Jak zginął Kazimierz Junosza-Stępowski: wyrok podziemia czy samowola?

O śmierci celebryty, a potem jego żony plotkowała cała okupowana Warszawa. Jak zginął? Z czyich rąk? Czy to był wyrok podziemnego sądu czy samowola? Historia śmierci Kazimierza Junoszy-Stępowskiego i jego żony Jadwigi jest pełna tajemnic, których już nie uda się rozwikłać.

  • W okupowanej Warszawie szybko pojawiło się wiele plotek o szczegółach śmierci znanego małżeństwa.
  • Wykonanie wyroku śmierci przypisywały sobie dwa podziemne oddziały.
  • Ponieważ nie ma dokumentów, a uczestnicy tych wydarzeń nie żyją, więc możemy opierać się wyłącznie na przypuszczeniach oraz analizie konspiracyjnej taktyki.

Kazimierz Junosza-Stępowski był celebrytą, więc nie należy się dziwić, że mieszkańcy okupowanej stolicy ekscytowali się tą śmiercią. Zarówno wojenne, jak i późniejsze opisy ostatnich chwil małżonków pełne są nieprawdopodobnych szczegółów. Ponieważ nie ma już świadków tamtych zdarzeń, a publikacje są sprzeczne, warto te zdarzenia poddać analizie, a jej efekt nałożyć na taktykę działania oddziałów eliminujących wrogów Państwa Podziemnego.

Współczesne fantazjowanie na temat wojennych historii

W 2017 r. w „Życiu Warszawy” opublikowano artykuł zaczynający się od fragmentu:

„Dwóch mężczyzn podeszło do ulicznego sprzedawcy, który handlował tytoniem przy ul. Poznańskiej w Warszawie: - Mały, masz angielskie papierosy? - zagadnął jeden z nich. - Angielskie papierosy są niezdrowe – odpowiedział bez namysłu 14-letni chłopak.

Hasło się zgadzało, cel nadal przebywał w lokalu. Mężczyźni poprawili nieco za duże marynarki i szybkim krokiem weszli do bramy kamienicy przy ul. Poznańskiej 38. (…) Stanęli przed drzwiami mieszkania (…) i wyciągnęli pistolety. Załadowali je, odbezpieczyli i ponownie schowali do kieszeni marynarek.”

Ta scena i dialog są efektem wyłącznie fantazji dziennikarskiej. Np. niemożliwe, aby egzekutorzy dopiero pod drzwiami ładowali pistolety.

Działanie sprzeczne z zasadami konspiracji

Natomiast w 2023 r. na łamach „Vivy” napisano:

„5 lipca 1943 r. do mieszkania Stępowskich przy ul. Poznańskiej przybyli dwaj żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, aby wykonać wyrok na Jadwidze Stępowskiej. Najbardziej wiarygodny wydaje się przekaz Władysława Wekera z NSZ: «Wpuścił ich sam Stępowski po dzwonku, w godzinach rannych, weszli do mieszkania, poprosili panią Stępowską. Stępowski stał z boku. Wtedy w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej został odczytany wyrok. Stępowscy, bladzi z przerażenia, słuchali go. (…) Po wyroku Eugeniusz Ostoja-Ostojski ps. Doktor błyskawicznie wyciągnął broń, mierząc w serce Stępowskiej, w tym samym ułamku sekundy Stępowski osłonił żonę. Następnym strzałem dosięgnął „Doktor” Stępowskiej, będąc pewien, że ją zabił. Gdy wychodzili, Stępowski żył jeszcze.»”.

Warto zaznaczyć, że to jedyny przekaz mówiący o tym, że Jadwiga została postrzelona. Nikt inny nie potwierdza takiego zdarzenia.

Marek Teler w książce „Zagadka Iny Benity. AK-torzy kontra kolaboranci” napisał, że należących do NSZ egzekutorów było dwóch, a na zewnątrz ubezpieczał ich trzeci konspirator. Po opuszczeniu kamienicy odjechali samochodem. „Doktor” - sprawca przypadkowej śmierci - był tak poruszony tym faktem, że „zaraz z pierwszego telefonu zawiadomił pogotowie niemieckie o wypadku”.

Tu znowu warto przyjrzeć się taktyce. W czasie ucieczki samochodem „Doktor” musiałby zmusić kierowcę do zatrzymania pojazdu, aby wykonać telefon. Byłoby to skrajne naruszenie zasad konspiracji. Wprowadzałoby śmiertelne zagrożenie nie tylko dla uczestników operacji, ale i dla całego oddziału.

Relacje powstałe z okupacyjnych plotek

Natomiast Bohdan Korzeniewski, podczas wojny członek Tajnej Rady Teatralnej, w książce Małgorzaty Szejnert „Sława i infamia” wspominał:

„Kiedy przyszli żołnierze podziemia, by wykonać wyrok, Junosza skoczył do pokoju Niemca, chwycił pistolet, przepłoszył ich. Przyszli drugi raz, w przebraniu pracowników gazowni. Junosza zorientował się jednak po twarzach, o co im chodzi. Zginął, kiedy wymierzył broń do strzału. Przypadkowo, nie chcieli go zabić. Działali w obronie własnej.”

Powyższy opis również należy włożyć między bajki. Junosza wynajmował pokój hitlerowcowi, ale to niemożliwe, aby wychodząc z mieszkania Niemiec zostawił pistolet w łatwo dostępnym miejscu. Natomiast Junosza – jako Polak, który nie był agentem gestapo – nie mógł posiadać broni. Nielegalne przechowywanie pistoletu do samoobrony byłoby dla niego zbyt ryzykowne.

W tej samej książce Korzeniewski mówił też:

„Jadwiga Stępowska została zlikwidowana przez członków batalionu „Miotła” (...). Wykonano na niej wyrok, chociaż, czołgając się na klęczkach, błagała o czas na modlitwę.”

Te szczegóły to powtórzona miejska legenda. Tylko wykonawcy wyroku wiedzieli, co się działo w mieszkaniu, a dla własnego bezpieczeństwa nikomu by o tym nie opowiadali.

Nie wiadomo, gdzie pochowano zastrzeloną kolaborantkę

Wróćmy jeszcze do artykułu z „Życia Warszawy”. Napisano tam, że po powrocie Jadwigi z zakładu psychiatrycznego, w marcu 1944 r., do jej mieszkania zapukała kobieta podająca się za asystentkę prezesa Banku Handlowego kupującego obrazy. Następnego dnia „prezes” wraz z „sekretarką” mieli zlikwidować konfidentkę dwoma strzałami.

Fakt, że w marcu 1944 r. konspiratorzy z zespołu Kazimierza Jackowskiego „Tadeusza Hawelana” - wchodzącego w skład batalionu „Miotła” - zastrzelili Jadwigę Stępowską, nie budzi sprzeczności. Ale wtedy w tym oddziale nie było żadnej kobiety.

Co więcej, Jadwiga nie „spoczęła obok męża na Cmentarzu Bródnowskim”, gdyż ten został pochowany na Starych Powązkach. Nie wiadomo natomiast, gdzie pochowana jest konfidentka – jej nazwisko nie figuruje w wykazie osób spoczywających na warszawskich cmentarzach.

Kto strzelał do Kazimierza Junoszy-Stępowskiego?

Do wykonania operacji 5 lipca 1943 r. przyznają się dwie konspiracyjne formacje.

Tomasz Stańczyk zajmujący się dziejami Polski w XX wieku, w publikacji na portalu „Od niepodległości do niepodległości. Historia Polski 1918-1989” podaje, że wykonawcami egzekucji byli konspiratorzy z Narodowych Sił Zbrojnych dowodzeni przez Eustachego Ostoję-Ostojskiego.

Natomiast Leszek Niżyński – żołnierz „Miotły” i autor monografii batalionu – twierdzi, że to była operacja zespołu „Hawelana”. Podobnie pisze Krzysztof Fido, autor książki „Moje spotkania z plutonem „Torpedy”.

Brak więc jednoznacznego rozstrzygnięcia, kto odpowiada za lipiec 1943 r. Bezspornie natomiast to ludzie „Hawelana” wykonali wyrok w marcu 1944 r.

Kolejna sprzeczność dotyczy tego, dlaczego konspiratorzy wzięli na celownik małżeństwo? Czy działali na podstawie wyroku podziemnego sądu, czy dopuścili się samowoli?

Jerzy Ślaski w „Polsce Walczącej” stwierdził, że w lipcu 1943 r. egzekutorzy działali na własną rękę. Z kolei Stefan Korboński, szef podziemnego Kierownictwa Walki Cywilnej, napisał w książce „W imieniu Rzeczypospolitej”, że śmierć aktora „była wynikiem samosądu, karą zbyt surową za relacje towarzyskie z Niemcami”.

Jak oddzielić fakty od mitów?

Skoro brak dokumentów, należy spojrzeć na opisywane zdarzenia przez pryzmat konspiracyjnej taktyki.

Dlaczego relacje są sprzeczne? Mówimy o celebrycie, który budził skrajne emocje. Jedni go uwielbiali, inni uważali, że rola społeczna obliguje go do nieskazitelnych zachowań. Sprzeczności wynikają również ze specyfiki konspiracji – wojenne meldunki często opierały się na informacjach zasłyszanych. Dodatkowo powojenne publikacje zostały wypaczone przez propagandę komunistyczną, która starała się obrzydzić społeczeństwu przedwojenne elity i uderzyć w podziemie niepodległościowe.

Był wyrok podziemia czy samowola? Oddziały likwidacyjne działały na podstawie wyroków sądów podziemnych. Działanie na własną rękę było surowo ścigane, zagrożone karą śmierci. Dlatego samowolne przeprowadzenie akcji jest mało prawdopodobne. Rozpuszczanie pogłosek o „samowoli” przez struktury podziemne mogło być celowym zabiegiem - po przypadkowej śmierci lubianego celebryty podziemni decydenci mogli podjąć decyzję o odsunięciu odpowiedzialności od Państwa Podziemnego, by uniknąć strat wizerunkowych i wykorzystania tematu przez propagandę niemiecką.

Kto strzelał 5 lipca 1943 r.? W tym czasie AK i NSZ nie koordynowały działań, ale często wybierały te same cele. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że małżeństwo było rozpracowywane przez obie organizacje. Jednak szczegóły z relacji żołnierzy NSZ budzą poważne wątpliwości taktyczne.

Ponadto lipcowa operacja zakończyła się totalnym fiaskiem: właściwy cel (Jadwiga) uniknął kary, a przypadkowo zginął niezwykle popularny aktor. „Miotlarze” nie mieliby po wojnie żadnego interesu, by przypisywać sobie cudzą, nieudaną akcję.

Trzymając się logiki oraz analizy taktyki, należy przyjąć, że zarówno w lipcu 1943 r., jak i w marcu 1944 r. w mieszkaniu aktorów pojawili się konspiratorzy z zespołu Kazimierza Jackowskiego „Tadeusza Hawelana” z batalionu AK „Miotła”. To oni wykonali obie „roboty”.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki