- Niemieckie Ministerstwo Obrony 24 czerwca 2026 roku anulowało program budowy sześciu fregat F126 (MKS 180) z powodu znacznych opóźnień i wzrostu kosztów do około 18 miliardów euro. Minister obrony Pistorius nazwał sytuację "niedopuszczalną" i "horrorem bez końca".
- Zamiast problematycznych F126, niemiecka marynarka wojenna zakupi osiem fregat MEKO A-200 od ThyssenKrupp Marine Systems (TKMS), specjalizujących się w zwalczaniu okrętów podwodnych. Pierwsza jednostka ma być dostarczona pod koniec 2029 roku, a łączny koszt ośmiu okrętów wyniesie około 11,6 miliarda euro.
- Decyzja ta oznacza spisanie na straty ponad 2 miliardy euro zainwestowanych w projekt F126, ale pozwala na szybsze wypełnienie zobowiązań wobec NATO. Wpłynęła również na rynek, powodując spadek akcji Rheinmetall i wzrost akcji TKMS.
Decyzja o zakończeniu jednego z najważniejszych programów zbrojeniowych Bundeswehry ostatnich lat została ogłoszona 24 czerwca 2026 roku. Projekt fregat F126, znanych wcześniej jako MKS 180, od samego początku był niezwykle ambitny. Miały to być największe okręty bojowe zbudowane w Niemczech od czasów II wojny światowej, o wyporności ponad 10 000 ton i długości 166 metrów.
Po spotkaniu z Komisją Budżetową minister obrony Pistorius stwierdził, że szacunkowe koszty programu myśliwców F126 wzrosły do około 18 miliardów euro. „To niedopuszczalne” – powiedział. „Zdecydowane zerwanie jest lepsze niż przedłużający się impas”. Dodał, że rząd nie może sobie na to pozwolić „ani finansowo, ani czasowo”. Pistorius stwierdził również, że na ukończone prace wydano ponad 2 miliardy euro, z których większość będzie musiała zostać teraz odpisana. Ministerstwo Obrony rozważy możliwość ubiegania się o odszkodowanie, ale „prawdopodobnie z niewielkimi szansami na powodzenie” – powiedział minister obrony. Podkreślił, że jest to obowiązek wobec podatników.
Jak określił to Bastian Ernst, rzecznik klubu parlamentarnego CDU/CSU, projekt „nie przystaje już do dzisiejszej sytuacji bezpieczeństwa”, a jego kontynuacja byłaby „horrorem bez końca”.
"Projekt zakupu fregaty F126 rozpoczął się na długo przed naszą erą i nie jest już adekwatny do dzisiejszej sytuacji bezpieczeństwa. Pierwotnie zaprojektowana jako wielozadaniowy okręt bojowy, fregata miała być uniwersalnym okrętem, z możliwością adaptacji do różnych modułów misji w różnych celach. Projekt był tak ambitny, że problemy i opóźnienia pojawiły się bardzo wcześnie. Dostawa pierwszego okrętu – zgodnie z obecnym harmonogramem – miała nastąpić dopiero w 2032 roku, a nie w 2028 roku. Tego czasu nie mamy. Zobowiązaliśmy się wobec naszych sojuszników z NATO do wniesienia znaczącego wkładu w obronę przed wrogimi okrętami podwodnymi. Dlatego logiczne jest, że minister obrony Pistorius wycofał się z projektu. Lepiej skończyć z horrorem niż horror bez końca” - mówił
Jak dodał umowa na zakup okrętów MEKO A-200 od TKMS, znanych jako F128, jest bliska realizacji. Projekt został już rozpoczęty dzięki wstępnemu porozumieniu.
„Jako Bundestag, umożliwiliśmy to do końca 2025 roku, przeznaczając 7,8 miliarda euro z budżetu na zakup alternatywy dla fregaty F126. Co więcej, w drodze rezolucji zleciliśmy zawarcie wstępnego porozumienia. Tym bardziej cieszę się, że minister obrony podąża teraz drogą wyznaczoną przez Bundestag”.
Jak zaznaczono w komunikacie prasowym Bundeswehry:
"Sześć planowanych fregat typu F126 dla niemieckiej marynarki wojennej nie zostanie zakupionych. Ministerstwo Obrony podjęło tę decyzję z powodu znacznych opóźnień, ogromnego wzrostu kosztów i nieobliczalnego ryzyka. Zastępstwo dla ważnego zadania zwalczania okrętów podwodnych jest już w zasięgu wzroku. Zdolność do zwalczania okrętów podwodnych ma kluczowe znaczenie dla obronności kraju i sojuszów (...) Jednak stocznia Damen Schelde Naval Shipbuilding (DSNS), początkowo powołana jako główny wykonawca, nie dotrzymała uzgodnionych terminów i budżetu. Ocena Ministerstwa Obrony, czy zmiana głównego wykonawcy na Naval Vessels Lürssen BV & Co. KG ( NVL ) mogłaby uratować projekt, okazała się nieudana"
Głównym wykonawcą, wybranym w 2020 roku, była holenderska stocznia Damen Schelde Naval Shipbuilding (DSNS). Kontrakt zakładał dostawę pierwszej jednostki do połowy 2028 roku, a wszystkich sześciu do 2033 roku. Szybko okazało się, że terminy te są nierealne. Firma Damen poinformowała niemiecki resort obrony o niemożności wywiązania się z umowy w założonym czasie i budżecie, a opóźnienia w budowie prototypu miały sięgać już 40 miesięcy.
Według Defence News przejście na fregaty MEKO było planowane co najmniej od marca, poszukując „rozwiązania pomostowego”.
Gigantyczne koszty i ryzyko, czyli dlaczego F126 musiał zatonąć
Kluczowym czynnikiem, który przesądził o losie programu, były finanse. Pierwotny koszt sześciu fregat szacowano na około 10 miliardów euro. W obliczu problemów holenderskiego wykonawcy, od 2025 roku rozważano zmianę generalnego wykonawcy na niemiecką grupę Naval Vessels Lürssen (NVL), należącą do koncernu Rheinmetall. Analizy wykazały jednak, że taki ruch wygenerowałby lawinowy wzrost kosztów.
Polecany artykuł:
Nowa wycena programu F126 z udziałem NVL opiewała na 15,2 mld euro, a po uwzględnieniu już wykonanych prac i umów wspierających, całkowity koszt przekroczyłby 18 miliardów euro. Co więcej, zmiana wykonawcy zmusiłaby rząd w Berlinie do umownego zrzeczenia się wszelkich roszczeń odszkodowawczych wobec firmy Damen, co uznano za sprzeczne z zasadą odpowiedzialnego gospodarowania środkami publicznymi. Mimo że w projekt F126 zainwestowano już około 2,3 mld euro, jego kontynuacja została uznana za nieopłacalną.
Ministerstwo przypisuje wzrost ceny w porównaniu z wcześniejszymi szacunkami budżetowymi głównie przekształceniu branżowego kosztorysu w wiążącą ofertę kontraktu TKMS, przy czym dodatki wnioskowane przez Marynarkę Wojenną stanowiłyby zaledwie około 5% całkowitych kosztów.
Jak zwraca uwagę Handelsblatt, komisja budżetowa niemieckiego Bundestagu zatwierdziła już ponad 250 milionów euro na projekt Meko-200, umożliwiając TKMS zakup materiałów i rozpoczęcie przygotowań do budowy. Skrytykowała jednak Pistoriusa za trzymanie się F-126, a jednocześnie zlecanie budowy rozwiązania pomostowego, co skutkowało wyższymi kosztami. Wynikało to z faktu, że Damen i jego podwykonawcy nadal otrzymywali płatności za już wykonane usługi.
Według niemieckiego portalu związek zawodowy IG Metall z zadowoleniem przyjął zakończenie sagi F-126. „Zawsze ostrzegaliśmy przed przyznawaniem kluczowych kontraktów za granicą” – powiedział Daniel Friedrich, szef okręgu nadmorskiego. „Niestety, nasze obawy okazały się słuszne”. Teraz rząd federalny, stocznie i wszystkie zainteresowane strony są wzywane do wykorzystania mocy produkcyjnych stoczni i dostawców w północnych Niemczech.
Nowy kurs: Osiem fregat MEKO A-200 jako alternatywa
W miejsce anulowanego programu Berlin zdecydował się na pragmatyczne i sprawdzone rozwiązanie czyli zakup ośmiu fregat MEKO A-200 DEU od niemieckiego koncernu ThyssenKrupp Marine Systems (TKMS). Okręty te, choć mniejsze od F126 (ok. 121 m długości i 4200 ton wyporności), są wyspecjalizowane w kluczowej dla NATO misji, jaką jest zwalczanie okrętów podwodnych (ASW).
Decyzja ta zyskała aprobatę dowódcy niemieckiej marynarki wojennej, wiceadmirała Jana Christiana Kaacka, który potwierdził, że fregaty MEKO A-200 są w stanie wypełnić zobowiązania Niemiec w ramach Sojuszu. Ujednolicenie typu okrętów w flocie ma przynieść także znaczne korzyści w zakresie logistyki, szkolenia i utrzymania.
„Potrzebujemy stali w wodzie, szybkiej i precyzyjnej, wyspecjalizowanej w zwalczaniu okrętów podwodnych. Dzięki fregatom klasy MEKO A-200 marynarka wojenna otrzyma potężne okręty, dzięki którym będziemy mogli wypełniać nasze zadania” - napisał w komunikacie wiceadmirał Kaacka.
Harmonogram i koszty programu MEKO A-200
Nowy program zakłada pozyskanie okrętów w dwóch transzach, pod warunkiem uzyskania zgody komisji budżetowej Bundestagu. W pierwszej transzy Niemcy planują zakup czterech fregat za kwotę około 6,3 mld euro, z opcją na kolejne cztery jednostki do końca 2026 roku za około 5,3 mld euro. Łączny koszt ośmiu okrętów wyniesie zatem około 11,6 mld euro. Dostawa pierwszej fregaty MEKO A-200 jest planowana na koniec 2029 roku, a kolejne jednostki mają być przekazywane w odstępach dziewięciomiesięcznych. Aby przyspieszyć cały proces, rozważa się wykorzystanie sprawdzonych pakietów sensorów i uzbrojenia, w tym szwedzkich radarów oraz pocisków Naval Strike Missile.
Polecany artykuł:
Reakcje rynku i konsekwencje dla przemysłu zbrojeniowego
Decyzja rządu wywołała natychmiastowe i gwałtowne reakcje na giełdzie. Akcje koncernu Rheinmetall, który poprzez przejęcie stoczni NVL liczył na przejęcie gigantycznego kontraktu na F126, zanurkowały, tracąc nawet ponad 15% wartości. Anulowanie programu było dla firmy dużym ciosem, podważającym jej niedawną ekspansję w sektorze morskim.
Zupełnie inaczej zareagował rynek na wieści o beneficjencie nowej umowy. Notowania ThyssenKrupp Marine Systems (TKMS) poszybowały w górę o kilkanaście procent. Prezes TKMS, Oliver Burkhard, określił decyzję jako „świetną wiadomość” i zadeklarował otwartość na współpracę z innymi niemieckimi stoczniami przy realizacji zamówienia.
Co dalej z niemiecką marynarką wojenną?
Anulowanie budowy sześciu fregat typu F126 to jedna z najbardziej znaczących decyzji w niemieckiej polityce zbrojeniowej ostatnich lat. Oznacza ona porzucenie ambitnego, flagowego projektu Marynarki Wojennej na rzecz szybszego, ale mniej zaawansowanego rozwiązania.
Z punktu widzenia Marynarki Wojennej oznacza to rezygnację z jednej z najbardziej zaawansowanych fregat NATO. F126 miała być cicha (diesel-elektryczna), duża, stealthowa, modułowa i wielozadaniowa. Zastępuje ją MEKO A-200 (F128) czyli mniejsza, starsza konstrukcja z lat 80., mniej przyszłościowa, o mniejszym potencjale modernizacyjnym i gorszym komforcie dla załogi. Niemcy zyskują sprawdzoną protezę ale tracą na jakości i elastyczności. Bezpośrednia luka operacyjna jest kolejną ważną konsekwencją. Niemcy zobowiązały się wobec NATO do aktywnego udziału w zwalczaniu okrętów podwodnych na Północnym Atlantyku od 2028 roku. F128 wejdą do służby najwcześniej w 2029.
Równolegle z nowym zamówieniem postępuje modernizacja trzech fregat typu F123, które również otrzymują nowoczesne systemy do zwalczania okrętów podwodnych. Wraz z dostawą pierwszej jednostki MEKO A-200 pod koniec 2029 roku, Niemcy będą dysponować czterema wyspecjalizowanymi w tej dziedzinie okrętami.
Decyzja mocno miesza też w krajobrazie niemieckiego przemysłu stoczniowego. ThyssenKrupp Marine Systems (TKMS) został nagle „uratowany” po niepowodzeniu w Australii i zyskuje duży kontrakt. Z kolei Rheinmetall i jego stocznie tracą.
Poza tym dla niemieckiego rządu, upadek F-126 to drugi wielomiliardowy projekt, który został uznany za nieważny po długim okresie niepewności, po załamaniu się francusko-niemieckiego projektu myśliwca FCAS kilka tygodni temu. Jednak w przypadku FCAS, walki o władzę w przemyśle były powodem, dla którego porozumienie wydawało się ostatecznie niemożliwe. W niemieckim przemyśle zbrojeniowym pojawiły się już obawy, że podobny los może spotkać wspólny projekt czołgu (MGCS).
MEKO A-200 sprawdzona ale stara konstrukcja
Do największych zalet tej fregaty należy przede wszystkim szybkość pozyskania. Okręt bazuje na konstrukcji rozwijanej od kilkudziesięciu lat, która została niedawno unowocześniona pod wymagania Australii. Dzięki temu pierwsza jednostka może wejść do służby już w 2029 roku czyli niemal dokładnie wtedy, gdy Niemcy muszą realnie zacząć wypełniać swoje zobowiązania wobec NATO. To gotowe rozwiązanie, a nie projekt zaczynany od zera.
MEKO A-200 dobrze radzi sobie z podstawowym zadaniem, jakim jest polowanie na okręty podwodne. Posiada nowoczesny system walki Saab, radar z aktywnym układem fazowanym zdolny do jednoczesnego śledzenia wielu celów, sonary pasywne oraz uzbrojenie torpedowe. Na pokładzie może operować śmigłowiec ZOP oraz dwa drony rozpoznawcze. Dużym atutem jest napęd kombinowany z turbiną gazową i napędem waterjet, który w połączeniu z mniejszą wypornością daje fregacie zwrotność. Okręt potrafi długo poruszać się niemal niezważony, a w razie potrzeby szybko zmieniać pozycję, utrudniając przeciwnikowi wykrycie. Jej wyporność to około 3 950 ton przy długości 121 metrów, co odpowiada typowej, nowoczesnej fregacie. MEKO A-200 może zabrać na swój pokład ok. 125 osób, posiada jednak mniej miejsca na personel dodatkowy.
Niestety, fregata ma też kilka poważnych ograniczeń. Jako konstrukcja wywodząca się z lat 80., w trybie cichym jest głośniejsza niż nowoczesne rozwiązania diesel-elektryczne, co zmniejsza skuteczność poszukiwania okrętów podwodnych. Ograniczona moc elektryczna na pokładzie mocno redukuje możliwości przyszłych modernizacji – zwłaszcza w zakresie laserów bojowych czy zaawansowanych sensorów wymagających dużej energii. Kadłub oferuje mniej miejsca na nowoczesny sonar holowany, a brak modułowego systemu uzbrojenia sprawia, że okręt jest mniej elastyczny i uniwersalny. Dodatkowo mniejsza przestrzeń życiowa oznacza gorsze warunki bytowe dla załogi podczas długich, trudnych patroli na wzburzonym Północnym Atlantyku. MEKO A-200 jest więc wysoko wyspecjalizowanym narzędziem do jednego głównego zadania, ale brakuje jej wielozadaniowości i potencjału rozwojowego, jaki oferował porzucony projekt F126.
F126 (Niedersachsen): Ambitny gigant, który pozostał na papierze
Fregata typu F126, znana też jako Niedersachsen lub projekt MKS 180 (Mehrzweckkampfschiff 180), od początku była projektowana z ogromnym rozmachem. Miała być największym okrętem bojowym niemieckiej marynarki wojennej od czasów II wojny światowej, o wyporności przekraczającej 10 500 ton i długości 166 metrów, co plasowało ją w kategorii niszczycieli. Większy rozmiar i modułowa natura F126 przekładały się na liczniejszą załogę (ok. 114-140 osób) z możliwością zaokrętowania dodatkowych 84 specjalistów w zależności od misji
Kluczową cechą F126 miała być jej wyjątkowa modułowość. Okręt projektowano z myślą o wymiennych modułach misyjnych, które pozwalałyby na szybkie dostosowanie go do konkretnych zadań, takich jak: zwalczanie okrętów podwodnych (ASW); działania przeciwminowe; misje abordażowe i zatrzymywanie podejrzanych jednostek.
Ta wszechstronność, połączona z dużą autonomicznością (zdolność do operowania na morzu do dwóch lat bez zawijania do portu dzięki rotacji załóg), czyniła z F126 platformę o ogromnym potencjale. Jednak ta sama złożoność stała się jej przekleństwem, prowadząc do opóźnień, problemów technicznych i lawinowego wzrostu kosztów, które ostatecznie pogrążyły cały program.