Spis treści
W czwartek (2 listopada) Donald Trump, przemawiając do dziennikarzy w Gabinecie Owalnym, przedstawił zdecydowane stanowisko Stanów Zjednoczonych wobec Iranu. Prezydent USA podkreślił, że Amerykanie od siedmiu miesięcy "kontrolują wszystko, co chcieli kontrolować" w regionie. Następnie zasygnalizował możliwość podjęcia drastycznych kroków, które miałyby "przypieczętować sprawę, tak aby coś takiego już nigdy się nie powtórzyło". Trump otwarcie zagroził, że "być może będzie musiał" zniszczyć pozostałą część Iranu, choć jednocześnie wyraził preferencję dla uniknięcia takiego scenariusza. „Myślę, że odbudowa kraju zajmie im 25 lat. Wolałbym, jeśli to możliwe, nie niszczyć pozostałej części kraju, ale być może będę musiał to zrobić. Wkrótce się przekonacie” – oświadczył Donald Trump, dając do zrozumienia, że decyzja w tej sprawie zapadnie w niedalekiej przyszłości.
Przyszłość irańskiego programu nuklearnego: Czy dyplomacja ma szansę?
Wypowiedzi prezydenta Trumpa zbiegły się w czasie z doniesieniami na temat irańskiego programu nuklearnego. Dziennik „New York Times” poinformował w czwartek, że Iran analizuje obecnie "konkretne propozycje" dotyczące swojej przyszłości w kwestii atomowej. Jest to istotna zmiana, biorąc pod uwagę wcześniejsze deklaracje szefa irańskich służb bezpieczeństwa, Mohsena Rezaeiego. W tym tygodniu Rezaei stwierdził, że Iran nie podejmie rozmów na temat swojego programu nuklearnego, dopóki USA nie zaakceptują żądań Teheranu. Jednakże, jak podał „NYT”, w rozmowach zakulisowych Mohsen Rezaei wykazał "większą otwartość na dyskusję w tej sprawie".
Ta nowa postawa Teheranu może stanowić przełom w dotychczasowych wysiłkach dyplomatycznych, które miały na celu zażegnanie konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. Zdaniem urzędników, cytowanych przez „NYT”, gotowość Iranu do powrotu do rozmów nuklearnych – po tygodniach całkowitego braku ustępstw – świadczy o tym, że podjęte przez Katar próby mediacji, mające zapobiec powrotowi do pełnoskalowej wojny, okazały się częściowo skuteczne. Analizowane warunki zostały opisane jako „konkretne propozycje”, choć ich szczegóły nie zostały ujawnione. Jedną z głównych kwestii spornych w tych negocjacjach pozostaje przyszłość irańskich zapasów wysoko wzbogaconego uranu, co stanowi kluczowy element w rozmowach o potencjalnej broni jądrowej.
Pete Hegseth pod ostrzałem: "Wojna z Iranem" i groźba impeachmentu
W Waszyngtonie napięcia wokół polityki zagranicznej są odczuwalne również na najwyższych szczeblach administracji. Szef Pentagonu, Pete Hegseth, znalazł się w ogniu krytyki i spekulacji dotyczących jego przyszłości. Prezydent Donald Trump ponownie zapewnił, że Hegseth "wykonuje wspaniałą pracę", mimo że wcześniej tego samego dnia Trump przyznał, iż „jest zachęcany przez ludzi, z którymi rozmawia do zdymisjonowania Hegsetha”. Prezydent jednak zadeklarował, że jego intencją jest pozostawienie Pete'a Hegsetha na stanowisku.
Mimo wsparcia prezydenta, pozycja Hegsetha jest osłabiona. Po porażce w wyborach do Kongresu, wielu Republikanów otwarcie oświadczyło, że powodem słabych wyników była właśnie "wojna z Iranem", której Pete Hegseth jest gorącym zwolennikiem. W czwartek opublikowano nagranie z wypowiedzią sekretarza obrony, w którym Hegseth wymieniał osiągnięcia swojego resortu, odniósł się do kwestii możliwego impeachmentu i bronił decyzji o rozpoczęciu działań wojennych przeciwko Iranowi. „Kiedy mówimy, że Iran nie zdobędzie broni jądrowej, naprawdę mamy to na myśli. Pod przywództwem prezydenta Donalda Trumpa wykonamy ciężką pracę, aby do tego nie dopuścić” - oświadczył Hegseth. Dodał również: „Niezależnie od tego, jakie kto ma zdanie na temat wojny - którą uważam za odważne i historyczne przedsięwzięcie, mające zagwarantować, że Iran nigdy nie zdobędzie broni jądrowej - musimy kontynuować odbudowę naszych sił zbrojnych, tak jak robił to prezydent Trump podczas swojej pierwszej kadencji”.
Pete Hegseth nie unikał również tematu ataku na swoją osobę, mówiąc: „Atakują mnie, atakują nas, ponieważ jesteśmy skuteczni. To się nie uda”. Zapowiedział, że „ta walka będzie kontynuowana podczas końcowej sesji ustępującego Kongresu, szczególnie w sprawie naszego historycznego i niezwykle ważnego budżetu”. Dzień wcześniej telewizja CBS doniosła, że w noc wyborczą prezydent Trump wypytywał doradców o ewentualną dymisję Hegsetha, a potencjalnym następcą miałby być odchodzący gubernator Florydy i były rywal Trumpa w prawyborach, Ron DeSantis.
Sytuacja Hegsetha skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy w środę ustępujący republikański kongresmen Thomas Massie zapowiedział, że ponownie złoży wniosek o impeachment ministra obrony, między innymi w związku z wojną z Iranem. Według doniesień m.in. Politico, wniosek Massiego może poprzeć szereg jego kolegów partyjnych. Podobny wniosek Thomas Massie złożył już we wrześniu, jednak wówczas przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson przedwcześnie zakończył sesję i wysłał kongresmenów do swoich okręgów na czas kampanii wyborczej, zanim Izba miała nad wnioskiem zagłosować. Kongresmeni wrócą do Waszyngtonu w przyszłym tygodniu. Co więcej, wniosek o impeachment zostanie poparty również przez Demokratów. Lider partii w Izbie i prawdopodobny przyszły przewodniczący Hakeem Jeffries zapytał w czwartek retorycznie: „Dlaczego Pete Hegseth wciąż tu jest?”. Hegseth odpowiedział na te zarzuty, stwierdzając: „Pewien rozgoryczony, pokonany kongresmen wraz ze swoimi demokratycznymi sojusznikami przedstawił również pozorne, bezpodstawne artykuły impeachmentu przeciwko mnie. Tak samo jak dwukrotnie próbowali tego wobec prezydenta Trumpa”. Dodał z pewnością: „Nie udało im się to w przypadku prezydenta Trumpa i nie uda im się również w moim przypadku. Mogą być tego państwo pewni”.
Zmiana w polityce USA wobec Izraela? Nowe głosy po wyborach
Dyskusja na temat polityki zagranicznej USA rozszerza się również na stosunki z Izraelem. Jak poinformował w czwartek „Washington Post”, coraz więcej osób po obu stronach sceny politycznej w USA zgadza się w kwestii zakończenia bezwarunkowego amerykańskiego poparcia dla tego kraju. To zjawisko łączy na przykład republikańskiego wiceprezydenta J.D. Vance'a i Abdula El-Sayeda, reprezentującego lewe skrzydło Partii Demokratycznej, który zdobył mandat do Senatu we wtorkowych wyborach do Kongresu. Również niektórzy inni demokratyczni kandydaci zdobyli mandaty senatorskie m.in. dzięki krytykowaniu wojen prowadzonych przez izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu oraz obietnicy wstrzymania sprzedaży broni Izraelowi.
Część przedstawicieli obozu politycznego Donalda Trumpa również szybko zaczęła wskazywać na politykę wobec Izraela jako jedną z przyczyn spadku jego popularności i pogarszających się notowań. Stratedzy polityczni w obu partiach zauważają, że wyborcy dwukrotnie - w 2024 i 2026 roku - dotkliwie ukarali przy urnach przywódców: byłą wiceprezydent Kamalę Harris, a obecnie prezydenta Donalda Trumpa, którzy zbyt mocno opowiadali się po stronie izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu i prowadzonej przez niego polityki. To narastające poparcie dla zmian w dwustronnych stosunkach pojawia się w momencie politycznych przetasowań zarówno w USA, jak i w Izraelu, jak zauważyła gazeta.
W środę J.D. Vance oświadczył, że Republikanie przegrali wojnę z powodu wojny z Iranem. Dodał, że część wyborców wróciłaby do elektoratu republikańskiego, gdyby partia zakończyła wojnę z Iranem, zajęła się kosztami życia i inflacją, postawiła Amerykę na pierwszym miejscu oraz zmieniła stosunki USA z Izraelem. „Washington Post” podkreślił, że tak ostrej krytyki ze strony czołowych Republikanów pod adresem Izraela nie było od 1991 roku. Ostatnie 30 lat to okres, w którym bezwarunkowe poparcie dla Izraela stało się niemal obowiązkowym elementem polityki głównego nurtu w USA w obu partiach.
Dodatkowo, we wtorek, w dniu wyborów do Kongresu w połowie kadencji prezydenta, Donald Trump powiedział, że zawarł porozumienie z Izraelem o zakończeniu wojskowej pomocy finansowej dla tego kraju wraz z końcem roku. Prezydent USA stwierdził, że Izrael nie potrzebuje tej pomocy i zdecydował się na to, aby odebrać argumenty przeciwnikom sojuszu USA z Izraelem.