• Czy to trwały trend społeczny, czy reakcja na niepewną sytuację w Europie?
• Czy łączenie pozwolenia sportowego i kolekcjonerskiego to tylko kwestia hobby?
• Czy długa droga do uzyskania pozwolenia jest filtrem bezpieczeństwa, czy nadmierną biurokracją?
Księgowy postanowił wystąpić o pozwolenie na broń dla dwóch różnych celów
Nim ukażę drogę, którą musiał przemierzyć nasz katowicki księgowy, przedstawmy cztery łyki policyjnej statystyki. Zatem miniony rok był rekordowy pod względem liczby wydanych pozwoleń. Od 2020 r. wyraźnie rysuje się zwiększające się zainteresowanie posiadaniem broni (dla celów: łowieckich, kolekcjonerskich, ochrony osobistej, szkoleniowych i/lub pamiątkowych). Wówczas wydano 10 tys. pozwoleń. A w następnych latach progres w dążeniu do legalnego posiadania broni wyglądał następująco:
• 2021: pozwolenia miało 252 299 osób; wydano ok. 17 tys. pozwoleń; uprawnieni posiadali 658 379 sztuk broni.
• 2022: 286 751 – ok. 34 tys. – 760 211.
• 2023: 323 983 – ok. 37 tys. – 843 755.
• 2024: 361 769 – ok. 38 tys. – 937 778.
• i dla przypomnienia – 2025: 411 769 – ok. 50 tys. – 1 037 778.
Największą grupą posiadaczy broni jest myśliwska brać. Kowalski nie był zainteresowany uzyskaniem pozwolenia do celów łowieckich. Nie bawi go strzelanie do zwierząt, za to już na strzelnicy – jak najbardziej. A poza tym chciałby mieć w tzw. przyszłości tyle jednostek broni, na ile prawo maksymalnie pozwala. A przyznacie, że w segmencie broni „niemyśliwskiej” różnorodność jest przeogromna.
Nasłuchał się różnych opowieści o tym, o które z pozwoleń najlepiej się starać, które z nich najłatwiej i najtaniej można uzyskać. Będąc pragmatykiem, postanowił wystąpić o pozwolenia na broń dla/do dwóch różnych celów. A po co niby taka duplikacja?
Kowalski pracuje z pieniędzmi, a czas to pieniądz, więc lepiej mieć czegoś więcej za mniej niż mniej za więcej. Księgowy postanowił ubiegać się o pozwolenie do celów sportowych oraz kolekcjonerskich. Wniósł o ich wydanie w jednym wniosku do komendanta wojewódzkiego policji.
Do podania dołączył niezbędne dokumenty. Do wniosku o pozwolenie „sportowe” - patent strzelecki, licencję zawodnika wystawianą przez Polski Związek Strzelectwa Sportowego (PZSS) oraz zaświadczenie o członkostwie w klubie sportowym. Do „kolekcjonerskiego” - zaświadczenie o członkostwie w stowarzyszeniu o charakterze kolekcjonerskim. Do obu wniosków dołączył: oryginały orzeczeń lekarza i psychologa potwierdzających, że nie ma przeciwwskazań do wydania pozwolenia. Ma się rozumieć: jeśli tenże zda egzaminy, co wynika z art. 16 ustawy z 21 maja 1999 r. o broni i amunicji.
Jak wiadomo, nie ma darmowych egzaminów, ale Kowalski nie od biedy pracuje z pieniędzmi, by optymalizować wydatki. Owszem, musiał wnieść dwie te same opłaty (za wydanie pozwolenia na broń w celu…). Wykonał więc dwa przelewy po 242 zł. I w tym wniosku do komendanta policji zawarł taki pasus: „Na podstawie art. 16 ust. 2 ustawy o broni i amunicji wnoszę o zwolnienie z egzaminu, gdyż posiadam ważny patent strzelecki oraz licencję zawodniczą PZSS”.
Policja sprawdziła i potwierdziła zgodność tego oświadczenia ze stanem faktycznym. Dzięki temu, że pan Kowalski ma patent, nie musiał zdawać egzaminu pod okiem policji. Tym samym zaoszczędził circa 1150 zł. Oszczędził także na badaniach, bo wystarczyło jedno.
Czy to jedyne powody, które skłoniły księgowego do ubiegania się o pozwolenia na dwa różne cele? Nie jedyne.
Otóż „kolekcjonerzy” zazwyczaj „na start” dostają pozwolenie na posiadanie poprzez zakup 10 sztuk, a „sportowcy” na 5. Jak Jan Kowalski chciałby poszerzyć arsenał, bo go na to stać, to wystąpi do tzw. organów „o więcej”, czyli o tzw. rozszerzenie decyzji. A nadto, mając „sportowe” pozwolenie, księgowy może nosić broń „przy sobie”. To zacny przywilej. Zatem nic dziwnego, że z tego powodu i wymienionych wyżej znamienita większość obywateli występuje od razu o wydanie dwóch pozwoleń.
Od startu do mety, czyli po 9 miesiącach można było uzyskać pozwolenia
Pod koniec roku nasz księgowy Kowalski został już posiadaczem czerwonej książeczki. Wbrew temu, co pobrzmiewa w marketingowym przekazie sprzedawców broni, droga do tego celu była długa. Owszem, dla Kowalskiego taka trudna nie była. Jednak nie wszyscy ubiegający się mogą podzielić tę opinię. Co czwarty przystępujący do „policyjnego” egzaminu nie zdaje go za pierwszym podejściem. Dla porównania: patent strzelecki od tzw. strzału uzyskuje 90 proc. zdających.
W sumie procedura uzyskiwania pozwolenia zajęła księgowemu bez mała 9 miesięcy. Bo trzeba wliczyć w ten okres staż w klubie (1-3 miesiące), czas oczekiwania na termin egzaminu na patent PZSS oraz wydanie licencji zawodniczej. Do tego doliczyć trzeba czas procedury w wydziale postępowania administracyjnego stosownej komendy policji, co trwa od 2 do 4 miesięcy. Długo. Owszem. Z prawem policja ma 30 dni na rozpatrzenie wniosku (z możliwością przedłużenia do 60 dni w sprawach skomplikowanych). Teoria teorią, a praktyka praktyką. Tym bardziej, że urzędnicy to też ludzie i mogą nie nadążyć za wzrostem zainteresowania legalnym posiadaniem broni. Gdyby Kowalski starał się tylko o pozwolenie „kolekcjonerskie”, to procedura – od początku do końca – trwałaby od 3 do 5 miesięcy.
Dziś wyrasta pokolenie „nowych strzelców”, młodych i dobrze sytuowanych
Kto chce być „przy broni”? Nowi posiadacze to najczęściej specjaliści IT i branży technologicznej oraz przedsiębiorcy i kadra zarządzająca. Nic dziwnego, hobby tanie to nie jest.
Z danych policyjnych wynika, że coraz więcej młodych (to nie pejoratyw, ale określenie wieku) powiększa grono posiadaczy broni. Pokolenie „nowych strzelców” to grupa wiekowa 21-35 lat. Najliczniejsza jest jednak grupa 36-55 lat. Co drugi posiadacz pozwolenia mieści się w niej. Grupę 55+ można byłoby określić mianem „tradycyjnej”, dominują w niej myśliwi. Jest ona stabilna, rozszerza się nieznacznie i w jej posiadaniu jest najwięcej sztuk broni.
93 proc. mających broń lub występujących o pozwolenie na nią jest płci męskiej. Reszta to kobiety (policja trzyma się tradycyjnego podziału na dwie płcie). Choć procentowo to wciąż mało, to i tak w stosunku do danych sprzed 5 lat o sto procent więcej. Panie najczęściej ubiegają się o pozwolenia dla celów sportowych oraz ochrony osobistej. W klubach strzeleckich w dużych miastach stanowią już blisko 20 proc. nowych kursantów.
A co tam słychać u Jana Kowalskiego, jak się miewa? Dobrze, dobrze. Miał sporo pracy przy podsumowaniu działalności finansowej swojej korporacji. Gdy się z tym uporał, udał się (z tzw. promesą, czyli „zaświadczeniem uprawniającym do nabycia broni”) do sklepu bardzo dobrze zaopatrzonego w broń wszelakiego rodzaju. Dopełnił na miejscu kilka formalności, by wejść w posiadanie pistoletu Glock 17 Gen 5 MOS, rewolweru S&W Model 686 i karabinka opartego na platformie AR, Aero Precision M4E1. Dokupił do tego odpowiedni zapas amunicji. I za wszystko zapłacił złotą kartą bardzo znanego banku, prawie 20 tys. PLN.
To tak na start. Bo zamierza rozbudować swój strzelecko-kolekcjonerski potencjał. Nie od biedy kupił dużą i solidną szafę z certyfikatem S1 spełniającą normy PN-EN 14450. Z zamkiem elektronicznym, po okazyjnej cenie. Za 5 tys. PLN. Chciałby ją zapełnić w ciągu najbliższych dwóch lat. Pod warunkiem, że nadal będzie dobrze opłacanym księgowym w prosperującej korporacji...
Źródła: Komenda Główna Policji, Polski Związek Strzelectwa Sportowego.