„Piloci to zasób krytyczny państwa”. Wywiad z dyrektorem Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej

Rozwój lotnictwa wojskowego, w tym wprowadzanie maszyn takich jak F-35 czy śmigłowce uderzeniowe, generuje nowe wyzwania dla medycyny lotniczej, od ochrony słuchu personelu naziemnego po wsparcie psychologiczne operatorów dronów. Płk. dr hab. n. med. Grzegorz Kade w rozmowie z Portalem Obronnym zwraca uwagę, że choć Polska dysponuje potencjałem, by stać się liderem medycyny lotniczej w regionie, niezbędne jest systemowe wsparcie finansowe. Dyrektor WIML analizuje bariery we współpracy z NFZ oraz podkreśla znaczenie utrzymania w służbie wyszkolonych pilotów jako zasobu krytycznego dla bezpieczeństwa państwa.

Karolina Modzelewska: Jak zmienia się myślenie o przygotowaniu sił zbrojnych, także w obszarze medycyny lotniczej, po doświadczeniach wojny na Ukrainie?

Płk. dr. hab. n. med. Grzegorz Kade, prof. UwS dyrektorem Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej: Jeszcze kilka lat temu wojsko przygotowywało się głównie do operacji ekspedycyjnych. Wymagania były więc zupełnie inne. Dziś mamy pełnoskalowy konflikt za naszą granicą i on wymusza zmianę podejścia. Ale nie możemy wpaść w pułapkę myślenia jednokierunkowego. Siły zbrojne muszą być gotowe zarówno na operacje ekspedycyjne, jak i na konflikt na swoim terytorium.

To oznacza także nowe wymagania wobec personelu lotniczego?

Zdecydowanie tak. Np. komponent śmigłowcowy rozwija się dynamicznie. W śmigłowcach jest więcej elektroniki, więcej danych, które maszyna „zasysa", więc predyspozycje lotników kierowanych do obsługi tych maszyn muszą się zmieniać.

Współpracujemy więc z Rejonową Wojskową Komisją Lotniczo-Lekarską i Inspektoratem Sił Powietrznych, aby jak najszybciej przygotować wymagania dotyczące nie tylko pilotów, ale też nawigatorów i personelu naziemnego. Obsługa nowych statków powietrznych wiąże się z narażeniem na czynniki, z którymi wcześniej się nie spotykano. Szukając najlepszych rozwiązań, przedstawiciele WIML nawiązują coraz ściślejszą współpracę z ośrodkami medycyny lotniczej w USA oraz biorą udział w pracach zespołów eksperckich NATO. Wymieniamy się informacjami, aby nie odkrywać wszystkiego na nowo i szybko implementować wnioski z doświadczeń innych armii.

Jakie są w takim razie największe wyzwania dla pilotów Apache?

Największym problemem, na który zwracają uwagę, jest dezorientacja przestrzenna. Dlatego budujemy nowoczesny ośrodek szkolenia, którego głównym elementem będzie nowy symulator dezorientacji przestrzennej. Powstanie on w bezpośredniej bliskości z innym symulatorem – wirówką przeciążeniową. W odróżnieniu od śmigłowców projektowanych w Związku Radzieckim – w amerykańskich Apache może dochodzić do przeciążeń nawet do 5G.

Tu się pojawia nowe wyzwanie. Dotychczas zdolność do pokonywania przeciążeń sprawdzaliśmy u kandydatów na pilotów wysokomanewrowych samolotów odrzutowych. W kategorii „pilot samolotów transportowych / śmigłowców” nie było takiego obowiązku. Musimy więc opracować nowe wytyczne.

Pilotów AH-64 trzeba przygotować zarówno w kwestiach radzenia sobie z dezorientacją, jak i przeciążeniami. Dlatego powstający ośrodek będzie inwestycją unikatową. Chcemy, aby był najnowocześniejszym takim obiektem na świecie.

Na czym polega jego wyjątkowość?

Będziemy odwzorowywać rzeczywiste warunki lotu, tak aby pilot doświadczał pełnego spektrum złudzeń i przeciążeń. Bodźce oddziaływujące na ćwiczącego będą silniejsze od tych, jakie piloci znają z symulatorów, na których ćwiczą obecnie.

Zakładam, że w przyszłości zintensyfikujemy również szkolenie pilotów z zagranicy. Ostatnio o współpracę i szkolenia wnioskowały Siły Powietrzne Rumunii oraz Serbii. Wcześniej szkoliliśmy m.in. pilotów z Litwy, Słowacji, gościliśmy delegacje z Czech, Niemiec, a także z Tajlandii i Arabii Saudyjskiej. Obserwujemy systematyczny wzrost zainteresowania naszymi rozwiązaniami. WIML jest jedynym ośrodkiem, w tej części Europy, posiadającym certyfikat potwierdzający, że szkolimy lotników według standardów US Air Force.

Kiedy ośrodek będzie gotowy?

Jesteśmy na etapie finalizowania formalności oraz poszukiwania dostawcy symulatora. Oddanie inwestycji planujemy w 2028 r., ale jest szansa, że skończymy prace pod koniec 2027 r. Siły Zbrojne potrzebują 400 pilotów Apache, czyli półtora załogi na jeden śmigłowiec. Więc ludzi do przeszkolenia jest sporo. Zależy nam, aby jak najszybciej certyfikować lotników, by mogli zasiąść w nowych maszynach.

Jednocześnie WIML musi przygotować własny personel. Dlatego w czerwcu nasza delegacja była w USA i zapoznała się z amerykańskim procesem szkolenia załóg AH-64. Okazało się, że możemy wykorzystać sporo naszych rozwiązań. Ale musimy jednocześnie pozyskać umiejętności do optymalnego kwalifikowania na nowy sprzęt. Będziemy przenosić amerykański model do WIML, a także wysyłać naszych pracowników na kursy w USA. Zadanie stawiane wysyłanym jest jasne: mają pozyskać wiedzę potwierdzoną oficjalnymi certyfikatami. Dzięki temu polscy lotnicy oraz decydenci z resortu obrony będą mieli pewność, że zajęcia, jakie lotnicy przejdą w WIML są w pełni zgodne z wymaganiami najlepszych ośrodków szkoleniowo-medycznych armii amerykańskiej.

Czy ten model drastycznie różni się od tego, co mieliśmy wcześniej przy starszych śmigłowcach?

Jeśli chodzi o sprzęt, to przeskok o kilka generacji. Jak już wspomniałem, największym wyzwaniem jest przeciwdziałanie dezorientacji przestrzennej. Piloci Apache, z którymi rozmawiałem, zwracali uwagę, że nad jednym okiem mają „szkiełko” – wyświetlacz wspierający proces decyzyjny. Drugim okiem muszą obserwować monitory ciekłokrystaliczne oraz patrzeć na wszystko wokół. Elektronika dostarcza mnóstwa bodźców i wymaga błyskawicznych reakcji. Lekarze różnych specjalności, głównie okuliści oraz psychologowie wsłuchują się w te uwagi.

Portal Obrony - Apacze w Inowrocławiu od środka

Jeśli chodzi o różnice w wymaganiach medycznych między pilotem śmigłowca AH-64 a F-16 czy F-35, są one znaczące?

Najważniejszym w Polsce miejscem wymiany doświadczeń między medykami i lotnikami są coroczne konferencje w Wojskowym Ośrodku Szkoleniowo-Kondycyjnym „Gronik” w Zakopanem. Z tegorocznej zapamiętałem wypowiedź młodego pilota Bezzałogowego Statku Powietrznego. Oficer mówił o zagrożeniu stresem postraumatycznym (PTSD). Wyjaśnił, że piloci F-16 czy F-35 w czasie misji zrzucają bombę i odlatują. Natomiast piloci BSP zrzucają bombę, a potem muszą wrócić i sprawdzić skutki ataku. Czyli przeanalizować straty zadane przeciwnikowi. Są więc narażeni na potworne widoki mogące skutkować PTSD. Nie wiem, czy decydenci mają świadomość, że wprowadzając uderzeniowe BSP muszą zabezpieczyć pilotów przed skutkami, o jakich mówił ten młody oficer? Skoro to jest problem artykułowany przez pilotów bezzałogowców, w WIML przyjrzymy się temu problemowi.

To jeden z mniej oczywistych przykładów, o które pani pyta. Dotyczy parametrów psychicznych kandydatów do służby w określonym rodzaju lotnictwa oraz wsparcia psychologicznego w trakcie służby. Musimy to wiedzieć, jeśli chcemy rozwijać Siły Zbrojne RP.

Czy wyzwania, o których mówimy, dotyczą także personelu technicznego?

Tak. W przypadku F-35 jednym z istotnych czynników jest hałas - większy niż przy obsłudze F-16. To wymaga innego podejścia do ochrony słuchu. W przypadku nowych śmigłowców pojawiają się nieistniejące wcześniej obciążenia – przeciążenia, wibracje czy obciążenia będące efektem pracy wirnika. W konstrukcjach postradzieckich strzelcy pokładowi siedzieli we wnętrzu śmigłowców. W sprzęcie wprowadzanym obecnie strzelcy znajdują się na zewnątrz maszyn. Daje im to zdecydowanie lepsze pole ostrzału, ale też naraża na potężne podmuchy od wirnika. Po latach służby będą one prowadziły do problemów z kręgosłupem czy układem nerwowym.

Przejdźmy do bardziej pragmatycznych tematów. Jak wygląda kwestia infrastruktury i finansowania w WIML-u?

To jest jedno z największych wyzwań, ale nie tyle dla WIML, co dla Sił Zbrojnych RP. Instytut jest jedynym w Polsce ośrodkiem wojskowej medycyny lotniczej. Rozwój lotnictwa Sił Powietrznych, Wojsk Lądowych, Wojsk Specjalnych i Marynarki Wojennej wymaga rozbudowy infrastruktury medycznej. Decydenci z MON coraz lepiej rozumieją te wyzwania, dlatego na początku czerwca zapadła decyzja o rozbudowie ośrodka orzecznictwa lotniczego w WIML. To znacząco poprawi jakość obsługi zarówno kandydatów do szkół lotniczych, jak i lotników służących w wojsku.

Co dziś jest największą przeszkodą?

Polityka Narodowego Funduszu Zdrowia. Fundusz odpowiada za bezpieczeństwo zdrowotne w skali całego państwa, nie w pełni uwzględnia jednak specyfikę podmiotów krytycznie ważnych dla bezpieczeństwa państwa. Dlatego dla NFZ jesteśmy takim samym szpitalem, jakich setki w Polsce. Tymczasem odpowiadamy za zdrowie i jak najdłuższe utrzymanie w służbie kluczowego personelu Sił Zbrojnych RP. Mamy takie zadanie, a NFZ nie zabezpiecza nam odpowiednich środków finansowych, które są w stanie zabezpieczyć funkcjonowanie naszych klinik. Działanie takie może spowodować konieczność ograniczenia ich działalności, a to z kolei obniży dostępność świadczeń dla żołnierzy, którzy – zgodnie z przepisami ustawowymi – mogliby w priorytetowym tempie korzystać z opieki medycznej.

Przypomnę, że wyszkolenie pilota samolotu F-16 to koszt ok. 5,18 mln dolarów (ok. 19 mln zł), natomiast koszt szkolenia pilota samolotu F-35 to 12 mln dol. (ok. 44 mln zł). Dlatego liczba pilotów jest bardzo ograniczona. Więc każdy dzień, w którym tacy ludzie są na L-4 przekłada się obniżenie poziomu bezpieczeństwa kraju. W WIML mamy potencjał i rozwijamy np. małoinwazyjne procedury chirurgiczne. Dzięki nim pilot może już po kilku dniach po zabiegu wrócić do latania. Instytut - odpowiadając na potrzeby Sił Zbrojnych - pozyskał sprzęt do wykonywania zabiegów urologicznych. Jeśli zapowiedzi NFZ oraz Ministerstwa Zdrowia - dotyczące wykonywania określonych procedur medycznych tylko w wybranych placówkach medycznych - wtedy nasz projekt kierowany do żołnierzy nie zostanie zrealizowany. Dlaczego to ważne dla lotnictwa wojskowego? Ponieważ specyfika służby generuje problemy z kamicą nerkową oraz gruczołem krokowym. Mogę podawać kolejne przykłady projektów, na których realizację nie otrzymujemy środków. Zaznaczę, że z perspektywy wydatków NFZ inwestycje w zdrowie lotników wojskowych to promile.

Dlaczego to takie ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa?

Ostatnie lata pokazały, że na wojnie hybrydowej, jaką Rosja prowadzi z Europą, najważniejsze jest zabezpieczenie naszej granicy przed nielegalnymi migrantami oraz ochrona polskiej przestrzeni powietrznej. Dlatego lotnicy są zasobem krytycznym. Potrzebują więc kompleksowej opieki: medycznej, psychologicznej i rehabilitacyjnej. Kolejny raz powtarzam: z perspektywy budżetu państwa to niezauważalne kwoty. Ale dla bezpieczeństwa państwa to kwoty krytycznie ważne.

Czy można powiedzieć, że dziś system opieki nad pilotami nie nadąża za rozwojem sił powietrznych?

Nie nadąża. Potrzebne jest systemowe wsparcie, szczególnie ze strony NFZ.

Na koniec - czy Polska ma potencjał, by stać się liderem w dziedzinie opieki medycznej nad pilotami?

Tak. W obszarze nauki, praktycznego szkolenia symulatorowego oraz rozwijania nowoczesnych metod leczenia już nim się staje. Myślę o kompetencjach w skali NATO. Żeby ten potencjał optymalnie wykorzystać, potrzebne są decyzje kompleksowe - szczególnie w obszarze finansowania i poważnego potraktowania medycyny wojskowej jako krytycznego elementu bezpieczeństwa państwa.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki