Prezes PGZ: Zbrojeniówka może być kołem zamachowym polskiej gospodarki

2026-11-05 5:30

W rozmowie z „Super Expressem” prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Adam Leszkiewicz deklaruje otwarcie na współpracę z prywatnymi firmami, polonizację sprzętu i ekspansję zagraniczną, która ma zagwarantować rozwój spółki również po 2030 roku. Mówi też o korzyściach płynących z programu SAFE. Niżej pełny wywiad.

Prezes PGZ Adam Leszkiewicz przy stole na tle flag Polski i NATO. O rozwoju zbrojeniówki przeczytasz na SE Polityka.
Autor: Brunner

Super Express: Podczas naszej gali Laurów Biznesu Leszek Balcerowicz powiedział, że w Polsce nadal kilkanaście procent firm pozostaje w rękach państwa. Jego zdaniem to o kilkanaście procent za dużo. Nazwał to pozostałością socjalizmu, który zawsze jest zły. Czy Polska Grupa Zbrojeniowa nie jest właśnie takim państwowym molochem?

Adam Leszkiewicz: Wspominam własne doświadczenia ze współpracy z Panem Profesorem Balcerowiczem. Przed laty, kiedy prowadziliśmy procesy przekształceniowe w Ministerstwie Skarbu Państwa, bardzo mocno motywował nas do wycofywania państwa ze spółek. Było to dobre rozwiązanie na odpartyjnienie sektora. Mieliśmy też wspólną świadomość, że nie wszystkie obszary np. hotelowe czy budowlane, muszą być w gestii państwa. Ale obronność to szczególny przypadek. To połączenie biznesu z misją strategiczną i bezpieczeństwem państwa. A w kwestiach bezpieczeństwa eksperymenty są ostatnią rzeczą, którą powinniśmy robić. Państwo musi być aktywnym uczestnikiem i kreatorem systemu produkcji bezpieczeństwa czyli przemysłu, zapewniając np. kluczowe łańcuchy dostaw sprzętu dla wojska. Nie wyobrażam sobie też jednak przemysłu obronnego bez współistnienia sektora państwowego i prywatnego. Kluczowe jest zbudowanie między nimi dobrej współpracy, synergii i uzupełniającego się modelu. Polska Grupa Zbrojeniowa powinna być liderem i integratorem, ale nie monopolistą. Naszym zadaniem jest tak wypełniać dominującą rolę, żeby nie tworzyć monopolu, lecz wzmacniać swoją aktywnością sieć kooperacji i partnerstwa. Nie chcemy też budować podmiotów o charakterze socjalnym. Chodzi o realizacje celów biznesowych i profesjonalne zarządzanie, ale i dobre warunki pracy, dialog społeczny i efektywność.

Adam Leskziewicz
Autor: Brunner

Tylko czy prywatne firmy rzeczywiście mają szansę dostać się do tego systemu? Nie wielkie zagraniczne koncerny, ale polscy przedsiębiorcy. Czy PGZ nie jest dla nich zamkniętym klubem?

Chcemy, żeby ten system był otwarty. Mamy kilkanaście tysięcy firm kooperujących, na forach regionalnych spotkaliśmy się z tysiącami polskich przedsiębiorców. W grudniu planujemy w Krakowie duże spotkanie z przedsiębiorcami, podczas którego zaproponujemy kolejne konkretne rozwiązania wzmacniające tę współpracę. Wyobrażam sobie na przykład, że w naszych spółkach PGZ nie rzadziej niż co dwa lata będą ponawiane procedury konkurencyjne. Jeśli współpracujemy z jakimś podmiotem, nie powinniśmy betonować tej relacji na dziesięć czy dwadzieścia lat. Chcemy maksymalnie po 24 miesiącach sprawdzić rynek i dać szansę kolejnym firmom.

Na wspomnianych forach regionalnych organizowanych przez PGZ pojawiło się już kilka tysięcy przedsiębiorców. Wyjaśniamy im zasady wejścia na rynek, kwestie koncesji, certyfikatów czy wymogów bezpieczeństwa. Najważniejsze jednak, żeby się nie bali i mieli produkt lub pomysł, który może być potrzebny polskiemu wojsku lub naszej Grupie.

Ale konkretnie: co polska prywatna firma może dziś wyprodukować dla PGZ zamiast zagranicznego dostawcy?

Dobrym przykładem jest Jelcz. Szukamy polskich producentów felg, elementów zawieszenia i innych komponentów np. napędowych. Z kilkoma partnerami podpisaliśmy już listy intencyjne. Bardzo konkretnym przykładem są mosty napędowe do pojazdów Jelcz, które obecnie sprowadzamy z zagranicy. JELCZ podpisał porozumienie z polską firmą SKB Drive Tech dotyczące rozwoju i polonizacji zespołów osi i mostów napędowych, a także innych elementów układu jezdnego i przeniesienia napędu. Pierwsze krajowe rozwiązania przeszły już testy i przygotowujemy się do kolejnego etapu tego przedsięwzięcia. Naszym celem jest zastąpienie importowanych komponentów rozwiązaniami produkowanymi w Polsce. To local content w praktyce przemysłowej. Intensywnie pracujemy również nad silnikami. WSK w Kaliszu współpracuje z Daimlerem. Liczymy, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy uda się zmontować w Kaliszu pierwszy silnik przeznaczony do testów w Jelczu. Jest też Wielton, który przejął część działań montażowych na swoich liniach w Wieluniu. Przeszedł wszystkie wymagane testy i ma już umowy dotyczące montażu jednego z rodzajów podwozi Jelcza. To pokazuje, że firmy z sektora motoryzacyjnego mogą z powodzeniem wchodzić do przemysłu obronnego. Ale też obrazuje, że dla polskich firm mamy różne role. Łączy nas wspólna idea wspierania polskich przedsiębiorców.

Pamiętam Śląsk sprzed dwudziestu lat. Siemianowickie zakłady miały ogromne problemy, Bumar-Łabędy przechodził przez restrukturyzację, były zwolnienia i konflikty. Dziś zbrojeniówka znowu daje tym regionom nadzieję. Czy może stać się dla Polski tym, czym przemysł motoryzacyjny był dla Niemiec, a elektronika dla Japonii?

Zdecydowanie tak. Jestem zwolennikiem tezy, że zbrojeniówka może być kołem napędowym przemysłu i całej gospodarki. Ale musimy nadrobić zaległości. Przez dziesięciolecia zaniedbywaliśmy infrastrukturę firm zbrojeniowych, kształcenie pracowników, a także wizerunek kompetencyjny branży. Obszar badań i rozwoju w związku z tym też był gdzieś na marginesie. Mało inwestowaliśmy w system kształcenia na poziomie średnim i zawodowym. Przemysł obronny nie był atrakcyjnym miejscem pracy wśród absolwentów. Dzisiaj musimy wszystkich przekonać, że rozwój polskiej „zbrojeniówki” to nie jest chwilowa moda, lecz trwały trend. Ktoś, kto ma odpowiednie kompetencje, chce wiedzieć, czy za pięć albo dziesięć lat nadal będzie miał pracę. Chce rozwijać karierę, kupić dom, związać przyszłość z konkretnym zakładem. I my to chcemy dziś zaoferować. Oczywiście nie chcemy zagrożenia militarnego, ale ono istnieje. Polskie wojsko będzie potrzebowało sprzętu jeszcze przez wiele lat. Oby używało go wyłącznie do szkolenia. Jednocześnie musimy rozwijać eksport i technologie podwójnego zastosowania, żeby zapewnić naszym zakładom perspektywy także po 2030 roku czyli gdy zakończy się obecna edycja programu Polska Safe. Chcemy, żeby przemysł obronny napędzał gospodarkę i naukę, tak jak kiedyś w Stanach Zjednoczonych wojsko i przemysł kosmiczny stymulowały rozwój całych sektorów. To już widać w takich miejscach jak Sanok, Jasło czy Jelcz-Laskowice. Wystarczy pojechać do tych zakładów i zobaczyć, jak wpływają na lokalną gospodarkę. Jako PGZ jesteśmy dumni z tego, że rozwijamy te lokalne ośrodki przemysłowe, bliskie sercu każdego Polaka.

Przejdźmy do SAFE. Mówimy o ogromnych pieniądzach, ale ludzie chcieliby zobaczyć konkrety. Co już wyprodukowano dzięki temu programowi? Kiedy kolejne Borsuki trafią do wojska?

Zdecydowana większość zamówień w ramach SAFE to nowe kontrakty, choć są również takie, które obejmują refinansowanie. Spośród ponad czterdziestu umów, w przypadku PGZ, dotyczy to najwyżej jednej czwartej. Pierwsze dostawy już się pojawiają. Mamy produkty Maskpolu - kamizelki i hełmy. Przekazujemy Pioruny z Meska, przed nami jeszcze w tym miesiącu dostawy min z Belmy. W połowie grudnia planujemy przekazanie Borsuków zgodnie z harmonogramem na ten rok. Musimy pamiętać, że perspektywa SAFE sięga końca 2030 roku, choć niektóre projekty, jak SAN czy amunicja 155 mm, wymagają wcześniejszego osiągnięcia określonych zdolności.

Często słyszymy o polonizacji uzbrojenia. Tylko co to właściwie znaczy? Skręcanie zagranicznych części w polskiej fabryce to chyba jeszcze nie sukces. Czy nie powinniśmy mieć własnej technologii, dokumentacji i prawa do modyfikowania sprzętu?

Polonizacja jest procesem. Nie da się wskazać jednej granicy, po przekroczeniu której kompleksowy produkt nagle staje się polski. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby polski przemysł i polscy pracownicy zdobywali kolejne kompetencje. Jeśli na początku możemy tylko montować, bo nie udało się wynegocjować więcej, to nie obrażam się na taki montaż. Ważne, żeby był pierwszym krokiem i perspektywa rozwoju. Mamy przykłady negocjacji dotyczących czołgów K2, jednostek napędowych do pojazdów pancernych czy współpracy z Andurilem przy rakiecie Barracuda. Dobrym przykładem są Rosomaki. Ich polonizacja trwa od dwudziestu lat i nadal postępuje. Kolejne aneksy, w tym przede wszystkim ten z grudnia 2025 roku, dają nam większe możliwości i prawa we współpracy z Patrią. Trzeba też w tym kontekście podkreślić i cenić otwarte podejście wielu naszych partnerów z Europy. Podobnie z serwisowaniem rakiet systemu Patriot, remontami F-16 czy obsługą koreańskich FA-50 w Bydgoszczy. Każdy taki krok oznacza nowe kompetencje. I od razu i na końcu chcielibyśmy robić wszystko w Polsce. To normalna ambicja, do realizacji której konsekwentnie w PGZ dążymy. Wiemy że w razie zagrożenia granice mogą zostać zamknięte. Im więcej potrafimy sami wyprodukować i naprawić, tym jesteśmy bezpieczniejsi.

Tyle że budowanie takich kompetencji trwa latami. Czy wojsko daje wam wystarczająco długą perspektywę zamówień, żeby opłacało się inwestować setki milionów w nowe hale i linie produkcyjne?

Musimy myśleć także o tym, co będzie po 2030 roku. Przecież magazyny mogą być już pełne. A obyśmy nie musieli zużywać tego sprzętu w warunkach wojennych. Doskonale widać ten problem na przykładzie dronów. Technologie zmieniają się tak szybko, że urządzenia wyprodukowane na zapas mogą po roku stracić dużą część swojej wartości. Dlatego potrzebujemy wielu rynków eksportowych i produktów podwójnego zastosowania. Dla przykładu, Jelcz powinien myśleć o rynku cywilnym. Dzisiaj musi przede wszystkim nadrobić zaległości w dostawach dla wojska, ale powinien już przygotowywać się do szerszej działalności. Po to potrzebne są hale w Raciborzu czy Jelczu-Laskowicach. Chcemy zbudować również cywilną część biznesu, która pozwoli stabilnie funkcjonować w przyszłości w wielu innych zakładach.

Skoro mówimy o eksporcie, to czy polskie uzbrojenie może podbić zagraniczne rynki? Pioruny już zdobyły renomę, ale co dalej?

Mamy pierwsze umowy dotyczące Piorunów i spodziewamy się kolejnych jeszcze w tym roku. Ale oferujemy również inne produkty, za zgodą Agencji Uzbrojenia. Mam na myśli Baobaby czyli systemy minowania narzutowego, miny czy pojazdy pancerne. Niedawno prowadziliśmy intensywne rozmowy w Indiach i Wietnamie. Widzimy duże zainteresowanie naszymi pojazdami. W Europie obserwujemy również zainteresowanie projektem SAN czy radarami z PIT Radwar. Będziemy w grudniu obecni na dużych targach w Wietnamie. Prowadzimy w tym tygodniu rozmowy w Egipcie, planujemy w listopadzie misję gospodarczą w krajach bałtyckich, w lutym w krajach Zatoki, a wiosną chcemy uczestniczyć w dużej konferencji przemysłowej w Indiach. To nie mogą być jednorazowe wyjazdy. Musimy być trwale obecni na zagranicznych rynkach. Również SAFE wymusza zmianę myślenia. Coraz większego znaczenia nabierają wspólne zamówienia i partnerstwa między państwami. Nasze produkty muszą znajdować odbiorców także poza Polską.

Jednym z największych wyzwań jest produkcja amunicji 155 mm. Kiedy będziemy mogli powiedzieć, że Polska jest w tej dziedzinie samowystarczalna?

Dążymy do produkcji do 200 tysięcy pocisków kalibru 155 mm rocznie. Rozbudowujemy instalacje w Kraśniku, Gamracie, Nitrochemie i Dezamecie. Część inwestycji już się rozpoczęła, inne są na etapie przygotowań lub wyboru wykonawców. Ale sama produkcja pocisków to jeszcze nie pełna niezależność. Pracujemy również nad ładunkami modularnymi i musimy zapewnić cały łańcuch dostaw, od surowców do produkcji prochu. Problemem są między innymi technologie wytwarzania surowców potrzebnych do produkcji prochu, takich jak nitroguanidyna czy nitroceluloza. W tych obszarach współpracujemy z partnerami, ale osiągnięcie pełnych kompetencji będzie wymagało jeszcze kilku lat.

Pieniądze są, kontrakty są, potrzeby wojska ogromne. Co więc najbardziej hamuje rozwój PGZ?

Wskazałbym trzy główne wyzwania. Pierwszy w obszarze HR. Brakuje wykwalifikowanych pracowników, a konkurujemy o nich z innymi sektorami gospodarki. Drugi to infrastruktura. Nadrabiamy wieloletnie zaległości. Z Funduszu Inwestycji Kapitałowych dziewięć miliardów złotych polski Rząd przeznacza na poprawę zdolności produkcyjnych i infrastrukturę. W samym Bumarze-Łabędy inwestujemy 850 milionów złotych, żeby przygotować zakład do montażu i produkcji czołgów K2. Potrzebujemy nowoczesnych spawalni, malarni i hal. Trzecia rzecz to mentalność. W części spółek wciąż pokutuje podejście: jakoś to będzie, najważniejsze, żeby przetrwać. Musimy to zmienić. Potrzebujemy większej identyfikacji z celami biznesowymi, rozwojem i misją całej grupy. Dotychczasowy model zakładów zmieniamy na elastyczne centra kompetencji. Jest jednak też zasadnicza zmiana. Dzięki programowi Polska SAFE po raz pierwszy możemy planować na tak dużą skalę w perspektywie wieloletniej. Mamy kontrakty sięgające końca 2030 roku i możemy inwestować w pracowników oraz linie produkcyjne. Teraz od nas zależy, jak wypełnimy treścią zapowiedź: zobaczcie, co potrafimy. Finansowanie bezpieczeństwa powinno być jednocześnie inwestowaniem w rozwój gospodarki. Na dziesięciolecia.

Czy Gdyby PGZ nie był państwową firmą i musiała radzić sobie wyłącznie na wolnym rynku, bez szczególnej pozycji związanej z własnością państwową, byłaby zdrową, rentowną spółką?

Dobrze, że pan redaktor nie określił perspektywy czasowej…. Ale tak, wierzę w to. Dążymy do profesjonalizacji grupy. Chcemy być normalnym podmiotem biznesowym na rynku. Oczywiście mamy szczególną pozycję wynikającą z naszej skali. Ponad 700 produktów, 23 tysiące pracowników. Nie ma drugiego takiego podmiotu w polskim przemyśle obronnym. Ale w wielu obszarach konkurujemy z prywatnymi przedsiębiorstwami. Dotyczy to choćby dronów czy systemów informatycznych. Nie ma przepisu w polskim prawie, który mówiłby, że PGZ jest ważniejsza od innych firm. Nic nie ma za darmo. Łatwo mówić o wielkich pieniądzach. Na przykład o 110 miliardach złotych w umowach z PGZ w ramach SAFE. Ale za tym kryje się ponad czterdzieści umów, konkretne zobowiązania, terminy i ryzyka np. kar umownych. Każdego dnia musimy rozwiązywać problemy. Brakuje komponentów, opóźniają się dostawy, rosną koszty, trzeba szukać i zatrudniać nowych ludzi. Naszym zadaniem jest produkować sprzęt, terminowo realizować kontrakty i spełniać oczekiwania wojska. I walczyć ze „starym” wizerunkiem, że PGZ to państwowy moloch, który nic nie dowozi. Chcemy działać jak profesjonalna grupa przemysłowa: efektywnie, odpowiedzialnie i z długoterminową perspektywą. Inwestowanie w ludzi i kompetencje wymaga bowiem stabilności oraz konsekwentnej realizacji przyjętych planów. Bez tego nie będziemy kołem napędowym polskiej gospodarki!

Rozmawiał: Grzegorz Zasępa

Adam Leszkiewicz, Prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej