Niemiecka debata nuklearna. Czy Berlin powinien mieć własną broń jądrową?

W obliczu rosnącej niepewności geopolitycznej i ewentualnego osłabienia amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, w Niemczech coraz głośniej dyskutuje się o przyszłości ich polityki nuklearnej. Minister obrony Boris Pistorius stanowczo podkreśla, że Niemcy nie potrzebują obecnie debaty o niemieckiej broni atomowej, wskazując na zobowiązania międzynarodowe i odstraszanie nuklearne NATO. Jednakże, jak donosi „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” (FAS), rosnące poparcie społeczne dla posiadania broni jądrowej oraz zmieniające się realia międzynarodowe skłaniają do refleksji nad alternatywnymi scenariuszami obronnymi. Wicekanclerz Lars Klingbeil sugerował niedawno podjęcie rozmów z Francją w sprawie wykorzystania jej parasola nuklearnego, co otwiera nową perspektywę w europejskiej polityce bezpieczeństwa.

Broń nuklearna

i

Autor: Shutterstock

Niemcy od lat są stroną Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej oraz traktatu „2+4”, w którym zobowiązały się do pozostania państwem bezatomowym. To właśnie te dokumenty stanowią podstawę argumentacji ministra obrony Borisa Pistoriusa, który w środę (11 lutego) podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa (MSC) stwierdził, że "W tym momencie nie potrzebujemy debaty o niemieckiej broni atomowej". Pistorius podkreślił również, że Niemcy do 2029 roku zamierzają przeznaczać na obronność 3,5 proc. PKB.

"Niemcy idą naprzód, wyraźnie zwiększamy wydatki na obronność. W tym roku mówimy o niemal 108 mld euro na obronę. To prawie trzy razy tyle co w 2014 r. W 2029 r. osiągniemy poziom 3,5 proc. PKB na obronność" – zapowiedział minister.

Jednakże, jak zauważa „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” (FAS), dotychczasowe gwarancje obronne, zwłaszcza te płynące ze Stanów Zjednoczonych, są coraz częściej poddawane w wątpliwość. Zmieniająca się sytuacja geopolityczna, w tym wypowiedzi amerykańskiego wiceprezydenta J.D. Vance’a, który "zakwestionował wspólnotę wartości Europy i Ameryki", oraz nowa strategia bezpieczeństwa USA, "opisująca UE jako swego rodzaju przeciwnika", skłaniają Niemcy do poszukiwania nowych rozwiązań. Wzrost poparcia społecznego dla posiadania broni jądrowej w Niemczech z 5% w 2020 roku do 30% w marcu 2025 roku, jak podaje Instytut Forsa, jest wyraźnym sygnałem zmieniających się nastrojów i obaw obywateli.

Wicekanclerz Niemiec Lars Klingbeil w rozmowie z tygodnikiem „Der Spiegel” zasugerował, że Niemcy powinny podjąć rozmowy z Francją w sprawie szerszego wykorzystania jej parasola nuklearnego dla bezpieczeństwa Europy. "Chcę zachować transatlantycki filar naszego bezpieczeństwa. Jednocześnie Francja zaproponowała szersze wykorzystanie swojego parasola nuklearnego dla bezpieczeństwa europejskiego. Powinniśmy podjąć tę dyskusję i przyjąć francuską ofertę rozmów" – ocenił Klingbeil. Podkreślił, że strategiczny dialog między Niemcami a Francją jest w obecnych realiach właściwy i potrzebny. 

Francuski parasol nuklearny i NATO Nuclear Sharing

Niemcy nie posiadają własnej broni nuklearnej, a ich bezpieczeństwo nuklearne opiera się na mechanizmie NATO Nuclear Sharing, którego kluczowym filarem są Stany Zjednoczone. W ramach tego mechanizmu, w kilku państwach europejskich, w tym na terytorium Niemiec, rozmieszczone są amerykańskie głowice jądrowe. Jednakże, jak zauważa minister obrony Boris Pistorius, "nie możemy też oczekiwać, że Amerykanie będą utrzymywać swoje zaangażowanie w Europie w takim samym zakresie, jak dotychczas".

Prezydent Francji Emmanuel Macron już wiosną 2025 roku zainicjował debatę na temat rozszerzenia francuskiej ochrony nuklearnej na państwa Unii Europejskiej. Ta inicjatywa jest postrzegana jako potencjalna odpowiedź na obawy związane z przyszłością amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. W lipcu 2025 roku Wielka Brytania i Francja wydały wspólną deklarację, w której zadeklarowały "natychmiastową" odpowiedź na każde "ekstremalne zagrożenie" dla Europy. FAS określa to jako "mgliste zobowiązanie nuklearne", co sugeruje, że szczegóły tej współpracy wymagają dalszych doprecyzowań.

Szef komisji obrony Bundestagu, Thomas Roewekamp, proponuje utworzenie europejskiego modelu podobnego do amerykańskiego, gdzie "Partner nuklearny dostarcza głowice, a Niemcy - samoloty i załogi". Z kolei deputowany CDU Juergen Hardt idzie o krok dalej, sugerując, aby Niemcy zaproponowały Francji i Wielkiej Brytanii pokrycie kosztów badań i udział w budowie nowych okrętów podwodnych o napędzie atomowym. Taka współpraca miałaby zapewnić ochronę krajom uczestniczącym w projekcie, tworząc bardziej zintegrowany europejski system obronny.

Techniczne możliwości i konsekwencje

Coraz częściej pojawiają się głosy, że Niemcy powinny rozważyć posiadanie własnej bomby atomowej. Eckhard Luebkemeier, były zastępca dyrektora departamentu europejskiego w Urzędzie Kanclerskim, uważa to za jedną z możliwości, "gdyby żaden z naszych partnerów nie był gotowy złożyć wiarygodnej obietnicy ochrony". Co więcej, Rainer Moormann, pracownik centrum badawczego w Juelich, ocenia, że Niemcy "dysponują możliwościami technicznymi, by w ciągu trzech do pięciu lat zbudować własną głowicę". To stwierdzenie, choć techniczne, podnosi poważne pytania o polityczne i strategiczne konsekwencje takiej decyzji.

Dyskusja ta rozszerza się również poza granice Niemiec. Moritz Graefrath i Mark Raymond z Uniwersytetu Oklahomy, na łamach magazynu „Foreign Affairs”, argumentują, że "niezależne siły nuklearne" nie tylko zabezpieczyłyby Niemcy na wypadek "nagłego wycofania się Ameryki", ale także pomogłyby stworzyć "samodzielną Europę". Taka wizja przyszłości Europy, w której Niemcy odgrywają kluczową rolę w odstraszaniu nuklearnym, z pewnością zmieniłaby dynamikę międzynarodowych stosunków.

Mimo rosnącego poparcia i argumentów za posiadaniem własnej broni atomowej, FAS zwraca uwagę na liczne wady i zagrożenia związane z takim pomysłem. Niemcy są stroną traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, a ewentualne dążenie do posiadania bomby mogłoby skutkować "nuklearnym wyścigiem zbrojeń", ponieważ "inne kraje mogłyby pójść w ich ślady". To zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa jest jednym z kluczowych argumentów przeciwko zmianie obecnej polityki.

Kanclerz Friedrich Merz na razie wypowiada się w tej sprawie ostrożnie, deklarując w październiku 2025 roku, że "na razie" nie myśli o niemieckiej bombie atomowej. Jednakże, jak wskazują badania Instytutu Forsa, poparcie społeczne dla tego pomysłu znacząco wzrosło, co świadczy o dynamicznej zmianie postaw w obliczu globalnych wyzwań bezpieczeństwa.

Raport naukowców i historyczny rekord

Grupa naukowców z Europejskiej Grupy Studiów Nuklearnych, inicjatywy powołanej w 2024 roku przez Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa, Hertie School w Berlinie i Uniwersytet w St. Gallen w Szwajcarii, ostrzega europejskich sojuszników NATO przed luką w odstraszaniu nuklearnym i wzywa do pilnych działań na rzecz jego wzmocnienia. Ich raport, który ma zostać przedstawiony podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, podkreśla, że "Europejczycy nie mogą wciąż przenosić rozważań na temat odstraszania nuklearnego na Stany Zjednoczone. Era, w której Europa mogła sobie pozwolić na nuklearną niedbałość, dobiegła końca".

Naukowcy zaznaczają, że "niezależnie od tego, jak niewygodna może być ta debata, nowe warunki bezpieczeństwa wymagają od europejskich decydentów bezpośredniego i pilnego zajęcia się rolą broni jądrowej w (polityce) obronnej oraz zapewnienia niezbędnych zasobów". To, ich zdaniem, konieczna cena, by uniknąć w przyszłości porażki strategicznej. Autorzy raportu wskazują na trzy bardziej kontrowersyjne warianty, poza dalszym poleganiem na odstraszaniu USA oraz wzmacnianiem europejskich mocarstw atomowych - Wielkiej Brytanii i Francji: wspólny system odstraszania nuklearnego w Europie, samodzielne programy poszczególnych państw oraz odstraszanie oparte wyłącznie na broni konwencjonalnej.

Szefowa dyplomacji UE Kaja Kallas opowiedziała się za otwartą debatą na temat europejskich zdolności odstraszania nuklearnego. Jak podkreśliła estońska polityczka, powodem zmiany podejścia Europejczyków powinien być fakt, że sojusz transatlantycki "nie jest już tym, czym był kiedyś".

W kontekście tej debaty warto również zwrócić uwagę na historyczny rekord. Świat pobił historyczny rekord najdłuższego okresu czasu bez testów nuklearnych. Ostatnią taką próbę przeprowadziła Korea Północna w 2017 roku. Minęło od niej osiem lat, cztery miesiące i 11 dni. Stacja CNN ostrzegła, że taki stan może się długo nie utrzymać, ponieważ USA i Rosja grożą wznowieniem testów. "Od teraz każdy dzień bez wybuchu będzie nowym rekordem" - podkreślił Dylan Spaulding z organizacji pozarządowej UCS - Union of Concerned Scientists. Ten przełomowy rekord może nie potrwać długo, biorąc pod uwagę słowa przywódców USA i Rosji, Donalda Trumpa i Władimira Putina, którzy grożą wznowieniem testów w swoich krajach.

Według danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI), Rosja posiada obecnie największy na świecie arsenał broni jądrowej, składający się z około 4300 głowic. Na drugim miejscu znajdują się USA z liczbą około 3700 bomb. Oba państwa posiadają w sumie 90 proc. światowych zasobów broni atomowej. Poprzedni najdłuższy okres bez testów atomowych miał miejsce między pakistańską próbą z końca maja 1998 roku a pierwszym testem Korei Północnej w październiku 2006 roku. Ta statystyka podkreśla, jak delikatna jest równowaga globalnego bezpieczeństwa i jak ważne są wszelkie decyzje dotyczące polityki nuklearnej, w tym te podejmowane w Niemczech.

Robert Pszczel z OSW na Warsaw Security Forum
Portal Obronny SE Google News