeby uczestniczyć w tej dyskusji, i że jej parametry, o których mogę mówić, zostały sprecyzowane w następujący sposób. Oferta francuska w żadnym stopniu nie ma być konkurencyjna wobec sojuszniczego czy amerykańskiego ostrzaczania nuklearnego w ramach sojuszu. No i to jest podstawa, żeby faktycznie można było wypracować, żebyśmy my mogli się w to zaangażować i żebyśmy mogli wypracować decyzje, które są zgodne z naszym podejściem. To po pierwsze, i to, że to nie może być kosztem europejskich czy sojuszniczych rozwoju przez Europejczyków, NATO, zdolności konwencjonalnych, na których nam zależy, zależało od dawna, gdzie uważamy, że sojusz powinien dostosowywać swoją konwencjonalną politykę do zmieniających się realiów, do tego, żeby zmieniała się proporcja między siłami na miejscu a siłami na flance wschodniej na stałe, czy rotacyjnie, a tymi, które są przeznaczone do wzmocnienia, żeby te siły, które są przeznaczone do wzmocnienia, były coraz lepiej przygotowane".

Po tym krótkim otwarciu nastąpiła oficjalna debata. Jako pierwszy głos zabrał pułkownik Wojciech Dalka ze Sztabu Generalnego. Jak zwrócił ona uwagę:

"Na pewno pewne plany z racji udziału w NATO występują, niemniej jednak dotykają strefy bardzo, bardzo, niejawnych. Natomiast w tej chwili postrzeganie tego poziomu z pozycji żołnierzy zasadniczo odnosi się do kwestii problemu politycznego, bo posiadanie broni masowego rażenia, szczególnie broni jądrowej, to jest wątek polityczny. Gdzie państwo zyskuje pewien potencjał poprzez posiadania konkretnego środka rażenia. W chwili obecnej siły zbrojne działają na podstawie prawa i w granicach prawa, w granicach dokumentów normatywnych, które zostały przez szczebel polityczny wyznaczony. Szczególnie w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, dlatego wszystkie dokumenty pochodne są z nimi zgodne. I aktualnie realizowany program rozwoju sił zbrojnych na lata 2025-2039 w tym obszarze się zawiera. Oczywiście rozwijamy zdolności perspektywiczne, bazujemy na doświadczeniach wojny na Ukrainie, niemniej jednak, ja chciałbym zaznaczyć, że działamy w tym obszarze, który został nam określony".

Głos następnie zabrał dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas:

"Jeśli chodzi o wiarygodność odstraszania nuklearnego, to istnieje taki parametr wielki, którym jest stopniowe oddalanie się cywilizacyjne Stanów Zjednoczonych Ameryki od Europy. Stany Zjednoczone zmieniają się wewnętrznie i jest to proces, z którego nic nie jest w stanie zatrzymać, który nie podlega w ogóle sterowaniu przez politykę państwową, przez polityków, czy liderów opinii ani w ogóle przez nikogo. Przemiany mają charakter demograficzny, etniczny i różne związane wymiary. I Stany Zjednoczone stają się coraz bardziej odrębne od reszty świata z luźnymi powiązaniami w różnych kierunkach, z różnymi cywilizacyjnymi i również pod względem geografii fizycznej i politycznej regionami świata. Stany Zjednoczone wielokrotnie zapewniały bezpieczeństwo Europie, w tym rozstrzygając I wojnę światową i II wojnę światową, a rozstrzygając zimną wojnę, w dużym stopniu przy pomocy odstraszania nuklearnego. Europa była dla nich najważniejsza na świecie poza nimi samymi. Ta epoka stopniowo się kończy".

Jak zwrócił on uwagę:

"Parametry, mogłyby istnieć, gdyby broń nuklearna była używana w świecie, a jak wiadomo była użyta tylko raz. To użycie daje przewagę Stanom Zjednoczonym nad innymi państwami świata, ponieważ tylko one udowodniły, że są gotowe użyć tej broni. Wobec wszystkich innych państw istnieją większe wątpliwości, czy nawet posiadając broń nuklearną a żeby jej użyć. Ale sytuacja Stanów Zjednoczonych w 1945 roku była inna niż teraz. Po pierwsze, nikt inny nie miał broni nuklearnej, nie mógł odpowiedzieć nuklearnie na jej użycie. Po drugie, trwała wojna światowa. Drugi parametr jest bardziej oczywisty, to jest posiadanie zdolności fizycznej, posiadanie broni, ponieważ nie nie można zmyślać i czarować świata rzekomą zdolnością odstraszania".

Dopytywany czy parasol nuklearny Stanów Zjednoczonych nad Polską, nad wschodnią flanką, ma wiarygodność na takim poziomie, który satysfakcjonuje.

"To jest niemożliwe do ustalenia. Co można stwierdzić to, że w tej chwili nie istnieje alternatywa. Może powstać".

Następnie głos zabrał Artur Kacprzyk, który był pytany o alternatywę w postaci oferty francuskiej.

"To nie jest alternatywa i to nawet sam prezydent Macron kilka tygodni temu mówił o tych zmianach w doktrynie francuskiej. Wyraźnie zaznaczał, że to ma być uzupełnienie dla amerykańskiego odstraszania w Europie (...) Natomiast ten mechanizm sojuszniczego odstraszania z natury, z założenia jest niepewny, ale historia pokazuje, że może być skuteczny. Jest niepewny, bo tak naprawdę chodzi o to, że inne państwo w ramach takiego odstraszania, miałoby ryzykować wojnę nuklearną w naszej ochronie. Co jest niepewne. Z drugiej strony historia pokazała, że to może działać. Pokazała podczas zimnej wojny. Myślę, że pokazuje w ciągu ostatnich lat. Nuklearne odstraszanie spełnia swoją główną rolę. To znaczy, widzimy to na własnym przykładzie. Odgrywamy kluczową rolę we wspieraniu Ukrainy i Rosja nie używa broni jądrowej przeciwko nam. W ogóle otwarcie nas nie nie atakuje. Natomiast jeśli chodzi o kwestię uzupełnienia amerykańskiego odstraszania. Ująłbym to w ten sposób. Mimo że ono się staje bardziej wątpliwe politycznie, wciąż jest kluczowe. To jest największy arsenał zdecydowanie. Oczywiście w NATO. Widzimy te napięcia transatlantyckie, widzimy, że Amerykanie inne regiony traktują bardziej priorytetowo niż Europę. Ale z drugiej strony dalej interesy w tej Europie mają. Nawet mimo tego, że prezydent Trump często traktuje sojuszników bardziej jak strefę wpływów niż jako partnerów (...) Sami Amerykanie mówią o tym, że to ich odstraszanie nuklearne trzeba uzupełnić bez proliferacji broni jądrowej".

Mówiąc o ofercie francuskiej Kacprzyk powiedział:

"Generalnie chodzi o skomplikowanie rosyjskich kalkulacji. To znaczy postawienie Rosjan przed dylematem, że nawet jeżeli dojdą do wniosku, że Amerykanie nie odpowiedzą na atak nuklearny na sojusznika, to istnieje pewne ryzyko, że zrobią to Francuzi. Więc znowu to jest dodawanie, uzupełnianie amerykańskiego odstraszania (...) Francja dalej nie mówi wprost w przeciwieństwie do USA, że mogłaby użyć broni jądrowej w odpowiedzi na atak na sojusznika. Mniej dosadnie to sygnalizuje. Prezydent Macron mówił, że jeżeli Francja będzie decydować o użyciu broni jądrowej, weźmie pod uwagę interesy głównych sojuszników. I zaproponował pewne elementy współpracy, sposoby współpracy państw europejskich, w tym nam, które mają wysłać sygnał, że także faktycznie taka możliwość by istniała. Więc chodzi tu o możliwość udziału polskich sił konwencjonalnych we francuskich ćwiczeniach nuklearnych jako wsparcia, ale też rozmieszczania, czy podczas pokoju, czy podczas kryzysu francuskich samolotów zdolnych do przenoszenia broni jądrowej i wysłanie w ten sposób sygnału do Rosji. Czego nie ma? Nie ma wspólnego planowania, wybierania celów do uderzeń nuklearnych, czy nie ma nuklear sharing. Czyli możliwości użycia za zgodą innego państwa w tym momencie USA części jego broni jądrowej. Ale to tutaj zwróćmy jeszcze uwagę  na jedną rzecz, która chyba jest najczęściej właśnie dyskutowana czyli fakt, że ten arsenał jest o wiele mniejszy od amerykańskiego i mimo tego, że on ma być zwiększony, pozostanie o wiele mniejszy od amerykańskiego. Co natomiast Francja może zrobić przy użyciu tego arsenału? Nie mogłaby zniszczyć większości rosyjskich sił nuklearnych. Rosjanie obawiają się, że Amerykanie mogliby to zrobić. Co natomiast Francja mogłaby zrobić? Mogłaby uderzyć siłami nuklearnymi masowo na rosyjskie miasta i zadać ogromne straty Rosji. Problem polega na tym, że to jest opcja ostateczna. I dochodzimy do opcji trzeciej i która myślę, że jest niewykluczona w przypadku obrony sojuszników, chociaż wciąż to jest bardzo wątpliwe, czy Francja by się na to zdecydowała, czyli jakieś ograniczone użycie broni jądrowej. Wedle francuskiej doktryny ono może nastąpić raz, to byłoby również ryzykowne, nie prowadziłoby od razu do eskalacji. Wyobraźmy sobie scenariusz, że Polska zostaje zaatakowana bronią nuklearną, załóżmy, że Francja odpowiada jakimś ograniczonym atakiem na Rosję i tutaj są różne możliwości".

Jak zwrócił ona dalej uwagę w kontekście długofalowym modernizacji arsenału nuklearnego:

"Planowanie musi być długofalowe, modernizowanie, rozbudowywanie arsenału musi być skuteczne i ciągłe. Jeżeli ktoś zaniedbał broń jądrową, to nie sądzie by była to Francja. Mimo, że Francuzi zawsze mówili, że te ich żywotne interesy wykraczają poza ich granice i mają wymiar europejski, jak mówi Macron. To ten arsenał służy przede wszystkim obronie Francji, w odpowiedzi na atak na Francję. I myślę, że go nie zaniedbali. Amerykanie, tutaj już pewne zaniedbania było widać w tym sensie, że modernizację sił nuklearnych mocno opóźniono. Natomiast teraz już przywiązanie do tego i dyskusja na temat tego w Stanach mocno, mocno odżyła.

Kasprzyk, mówiąc o ofercie Francji powiedział także o ryzyku w związku z wyborami we Francji. 

"Mamy wybory za rok we Francji. I jeżeli są jakieś dwie niepewności co do francuskiej oferty, to jedna to są wybory, gdzie kandydaci prowadzącego w sondażach Zjednoczenia Narodowego, wyrażają sceptycyzm wobec propozycji Macrona. Sceptycyzm, ale nie kategoryczny sprzeciw. Myślę, że dużo będzie zależało, od tego, czy kandydatką na prezydenta będzie pani Le Pen czy pan Bardela. Pan Bardela myślę, że byłby bardziej skłonny do współpracy w tych kwestiach, więc tu wybory mają znaczenie. Druga kwestia jest taka, jaka będzie cena. Jeżeli chodzi o Francuzów o tę współpracę, bo jedna sprawa jest taka, że chcą współpracować z sojusznikami, którzy mają duże siły, zdolności konwencjonalne je rozwijają i tu pracować nad wspólnymi koncepcjami. Ale na przykład wspomniani już kandydaci Zjednoczenia Narodowego mówią, że też sojusznicy powinni kupować broń od Francji, wtedy będziemy mogli współpracować".

Głos potem zabrała Zuzanna Gwadera pytana o aspekt obrony przeciwrakietowej:

"Na wstępie w ogóle chciałam zaznaczyć, dlaczego rozmawiamy o pociskach konwencjonalnych w kontekście odstraszania jądrowego. Jakieś 50-60 lat temu takie pociski one były nazywane szczególnie rakiety balistyczne, to była tak zwana broń o złej reputacji, a to dlatego, że w większości przypadków ona była nierozerwalnie związana z bronią masowego rażenia, a to jest z bardzo prostego powodu, mianowicie te pociski były bardzo mało precyzyjne i jedyne co miało w ogóle sens, żeby przenosić na takich pociskach, to była broń, która będzie miała efekt na bardzo dużej powierzchni, czyli właśnie broń masowego rażenia, szczególnie broń jądrowa. Natomiast to, co zmieniło się przez ostatnie dziesięciolecia, to jest bardzo duży postęp w technologiach naprowadzania takich pocisków. I to z kolei sprawiło, że otworzyły się perspektywy dla możliwości głębokiego rażenia z użyciem głowic konwencjonalnych na nawet bardzo długich dystansach. Doświadczenie z ostatnich kilku lat pokazuje jaką rolę odgrywały i dalej odgrywają pociski wszelkiej maści na wojnie na Ukrainie czy nawet przy obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Myślę, że to podkreśla jak bardzo państwa postrzegają te technologie konwencjonalne jako naprawdę użyteczne w tym momencie. To samo się dzieje w Europie, wiele państw europejskich, w tym Polska stawia te zdolność do głębokiego precyzyjnego rażenia jako priorytet obronny. Polska pozyskuje takie pociski poprzez kupno z zagranicy od Stanów Zjednoczonych, Norwegii, Korei, ale również Polska bierze udział w programie rozwojowym współpracy rozwojowej European Long Range Strike Approach, czyli tak zwana tak zwana ELSA".

Jak mówiła dalej:

"Natomiast przechodząc do sedna sprawy i tego, jak ta rola pocisków konwencjonalnych i obrony przeciwlotniczej, przeciwrakietowej wpisuje się w całokształt odstraszania jądrowego. Przede wszystkim czy konwencjonalne pociski i obrona przeciwlotnicza, przeciwrakietowa może zastąpić odstraszanie jądrowe? Osobiście jestem co do tego bardzo bardzo sceptyczna. Jeżeli mówimy o skuteczności i wiarygodności odstraszania, musimy mieć zdolność do uniemożliwienia naszemu przeciwnikowi osiągnięcia szybkiego zwycięstwa przy relatywnie niskich kosztach. Kiedy w grę wchodzi przeciwnik, który ma broń jądrową, powinniśmy również dysponować możliwością przeciwdziałania szantażowi nuklearnemu, co prawdopodobnie wymagałoby naprawdę porządnej zdolności odwetowej czy nawet możliwości zagrożenia rosyjskim siłom jądrowym. I przy tak dużym adwersarzu, który ma broń jądrową, jakim jest Rosja, to zadanie staje się niezwykle trudne. Mówimy o setkach, jeżeli nie o tysiącach celów, często bardzo daleko oddalonych, często dobrze bronionych, utwardzonych i tak dalej i naprawdę ciężko mi wyobrazić sobie skalę inwestycji, która byłaby potrzebna, żeby osiągnąć nawet głębie magazynów, która byłaby potrzebna do takiego planu. I myślę, że takie uderzenia, tak zwane, te konwencjonalne uderzenia, tak zwane counterforce, to jest coś, co może na przykład rozpatrywać Korea Południowa wobec Korei Północnej, która ma nieporównywalnie mniejszy arsenał jądrowy. Natomiast dla nas jest to opcja dużo mniej według mnie realistyczna. Szczególnie jeżeli nie mamy zaplecza nuklearnego w Europie. Natomiast jeszcze dodam, że jeżeli chodzi o potencjał środków obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej to ja jestem sceptyczna, że jesteśmy w stanie zapewnić na tyle szczelny parasol, żeby zanegować potencjał jądrowy tak dużego państwa, jakim jest Rosja, już nie wspominając w ogóle o kosztach takiego przedsięwzięcia".

Jeśli chodzi natomiast o konwencjonalne środki, które mogą wesprzeć odstraszanie jądrowego w Europie. 

"Istnieje według mnie opcja dla konwencjonalnych pocisków we wspieraniu operacji broni jądrowej. I ten ten sam koncept konwencjonalnego wsparcia, to nie jest absolutnie nic nowego. NATO ćwiczy cały czas takie właśnie wsparcie dla operacji z użyciem broni jądrowej. W to wchodzą takie misje jak eskortowanie myśliwców przenoszących broń jądrową, tankowanie, rozpoznanie, misje ratunkowe i tak dalej, ale również niszczenie wrogich systemów obrony przeciwlotniczej. I myślę, że do tego właśnie zadania to zadanie mogłoby być realizowane, o ile już nie jest z użyciem konwencjonalnych pocisków. Natomiast te zdolności konwencjonalne myślę, że mają również kluczowy potencjał wsparcia wiarygodności odstraszania jądrowego. A to dlatego, że one dostarczają narzędzi do tak zwanego zarządzania eskalacją, do dozowania i do kalibrowania naszej odpowiedzi na ataki ze strony Rosji (...) Natomiast warstwowe warstwowe środki obrony przeciwlotniczej, przeciwrakietowej mają oczywiście tutaj dużą rolę antydostępową. One mogą absolutnie skomplikować działania przeciwnika, mogą je również uniemożliwiać. A konwencjonalne środki konwencjonalne pociski również mają taką rolę. To może się wydarzyć poprzez uderzenia w krytyczne cele wojskowe, takie jak na przykład  infrastruktura logistyczna, komunikacyjna, centra dowodzenia czy również instalacje obrony przeciwlotniczej i tak dalej". 

Jak dodała:

"Myślę, że jedność polityczna i decyzyjność to są bardzo ważne elementy odstraszania, szczególnie w takim dużym sojuszu jakim jest NATO i obok pozyskiwania oczywiście tych fizycznych zdolności nie możemy zapomnieć o tej właśnie koordynacji".

Dopytywana o wnioski z Ukrainy powiedziała:

"Myślę, że wojna w Ukrainie pokazała, że ostrzeżenie rosyjskie zadziałało w tym sensie, że ono sprawiło, że myśmy się nie przyłączyli do tej wojny jako NATO, przynajmniej nie w taki bezpośredni sposób. Natomiast gdzie ono nie zadziałało, to właśnie nie zadziałało w kwestii naszego wsparcia dla Ukrainy, które oczywiście jest było dozowane i być może powinno powinno być dużo szybsze i dużo bardziej obszerne. Odstraszanie jądrowe absolutnie dalej działa, natomiast myślę, że również nie możemy używać Ukrainy jako kalki, ponieważ przyszły konflikt między NATO a Rosją będzie konfliktem między dwoma aktorami, które posiadają broń jądrową, więc to będzie zupełnie inna dynamika"

Potem nastąpiła seria pytań. Jedno z nich dotyczyło tego, czy Polska nie powinna potraktować propozycji Francji jako w pewnym sensie karty przetargowej w naszych negocjacjach z Amerykanami w kontekście udziału w programie Nuclear Sharing. Na to pytanie odpowiedział dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas:

"Oferta francuska nie jest ofertą gwarancji bezpieczeństwa dla żadnych sojuszników, w tym dla Polski, co prezydent Francji i dowódca naczelny francuskich sił zbrojnych specjalnie podkreślił, zaznaczając, że chcę, aby to było od samego początku jasne w swojej mowie w bazie nuklearnej w nad Atlantykiem we Francji. Ja znam cały tekst tego przemówienia. I przyznać muszę, że było dla mnie głębokim rozczarowaniem, bo liczyłem na dużo więcej. Liczyłem na wielki krok w stronę stworzenia europejskich sił odstraszania, nie od razu gotowych, pełnych, ale krok w tym kierunku. To nie jest krok w tym kierunku. To nie jest żadna alternatywa, ani rozłączna, ani nierozłączna. I co powiedział prezydent Francji? Nazwał ten swój plan wysuniętym odstraszaniem, a nie rozszerzonym odstraszaniem. To brzmi podobnie i łatwo może zmylić. Zwłaszcza opinię publiczną, czy polityków, czy media, to jest zupełnie co innego. To amerykański zaproponowany i zrealizowany w ramach NATO za zgodą NATO program nuclear sharing ma charakter rozszerzony, ale nie tylko. Przede wszystkim plany dotyczące użycia strategicznych sił nuklearnych wszystko to razem w NATO ma charakter rozszerzonego odstraszania. Propozycja francuska jest inna, chodzi o wysunięte odstraszanie, chroniące kogo? Francję. To jest nowy krok we francuskiej strategii odstraszenia, nie europejskiej, nie NATO-wskiej, nie unijnej, lecz francuskiej. Prezydent Francji mówił, że nie będzie żadnego dzielenia się ostateczną decyzją o użyciu broni nuklearnej, ani jej planowaniem, ani jej wykonaniem. Nie będzie gwarancji w ścisłym sensie tego słowa. A na końcu długiego procesu przygotowania, jako ukoronowanie tego procesu, może być tymczasowe rozmieszczanie elementów naszych, czyli francuskich strategicznych sił nuklearnych w krajach sojuszniczych. Tymczasowe, tylko jednego rodzaju środków przenoszenia.Tak jak francuskie okręty podwodne przenoszące broń nuklearną są rozproszone po oceanach świata i trudniej wykryć i zniszczyć, tak samo francuskie siły nuklearne stacjonujące w postaci samolotu na lądzie były rozproszone wśród różnych krajów i też byłoby je trudniej zniszczyć bez żadnych korzyści dla państw goszczących te francuskie siły, bo nie będzie gwarancji, bo nie będzie dzielenia się decyzją, planowaniem ani wykonaniem. Pojęcie głębi strategicznej pojawia się wielokrotnie w tym przemówieniu. I pojawia się intencja taka, aby zapobiegać w ten sposób potencjalnemu przyszłemu ryzyku rozprzestrzeniania się broni nuklearnej na naszym kontynencie, jak stwierdził prezydent Francji. I to oznacza, że Francja nie jest zainteresowana, przeciwnie, jest przeciw posiadaniu broni nuklearnej przez jakiekolwiek inne państwo Unii Europejskiej czy NATO w Europie (...) To nie żadna alternatywa ani rozłączna, ani nierozłączna, to w ogóle nie jest żadna alternatywa. To jest narodowa strategia w duchu teorii realizmu, podstawy realizmu znanej też jako realpolitik. Strategia i polityka zwiększania bezpieczeństwa Francji ozdobiona przy tym jeszcze literackimi wzniosłymi stwierdzeniami w rodzaju, że aby być wolnym, trzeba budzić strach".

Głos następnie w tej sprawie zabrał także Artur Kasprzyk:

"Żadne państwo nuklearne nie dzieli się prawem o decydowaniu do decydowania o użyciu jego broni nuklearnej. Tak, NATO może wspólnie zdecydować o uruchomieniu tak zwanej misji nuklearnej, czyli użycia amerykańskiej broni antyrakietowej przy wsparciu sojuszników i udziale, ale o użyciu amerykańskiej broni antyrakietowej zawsze koniec z końcem decyduje amerykański prezydent. Myślę, że nikt tym prawem się nie podzieli, a już ostatnia do tego byłaby Francja (...) Jeśli chodzi o wystąpienie Macrona, to ja jednak sądzę, że ono miało wysłać sygnał do Rosji i sojuszników, że to odstraszanie sięga dalej. Możemy dyskutować na ile to jest wiarygodne, dalej będę podkreślał, że to może być dodatek, nie alternatywa dla odstraszania amerykańskiego. Ale też zwróćmy uwagę na kontekst, że ono było odpowiedzią na wyzwania ze strony sojuszników. W tym Polski, w tym Niemiec jeszcze z zeszłego roku na temat zwiększenia francuskiej roli w bezpieczeństwo w Europie. Oczywiście Francuzi robią to w swoim stylu, bez gwarancji oczywiście. Chociaż tak naprawdę Amerykanie też nie dają gwarancji. Mówią, że mogliby użyć broni jądrowej, aby bronić NATO, a nie, że na pewno to zrobią (...) Ja bym był ostrożny z tym rozgrywaniem francuskiej oferty i Amerykanów. To znaczy pewne zasygnalizowanie, że nie jesteśmy zadowoleni z wiarygodności amerykańskiej czy ich ochrony. Tak, to może pomóc, ale przynajmniej z tą administracją nie przesadzałbym, bo wyobrażam sobie osoby będące w tej administracji amerykańskiej, które mogłyby odpowiedzieć: "Tak, okej, to sobie radźcie". Więc to jest sądzę, że delikatna kwestia".

Robert Pszczel z OSW na Warsaw Security Forum
Portal Obronny SE Google News