Spis treści
W czwartek (17 września) Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych na swoim portalu społecznościowym Truth Social, ogłosił, że postępy w tworzeniu bazy wojsk lądowych USA w Polsce są znaczne i wkrótce może zostać ogłoszona jej lokalizacja. W swojej wypowiedzi Donald Trump nie szczędził pochwał pod adresem polskiego przywództwa, pisząc: „WSPANIAŁA WIADOMOŚĆ! Dzięki odważnemu przywództwu mojego przyjaciela, Karola Nawrockiego, Prezydenta Polski, czynione są znaczne postępy w kierunku utworzenia bazy US Army w Polsce. Jeśli tak się stanie, lokalizacja zostanie wkrótce ogłoszona”. Dodał również, że będzie to „historyczny krok dla naszego Wielkiego Sojuszu USA/Polski”.
Reakcje w Polsce były natychmiastowe i bardzo pozytywne. Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i minister obrony narodowej, w czwartek skomentował deklarację Trumpa, nazywając ją „Bardzo ważną deklaracją prezydenta Donalda Trumpa dotyczącą zbliżającej się decyzji o lokalizacji stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce”. Podkreślił również, że „Dobra współpraca prezydentów także przynosi pozytywne efekty; to istotne potwierdzenie strategicznej współpracy”. Kosiniak-Kamysz podziękował za wszystkie działania podejmowane na rzecz powstania stałej amerykańskiej bazy w Polsce, dodając: „Działamy wspólnie dla naszego bezpieczeństwa”.
Również Karol Nawrocki, prezydent Polski, wyraził swoją wdzięczność i gotowość do dalszej współpracy. We wpisie na platformie X podziękował amerykańskiemu prezydentowi za jego stanowisko, pisząc:
„Dziękuję Panu Prezydentowi Donaldowi Trumpowi za miłe słowa, naszą przyjaźń oraz silne zaangażowanie w partnerstwo polsko-amerykańskie. Jesteśmy gotowi kontynuować działania na rzecz wzmocnienia współpracy w dziedzinie obronności: poważnie, odpowiedzialnie i zawsze wspólnie. Zapewniam, że polski rząd dołoży wszelkich starań, aby zapewnić jak najlepszą lokalizację dla bazy armii USA”.
Kulisy dyplomatycznej ofensywy: Amerykańska delegacja i polskie zabiegi
Deklaracja Donalda Trumpa nie pojawiła się znikąd. Jest ona zwieńczeniem szeregu intensywnych rozmów i działań dyplomatycznych prowadzonych na różnych szczeblach. W ubiegłym tygodniu Polskę odwiedziła amerykańska delegacja wysokiego szczebla, na czele której stali Thomas DiNanno, podsekretarz stanu ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego, oraz William Cappelletti, zastępca asystenta sekretarza wojny ds. NATO i Europy. Podczas tych spotkań Amerykanie rozmawiali z przedstawicielami polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) oraz Kancelarii Prezydenta, a jednym z kluczowych tematów była właśnie stała obecność wojsk USA w Polsce. Polscy urzędnicy przedstawili wówczas potencjalne lokalizacje dla przyszłych baz, co świadczy o zaawansowanym etapie planowania.
Paweł Zalewski, wiceszef MON, potwierdził, że rozmowy na ten temat były bardzo szczegółowe. Otwartość strony amerykańskiej na polskie propozycje została zasygnalizowana już w czerwcu bieżącego roku przez Władysława Kosiniaka-Kamysza, który wówczas informował, że Pentagon jest otwarty na polską propozycję dotyczącą stałego stacjonowania sił amerykańskich. Pod koniec tego samego miesiąca Kosiniak-Kamysz wskazał, iż rozmowy ze stroną amerykańską weszły w kolejny etap.
Nie tylko wizyty delegacji amerykańskich składają się na ofensywę dyplomatyczną. Bogdan Klich, charge d'affairs ambasady RP w Waszyngtonie, poinformował w czwartek o swoich intensywnych działaniach na rzecz realizacji obietnicy prezydenta Donalda Trumpa o wysłaniu 5 tys. dodatkowych wojsk USA do Polski. Dyplomata odbył w środę i czwartek rozmowy z republikańskimi kongresmenami Michaelem McCaulem i Michaelem Rullim, co jest częścią prowadzonych od dłuższego czasu wysiłków mających na celu zapewnienie politycznego wsparcia dla tej inicjatywy w Stanach Zjednoczonych.
Stała obecność wojsk USA: Dlaczego jest tak ważna dla Polski?
Polska od dłuższego czasu konsekwentnie zabiega o zwiększenie stałej obecności wojsk USA na swoim terytorium. Jest to strategiczny cel, który ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa kraju. Obecnie amerykańscy żołnierze stacjonują w Polsce głównie w formule rotacyjnej. Oznacza to, że jednostki są okresowo zmieniane, co, choć zapewnia obecność, nie buduje tak trwałej infrastruktury i zaplecza, jak stałe bazy.
Stała obecność oznaczałaby rozmieszczenie konkretnych jednostek USA w Polsce na dłuższy czas, wraz z niezbędną infrastrukturą, magazynami sprzętu, zapleczem logistycznym oraz udogodnieniami dla żołnierzy i ich rodzin. Taki model obecności niesie ze sobą szereg korzyści. Po pierwsze, znacząco wzmacnia zdolności obronne Polski i całego regionu, stanowiąc wyraźny sygnał dla potencjalnego agresora. Po drugie, przyczynia się do szybszego reagowania w przypadku kryzysu, eliminując potrzebę czasochłonnego przerzutu wojsk i sprzętu. Po trzecie, zacieśnia współpracę wojskową i wymianę doświadczeń między armiami, podnosząc poziom interoperacyjności.
W czerwcu br. Karol Nawrocki, podczas wizyty w USA na zaproszenie Donalda Trumpa, podkreślał, że amerykańskiego prezydenta „nie trzeba przekonywać” do dodatkowej obecności wojsk w Polsce. Jest to dowód na to, że idea stałej bazy ma silne poparcie na najwyższych szczeblach politycznych w obu krajach. Prezydent Karol Nawrocki, zwracając się do prezydenta USA, podkreślił gotowość Polski do kontynuowania działań na rzecz wzmocnienia współpracy w dziedzinie obronności. Podziękował również Donaldowi Trumpowi za jego silne zaangażowanie w partnerstwo polsko-amerykańskie, co dodatkowo cementuje wzajemne relacje.
Oczekiwania i przyszłe kroki: Kiedy zapadnie decyzja?
Perspektywa ogłoszenia lokalizacji bazy wojsk lądowych USA w Polsce wkrótce budzi duże nadzieje, ale również pytania o konkretne terminy. Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił w środę, że decyzja w sprawie ustanowienia baz zapadnie w ciągu kilku tygodni. Jest to uzależnione od zakończenia przez Pentagon prowadzonego przeglądu sił USA w Europie, który ma na celu zadecydowanie o nowej konfiguracji amerykańskiej obecności na kontynencie. Ten przegląd, kluczowy dla przyszłego rozmieszczenia sił, ma zakończyć się w listopadzie lub grudniu.
Kwestia przyszłych przetasowań w rozmieszczeniu wojsk w Europie była również tematem czwartkowego zamkniętego wysłuchania Elbridge'a Colby'ego, wiceszefa Pentagonu, przed senacką komisją ds. sił zbrojnych. Według portalu Punchbowl News, senatorowie obydwu partii wyrazili niezadowolenie z odpowiedzi urzędnika odpowiedzialnego za przegląd sił USA, narzekając na mało konkretne i pogardliwe odpowiedzi. To może sugerować, że proces decyzyjny, choć zaawansowany, napotyka na pewne wyzwania wewnętrzne w USA.
Co ciekawe według doniesień stacji NBC News Pentagon rozważa plan „drastycznej” redukcji sił USA w Europie, w tym liczby żołnierzy o ok. 25 tys., oraz samoloty, okręty i sprzęt, głównie z Niemiec, Włoch i Hiszpanii, gdzie rozmieszczona jest większość sił na kontynencie. W piątek (18 września) scenariusze cięć ma przedstawić szefowi Pentagonu dowódca sił USA w Europie. Według dwóch informatorów stacji cięcia mogą objąć nawet 40 tys. wojsk, czyli potencjalnie ok. połowy obecnego stanu. NBC komentuje, że byłaby to największa redukcja obecności wojskowej USA w Europie od czasu zakończenia zimnej wojny. Perspektywa tak drastycznych cięć zaniepokoiła prawodawców z obu partii i rządy europejskie, według których może to ośmielić Rosję - napisali autorzy tekstu na portalu NBC News.
Podkreślili zarazem, że nie zapadły w tej sprawie żadne decyzje, a ich ogłoszenie nastąpi nie wcześniej niż po zakończeniu trwającego przeglądu sił USA w Europie. Według NBC, dowódca sił USA i NATO w Europie, gen. Alexus Grynkewich ma w piątek przedstawić swoją analizę ministrowi obrony Pete’owi Hegsethowi. Według NBC News Grynkewich prawdopodobnie nakreśli cztery kierunki działań, które mogą obejmować cięcia w amerykańskim lotnictwie, marynarce wojennej i wojskach lądowych lub innych zdolnościach, a także ewentualne przesunięcie części sił w Europie do krajów wschodniej flanki NATO.
Hegseth ma otrzymać 6 listopada ostateczną rekomendację w sprawie przyszłego kształtu sił. Następnie przedstawi ją prezydentowi. Przedstawiciele Pentagonu już wielokrotnie wspominali o potrzebie redukcji sił USA w Europie, kreśląc wizję NATO 3.0, czyli Sojusz, w którym główną odpowiedzialność za obronę konwencjonalną bierze na siebie Europa, podczas gdy USA utrzymują nad kontynentem parasol nuklearny. Urzędnicy w Europie, w tym ostatnio niemiecki minister obrony Boris Pistorius, podkreślają konieczność stopniowego wycofywanie sił zbrojnych, co dałoby ich rządom wystarczająco dużo czasu na wypełnienie luk po Amerykanach i zbudowanie zaawansowanych zdolności wojskowych, w tym pocisków rakietowych dalekiego zasięgu, nadzoru satelitarnego i tankowców powietrznych. W Niemczech obecnie stacjonuje ok. 35 tys. amerykańskich żołnierzy, we Włoszech, gdzie znajdują się główne bazy lotnicze USA, jest ich ok. 12 tysięcy. W Hiszpanii, w bazach na południu kraju zlokalizowane są znaczące siły lotnicze i morskie USA.
Według NBC, możliwe cięcia wywołały już głębokie zaniepokojenie nie tylko wśród Demokratów, ale także wśród wielu wysokich rangą polityków Partii Republikańskiej. Według NBC ewentualne wycofanie wojsk z Europy i ponowne rozlokowanie ich w USA lub gdzie indziej na świecie mogłoby wiązać się ze znacznymi kosztami, co dałoby Kongresowi środek nacisku na kształtowanie decyzji. Ustawodawcy mogliby zablokować lub ograniczyć znaczące zmiany sił w Europie, odmawiając Pentagonowi funduszy na pokrycie kosztów relokacji żołnierzy i broni. W budżecie obronnym, który przyjęto w grudniu, Kongres zakazał wykorzystywania niektórych funduszy resortu obrony, jeśli liczebność wojsk w Europie spadnie poniżej 76 tys. Dalsze restrykcje są rozważane w nowym budżecie. NBC cytuje też ekspertów, według których są sposoby na obejście tego prawa, m.in. poprzez przedstawienie wycofania wojsk jako tymczasowych ruchów w ramach rotacyjnych rozmieszczeń.
W tym samym tygodniu w Pentagonie rozmawiał także niemiecki minister obrony Boris Pistorius, który we wtorek przyznał, że nadal nie ma jasności co do dalszych ruchów Pentagonu. Wskazuje to na złożoność procesu planowania i koordynacji, który obejmuje wielu sojuszników i różne interesy strategiczne. Mimo tych złożoności, Władysław Kosiniak-Kamysz ma zaplanowane rozmowy ze swoim amerykańskim odpowiednikiem, Pete'em Hegsethem, w Pentagonie w przyszłą środę (23 września), gdzie stała obecność sił USA będzie jednym z głównych tematów.