"Bajki z mchu i paproci". Czy francuski parasol nuklearny ochroni Europę?

2026-02-15 19:35

W przemówieniu otwierającym Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezentując czteropunktowy „program wolności”, czyli wzmocnienia Europy, powiedział: „Rozpocząłem wstępne rozmowy z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem na temat europejskiego odstraszania nuklearnego. Panie i panowie, chciałbym jasno powiedzieć: przestrzegamy naszych zobowiązań prawnych. Rozważamy to ściśle w kontekście naszego udziału w programie nuklearnym w ramach NATO i nie pozwolimy na powstanie w Europie stref o różnym poziomie bezpieczeństwa".

  • Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, Friedrich Merz ogłosił wstępne rozmowy z prezydentem Macronem na temat europejskiego odstraszania nuklearnego.
  • Francuska doktryna nuklearna, oparta na "żywotnych interesach kraju", nie zmieniła się od czasów de Gaulle'a, który wątpił w gotowość USA do obrony Europy.
  • Mimo sugestii Macrona o rozszerzeniu parasola, Francja utrzymuje pełną suwerenną kontrolę nad swoim arsenałem, wykluczając współfinansowanie czy Nuclear Sharing.
  • Czy deklaracje te to realna zapowiedź, czy jedynie "bajki z mchu i paproci" mające na celu wzmocnienie odstraszania Francji?

Historyczne przemówienie Merza na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa?

Nawiasem mówiąc, hasłem tej konferencji jest tytuł corocznego raportu - „W ruinie”, co dobrze - zwłaszcza jeśli mówimy o nastrojach na zachodzie naszego kontynentu - oddaje stan nastrojów. Samo przemówienie Merza, również kwestia rozmów z Paryżem na temat rozszerzenia francuskiego parasola nuklearnego, zostało w niemieckich mediach różnie przyjęte. Dla lewicowego "Die Zeit", który podkreśla nota bene antyamerykański wymiar tego wystąpienia, było ono „niezwykłe” wręcz historyczne: mamy do czynienia z „deklaracją niepodległości Europy”, odpowiedzią Niemiec na zeszłoroczne wystąpienie J.D. Vanca.

Konserwatywny "Die Welt" jest znacznie ostrożniejszy w ocenach i akcentuje słowa premiera Bawarii i lidera siostrzanej CSU, Markusa Södera, który za poważny błąd uznał poleganie wyłącznie na Francji w kwestii parasola nuklearnego:

Ponieważ francuski parasol jest za mały i nie tak dobrze wyposażony jak amerykański.

Dlatego, jego zdaniem francuska broń jądrowa mogłaby być co najwyżej uzupełnieniem:

Ale bez Amerykanów to się nie uda.

„Europejski” potencjał może być alternatywą dla USA w odstraszaniu Rosji

Warto poświęcić temu zagadnieniu więcej uwagi co najmniej z dwóch powodów. Na fali rosnącego antyamerykanizmu części polskiej opinii publicznej, również i u nas pojawiają się sądy, że „europejski” potencjał może być alternatywą dla amerykańskiego w odstraszaniu Rosji. To pierwsza, bardzo istotna przyczyna naszych rozważań. Chodzi bowiem o uniknięcie błędnej oceny sytuacji i w konsekwencji błędnej polityki.

Drugi powód jest oczywisty. Mamy w związku z wojną na Ukrainie do czynienia z rosnącą rolą zdolności nuklearnych w rosyjskiej polityce. Nie chodzi oczywiście o ryzyko wybuchu konfliktu jądrowego, bo powierzchownie myślący do tego wymiaru sprowadzają kwestie nuklearne, ale o rolę, jaką w polityce presji wywieranej na państwa sąsiednie i całą Europę przez Kreml odgrywał będzie potencjał jądrowy.

Odstraszanie jest potrzebne właśnie z tego powodu, aby Rosja nie realizowała swych celów w zakresie polityki bezpieczeństwa wobec sąsiadów (np. dążąc do wymuszonego wycofania infrastruktury i sił NATO z państw, które przystąpiły do sojuszu po 1997 roku), wykorzystując presję jądrową.

Kluczowy jest wymiar polityczny potencjały jądrowego

Aby odpowiedzieć na pytanie, czy deklaracje Merza z Monachium mają jakikolwiek sens, trzeba poczynić jeszcze jedną uwagę. Otóż w kwestii  potencjału jądrowego błędnie najczęściej zwraca się uwagę na relacje ilościowe. Nie twierdzę, że nie mają one znaczenia, bo tak nie jest, ale znacznie istotniejsze są zdolności w zakresie przenoszenia, wyboru celów i projektowania trajektorii lotu systemów zaopatrzonych w broń jądrową. A największe znaczenie ma wymiar polityczny, tj. system podejmowania decyzji w kwestii użycia i doktryna.

Tym ostatnim terminem określa się najczęściej wypracowany przez lata zestaw poglądów i procedur, które mają wpisywać broń jądrową w cały system obrony danego państwa. Budowa potencjału nuklearnego, która jest zarówno bardzo kosztowna, jak i ryzykowna politycznie, ma miejsce „po coś”, czyli najczęściej państwo podejmujące taką decyzję uznaje, że posiadane zdolności konwencjonalne nie wystarczą, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, a system sojuszniczy nie daje w tej materii żelaznych gwarancji.

Tak de Gaulle zdecydował o budowie potencjału jądrowego Francji

Trzeba mieć jeszcze zdolności konstrukcyjne i przemysłowe, ale są one mniej ważne niż dwie pierwsze polityczne, a może strategiczne, kwestie. Tak było też w przypadku Francji i decyzji prezydenta de Gaulle'a o rozpoczęciu prac nad samodzielnym potencjałem. Zanim w lutym 1960 roku Francuzi przeprowadzili swoją pierwszą próbę jądrową, cztery lata wcześniej, w 1956 roku, miał miejsce Kryzys Sueski, w którym Amerykanie sprzeciwili się francusko-brytyjskiej, wspieranej przez Izrael, interwencji po nacjonalizacji kanału przez egipskie władze.

De Gaulle, który dwa lata później doszedł do władzy we Francji, był zdania, że „Amerykanie nie wymienią Paryża za Boston”, co oznaczało wątpliwość w to, czy po pierwszej rosyjskiej salwie na cele w Europie Amerykanie zdecydują się na odpowiedź. Te wątpliwości spowodowały przyspieszenie we francuskim programie jądrowym, który został uruchomiony znacznie wcześniej (1945 rok). Nie była to jedyna zmiana, która nastąpiła pod wpływem „szoku Sueskiego”. Drugą było zbliżenie z Niemcami i entuzjastyczne przywitanie kanclerza Adenauera w trakcie jego wizyty w Paryżu w 1956 roku.

"Użycie broni jądrowej tylko wtedy, gdy przeciwnik zaatakuje „żywotne interesy kraju”

Te historyczne rozważania są istotne, bo jak napisała Emmanuelle Maitre z Fondation pour la recherche stratégique, think tanku strategicznego, francuska doktryna jądrowa właściwie nie zmieniła się od tego czasu. Głównym zadaniem francuskiego potencjału jądrowego jest, jak napisała Maitre:

Użycie broni jądrowej (…) tylko wtedy, gdy przeciwnik zaatakuje „żywotne interesy kraju”. Koncepcja ta jest celowo niejasna i podatna na interpretacje i może być zdefiniowana jedynie przez głowę państwa, ale prawdopodobnie obejmuje ona integralność terytorium Francji, ochronę jej ludności i suwerenność kraju. Przez kilka dekad kolejni prezydenci sugerowali jednak, że żywotne interesy mogą wykraczać poza ściśle francuskie ramy i w szczególności obejmować sprzymierzone kraje europejskie.

Emmanuel Macron, który w swym przemówieniu w jednej ze szkół wojskowych w 2020 roku, sugerował taką interpretację „europejskich interesów Francji”, iż można dopuścić rozszerzenie parasola jądrowego na państwa położone na wschodzie, nie był wcale pierwszym, który to czynił (wcześniej podobne deklaracje składał choćby Hollande czy Sarkozy). Jednak tego rodzaju sugestie, prócz wymiaru politycznego, mają też znaczenie strategiczne.

Rozmywanie kryteriów użycia broni jądrowej sprzyja narastaniu niepewności przeciwnika

Na użytek polityczny Macron, czy jego następcy, mogą sugerować taki kierunek ewolucji francuskiej doktryny, który my rozumiemy w kategoriach gotowości do „rozszerzenie parasola”, ale warto też pamiętać, że rozmywanie kryteriów użycia broni jądrowej sprzyja narastaniu niepewności po stronie przeciwnika, jest zatem elementem, obiektywnie rzecz biorąc, wzmocnienia francuskiego odstraszania nuklearnego.

To co my, zwłaszcza w sytuacji kryzysu w relacjach atlantyckich, chcemy odczytywać w kategoriach gotowości Paryża do uruchomienia jakiejś formuły francuskiego „Nuclear sharing” z perspektywy francuskich interesów może wyglądać zupełnie inaczej. Paradoks sytuacji polega na tym, że sugerowanie, a nawet prowadzenie rozmów w tej kwestii, sprzyja wzmocnieniu odstraszania Francji, a podjęcie decyzji, osłabia te zdolności, choćby z tego powodu, że niknie element niepewności po stronie Rosji, a zaczynają mieć znaczenie inne kalkulacje (w tym, ale nie wyłącznie, ilościowe).

Garda - Wojciech Mularczyk

"Francja zamierza zachować pełną suwerenną kontrolę nad potencjałem nuklearnym"

Francuska doktryna jądrowa przywiązuje ogromną wagę do niezależności Paryża w tym wymiarze. Jak napisała Maitre:

Francja zamierza zachować pełną suwerenną kontrolę nad swoim potencjałem nuklearnym i dlatego nie jest skłonna zaakceptować żadnych sugestii dotyczących współpracy z partnerami w zakresie rozwoju systemów nuklearnych, takich jak pociski, ani też zaakceptować jakiegokolwiek współfinansowania lub pomocy przemysłowej w inwestycjach wspierających misję nuklearną.

Francuzi chcą sami decydować o wszystkich zdolnościach związanych z potencjałem jądrowym, sami go budować, modernizować i ewentualnie używać. Dotyczy to wszystkich elementów zdolności, nie tylko głowic czy środków przenoszenia, również łączności, zdolności do namierzania celów etc. Macron zresztą szczerze powiedział w marcu 2025 roku, w wystąpieniu do narodu, że:

Nasze odstraszanie nuklearne chroni nas; jest ono kompletne, suwerenne i francuskie na wskroś” oraz dodał, iż „niezależnie co się stanie decyzja zawsze była i pozostanie w rękach Prezydenta Republiki.

Jaka będzie trwałość ewentualnych deklaracji w sprawie rozszerzenia „francuskiego parasola"?

Jeśli poruszamy kwestie polityczne, a mają one znaczenie w sytuacji, kiedy wykładni doktryny jądrowej dokonuje zawsze każdy kolejny prezydent Francji, to trzeba zastanowić się, jaka jest i będzie trwałość ewentualnych deklaracji w sprawie rozszerzenia „francuskiego parasola”. Można powiedzieć, że analogiczny przypadek ma miejsce w kwestii gwarancji amerykańskich, ale w tym wypadku deklaracje wzmacniane są realną obecnością, kształtem posiadanych zdolności i mają silne zakorzenienie w doktrynie rozszerzonego odstraszania, w tym prawnej i zdolnościowym jej wymiarze, a w przypadku Francji mielibyśmy opierać nasze nadzieje, póki co, na słowach lokatora Pałacu Elizejskiego.

Może się to zmienić, ale roztropna polityka (a taką zalecałbym polskiej elicie publicznej) nakazuje również refleksję na temat tego, co się stanie, jeśli Francją rządzić będzie polityk o mniej niż Macron proeuropejskim nastawieniu, nieważne czy z lewicy czy z prawicy.

Portal Obronny SE Google News

Techniczne kwestie francuskiego potencjału jądrowego

Poświęćmy teraz nieco uwagi kwestiom technicznym francuskiego potencjału. Mają one również korzenie w doktrynie jądrowej, która budowana była przy założeniu „wystarczających zdolności”. O co tu chodzi? Jeśli głównym celem była i jest obrona żywotnych interesów Francji w postaci suwerenności terytorialnej, ludności, potencjału ekonomicznego, to broń jądrowa miała w świetle założeń być tym narzędziem, do którego odwoła się Paryż w sytuacji ostatecznego zagrożenia.

Francja budowała swój potencjał w czasie zimnej wojny, kiedy Zachód obawiał się ataku Układu Warszawskiego i szybko przemieszczających się przez Niemcy sowieckich kolumn pancernych. NATO-wska strategia obrony zakładała wówczas odwołanie się do zdolności nuklearnych, bo zakładano, że tylko w ten sposób można będzie powstrzymać agresorów. W tym sensie strategia i doktryna Paryża wpisywały się w tego rodzaju podejście - groźba odpalenia głowic i zniszczenia celów w Rosji miały w wymiarze politycznym oznaczać sygnał „zatrzymajcie się”, bo jesteśmy zdesperowani i broniąc się nie zawahamy się wykonać taki krok.

Francuskie głowice mają relatywnie dużą moc

Z tego właśnie powodu francuskie głowice mają relatywnie dużą moc i jak się przyjmuje nie nadają się do kontroli eskalacyjnej na niższych szczeblach. Jak napisali jeszcze w 2023 roku eksperci niemieckiego think tanku SWP, francuski potencjał jest „counter value”, a nie „counter force”. Co to oznacza?

Otóż w przypadku użycia przez Rosjan głowicy o charakterze taktycznym (a pamiętajmy, że mają oni kilkanaście systemów przenoszenia, w tym artylerię i miny jądrowe) Francuzi mogliby, ze względu na posiadane zdolności, odpowiedzieć jedynie „wielką salwą”, czyli np. zaatakować jakiś rosyjski ośrodek miejski. Tego rodzaju opcja ma sens, kiedy bronimy się przed zbliżającym się do naszych granic przeciwnikiem, ale w odpowiedzi na ograniczone przezeń użycie broni jądrowej, jest ryzykowana.

Choćby z tego powodu, że skala ewentualnych strat po rosyjskiej stronie czyni pewną odpowiedź odwetową, co oznacza, że użycie „francuskiego parasola” oznacza eskalację, a nie uspokojenie konfliktu. Doktryna „wystarczających zdolności” jest przy tym tania, bo nie wymusza rozbudowy potencjału ilościowego, co w przypadku państwa o ograniczonych możliwościach budżetowych, ma swoje znaczenie.

Macron: Francja nie zapłaci za bezpieczeństwo innych

Z podobnych powodów Brytyjczycy zakładali budowę potencjału, który pozwoliłby im „spalić Moskwę”, (osobną kwestią jest to, że zdaniem wielu ekspertów już takich zdolności nie mają). Można oczywiście powiedzieć, że Francuzi mogą rozbudować swój potencjał po to, aby zyskać zdolności na poziomie taktycznym, tak aby być w stanie uczestniczyć w grze eskalacyjnej na niższych szczeblach. Tylko że nie mają oni takich możliwości budżetowych, a Francja (nawet Macron) w związku z doktryną nakazującą utrzymanie suwerenności w kwestiach jądrowych, odrzucają finansowe zaangażowanie innych państw.

Mamy w tym wypadku do czynienia z ciekawym paradoksem, bo z jednej strony Macron mówi o tym, że „Francja nie zapłaci za bezpieczeństwo innych”, ale z drugiej odrzuca też bezpośrednie zaangażowanie europejskich partnerów w rozwój potencjału, którym dysponuje Paryż, bo to nawet pośrednio (uzależnienie od cudzych środków) zmniejszałoby francuską suwerenność.

W tym wypadku linia Paryża jest czytelna, chodzi o uzyskanie koncesji dla Francji (sektor zbrojeniowy, energetyka jądrowa) w innych segmentach gospodarczych, w imię „wspólnego” parasola, bo Paryż dopuszcza co najwyżej pomocniczą, i to znacząco ograniczoną, rolę sojuszników.

Z czego wynika ograniczona wielkość francuskiego arsenału?

Francuzi nie są też gotowi uruchomić jakąś, wzorowaną na amerykańskiej, formułę Nuclear Sharing, nawet jeśli starają się sprawić takie wrażenie, wysyłając choćby do Polski w ubiegłym roku myśliwce Rafale zdolne do przenoszenia rakiet z głowicami jądrowymi. Jak napisała Maitre:

Oprócz wymienionych powyżej względów politycznych i doktrynalnych, ograniczona wielkość francuskiego arsenału sprawia, że ​​propozycja zastąpienia nim obecnych mechanizmów NATO jest nieistotna. Niezwykle trudno byłoby sobie wyobrazić oparcie części francuskiej broni jądrowej za granicą na modelu porozumienia Nuclear Sharing o współużytkowaniu broni jądrowej NATO: biorąc pod uwagę ograniczoną pulę dostępnej broni, wymagałoby to znacznych kosztów i mogłoby podważyć wiarygodność całego systemu.

Argumentuje ona też, że propozycje Macrona nie mają na celu zmiany dotychczasowej doktryny jądrowej Francji i uruchomienia, dziś w oczywisty sposób nierealistycznych, starań zmierzających do zastąpienia zdolności amerykańskich. Chodzi raczej o dyskusję na temat zagrożeń i budowę wspólnej oceny sytuacji strategicznej, w której znalazła się Europa. Jak skonkludowała ona swe rozważania:

W obecnym kontekście warto zauważyć, że intencją Paryża nie jest i nigdy nie było odtworzenie formy rozszerzonego odstraszania na kontynencie europejskim, inspirowanej modelem NATO.

Ile potrwałaby hipotetyczna budowa zdolności europejskich pod egidą Paryża?

Nawet nie rozważając pozostałych kwestii, w tym związanych z faktem, że hipotetyczna budowa zdolności europejskich pod egidą Paryża musiałaby być procesem obliczonym na co najmniej kilkanaście lat i niezwykle kosztownym, co wymagałoby przyjaznej akceptacji i współpracy Amerykanów, wyraźnie widać, iż wypowiedzi Merza są raczej projekcją intencji, uprawianiem myślenia życzeniowego, niż zapowiedzią działania zakorzenionego w rzeczywistości.

A co na to Rosjanie? Bo ta kwestia w ogóle nie padła w wystąpieniu niemieckiego kanclerza, dość zresztą jastrzębiego, jeśli chodzi o stosunek do tego państwa? Trudno zakładać, iż będą oni bezczynnie przyglądali się budowie europejskich zdolności w zakresie broni jądrowej, tym bardziej, że uważają, iż Europa jest obecnie znacznie bardziej wrogo nastawiona niż Stany Zjednoczone Trumpa.

Głosy o wybiciu się Europy na niepodległość i słabnących więziach atlantyckich

Brak reakcji ze strony Rosji na ewentualny „program europejski” musiałby być wymuszony przez Amerykanów. To, że zaangażują się oni w tego rodzaju politykę, z natury ryzykowną, po to aby wzmocnić sojuszników, którzy dziś mówią o wybiciu się Europy na niepodległość i słabnących więziach atlantyckich, uważam za dużą naiwność.

Mamy do czynienia z zadziwiającym zjawiskiem polegającym na tym, że niektórzy europejscy politycy, w tym również kanclerz Merz, ulegają niebezpiecznemu złudzeniu, w świetle którego mamy czas i zdolności niezbędne do budowy europejskiego, nuklearnego, odstraszania Rosji. Gdybyśmy zaczęli 20 lat temu, być może, ale teraz już nie. Francuzi mogą na takim ukierunkowaniu europejskiego myślenia dużo wygrać, nawet do pewnego stopnia Niemcy będący dla Francji obszarem buforowym. Ale Polacy?

Sonda
Czy wiesz, czym jest taktyczna broń jądrowa?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki