- Czy w Polsce łatwiej jest zdobyć pozwolenie na broń niż prawo jazdy?
- Redaktor naczelny magazynu "Frag Out" rozwiewa mity, twierdząc, że proces jest prostszy i ma wyższą zdawalność.
- Ekspert krytykuje obecny system "promes" i "pozwoleń do celów", postulując uproszczenie przepisów.
- Sprawdź, dlaczego mimo to polskie pozwolenia na broń oferują jedne z największych możliwości w Europie!
W programie "Garda" podjęliśmy temat dostępu do broni w Polsce, zapraszając do rozmowy Michała Sitarskiego, redaktora naczelnego magazynu strzeleckiego Frag Out i znanego eksperta i kolekcjonera broni palnej. Rozmowa rozpoczęła się od obiegowych mitów na temat pozwolenia na broń. Sitarski szybko rozwiał najbardziej popularny, że jest to proces niemal niemożliwy do przejścia: "Obecnie nie ma już uznanowości. Wystarczyło zmienić jedno słowo w ustawie."
Ekspert przekonuje, że dziś koszty uzyskania najbardziej popularnego pozwolenia, a więc sportowego, jest porównywalny z uzyskaniem prawa jazdy, czyli około 2000 złotych. Oczywiście samego dokumentu, nie wliczając kosztów zakupu broni, szafy pancernej i amunicji.
"To jest faktycznie łatwiejsze niż prawo jazdy, dlatego że zdawalność egzaminów jest znacznie, znacznie większa.” – mówi Michał Sitarski - „To jest między dzisiaj 80 a 90%. Nawet zaryzykował takie stwierdzenie, że bliżej 90%. Natomiast w przypadku prawa jazdy nie wiem, czy ona osiąga 50%." Zaznacza również, że podczas egzaminów na pozwolenie na broń kładziony jest "bardzo duży nacisk na bezpieczeństwo posługiwania się bronią", co jest kluczowe w kontekście potencjalnego zagrożenia, jakie broń palna może stanowić.
Rozmowa dotknęła też kwestii "promes" – zaświadczeń upoważniających do zakupu określonej liczby egzemplarzy broni. Redaktor naczelny FRAG OUT krytykuje ten system jako "sztuczne ograniczenie ilości broni". Zaznacza również, że promesy wymagane są nie tylko do zakupu broni jako całości, ale również do zakupu "części istotnych broni", takich jak lufy.
Kolejnym krytycznym punktem jest system "pozwoleń do celów". Zamiast pozwolenia na broń, Polacy muszą starać się o pozwolenia do konkretnych celów: łowieckich, sportowych, kolekcjonerskich, rekonstrukcji historycznej, ochrony osobistej i innych. "Powinno być tak naprawdę pozwolenie na broń. Są określone warunki, które musisz spełnić... Dlaczego nie można zrobić tak, że po prostu wprowadzamy pozwolenie na broń?" – pyta retorycznie ekspert, dodając - "Żebyś nie musiał być członkiem klubu, członkiem stowarzyszenia, myśliwym, czy szkoleniowcem. Chcesz po prostu mieć broń, spełniasz warunki, możesz ją kupić."
Michał Sitarski wskazuje, że obecny system generuje "ogromną rzeszę ludzi, którzy żyją z tego, że płaci im się składki i należy się do czegoś, coś się robi i w czymś się bierze udział". Podkreśla, że wiele osób, nie chcąc np. startować w zawodach sportowych, godzi się na ograniczenia związane z posiadaniem broni kolekcjonerskiej, której przenoszenie czy udostępnienie jest obwarowane innymi zasadami.
Mimo tych krytycznych uwag, ekspert przyznaje, że "możliwości, które daje pozwolenie w Polsce, są jednymi z największych w Europie", ustępując prawdopodobnie jedynie Czechom. W wielu krajach ograniczony jest nie tylko dostęp do broni na nabój scalony, ale też do broni czarnoprochowej a nawet wiatrówek.
Na zakończenie rozmowy Sitarski wyraził nadzieję na uproszczenie prawa w zakresie dostępu do broni, tak aby osoby spełniające określone warunki mogły po prostu posiadać broń, bez konieczności angażowania się w dodatkowe aktywności i przynależności do organizacji. Sam nie ma z tym problemów, ale zauważa, że jest wiele osób dla których jest to sytuacja niekomfortowa.