Polska a broń jądrowa. Czy własny arsenał to realna opcja?

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz opowiedział się za rozwijaniem przez Polskę własnych zdolności badawczych w zakresie broni jądrowej, podkreślając, że w tej sprawie „lepiej więcej robić niż mówić o swoich zamierzeniach”. Deklaracja ta, złożona w poniedziałek (16 lutego) w Krakowie, stanowi odpowiedź na wcześniejsze sugestie Karola Nawrockiego, prezydenta, który w Polsat News wyraził „wielkim zwolennikiem” włączenia Polski w projekt jądrowy i rozwoju własnego potencjału nuklearnego, z poszanowaniem międzynarodowych regulacji. Dyskusja o polskim programie jądrowym i możliwościach uczestnictwa w natowskim programie Nuclear Sharing nabiera tempa w kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej i imperialnej polityki Rosji.

Kosiniak-Kamysz w Turcji

i

Autor: Jakub Kozłowski Wicepremier Kosiniak Kamysz w Turcji
  • Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz opowiedział się za rozwijaniem przez Polskę własnych zdolności badawczych w zakresie broni jądrowej, podkreślając, że w tej sprawie lepiej działać niż mówić.
  • Prezydent Karol Nawrocki wyraził poparcie dla włączenia się Polski w projekt jądrowy, dążąc do rozwoju własnego potencjału nuklearnego zgodnie z międzynarodowymi regulacjami.
  • Uruchomienie własnego programu jądrowego przez Polskę byłoby kosztowne, czasochłonne (kilkanaście lat) i spotkałoby się z negatywną reakcją międzynarodową, sugerując, że lepszym rozwiązaniem byłoby dołączenie do programu Nuclear Sharing NATO.
  • Polska jest objęta gwarancjami bezpieczeństwa państw jądrowych i uczestniczy w polityce nuklearnej NATO, co daje alternatywne opcje wzmocnienia bezpieczeństwa bez konieczności budowy własnego arsenał

Wypowiedzi czołowych polityków otwierają szeroką debatę na temat przyszłości polskiego bezpieczeństwa nuklearnego. Władysław Kosiniak-Kamysz wskazał, że program Nuclear Sharing oraz parasol nuklearny są przedmiotem stałych analiz Sojuszu Północnoatlantyckiego. Podkreślił również, że „cieszy też otwartość prezydenta Francji na temat parasola nuklearnego”, nawiązując do debaty zainicjowanej przez Emmanuela Macrona w 2025 roku, dotyczącej francuskiego odstraszania nuklearnego dla partnerów w Europie.

Nuclear Sharing to kluczowy mechanizm NATO, w którym Stany Zjednoczone odgrywają główną rolę. W jego ramach amerykańskie głowice jądrowe są rozmieszczone w kilku państwach europejskich, w tym w Niemczech. Udział w tym programie oznaczałby dla Polski dostęp do broni jądrowej bez konieczności jej samodzielnego wytwarzania.

Jednocześnie Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że jest za „rozwojem też własnych zdolności badawczych i rozwojowych”. W kontekście zdolności nuklearnych, wicepremier podkreślił, że „lepiej więcej robić niż komunikować i mówić o planach, i zamierzeniach”. Dodał, że „lepiej osiągać efekty niż tylko mieć w tym zakresie marzenia. One są potrzebne, ale im więcej działania, więcej decyzji na tym poziomie NATO-wskim, tym ta skuteczność będzie większa”. Szef MON ocenił, że kwestia broni jądrowej jest „chyba najwrażliwszym z wrażliwych” tematów, wymagającym „staranności, rzetelności, działania, a nie wielkich dyskusji na ten temat”.

Prezydent Karol Nawrocki, oświadczył w programie „Śniadanie Rymanowskiego” w Polsat News, że „Polska powinna rozważyć rozwój własnej broni jądrowej”, powołując się na toczący się w sąsiedztwie konflikt zbrojny oraz imperialną politykę Rosji. Pytany o zgodę Stanów Zjednoczonych i traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, odpowiedział: „Nie wiem, ale musimy działać w takim kierunku, abyśmy mogli rozpocząć prace”.

Wyzwania związane z własnym programem jądrowym

Idea stworzenia własnego programu jądrowego w Polsce napotyka na szereg poważnych wyzwań, zarówno technicznych, finansowych, jak i politycznych. Polska ratyfikowała w 1969 roku Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który zabrania państwom posiadającym technologię budowy takiej broni sprzedaży jej do krajów, które jej nie posiadają, a także zobowiązuje sygnatariuszy do zaprzestania prób jądrowych.

Łukasz Kulesa, ekspert ds. proliferacji broni jądrowej, w rozmowie z PAP ocenił, że uruchomienie własnego programu nuklearnego przez Polskę byłoby „kosztowne, mogłoby zająć kilkanaście lat i musielibyśmy liczyć się z negatywną reakcją społeczności międzynarodowej”. Jego zdaniem, bardziej realną i korzystną opcją jest dążenie do wejścia do natowskiego programu Nuclear Sharing.

Łukasz Kulesa podkreślił, że ewentualne uruchomienie własnego programu nuklearnego wymagałoby wyjścia Polski z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. W takiej sytuacji Polska musiałaby liczyć się z negatywną reakcją społeczności międzynarodowej, w tym sojuszników. Ekspert przypomniał słowa Elbridge'a Colby'ego, wysokiego urzędnika amerykańskiego Departamentu Obrony, który na niedawnej konferencji monachijskiej oświadczył, że USA nie będą popierać proliferacji broni jądrowej wśród swoich przyjaciół. „Na wsparcie Stanów Zjednoczonych w tej sprawie nie ma więc co liczyć” – zaznaczył Kulesa. Dodał, że „reakcja pozostałych sojuszników również zależałaby od tego, jak oceniliby związane z tym możliwości i ryzyka. Należy brać pod uwagę także reakcję adwersarzy, przede wszystkim Rosji”.

Finanse i technologia: Bariery na drodze do atomu

Budowa własnego arsenału nuklearnego to przedsięwzięcie niezwykle skomplikowane i kosztowne. Łukasz Kulesa zwrócił uwagę na wiele komponentów składających się na taki program. Najważniejsze to pozyskanie wysoko wzbogaconego uranu lub plutonu, co wymaga budowy odpowiednich instalacji, których Polska obecnie nie posiada. Do tego dochodzi konstrukcja samego ładunku, testy, budowa środków przenoszenia oraz stworzenie doktryny, która składałaby się na wiarygodny potencjał odstraszania. Zdaniem eksperta, wszystko to zajęłoby od kilku do kilkunastu lat.

Kwestia finansowania jest również kluczowa. Nie wiadomo, czy środki na program nuklearny miałyby pochodzić kosztem modernizacji konwencjonalnych sił zbrojnych. Kulesa przypomniał, że Francja przeznacza 10 proc. swojego budżetu obronnego na siły jądrowe, ale jest to jedynie utrzymanie i modernizacja istniejącej infrastruktury, a nie budowa jej od zera.

Dodatkowo, przy realizacji takiego programu, Polska musiałaby liczyć się z brakiem wsparcia podmiotów zewnętrznych. Bez zgody USA, certyfikacja samolotów wielozadaniowych F-35 nie wchodziłaby w grę, co oznaczałoby konieczność polegania wyłącznie na własnych konstrukcjach i rodzimej produkcji w przypadku pocisków balistycznych.

Potencjał odstraszania: Czy Polska mogłaby dorównać potęgom?

Ekspert, zapytany o to, jak znaczący musiałby być potencjał nuklearny Polski, aby odegrał rolę odstraszającą, wskazał, że Moskwa dysponuje prawie 4 tysiącami głowic jądrowych, w tym 1,5–2 tysiącami systemów niestrategicznych (taktycznych).

„Żeby polskie odstraszanie mogło zadziałać, musielibyśmy zbudować potencjał wystarczająco duży, zróżnicowany i zabezpieczony przed uderzeniem prewencyjnym, aby mieć zdolność do przeprowadzenia uderzenia odwetowego na tyle niszczącego, by Rosja nie podjęła dyskusji o użyciu broni jądrowej przeciwko Polsce” – wyjaśnił Kulesa.

Jako punkt odniesienia podał Francję, która posiada około 290 głowic, a jej możliwość odwetu zapewniają głównie atomowe okręty podwodne z rakietami balistycznymi. „Stworzenie przez Polskę podobnego arsenału, z komponentem oceanicznym, byłoby niesłychanie trudne, o ile nie niemożliwe” – ocenił.

Alternatywne drogi do bezpieczeństwa nuklearnego

Mając na uwadze liczne wyzwania związane z własnym programem jądrowym, Polska ma do dyspozycji inne opcje wzmocnienia swojego bezpieczeństwa nuklearnego. Łukasz Kulesa podkreślił, że Polska jest obecnie objęta gwarancjami bezpieczeństwa trzech państw jądrowych i aktywnie uczestniczy w kształtowaniu polityki Sojuszu, w tym polityki nuklearnej.

Wśród alternatywnych rozwiązań ekspert wymienił przede wszystkim dołączenie Polski do natowskiego programu Nuclear Sharing oraz certyfikację polskich F-35 i szkolenie do udziału w misjach jądrowych. Wchodziłaby w grę także ewentualna budowa infrastruktury, gdyby doszło do porozumienia z Amerykanami o rozmieszczeniu ich broni jądrowej w Polsce. Możliwe byłyby również dalsze kroki w dialogu z Francją na temat odstraszania jądrowego.

Karol Nawrocki już wcześniej sygnalizował potrzebę posiadania przez Polskę zdolności odstraszania nuklearnego. We wrześniu ubiegłego roku w wywiadzie dla dziennika „Fakt” zadeklarował, że „posiadanie broni atomowej i przystąpienie do programu Nuclear Sharing byłoby dobrym rozwiązaniem dla bezpieczeństwa Polaków”. Podkreślał, że czuje się zobowiązany robić wszystko dla bezpieczeństwa kraju, a polski atom nie wiązałby się z ryzykiem agresji, ponieważ polskie wojny mają charakter „augustiański”, czyli są wojnami obronnymi.

Również we wrześniu ubiegłego roku, w wywiadzie dla francuskiej stacji telewizyjnej LCI, Nawrocki powiedział: „Uważam, że Polska powinna być częścią programu Nuclear Sharing, powinna mieć swoje zdolności atomowe: energetyczne i militarne”. Wskazał wówczas, że potencjał atomowy jest elementem partnerstwa polsko-francuskiego, które ma zostać sformalizowane w tzw. Traktacie z Nancy. Dopytywany wtedy przez dziennikarza, czy Polska planuje własną broń atomową, odparł, że „jest jeszcze zbyt wcześnie, aby o tym mówić”.

Historia pokazuje, że temat broni jądrowej w Polsce pojawiał się już wcześniej. Na początku lat 90. XX wieku, ówczesny prezydent Lech Wałęsa wyrażał wolę zakupu broni jądrowej od posiadającej ją jeszcze wtedy Ukrainy. Obecna dyskusja, zainicjowana przez Karola Nawrockiego i skomentowana przez Władysława Kosiniaka-Kamysza, ponownie stawia kwestię polskiego potencjału nuklearnego w centrum uwagi, prowokując pytania o najbardziej efektywną i realistyczną drogę do wzmocnienia bezpieczeństwa kraju.

SEDNO SPRAWY: M. OCIEPA: AMERYKAŃSKA BROŃ JĄDROWA W POLSCE? TO MOŻLIWE. POLSKA ARMIA BĘDZIE SILNA JAK BRYTYJSKA, FRANCUSKA, CZY TURECKA
Portal Obronny SE Google News