- Amerykańscy politycy, tacy jak Elbridge Colby i Marco Rubio, proponują reformę NATO, nazywaną "NATO 3.0", stawiając na większą odpowiedzialność Europy za konwencjonalną obronę kontynentu.
- Wizja USA zakłada przywództwo Ameryki i oczekuje, że europejscy sojusznicy "przyłączą się" do redefiniującego się Zachodu, a nie będą współdecydować o priorytetach.
- Niemiecka prasa reaguje ostrożnie, wskazując na "warunkową" gwarancję partnerstwa i rosnące różnice zdań między USA a Europą.
- W przypadku odrzucenia amerykańskiej formuły, Waszyngton może skoncentrować się na współpracy z Europą Środkową i wschodnią flanką NATO, co może zmienić układ sił w Sojuszu.
Marco Rubio: Ameryka nie ma intencji „porzucenia” Europy
Zacznijmy od przemówienia tego ostatniego. Rubio zadeklarował w nim, że Ameryka nie ma intencji „porzucenia” Europy, bo jeśli mówimy o sile i atrakcyjności Zachodu, to są to dwa elementy jednej całości. Zaznaczył jednak, iż w obliczu zmian w świecie należy też stawiać na tradycyjne narzędzia polityki, kierować się w pierwszym rzędzie interesem narodowym i porzucić złudne nadzieje co do intencji innych, w tym rywali geostrategicznych.
Marco Rubio otwarcie, choć w innym stylu niż Vance, skrytykował Europę za jej politykę imigracyjną, tłumienie wolności słowa i realizowanie utopii klimatycznej. Zadeklarował, że Ameryka pod rządami Trump wytyczyła już kierunek i zaapelował do rządzących państwami europejskimi, aby „przyłączyli się” do redefiniująrcego swój sposób działania „obozu Zachodu” pod przywództwem Stanów Zjednoczonych.
Wizja przyszłości jest tu czytelna. Nie ma mowy o partnerstwie, wspólnym ustalaniu politycznych priorytetów i współdecydowaniu, jakimi narzędziam Zachód będzie się posługiwał, aby osiągnąć stawiane sobie cele. Formuła jest czytelna - państwo przywódcze i współtowarzysze. To nie jest to czego oczekuje się w Londynie, Berlinie czy przede wszystkim w Paryżu.
Elbridge Colby: Stany Zjednoczone nie mają zamiaru „porzucić NATO"
Przemówienie Elbridge'a Colby'ego w Brukseli, bardzo dobrze, nota bene, skonstruowane, było też czytelnym przesłaniem, jak Amerykanie rozumieją udział sojuszników we wspólnym bloku wojskowo - politycznym. Wezwał on w nim do modernizacji sojuszu, budowy NATO 3.0 - bo alians musi sprostać nowym wyzwaniom - i rozwiał wątpliwości, deklarując, że Stany Zjednoczone nie mają zamiaru „porzucić NATO”. Będą wywierały presję na rzecz modernizacji aliansu, bo jak zauważył Colby:
To „NATO 3.0” wymaga znacznie większych wysiłków ze strony naszych sojuszników, aby stanęli na wysokości zadania i przejęli główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę Europy.
Amerykanie utrzymają swój parasol nuklearny, będą dostarczać brakujące państwom europejskim zdolności, ale główny wysiłek, czyli budowa sił zdolnych odstraszyć przeciwnika i wygrać z nim wojnę, jeśli ono zawiedzie, będzie spoczywał na ramionach państw naszego kontynentu. To dlatego Colby przestrzegł słuchaczy, ministrów z państw członkowskich przed „strategią hokeja”, która polega na deklaratywnym przyjęciu nowych pułapów wydatkowych, ale odsunięcie w czasie realizacji tych zobowiązań na lata 2032 - 35.
Chcemy partnerstwa a nie zależności - deklarował Colby, zaznaczając: To Europejczycy winni przejąć od Amerykanów konwencjonalną obronę swego kontynentu.
Amerykanie zaczynają budować NATO 3.0
Kierunek planowanych przez Waszyngton zmian dobrze też widać na przykładzie ostatnich decyzji. Redukcja zaangażowania będzie relatywnie niewielka, bo obejmie, jak się szacuje, ok. 400 osób personelu, głownie z zaplecza. Europejczycy przejmą dowództwa operacyjne (Brunssum, Norfolk, Neapol), a Amerykanie zdolnościowe, bo prócz Izmiru (LANDCOM) i Ramstain (AIRCOM) przejmą również dowodzenie w brytyjskim Northwood (MARCOM).
W Londynie tę ostatnią decyzję przyjęto jako votum nieufności wobec ich zdolności morskich, jako że dowództwo w te domenie „od zawsze” sprawował brytyjski oficer. Dominację Amerykanów konserwuje jeszcze wdrożony właśnie system wspomagający dowodzenie sił NATO dostarczony przez firmę Palantir. Nie ma zatem mowy o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z Europy, Amerykanie przystępują do konstruowania NATO 3.0, a ostateczny kształt Sojuszu będzie z pewnością dyskutowany na kolejnym szczycie, który tym razem odbędzie się w Ankarze.
Niemiecka prasa o wystąpieniu Marco Rubio w Monachium
Niemiecka prasa wystąpienie Rubio, mimo iż kilkakrotnie przerywane było oklaskami audytorium, przyjęła ostrożnie. Konserwatywny "Die Welt" napisał o "warunkowej” gwarancji partnerstwa strategicznego między Europą a Stanami Zjednoczonymi, a lewicowy "Die Zeit" o rozpoczętym już „procesie dystansowania się Europy od Stanów Zjednoczonych.
Rubio, w świetle tych komentarzy, zaprezentował Europejczykom wizję co do istoty zbieżną z ubiegłorocznym przesłaniem J.D Vancea, jedyna różnica polegała na tym, iż zrobił to w bardziej strawnej, eleganckiej formie. Różnice, co do charakteru relacji, kształtu polityki wewnętrznej państw członkowskich i relacji globalnych, pozostały i zostały wyraźnie wypunktowane w monachijskim wystąpieniu Merza.
Polityk ten zaprezentował wizję, w której mowa o partnerstwie europejsko - amerykańskim, sprzeciwie wobec realizowania w Europie agendy ruchu MAGA, innym rozumieniu wolności słowa czy diametralnie odmiennym podejściu do relacji handlowych (wolny handel vs polityka barier celnych). Innymi słowy: mimo uprzejmości i ładnych gestów, różnica zdań ma fundamentalny charakter i trudno patrzeć optymistycznie na perspektywę jej przezwyciężenia.
Oś Berlin-Paryż już nie działa
Jaką drogą pójdą zatem państwa europejskie? I tu zaczynają się problemy, bo nawet niemieccy komentatorzy mają świadomość, że oficjalna retoryka europejskiej jedności nie odpowiada rzeczywistości, która charakteryzuje się w ostatnich miesiącach raczej narastaniem różnic interesów między państwami naszego kontynentu a nie ich niwelowaniem.
W popularnym politycznym talk show Karen Miosga, w jednej z niemieckich stacji telewizyjnych, którego uczestnicy dokonali podsumowania Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, w tym deklaracji kanclerza Merza o rozpoczęciu z Francją „strategicznego dialogu nuklearnego”, redaktor naczelny Politico Gordon Repinski zwrócił uwagę na fakt, że już obecnie „nie działa” oś Berlin - Paryż, stabilizująca do tej pory Europę.
Kanclerz Merz: Nie ma już osi, która spajałaby Europę
Kanclerz Merz, w takiej sytuacji, dokonał w ostatnich tygodniach wyraźnego zwrotu w stronę Włoch, bo w obliczu końca kadencji Macrona (maj 2027) i nieprzewidywalnej sytuacji we Francji trudno było o inną opcję. Jednak, jego zdaniem, mamy do czynienia w tym przypadku raczej z sojuszem o charakterze taktycznym i nie powstanie strategiczny sojusz Berlin - Rzym. Jeśli te oceny się potwierdzą, to, jak zauważył , trzeba się będzie zgodzić z tezą, iż
Po prostu nie ma już osi, która spajałaby Europę. Dlatego nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie, czym jest europejska suwerenność i jak ten kontynent ma naprawdę znaleźć wspólne rozwiązania.
Rubio, który z Monachium pojechał na Słowację, a następnie do Budapesztu, ma - jak się wydaje - wizję przyszłości amerykańskiej polityki wobec Europy. Jeśli państwa z zachodniej części naszego kontynentu odrzucą nową formułę amerykańskiego przywództwa, które automatycznie przez najbliższe 3 lata będzie też przywództwem Trumpa, to Waszyngton
Postawi na Europę Środkową, państwa wschodniej flanki NATO a niewykluczone, że w tej układance znajdzie się również, choć oczywiście w znacznie luźniejszej formule, Ukraina. Na wspólnej konferencji z premierem Fico, który podkreślał wagę współpracy Słowacji ze Stanami Zjednoczonymi (energetyka jądrowa, zakupy broni, wojna na Ukrainie) ale też mówił o Grupie Wyszehradzkiej, Rubio, po tym jak podziękował, że spotkanie mogło odbyć się w niedzielę, która dla chrześcijan winna być dniem wolnym od pracy wygłosił ważną polityczną deklarację. „Chcieliśmy pokazać - stwierdził - i będziemy pokazywać w nadchodzących tygodniach, miesiącach i latach, że pod rządami prezydenta Trumpa ta administracja uczyni nie tylko Słowację, ale Europę Środkową kluczowym elementem naszego zaangażowania na kontynencie i w świecie, i że nie będziemy się ograniczać do spotkań i uprzejmości, ale do konkretnych działań, które podejmiemy razem w sposób korzystny dla waszego narodu i naszych obywateli, w sposób korzystny dla waszego kraju i naszego kraju.
SAFE to odpowiedź na amerykańską politykę?
Odpowiedzią Europy na amerykańską politykę jest przede wszystkim mechanizm SAFE i narracja na temat konieczności integracji sektorów zbrojeniowych państw naszego kontynentu, a także zdolności operacyjnych sił zbrojnych. Walorem tej propozycji było to, że nie miała ona alternatywy. Państwa inwestujące w swoje bezpieczeństwo, tak jak Polska, a mające ograniczone możliwości budżetowe, miały do wyboru - albo podnieś już teraz niemałe przecież podatki (np. stawka VAT jest w naszym kraju wyższa niż w uczestniczącej w kosztownej wojnie Rosji), albo opodatkować przyszłość, bo zaciągnięcie kredytów spłacanych przez następne 25 lat do tego w gruncie rzeczy prowadzi.
Jeśli nie ma alternatywy, to trzeba akceptować niewygodne z punktu widzenia biorcy kredytu warunki dodatkowe w postaci braku pełnej swobody, gdzie plasować swe zamówienia. Trzeba też akceptować niepokojący skądinąd fakt, iż nasi bogatsi europejscy partnerzy (tacy jak Niemcy) nie będą uczestniczyć w programie i w związku z tym będą mieć większą swobodę działania.
Jeśli Amerykanie, co zdawał się zapowiedzieć Rubio, zbudują wiarygodną alternatywę wobec tego mechanizmu, to może okazać się, że w najbliższych latach będziemy obserwować przesuwanie się punktu ciężkości NATO na Wschód i nastąpią interesujące zmiany w relacjach sił wewnątrz Sojuszu.