Spis treści
Rosyjska domena podwodna
Z danych przedstawionych brytyjskim parlamentarzystom w czasie posiedzenia komisji obrony Izby Gmin wynika, że rosyjska flota podwodna liczy około 64 jednostek – od strategicznych okrętów z rakietami balistycznymi typu Boriej (proj. 955) oraz typu Boriej‑A (proj. 955A), przez wielozadaniowe okręty jądrowe typu Jasień (proj. 885), po liczne jednostki z napędem konwencjonalnym. Profesor Peter Roberts (kmdr por. rez. Royal Navy) wskazywał, że trzon tej struktury stanowi klasyczny bastion na Dalekiej Północy: silnie chroniony obszar w rejonie Morza Barentsa i Arktyki, w którym Rosja koncentruje morski komponent triady nuklearnej, zapewniając mu warunki do skrytego działania pod pokrywą lodową.
Obok "regularnej" floty działa GUGI – Główny Zarząd Badań Głębinowych – dysponujący flotą około 50 wyspecjalizowanych jednostek, w tym okrętów‑nosicieli i statków badawczych zdolnych do pracy na głębokościach rzędu 6000 metrów, będący częścią rosyjskich sił zbrojnych. W ocenie prof. Petera Robertsa to narzędzie służące zarówno do ochrony rosyjskiej infrastruktury podmorskiej, jak i do rozpoznania oraz potencjalnego oddziaływania na infrastrukturę innych państw – przede wszystkim kable telekomunikacyjne i rurociągi. Z perspektywy Zjednoczonego Królestwa szczególnie istotne jest, że wody wokół Wysp Brytyjskich stanowią gęsty węzeł przewodów łączących Europę z Ameryką Północną, co w praktyce ustawia Londyn „na pierwszej linii” w domenie podwodnej, mimo oddalenia od lądowego frontu na wschodnim froncie.
Emerytowany komodor (OF-6) Royal Navy John Aitken OBE podkreślał, że najnowsze rosyjskie jednostki – Boriej i Jasień – to „pierwszorzędne okręty” i „bardzo trudni przeciwnicy”, a środowisko arktyczne dodatkowo utrudnia ich wykrywanie ze względu na hałas pracującej pokrywy lodowej i możliwości manewru pod lodem. Zwrócił uwagę, że Royal Navy ma obecnie „bardzo ograniczone” zdolności działania pod lodem i wymaga ponownego zainwestowania w ten obszar, jeśli ma skutecznie operować w pobliżu rosyjskiego bastionu. Roberts z kolei opisywał rosyjską strategię jako coraz bardziej nastawioną na uderzanie w infrastrukturę i odporność społeczeństw – od ataków na energetykę w Ukrainie po potencjalne działania wobec kabli i rurociągów w Europie – co wymusza traktowanie dna morskiego jako jednego z głównych teatrów przyszłych kryzysów.
Flota podwodna i bezzałogowe wzmocnienie
W tym kontekście Brett Phaneuf, reprezentujący (m.in.) Submergence Group, mówił wprost, że Zjednoczone Królestwo powinno mieć „100 procent więcej okrętów podwodnych” i traktować ten aspekt jako priorytet państwa. Wskazywał, że klasyczne siły załogowe muszą być uzupełnione rozbudowaną warstwą systemów bezzałogowych i autonomicznych współdziałających z okrętami – od pojazdów nawodnych i podwodnych po stałe sensory – co tworzy rozbudowaną warstwę bezzałogowych systemów morskich i sensorów, które zwiększają zasięg rozpoznania i utrudniają przeciwnikowi skryte podejście do infrastruktury.
W tym kontekście podkreślano, że próg wejścia do domeny podwodnej wyraźnie się obniżył – technologie pozwalające państwom NATO relatywnie tanio zwiększać świadomość sytuacyjną są dziś dostępne także dla mniejszych graczy. Jako przykład przywoływano Morze Czarne, gdzie systematyczne użycie morskich systemów bezzałogowych pozwoliło Ukrainie zadawać Flocie Czarnomorskiej straty niewspółmierne do własnego tonażu, oraz Jemen, gdzie improwizowane konstrukcje z komercyjnych komponentów pokazały, jak łatwo zbudować zdolność do nękania żeglugi i infrastruktury. Roberts dodawał, że domena podwodna była przez lata "niedoinwestowana i niedoceniana", mimo jej znaczenia dla bezpieczeństwa i gospodarki, a część państw – od Tajwanu po Filipiny – kupuje sprzęt szybciej, niż tworzy spójne koncepcje jego użycia.
Dla Londynu oznacza to konieczność równoległego działania w kilku wymiarach: zwiększenia liczby okrętów podwodnych, rozwoju bezzałogowych systemów morskich oraz wpisania ochrony kabli i rurociągów do katalogu głównych zadań Royal Navy i przemysłu stoczniowego. Zgodnie z relacją Johna Aitkena rośnie też aktywność rosyjskich jednostek na Północnym Atlantyku, w tym w rejonie klasycznego przesmyku GIUK (Grenlandia-Islandia-Zjednoczone Królestwo), co dodatkowo obciąża brytyjskie siły ASW (pol. Anti-Submarine Warfare) i wzmacnia argument za zwiększeniem floty podwodnej oraz odtworzeniem kompetencji do długotrwałego działania w środowisku arktycznym.
Polecany artykuł:
Brytyjska odpowiedź na Północy i europejska współzależność
Planowane na 2026 rok rozmieszczenie grupy lotniskowca typu Queen Elizabeth HMS „Prince of Wales” (R09) na Północnym Atlantyku i w rejonie Dalekiej Północy w ramach operacji pk. "Firecrest" ma być „głównym pokazem siły” wobec Federacji Rosyjskiej i wkładem w odstraszanie oraz ochronę infrastruktury podmorskiej. Według brytyjskiego Ministerstwa Obrony w ciągu dwóch lat odnotowano „30‑procentowy wzrost” liczby rosyjskich jednostek zagrażających brytyjskim akwenom, a grupa lotniskowca – z udziałem wielozadaniowych samolotów F‑35, okrętów sojuszniczych i śmigłowców – ma działać w ścisłej współpracy z USA, Standing NATO Maritime Group 1 (pol. Stały Zespół Sił Morskich Grupa 1, SNMG1) i dowództwem Joint Force Command Norfolk, które po raz pierwszy ma być dowodzone przez brytyjskiego oficera. W praktyce oznacza to budowę „widocznej” warstwy odpowiedzi nad rosyjskim bastionem na Północy: lotniskowiec z eskortą ma demonstrować gotowość, podczas gdy równolegle rozwijane są mniej spektakularne zdolności w domenie podwodnej. Warto również odnotować, że w 2026 roku SNMG1 dowodzi zespół brytyjski z pokładu niszczyciela rakietowego typu 45 HMS „Dragon” (D35), pełniącego funkcję okrętu dowodzenia.
Na poziomie politycznym premier Zjednoczonego Królestwa, Keir Starmer, stara się powiązać te działania z szerszą zmianą podejścia Europy do bezpieczeństwa. W czasie Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa apelował o odejście od „nadmiernej zależności” od Stanów Zjednoczonych na rzecz „współzależności” i „bardziej europejsko prowadzonego” NATO, opartego na ściślejszej współpracy obronnej i przemysłowej oraz pogłębieniu relacji UK–UE. Wskazywał przy tym na rosyjskie przezbrajanie, ocenę NATO, że Moskwa może być gotowa do użycia siły wobec Sojuszu pod koniec dekady, oraz na „dziką niewydolność” europejskich zakupów – ponad 20 typów fregat, 10 typów samolotów bojowych i ponad 10 typów czołgów podstawowych – która utrudnia budowę spójnych, interoperacyjnych zdolności, także w domenie morskiej i podwodnej.
W tej logice ostrzeżenia o rosyjskiej przewadze podwodnej i aktywności GUGI, postulaty zwiększenia brytyjskiej floty podwodnej i rozwoju systemów bezzałogowych oraz decyzja o wysłaniu grupy lotniskowcowej na Północny Atlantyk są elementami jednego komunikatu: Zjednoczone Królestwo chce pozostać jednym z głównych filarów bezpieczeństwa morskiego NATO, ale oczekuje, że europejscy sojusznicy wezmą większą część ciężaru – zarówno w zakresie finansowania, jak i rozwoju zdolności chroniących infrastrukturę, od której zależy funkcjonowanie całych gospodarek.