Czy Wielka Brytania stworzy własny, niezależny arsenał nuklearny? Odpowiedź na nieprzewidywalność USA

2026-04-06 8:00

W obliczu rosnącej niestabilności na arenie międzynarodowej i nieprzewidywalnej polityki Stanów Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii narasta debata na temat przyszłości jej strategicznej obrony. Głosy polityków i ekspertów wzywają do stworzenia całkowicie niezależnego brytyjskiego środka odstraszania nuklearnego. Ma to zakończyć dekady zależności od amerykańskiej technologii i dać Londynowi pełną suwerenność nad ostateczną gwarancją bezpieczeństwa narodowego, jakim jest broń jądrowa.

  • Obecnie Wielka Brytania jest zależna od USA w kwestii pocisków balistycznych Trident
  • Obecnie Wielka Brytania kontroluje swoje głowice nuklearne, ale jest zależna od USA w zakresie dostaw i serwisu pocisków balistycznych Trident.
  • Politycy jak Sir Ed Davey, lider Liberalnych Demokratów, argumentują, że obecna zależność stanowi niedopuszczalne ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego.
  • W obliczu tych obaw, Wielka Brytania zacieśnia współpracę z Francją, jedynym innym europejskim mocarstwem atomowym, w celu koordynacji odstraszania nuklearnego.

Przez dziesięciolecia porządek światowy opierał się na założeniu, że amerykański „parasol nuklearny” chroni sojuszników Waszyngtonu. Jednak powtarzające się groźby Trumpa o wycofaniu wsparcia wojskowego i kwestionowanie zobowiązań w ramach NATO podważyły to zaufanie. W rezultacie państwa, które przez lata czuły się bezpiecznie, dziś aktywnie rozważają scenariusze, które jeszcze niedawno wydawały się polityczną fikcją.

W stolicach europejskich, od Berlina po Warszawę, debata o własnych zdolnościach nuklearnych stała się niepokojąco realna. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz potwierdził prowadzenie „poufnych rozmów” z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem na temat rozszerzenia francuskiego odstraszania nuklearnego na cały kontynent. Niemcy, historycznie sceptyczne wobec broni masowego rażenia, zgodziły się nawet na udział we francuskich ćwiczeniach nuklearnych.

Podobne nastroje panują w Polsce. Premier Donald Tusk oświadczył zaciśnięcie współpracy wojskowej z Francją. To tektoniczna zmiana w architekturze bezpieczeństwa Europy, napędzana obawą, że w chwili kryzysu kontynent zostanie pozostawiony sam sobie.

Brytyjskie uzależnienie od USA, które jest problemem 

Również w Wielkie Brytanii toczą się dyskusję. Impulsem do ożywionej dyskusji stało się wezwanie 15 marca lidera Liberalnych Demokratów, Sir Eda Daveya, który podczas wiosennej konferencji swojej partii stwierdził, że dalsze poleganie na wsparciu USA stanowi niedopuszczalne ryzyko. Jego zdaniem prezydenci tacy jak Donald Trump udowodnili, że Ameryka nie jest już w pełni wiarygodnym sojusznikiem, a brytyjskie odstraszanie nuklearne nie może zależeć od "nastroju osoby w Gabinecie Owalnym".

Obecnie Wielka Brytania sprawuje pełną kontrolę operacyjną nad własnymi głowicami nuklearnymi, jednak jest zależna od Stanów Zjednoczonych w zakresie dostaw i serwisu pocisków balistycznych Trident, które są ich nośnikiem. Sir Ed Davey argumentował, że taka sytuacja stanowi niedopuszczalne ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego.

„Kiedy mamy w Białym Domu prezydentów takich jak Donald Trump, na których zupełnie nie można polegać, nie sądzę, abyśmy mogli uzależniać naszą siłę odstraszania nuklearnego od nastroju osoby w Gabinecie Owalnym przy śniadaniu” – stwierdził polityk w wywiadzie dla BBC.

Podobne wnioski płyną z opublikowanego raportu parlamentarnej Komisji ds. Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Ten międzypartyjny organ ostrzegł, że Wielka Brytania powinna przygotować się na scenariusze, w których bliskie relacje z USA mogą ulec osłabieniu

Raport jednoznacznie stwierdza, że kraj pozostaje „strategicznie zależny od Stanów Zjednoczonych w zakresie podstawowych zdolności w dziedzinie obrony nuklearnej, wywiadowczej i konwencjonalnej”. Eksperci wezwali rząd do opracowania, wspólnie z europejskimi sojusznikami, planu działania na rzecz wzmocnienia roli Europy w ramach NATO. Plan ten miałby uwzględniać „najgorszy scenariusz”, w którym wsparcie ze strony USA w sytuacji kryzysowej nie byłoby już gwarantowane. Komisja zarekomendowała "zaplanowanie odejścia od dwustronnych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, które są tak bardzo uzależnione" od Ameryki w kluczowych obszarach, takich jak operacje nuklearne i wywiad.

Obecny model odstraszania: Na czym polega zależność od USA?

Wielka Brytania była trzecim państwem na świecie, które opracowało broń jądrową, jednak od lat 60. XX wieku jej potencjał jest ściśle powiązany z amerykańską technologią. Obecnie brytyjskie siły odstraszania opierają się na czterech okrętach podwodnych typu Vanguard (HMS "Vanguard", "Victorious", "Vigilant", "Vengeance") w służbie od lat 90. Arsenał opiera się na amerykańskich pociskach balistycznych Trident II D-5. Są one leasingowane lub kupowane od USA, a ich serwis i konserwacja odbywają się w amerykańskiej bazie King's Bay w Georgii.

Wiele kluczowych elementów, zarówno w systemie naprowadzania rakiet, jak i w samych głowicach (teoretycznie produkowanych w Wielkiej Brytanii), pochodzi ze Stanów Zjednoczonych lub jest tam produkowanych. Podstawą jest Umowa o Wzajemnej Obronie (MDA) z 1958 roku, która pozwala na transfer technologii i tajnych informacji między oboma krajami. Choć premier Wielkiej Brytanii ma pełną kontrolę operacyjną nad decyzją o użyciu broni, to technologiczna zależność od Stanów Zjednoczonych jest fundamentalna dla utrzymania całego systemu w gotowości.

Rząd i eksperci podzieleni

Rząd Partii Pracy, kierowany przez premiera Keira Starmera, podchodzi do propozycji lidera Liberalnych Demokratów, Sir Eda Daveya z dużą rezerwą. Rzecznik Ministerstwa Obrony podkreślił, że „niezależne odstraszanie nuklearne chroni nas w każdej minucie, każdego dnia i jest ostateczną gwarancją naszego bezpieczeństwa narodowego”. Rząd stoi na stanowisku, że zmodernizowany system Trident, zgodnie ze Strategicznym Przeglądem Obrony z 2025 roku, pozostanie fundamentem brytyjskiej obronności i zaangażowania w NATO. Głównym argumentem przeciwko jest gigantyczny, choć jeszcze nieoszacowany koszt. Budowa od podstaw własnego programu rakiet balistycznych byłaby przedsięwzięciem znacznie droższym niż planowana modernizacja obecnego systemu, na którą już teraz przeznaczone są dziesiątki miliardów funtów.

Rząd utrzymuje, że głębokie i długotrwałe relacje z USA oraz kluczowa rola w strukturach NATO pozostają fundamentem brytyjskiej obronności. Jednocześnie, w obliczu nowych zagrożeń, rząd Keira Starmera podjął decyzję o zakupie myśliwców F-35A, zdolnych do przenoszenia amerykańskich bomb jądrowych w ramach misji NATO, co stanowi powrót do koncepcji odstraszania z powietrza. Krytycy twierdzą, że ten ruch zwiększa zależność od Waszyngtonu w momencie, gdy Londyn powinien szukać europejskich alternatyw. Bomby przenoszone przez F-35A są własnością USA i nie można ich użyć bez amerykańskiej zgody. Co więcej, same samoloty są uzależnione od amerykańskich aktualizacji i wsparcia.

Jednakże jak zauważa dr James Jinks, autor książki „A Very British Bomb” w rozmowie ze The Spectator, głównym celem tego posunięcia jest ponowne włączenie się Wielkiej Brytanii do struktur NATO związanych z bronią jądrową (Dual-Capable Aircraft). Chodzi o to, by Królewskie Siły Powietrzne (RAF) na nowo opanowały procedury związane z bronią nuklearną i odzyskały głos w kluczowych gremiach Sojuszu. Decyzja ta otwiera jednak drzwi do znacznie ważniejszego pytania, które stawia think tank Policy Exchange: czy Wielka Brytania powinna pójść o krok dalej i odbudować własne, suwerenne, lotnicze odstraszanie nuklearne?

W kontekście potencjalnego osłabienia więzi transatlantyckich, Wielka Brytania zacieśnia współpracę z Francją – jedynym innym europejskim mocarstwem atomowym, które zawsze utrzymywało w pełni niezależny system. W lipcu 2025 roku premier Keir Starmer i prezydent Emmanuel Macron podpisali umowę o koordynacji odstraszania nuklearnego na wypadek "ekstremalnego zagrożenia" dla Europy. Choć oba arsenały pozostaną niezależne, powołana zostanie specjalna grupa sterująca, która zsynchronizuje działania w zakresie polityki i operacji.

Jak miałby wyglądać niezależny brytyjski program nuklearny?

Zwolennicy pełnej suwerenności, w tym Liberalni Demokraci, wskazują na model francuski jako dowód, że taki cel jest osiągalny. Francja posiada 370 głowic jądrowych, a Wielka Brytania 225, jest to znacznie mniej niż Rosja, która posiada 4380 głowic.

Partia szacuje, że choć koszty byłyby ogromne, to nie niemożliwe do udźwignięcia. Przywołują przykład francuskiego programu rakietowego z lat 70., którego koszt w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze wyniósłby około 20 miliardów funtów. Zwolennicy planu podkreślają, że koszt ten zostanie rozłożony na dwie dekady.

Proponują oni dwuetapowy plan. Pierwszy krok polegałby na opracowanie w Wielkiej Brytanii zdolności do samodzielnego serwisowania i utrzymywania istniejącego systemu Trident. A w perspektywie długoterminowej, zaprojektowanie i wyprodukowanie w pełni brytyjskiego następcy pocisków Trident, co miałoby nastąpić w latach 40. XXI wieku.

Sir Ed Davey argumentuje, że miliardy funtów, które obecnie trafiają do amerykańskiego przemysłu obronnego, powinny być inwestowane w brytyjską naukę, inżynierię i produkcję. Mimo to, partia nie przedstawiła jeszcze szczegółowych kosztorysów, a plan ten z pewnością wiązałby się z ogromnymi wydatkami, znacznie przewyższającymi obecne koszty modernizacji programu Trident.

Warto przypomnieć, że od lat 60. aż do 1998 roku Wielka Brytania dysponowała własnymi bombami grawitacyjnymi WE177, przenoszonymi głównie przez samoloty RAF. Koniec zimnej wojny i optymizm lat 90. doprowadziły do ich wycofania. Mało znanym faktem jest, że brytyjski rząd przez lata prowadził tajny program mający na celu zastąpienie WE177. Jak ujawnia dr Jinks w swoim opracowaniu, w latach 1976–1994 Londyn dążył do pozyskania nowego, odpalanego z powietrza pocisku manewrującego, który miał powstać we współpracy z USA lub Francją. Gdyby ten projekt doszedł do skutku, Europa dysponowałaby dziś bronią, której tak bardzo potrzebuje. Ostatecznie jednak program anulowano z powodu ogromnych kosztów, które po zakończeniu zimnej wojny uznano za nieuzasadnione.

Koszty, przemysł i wola polityczna – trzy bariery dla suwerenności

Czynniki, które pogrzebały tamten projekt, pozostają aktualne. Jeśli rząd Wielkiej Brytanii zdecyduje się na odzyskanie suwerennego, substrategicznego (taktycznego) potencjału nuklearnego, napotka na te same przeszkody.

Opracowanie i produkcja nowej broni nuklearnej to astronomiczny wydatek, trudny do uzasadnienia w obliczu rosnących potrzeb w innych obszarach obronności i opóźnień w kluczowych programach modernizacyjnych. Poza tym brytyjski przemysł obronny ma ograniczone możliwości samodzielnego projektowania i produkcji tak zaawansowanych systemów w wymaganej skali i czasie. Wszystko także rozbija się o wolę polityczną czyli przekonanie opinii publicznej i parlamentu do przeznaczenia gigantycznych środków na nowy brytyjski program nuklearny wymagałoby niezwykle silnego i jednoznacznego uzasadnienia strategicznego.

„Euroatomówka” – ambitna, lecz nierealistyczna koncepcja

W dyskusjach publicznych często pojawia się także pomysł stworzenia jednolitego, ponadnarodowego arsenału nuklearnego, potocznie zwanego „euroatomówką”. Choć idea ta brzmi kusząco, napotyka na szereg niemal niemożliwych do przezwyciężenia przeszkód.

Po pierwsze, kto miałby autorytet do naciśnięcia „atomowego guzika”? Decyzja o użyciu broni jądrowej jest ostatecznym aktem suwerenności państwowej. Stworzenie ponadnarodowego ciała decyzyjnego, np. Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Nuklearnego, wymagałoby zgody wszystkich członków, co w sytuacji kryzysowej prowadziłoby do paraliżu decyzyjnego i czyniło groźbę niewiarygodną.

Po drugie, traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) jednoznacznie zabrania państwom nuklearnym przekazywania kontroli nad arsenałem innym podmiotom. Budowa nowego, wspólnego potencjału naruszyłaby fundamenty globalnego reżimu nieproliferacji.

Poza tym Sojusz Północnoatlantycki posiada już rozbudowaną architekturę nuklearną, w ramach której Belgia, Niemcy, Włochy i Holandia przechowują amerykańskie bomby grawitacyjne B61 w ramach programu Nuclear Sharing. Wielu sojuszników słusznie pyta o sens tworzenia równoległej, kosztownej struktury zamiast adaptacji i wzmocnienia istniejącej. Prawdziwym wyzwaniem nie jest więc zastąpienie istniejących ram, ale ich uzupełnienie w taki sposób, aby odstraszanie było wiarygodne na każdym szczeblu drabiny eskalacyjnej.

Silnik brytyjsko-niemiecki: realna odpowiedź na lukę w zdolnościach?

W opinii Jamesa Rogersa z Council on Geostrategy, który brał udział w lutym tego roku w konferencji przy wsparciu Fundacji Konrada Adenauera (KAS) Wielkiej Brytanii i Irlandii na temat zacieśnienia współpracy obronnej między Wielką Brytanią a Niemcami, pewnym ciekawym rozwiązaniem jest zacieśniające się partnerstwo obronne między Wielką Brytanią a Niemcami. Opierając się na fundamencie porozumienia Trinity House z 2024 r. i Traktatu Kensington z czerwca 2025 r., oba kraje są w unikalnej pozycji, by wspólnie zaadresować kluczowy problem: brak suwerennego, substrategicznego odstraszania nuklearnego w Europie.

Według niego Wielka Brytania wnosi do tego partnerstwa unikalny potencjał: w pełni niezależne, strategiczne siły nuklearne, które są jednocześnie w całości przypisane do NATO. Modernizacja floty w postaci nowych okrętów typu Dreadnought gwarantuje ciągłość tego potencjału na dekady.

Jednak kluczową słabością brytyjskiego arsenału jest brak suwerennych zdolności substrategicznych – broni o mniejszej mocy, która mogłaby być użyta w odpowiedzi na ograniczony atak, bez konieczności sięgania po ostateczne środki. Według niego Niemcy, jako największa gospodarka Europy, dysponują potencjałem przemysłowym i finansowym niezbędnym do sfinansowania i współtworzenia zaawansowanych systemów uzbrojenia. Berlin nie może i nie chce posiadać własnej broni jądrowej, ale może odegrać kluczową rolę w budowie systemów jej przenoszenia. Realistyczny podział pracy zakładałby, że Wielka Brytania odpowiadałaby za rozwój i zarządzanie głowicami substrategicznymi, podczas gdy Niemcy, wraz z innymi chętnymi sojusznikami, finansowałyby i rozwijały suwerenny, europejski system przenoszenia – na przykład zaawansowany pocisk manewrujący dalekiego zasięgu. Taki pocisk, odpalany z powietrza (np. z F-35A lub przyszłego myśliwca Tempest), mógłby mieć charakter podwójnego zastosowania, co pozwoliłoby na oszczędności i synergię z programami konwencjonalnymi.

Zauważa on, że nowe zdolności nie mogą powstać w politycznej próżni. Niezbędne jest stworzenie forum do regularnych konsultacji strategicznych. Zamiast tworzyć nowe, konkurencyjne instytucje, należy wykorzystać istniejące struktury. Europejskie forum w ramach Grupy Planowania Nuklearnego NATO (NPG) byłoby idealnym miejscem, gdzie Wielka Brytania, Francja, Niemcy, a także kluczowe państwa frontowe, jak Polska, mogłyby koordynować planowanie operacyjne, ćwiczenia i komunikację strategiczną.

Oczywiście to nie koniec, ponieważ wiarygodne odstraszanie wymaga solidnej obrony. Infrastruktura krytyczna, od której zależy potencjał nuklearny – bazy okrętów podwodnych w Wielkiej Brytanii, bazy lotnicze w Niemczech oraz sieci dowodzenia i kontroli musi być skutecznie chroniona. Tak więc Rozbudowa Zintegrowanej Obrony Powietrznej i Przeciwrakietowej (IAMD), w ramach takich inicjatyw jak Europejska Inicjatywa Tarczy Powietrznej (ESSI), komplikuje kalkulacje przeciwnika i wzmacnia wiarygodność europejskiego odstraszania.

W świecie, w którym bezpieczeństwo Europy jest coraz bardziej zagrożone, debata o atomowej suwerenności Wielkiej Brytanii jest w pełni uzasadniona. Historia uczy jednak, że droga do jej odzyskania nie będzie ani tania, ani łatwa. Jeśli taka potrzeba zostanie uznana za strategiczny priorytet, pieniądze będą musiały się znaleźć. Jednakże, biorąc pod uwagę obecne realia, odbudowa w pełni suwerennego, lotniczego odstraszania nuklearnego pozostaje ogromnym wyzwaniem.

CZY TRUMP DA POLSCE BROŃ ATOMOWĄ? ODPOWIADA PROF. LEWICKI
Portal Obronny SE Google News