Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku Niemcy ogłosiły fundamentalną zmianę w swojej polityce bezpieczeństwa, przeznaczając 100 miliardów euro ze specjalnego funduszu na pilną modernizację Bundeswehry. Jednym z filarów tej transformacji miał być program budowy fregat F127 – okrętów nowej generacji, które miały zapewnić Niemcom i sojusznikom z NATO zdolności do obrony powietrznej i przeciwrakietowej na morzu. Plan zakładał budowę ośmiu jednostek, które od połowy lat 30. miałyby zastąpić starsze fregaty typu Sachsen (F124).
Jednak według najnowszych doniesień medialnych, koszty tego ambitnego projektu wymykają się spod kontroli. Pierwotnie szacowany na 26 miliardów euro budżet może wzrosnąć do ponad 40 miliardów euro. Oznacza to, że cena pojedynczej fregaty może przekroczyć astronomiczną kwotę pięciu miliardów euro.
Fregaty F127 droższe o miliardy. Co jest przyczyną eksplozji cen?
Gwałtowny wzrost kosztów budzi poważne wątpliwości co do wykonalności projektu i efektywność wydatkowania środków. Głównym źródłem problemu są ceny zaawansowanych systemów uzbrojenia Aegis ze Stanów Zjednoczonych. System ten, wraz z radarami AN/SPY-6, stanowi serce i mózg fregat F127, umożliwiając im wykrywanie, śledzenie i zwalczanie szerokiego spektrum zagrożeń – od wrogich samolotów i dronów, przez pociski manewrujące, aż po broń hipersoniczną. Zgoda Departamentu Stanu USA na potencjalną sprzedaż Niemcom ośmiu zestawów systemu Aegis i powiązanego wyposażenia opiewa na kwotę blisko 12 miliardów dolarów. To właśnie ten kluczowy, ale niezwykle drogi komponent odpowiada za lwią część wzrostu kosztów całego programu. Dzięki systemowi Aegis Niemcy miały dołączyć do elitarnego grona państw (takich jak USA, Japonia, Hiszpania czy Kanada) zdolnych do budowy morskiego filaru tarczy antyrakietowej.
TKMS pełniący rolę generalnego wykonawcy projektu nowych fregat według ustaleń Hartpunkt, nie potwierdza medialnych doniesień o nadmiernych kosztach tego przedsięwzięcia. Firma oświadczyła, że nie jest w stanie potwierdzić podawanych w mediach kosztów planowanej F127. Wspólnie z partnerem konsorcjum Rheinmetall oraz w ścisłej współpracy z Ministerstwem Obrony, Marynarką Wojenną i urzędem zamówień od miesięcy pracuje nad projektem fregaty dokładnie odpowiadającym wymaganiom klienta. Według firmy podawana w mediach kwota przekraczająca 40 miliardów euro jest dla TKMS niezrozumiała i nie odpowiada udziałom kosztów budowy okrętów w stoczniach TKMS i Rheinmetall.
Wątpliwości w koalicji i ministerstwie
Eskalacja kosztów wywołała alarm w niemieckim rządzie. Według doniesień „Spiegla” projekt jest obecnie intensywnie analizowany w Ministerstwie Obrony, a wśród polityków koalicji odpowiedzialnych za budżet narastają wątpliwości, czy Niemcy stać na tak drogie okręty. Oficjalnie resort obrony, kierowany przez Borisa Pistoriusa, zachowuje powściągliwość. Rzeczniczka ministerstwa stwierdziła, że ostateczna cena będzie znana dopiero po otrzymaniu wiążących ofert zarówno od niemieckich stoczni, jak i w ramach amerykańskiej procedury Foreign Military Sales. Mimo to sytuacja jest na tyle poważna, że przyszłość fregat F127 stanęła pod znakiem zapytania.
Problem z fregatami F127 nie jest odosobnionym incydentem, lecz wpisuje się w szerszy obraz trudności, z jakimi boryka się modernizacja Bundeswehry. Powolne procedury, ograniczone moce produkcyjne przemysłu i rosnące ceny to bolączki wielu projektów zbrojeniowych. Wcześniejszy program budowy sześciu dużych fregat F126 również napotkał problemy z opóźnieniami i rosnącymi kosztami, które miały wzrosnąć z 10 do ponad 18 mld euro. Ostatecznie, jak donosiły media w czerwcu 2026 roku, Berlin miał zdecydować o rezygnacji z tego projektu na rzecz zakupu tańszych i mniejszych jednostek MEKO A-200. Analitycy, tacy jak Moritz Schularick z Kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowej, ostrzegają, że Niemcy przeznaczają zbyt dużo środków na drogie, klasyczne systemy uzbrojenia, zaniedbując inwestycje w technologie przyszłości, takie jak drony, robotyka czy sztuczna inteligencja. Pomimo ogromnych nakładów finansowych realne wzmocnienie potencjału bojowego Bundeswehry od 2022 roku jest niewielkie, a duża część zamawianego sprzętu wciąż nie została dostarczona.
Decyzja w sprawie przyszłości fregat F127 ma zapaść do końca roku i będzie kluczowym testem dla strategii obronnej Niemiec. Rząd stoi przed trudnym wyborem czy kontynuować projekt mimo gigantycznych kosztów, renegocjować jego zakres, a może całkowicie go anulować, podobnie jak w przypadku F126.
Następca typu Sachsen – nowa jakość
Głównym zadaniem fregat typu F127, znanych też pod roboczą nazwą NGFrig-AD (Next Generation Frigate – Air Defence), będzie zastąpienie trzech starzejących się fregat przeciwlotniczych typu F124 Sachsen. Jednostki te, choć nowoczesne w momencie wejścia do służby (2004-2006), w perspektywie lat 30. XXI wieku nie będą w stanie sprostać nowym zagrożeniom, takim jak pociski hipersoniczne.
Projekt F127, bazujący na koncepcji MEKO A-400 AMD stoczni TKMS, imponuje swoimi rozmiarami, które zacierają granicę między fregatą a niszczycielem.
- Wyporność: ok. 12 000 ton.
- Długość: ok. 178 metrów.
- Szerokość: ok. 24 metry.
- Prędkość: do 32 węzłów.
- Załoga: ok. 180 osób.
Okręty będą posiadały hangar na dwa śmigłowce (np. NH90 Sea Tiger) oraz zaawansowane sonary do prowadzenia walki podwodnej. Fregaty F127 mają stanowić skok generacyjny. Ich podstawową misją będzie obrona powietrzna i przeciwrakietowa (Air and Missile Defence – AMD). Będą chronić nie tylko zespoły okrętów i szlaki handlowe, ale również stanowić morski komponent obrony terytorium Niemiec i sojuszników z NATO przed atakami z powietrza, w tym z użyciem pocisków balistycznych. Program, pierwotnie zakładający budowę pięciu lub sześciu jednostek, został rozszerzony do ośmiu okrętów.
Centralnym elementem okrętu będzie zintegrowany system walki Aegis, uważany za jeden z najbardziej zaawansowanych na świecie. Jego „oczami” będzie radar AN/SPY-6(V)1 – najnowsza generacja radarów z aktywnym skanowaniem elektronicznym (AESA). Niemcy staną się pierwszym międzynarodowym użytkownikiem tej konkretnej wersji radaru, montowanej również na najnowszych amerykańskich niszczycielach typu Arleigh Burke Flight III.
Siłę ognia zapewni imponujący arsenał rakietowy, umieszczony w 96 komorach wyrzutni pionowego startu (VLS) typu Mk 41. To niemal tyle samo, ile posiadają amerykańskie niszczyciele, co podkreśla skalę projektu. W silosach znajdą się m.in.:
- Pociski SM-6 (RIM-174A) i SM-2 Block IIIC (RIM-66P) do zwalczania celów powietrznych na dalekich i średnich dystansach.
- Pociski ESSM Block II (RIM-162B) do samoobrony.
- Pociski manewrujące Tomahawk do atakowania celów lądowych.
W przyszłości prawdopodobnie także pociski HYDEF (Hypersonic Defence Interceptor) do zwalczania zagrożeń hipersonicznych. Oprócz tego okręty będą wyposażone w pociski przeciwokrętowe NSM/3SM Tyrfing, systemy obrony bezpośredniej RAM, działo morskie Mk 45 kal. 127 mm, zdalnie sterowane moduły uzbrojenia oraz broń laserową o mocy 100 kW.