- Z badania Instytutu Allensbach wynika, że 69% Niemców obawia się wciągnięcia kraju w konflikt zbrojny, co jest rekordowym wynikiem.
- Zaufanie Niemców do USA jako gwaranta pokoju drastycznie spadło, aż 65% uważa USA za zagrożenie, podczas gdy Rosja wciąż jest postrzegana jako główne zagrożenie dla pokoju światowego (81%).
- W przypadku ataku Rosji na kraje bałtyckie, opinia publiczna w Niemczech jest podzielona niemal po połowie w kwestii interwencji Bundeswehry.
- Aż 38% Niemców rozważa emigrację w przypadku wybuchu wojny, co jest szczególnie widoczne wśród zwolenników Partii Zielonych, Lewicy i AfD.
Najnowszy „Raport o bezpieczeństwie 2026”, przygotowany przez Instytut Badania Opinii Publicznej Allensbach na zlecenie Centrum Strategii i Wyższego Przywództwa, maluje obraz niemieckiego społeczeństwa zaniepokojonego jak nigdy dotąd. Renate Köcher, dyrektor Instytutu Allensbach, mówi o prawdziwej „eskalacji zagrożeń zewnętrznych”, która zmienia priorytety obywateli. Wojny i konflikty zbrojne po raz pierwszy wysunęły się na czoło listy największych obaw, wyprzedzając takie kwestie jak inflacja, opieka długoterminowa czy ubóstwo na starość.
Badanie, przeprowadzone na grupie 1077 osób w wieku powyżej 16 lat, pokazuje, że strach przed wciągnięciem Niemiec w wojnę jest najwyższy w historii pomiarów. Ten rosnący niepokój znajduje odzwierciedlenie w postrzeganiu areny międzynarodowej i roli, jaką Niemcy oraz ich sojusznicy powinni na niej odgrywać.
Zmieniający się sojusznicy: Dramatyczny spadek zaufania do USA
Jednym z najbardziej uderzających wniosków z badania jest radykalna zmiana w postrzeganiu Stanów Zjednoczonych. Aż 65% Niemców uważa obecnie USA za zagrożenie dla pokoju na świecie. Jest to drastyczny wzrost w porównaniu z zaledwie 24% w 2024 roku, co pokazuje, jak bardzo na nastroje wpłynęła zmiana w Białym Domu i początek drugiej kadencji Donalda Trumpa. Co więcej, jedynie polityka Chin jest oceniana jako większe zagrożenie dla niemieckiej gospodarki.
Ta nieufność ma również wymiar militarny. Zaledwie 32% obywateli wierzy, że Stany Zjednoczone wywiązałyby się ze swoich zobowiązań sojuszniczych i udzieliły pomocy wojskowej w razie ataku na państwo członkowskie NATO. Przeciwnego zdania jest 35% ankietowanych. Sceptycyzm jest szczególnie silny we wschodnich Niemczech, gdzie połowa respondentów jest przekonana, że USA porzuciłyby swoich sojuszników w potrzebie.
Rosja – wciąż zagrożenie, ale postrzegane inaczej
Mimo rosnących obaw związanych z polityką Waszyngtonu, to Rosja pozostaje na szczycie listy zagrożeń dla światowego pokoju (81% wskazań). Jednocześnie jednak maleje strach przed bezpośrednią, dalszą ekspansją militarną Kremla. Tylko 35% Niemców uważa, że Rosja zaatakuje kolejne kraje po Ukrainie, podczas gdy rok wcześniej odsetek ten wynosił 46%.
Według Klausa Schweinsberga, założyciela Centrum Strategii i Wyższego Przywództwa, którego cytuje Handelsblatt jedną z przyczyn tej zmiany może być brak zdecydowanych postępów armii rosyjskiej na froncie w Ukrainie. Ponownie widoczne są jednak głębokie podziały między wschodem a zachodem kraju. Niemcy Zachodnie skłaniają się ku bardziej konfrontacyjnej postawie wobec Rosji, podczas gdy mieszkańcy byłego NRD preferują podejście dyplomatyczne.
Dylematy Bundeswehry i zobowiązania w NATO
Wątpliwości wobec sojuszników idą w parze z niepewnością co do własnej roli w Pakcie Północnoatlantyckim. W hipotetycznej sytuacji ataku Rosji na jedno z państw bałtyckich, opinia publiczna jest podzielona niemal idealnie po połowie:
- 39% uważa, że Niemcy powinny wziąć udział w interwencji wojskowej.
- 38% jest zdania, że Bundeswehra nie powinna się angażować.
Wynik ten jest szczególnie niepokojący w kontekście realnych działań, takich jak stałe rozmieszczenie na Litwie 41. Brygady Pancernej liczącej 4800 żołnierzy, co ważne Bundeswehra zmaga się z problemem chętnych do brygady. W razie konfliktu jednostka ta znalazłaby się na pierwszej linii frontu. We wschodnich Niemczech sprzeciw wobec interwencji jest przytłaczający – aż 61% ankietowanych uważa, że Republika Federalna powinna unikać zaangażowania w wojnę w regionie bałtyckim.
Jest to o tyle ciekawe, że jak wynika z niemieckiej gry wojennej, zorganizowanej przez dziennik „Die Welt” i Uniwersytet Bundeswehry, pokazała ona paraliż decyzyjny Europy w tym Niemiec. Według przyjętego scenariusza Rosja, pod pretekstem rzekomego kryzysu humanitarnego w obwodzie królewieckim, rozpoczyna ograniczoną operację wojskową. Celem jest zajęcie 35-tysięcznego litewskiego miasta Mariampol, kluczowego węzła komunikacyjnego w tzw. Przesmyku Suwalskim – strategicznym pasie lądu łączącym państwa bałtyckie z resztą sojuszników NATO i oddzielającym rosyjską eksklawę od Białorusi. Rosyjska narracja o „misji humanitarnej”, mającej na celu utworzenie korytarza zaopatrzeniowego dla głodujących mieszkańców Królewca, staje się zasłoną dymną dla agresywnych działań.
Wyniki gry wojennej, opisane m.in. przez „Wall Street Journal”, okazały się alarmujące. W symulacji Rosji udało się w ciągu zaledwie kilku dni zająć strategiczny przyczółek na Litwie przy użyciu niewielkich sił, liczących początkowo około 15 000 żołnierzy. Co bardziej niepokojące, atak ten wywołał całkowity paraliż decyzyjny w strukturach NATO.
W scenariuszu Waszyngton odmówił powołania się na artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego, uznając, że rosyjska „misja humanitarna” nie stanowi jednoznacznego aktu wojny. Zamiast tego gracze reprezentujący USA podjęli próby bezpośrednich rozmów z Rosjanami.
Zespół niemiecki, w którym zasiadał m.in. były sekretarz generalny CDU, potraktował rosyjską narrację jako punkt wyjścia do gry i skupił się na deeskalacji, obawiając się eskalacji konfliktu. Stacjonująca na Litwie niemiecka brygada pancerna nie interweniowała, częściowo dlatego, że Rosjanie, używając dronów, zaminowali drogi prowadzące z jej bazy.
Jak relacjonował polski uczestnik gry, Bartłomiej Kot z Aspen Institute Central Europe, który wcielił się w rolę premiera, Polska jako jedyna próbowała kontestować rosyjską pozycję wyjściową. Mimo mobilizacji wojsk, ostatecznie nie zostały one wysłane na Litwę.
W efekcie sojusznicy zaakceptowali rosyjskie żądania dotyczące utworzenia „korytarza humanitarnego” na terytorium Litwy, godząc się na brak dostępu do niego i zamknięcie nad nim przestrzeni powietrznej dla wszystkich poza Rosją.
Gra wojenna nie miała na celu przewidywania przyszłości, lecz identyfikację słabych punktów w systemie obronnym Niemiec i całego Sojuszu. Ujawniła, jak skutecznie Rosja może wykorzystać działania hybrydowe i dezinformację do osiągnięcia celów militarnych bez prowokowania otwartej wojny z całym NATO. Alexander Gabujew, dyrektor Carnegie Russia Eurasia Center w Berlinie, który w grze wcielił się w rolę Władimira Putina, przyznał, że kluczowe było ciągłe powtarzanie narracji o korytarzu humanitarnym, co sparaliżowało proces decyzyjny Zachodu.
W odpowiedzi na niepokojące doniesienia, Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte zapewnił, że Sojusz jest dobrze przygotowany do reagowania na każde zagrożenie. W publicznym oświadczeniu podkreślił, że ewentualna próba ataku na Przesmyk Suwalski spotkałaby się z „druzgocącą” i „zabójczą” odpowiedzią. Zapewnił, że NATO regularnie ćwiczy różne scenariusze, aby być gotowym na każdą ewentualność.
Emigracja jako ucieczka? Kto rozważa opuszczenie Niemiec
Być może najbardziej zaskakującym wnioskiem z raportu jest fakt, że 38% respondentów rozważa opuszczenie Niemiec w przypadku wybuchu wojny. Ta chęć emigracji jest szczególnie widoczna wśród zwolenników określonych partii politycznych. Klaus Schweinsberg wskazuje, że „w dużej mierze gotowi do opuszczenia kraju” są zwolennicy Partii Zielonych. Podobne nastroje panują jednak również wśród elektoratów Lewicy (Die Linke) oraz, co paradoksalne, partii AfD, która często buduje swój wizerunek na hasłach patriotycznych.
Ta postawa stoi w kontrze do rosnącego poparcia dla wzmocnienia armii. Prawie trzy czwarte obywateli popiera ideę rocznej, obowiązkowej służby wojskowej dla obu płci. Jednocześnie tak duży odsetek osób deklarujących chęć ucieczki przed konfliktem pokazuje głęboki rozdźwięk między teoretycznym poparciem dla silnego państwa a osobistą gotowością do jego obrony.