Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził 10 września, że Polska przygotowuje kolejny pakiet pomocy dla Ukrainy o wartości 50 mln euro, który m.in. będzie zawierał środki obrony powietrznej. Pakiet pomocy ma zawierać także amunicję do szybkostrzelnych działek pokładowych montowanych w myśliwcach F-16, potwierdził to wiceminister obrony narodowej Stanisław Wziątek w rozmowie z Polskim Radiem 24 17 września. Chodzi o 20-milimetrowe naboje do sześciolufowego działka M61 Vulcan, które stanowi podstawowe uzbrojenie strzeleckie tych samolotów.
Wiceminister Stanisław Wziątek, choć nie mógł zdradzić wszystkich szczegółów nadchodzącej transzy pomocy, jednoznacznie określił jej charakter.
"Ta nasza donacja jest przygotowywana, za chwilę się odbędzie. Nie mogę mówić, co w tej donacji będzie się znajdowało, ale na pewno jest to ten obszar wzmocnienia Ukrainy, który jest im niezwykle potrzebny. Dotyczy nie tylko takich działań związanych z systemami typu Patriot, ale również z podstawową amunicją do działek szybkostrzelnych montowanych na samolotach F-16, które także mogą zestrzeliwać drony rosyjskie" — powiedział wiceminister Wziątek.
Ukraińscy piloci F-16 sięgają po działka. Brakuje pocisków powietrze-powietrze
Według doniesień Newsmax Ukraińscy piloci F-16 racjonują amerykańskie pociski powietrze-powietrze i czasami polegają na pokładowych działkach swoich samolotów, by zestrzeliwać rosyjskie cele powietrzne, ponieważ zapasy pocisków się kurczą – poinformował o tym problemie dowódca eskadry F-16. Pilot o znaku wywoławczym Phantom podkreślił, że Ukraina potrzebuje dodatkowych pocisków AIM-9 i AIM-120 oraz interceptorów do systemów obrony powietrznej Patriot. Ukraińskie Siły Powietrzne, które udostępniły wywiad Phantoma amerykańskiej stacji Newsmax, potwierdziły, że niedobór pocisków stał się na tyle poważny, iż piloci muszą oszczędzać amunicję i na niektórych misjach bojowych przeciwko rosyjskim zagrożeniom powietrznym używać działek F-16. Rzecznik Sił Powietrznych Ukrainy Jurij Ihnat wskazywał, że jednak niesie to poważne ryzyko dla samego samolotu. Zestrzeliwanie małych dronów wymaga podejścia na bliższą odległość niż w przypadku załogowych samolotów wroga, a odłamki zniszczonego celu stwarzają dodatkowe zagrożenie. Rosja coraz częściej używa dronów z napędem odrzutowym, które zacierają granicę między bezzałogowcami a pociskami manewrującymi i stanowią wyzwanie dla ukraińskiej obrony powietrznej, ponieważ dotychczasowe drony-interceptor nie nadążają za ich większą prędkością.
Phantom wezwał do zwiększenia dostaw pocisków albo do przyznania Ukrainie licencji na ich produkcję krajową, ostrzegając, że samolot bez uzbrojenia jest „bezużytecznym narzędziem”. Ukraina wykorzystuje amerykańskie F-16 m.in. do przechwytywania rosyjskich dronów i pocisków manewrujących. Pociski AIM-9M kosztują około 84 tys. dolarów za sztukę, a AIM-120 – około 386 tys. dolarów (niektóre wersje nawet ponad milion). Ukraina otrzymuje je wraz z myśliwcami NATO-standardowymi od sojuszników od połowy 2024 roku, choć dokładna liczba pozostaje utajniona. Wzrost liczby dronów odrzutowych sprawił, że amunicja dotychczas rezerwowana głównie do walki z pociskami manewrującymi jest teraz używana także przeciwko tym nowym zagrożeniom.
Ukraina od dawna boryka się z niedoborami tych pocisków, braki raportowano już pod koniec 2025 roku. Sojusznicy starają się temu zaradzić, Pentagon zatwierdził kontrakt na produkcję tysięcy AIM-120, a Niemcy zapowiedziały zwiększenie dostaw AIM-9 ze swoich zapasów, choć dokładne liczby nie są ujawniane. Znane wcześniejsze dostawy, np. z Kanady, były ograniczone. Rosja wystrzeliwuje obecnie 100–200 dronów dziennie, z czego ponad połowa bywa napędzana silnikami odrzutowymi. Nawet przy założeniu 50 takich celów dziennie Ukraina musi zestrzeliwać około 1500 obiektów miesięcznie.
Systemy Patriot z Polski? Doniesienia "Rzeczpospolitej"
Niemal równolegle z deklaracją wiceministra Wziątka, w mediach pojawiły się informacje dotyczące innego, strategicznego elementu wsparcia. Gazeta "Rzeczpospolita", powołując się na nieoficjalne źródła w kręgach rządowych i wojskowych, poinformował kilka dni temu o planach przekazania Ukrainie kilku pocisków do systemu Patriot. Tego typu dostawy są konsultowane z sojusznikami z NATO, w tym ze Stanami Zjednoczonymi. Dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. dyw. pil. dr Ireneusz Nowak, w rozmowie z "Rzeczpospolitą" przyznał, że przekazanie zadeklarowanej, choć niejawnej liczby pocisków, jest możliwe, podkreślając jednocześnie, że "nikt nie mówi o masowych donacjach". Dodał też, że Polska mogłaby przekazać sprzęt poradziecki, który wciąż jest w użyciu i mógłby być przydatny Ukrainie nawet po remoncie, bo taki sprzęt jest wykorzystywany do walki w interesie Polski. Ministerstwo Obrony Narodowej oficjalnie nie ujawnia szczegółów kolejnego pakietu pomocy, powołując się na tajemnicę. Resort potwierdził jedynie, że przygotowuje wsparcie obejmujące sprzęty wychodzące z użycia polskich Sił Zbrojnych lub nieużywane przez Wojsko Polskie, a mogące być z pożytkiem wykorzystane na Ukrainie. Szczegółowe dane stanowią informację niejawną. Wiceminister obrony Paweł Zalewski potwierdził istnienie pakietu, ale odmówił podawania szczegółów.
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz wielokrotnie podkreślał, że przekazanie sprzętu Ukrainie będzie korzystne dla polskiej armii, ponieważ w zamian Polska chciałaby otrzymać technologie dronowe i rakietowe. Sprawa ta utknęła jednak na poziomie politycznym po tym, jak prezydent Ukrainy nazwał jedną z jednostek wojskowych imieniem bohaterów UPA. Polskie potrzeby w zakresie pozyskania ukraińskich dronów zostały określone przez Inspektorat Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia. Gen. bryg. Mirosław Bodnar wskazywał, że polskie Siły Zbrojne potrzebują urządzeń sprawdzonych w boju, szczególnie małych dronów wykorzystywanych masowo przez stronę ukraińską.
Warto przypomnieć, że już wcześniej Polska przekazała Ukrainie 5 pocisków PAC-3 MSE do systemu Patriot. Uzasadniano to wówczas polskim interesem bezpieczeństwa, mówiąc, że zniszczenie rosyjskich rakiet balistycznych nad Ukrainą, zanim dotrą one w pobliże polskich granic, jest działaniem prewencyjnym. Polska dysponuje obecnie 16 wyrzutniami systemu Patriot, a zakontraktowanych jest do nich ok. 200 pocisków PAC-3 MSE, choć nie wszystkie zostały jeszcze dostarczone.
Niemcy także pomogą
Jak wynika z amerykańskich dokumentów kongresowych z 15 września, Stany Zjednoczone są gotowe zatwierdzić przekazanie Ukrainie 10 pocisków przechwytujących do systemu Patriot z Niemiec. Według tych informacji Niemcy wkrótce przekażą Ukrainie 10 pocisków MIM-104E GEM-T o wartości 29,6 mln dolarów – poinformował Departament Stanu USA w notyfikacji do Kongresu. Choć dostawy pochodzą z Niemiec, amerykańska ustawa o kontroli eksportu uzbrojenia wymaga, by Kongres przeglądał transfery amerykańskiej broni do państw trzecich, jeśli początkowa wartość materiału przekracza 14 mln dolarów. Dopóki Kongres nie uchwali wspólnej rezolucji blokującej reeksport, przekazanie zostanie automatycznie zatwierdzone. Departament Stanu podkreślił, że transfer jest zgodny z celami amerykańskiej pomocy bezpieczeństwa i uwzględnia względy polityczne, wojskowe, ekonomiczne, praw człowieka oraz kontroli zbrojeń.
Na początku września niemiecki minister obrony Boris Pistorius oświadczył, że Berlin jest gotów dostarczyć Ukrainie dodatkowe pociski PAC-2 do systemów Patriot oraz inną amunicję przeciwlotniczą. Prezydent Wołodymyr Zełenski ocenił wtedy, że decyzja Niemiec „przybliży pokój”. Pocisk GEM-T stanowi ulepszoną wersję PAC-2, wyposażoną w nowy zapalnik i systemy zwiększające czułość radaru. We wrześniu UE zezwoliła Ukrainie na wydanie 6,1 miliarda euro na pociski PAC-3 dla systemów Patriot SAM i dronów .