Tragiczna akcja „Koppe”. Największa operacja sił specjalnych w okupowanej Polsce

Ze względu na rozmach i zaangażowane siły była to operacja specjalna, o skali jakiej nie przeprowadził nikt w czasie II wojny światowej w Europie. Grupę konspiratorów oraz broń i wyposażenie należało przerzucić kilkaset kilometrów przez teren ściśle kontrolowany przez przeciwnika. Celem był jeden z najwyższych funkcjonariuszy niemieckich w okupowanej Polsce. Wnioski z analizy przygotowań i przebiegu tej akcji do dziś są ciekawe i – mimo upływu ponad ośmiu dekad – nadal aktualne.

  • Na akcję „Koppe” warto spojrzeć przez pryzmat obowiązującego obecnie doktryny dotyczącej zasad działania sił specjalnych.
  • Konspiratorzy musieli osiągnąć cel polityczny akcji, nie mogli więc zlikwidować Niemca „po cichu”.
  • Operacja skończyła się tragicznie.
  • Koppe nie poniósł żadnej odpowiedzialności za działalność w czasie II wojny, zmarł w Bonn w 1975 r.

Przygotowania trwały kilka miesięcy. Były skrajnie trudne. Z Warszawy do Krakowa należało przerzucić sprzęt i ludzi (żeby zdać sobie sprawę z poziomu trudności, wystarczy napisać, że w czasie okupacji Polakom nie wolno było samodzielnie prowadzić samochodów, a drogi były naszpikowane niemieckimi posterunkami).

Do trzech razy sztuka

Akcję przeprowadzono 11 lipca 1944 r. Celem był SS-Obergruppenführer Wilhelm Koppe, wyższy dowódca SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie, sekretarz stanu ds. bezpieczeństwa w niemieckim rządzie Generalnego Gubernatorstwa oraz zastępca generalnego gubernatora Hansa Franka.

Koppe przykładał olbrzymią wagę do bezpieczeństwa. Nawet jeżdżąc po centrum Krakowa, nie rozstawał się z ochroną. Dla zdezorientowania obserwatorów kierowca często zmieniał tablice rejestracyjne limuzyny. Często zmieniał też trasy przejazdu między rezydencją na Wawelu a biurem, w którym urzędował.

To właśnie z tego powodu nie udały się dwie pierwsze próby wykonania wyroku. Na miejsce operacji wybrano róg ul. Powiśle i pl. Kossaka, niedaleko Wawelu. 5 lipca zespół był na stanowiskach, ale konwój pojechał inną trasą. Podobnie było dwa dni później. Dopiero za trzecim razem, 11 lipca, Niemiec postanowił jechać do pracy ul. Podwale.

Współczesne spojrzenie na historię

Na akcję „Koppe” warto spojrzeć przez pryzmat obecnych zadań sił specjalnych i relacji między wojskami specjalnymi a konwencjonalnymi. Doktryna DD/3.5, opisująca podstawowe zasady użycia sił operacji specjalnych, mówi:

„Operacje specjalne są operacjami wojskowymi prowadzonymi przez specjalnie do tego celu wyznaczone, zorganizowane, wyszkolone i wyposażone siły.”

W 1944 r. wyselekcjonowano „cel wysokowartościowy”, jakim był Koppe. Zadanie zlecono specjalnie wyszkolonemu zespołowi konspiratorów, jakim był „Parasol” - oddział AK specjalizujący się w likwidacji niemieckich VIP-ów w biały dzień, w środku miasta. Jego członkowie przeszli specjalistyczne przeszkolenie wojskowe. W porównaniu z kolegami z innych oddziałów dysponowali większą ilością broni.

Czy konspiratorzy z „Parasola” korzystali ze specjalnego wyposażenia? Tak.

Przygotowując się do akcji, która miała być przeprowadzona w sercu Krakowa, zmodernizowali ciężarówkę mającą zablokować samochód Koppego – czyli znaleźć się na ulicy, w sercu walki. Dlatego drzwi szoferki oraz całą skrzynię ładunkową wzmocnili kilkumilimetrową blachą o dużej wytrzymałości. W ten sposób zwiększono kuloodporność pojazdu.

Cel polityczny operacji specjalnej

„Operacje specjalne są prowadzone dla osiągnięcia celów politycznych, militarnych, informacyjnych i ekonomicznych” – czytamy w Doktrynie DD/3.5.

W przypadku Koppego chodziło o osiągnięcie dwóch pierwszych celów. Co warte podkreślenia, cel militarny (wyeliminowanie ważnego ogniwa w niemieckim systemie dowodzenia był stosunkowo łatwy do osiągnięcia. Jednym z wariantów likwidacji Koppego była bowiem opcja snajperska.

Wychodząc z budynku kompleksu zamkowego na Wawelu, Niemiec musiał przejść kilka metrów do samochodu czekającego na parkingu. Był to odkryty teren, widoczny z wieżyczki budynku oddalonego o ok. 250 m. Tam miał czekać Ryszard Nuszkiewicz „Powolny”, cichociemny zrzucony do kraju w lutym 1943 r. Po wykonaniu zadania „Powolny” miał szybko zniknąć z miejsca zamachu.

Z tej opcji zrezygnowano z powodów propagandowych. Dowództwu AK chodziło bowiem o osiągnięcie celu politycznego. Akcja w centrum miasta zamienionego na niemiecką twierdzę i zabicie ważnego Niemca miało podnieść morale Polaków i pokazać, że Państwo Podziemne potrafi zaatakować w każdym miejscu i czasie.

Współdziałanie z siłami konwencjonalnymi

„Operacje specjalne są prowadzone w pełnym spektrum konfliktu samodzielnie, we współdziałaniu lub w koordynacji z wojskami konwencjonalnymi” – napisano w Doktrynie DD/3.5.

Jeśli przyjmiemy duże uproszczenie, że „Parasol” był oddziałem specjalnym, a rozrzucone w terenie oddziały partyzanckie – odpowiednikiem sił konwencjonalnych, to operacja z 1944 r. jest przykładem takiego współdziałania. A raczej problemów wynikających z konieczności takiej współpracy. Działanie w Krakowie zlecono oddziałowi z Warszawy, co nie wzbudziło zadowolenia dowództwa krakowskiego Kedywu. Potraktowano to jako brak zaufania co do możliwości sił miejscowych.

Odczuł to dowódca akcji „Koppe” Stanisław Leopold „Rafał” już w czasie pierwszego spotkania z Janem Pańczakiewiczem „Ziemowitem”. „Rafał” był kapralem podchorążym, dowódcą plutonu, drugi – zawodowym żołnierzem, majorem, dowódcą Kedywu krakowskiego okręgu AK. To oznaczało przepaść w hierarchii wojskowej i trudności w partnerskim podejściu do wykonania zadania.

Warto dodać, że do dziś żołnierze naszych sił specjalnych operujący w Iraku czy Afganistanie wspominają o podobnych problemach w partnerskiej pracy nad zadaniem – wynikających z różnicy stopni „specjalsa” i sztabowców sił regularnych.

W 1944 r. we wsparcie działań konspiratorów z „Parasola” zaangażowano olbrzymie (jak na warunki konspiracji) zasoby. W rozpoznanie oraz zabezpieczenie odwrotu włączono struktury konspiracyjne z Warszawy, Krakowa, rejonu Olkusza, Miechowa i Częstochowy.

Tragiczny koniec zasadzki

Akcja specjalna „Koppe” skończyła się niepowodzeniem.

Niemiec uszedł z życiem. W czasie odwrotu konspiratorzy natknęli się na niemiecki patrol niedaleko wioski Udórz przy drodze Pilica – Żarnowiec. Nie mieli szans. Do starcia doszło na otwartym, płaskim terenie. Wyposażeni w broń „miejską”: pistolety i pistolety maszynowe, nie byli w stanie podjąć walki z Niemcami wyposażonymi w karabin maszynowy.

Zginął Stanisław Huskowski „Ali”. Ranny Wojciech Czerwiński „Orlik” prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Niemcy pojmali Bogusława Niepokoja „Storcha”, Tadeusza Ulankiewicza „Warskiego” i łączniczkę Halinę Grabowską „Zetę”. Wszyscy trafili do więzienia na Montelupich, gdzie zostali zamordowani.

Pod Udorzem zostało rannych również czterech żołnierzy „Parasola”: Eugeniusz Schielberg „Dietrich”, Antoni Sakowski „Mietek”, Jerzy Kołodziejski „Zeus” i dowodzący akcją „Rafał”. Udało się ich ukryć i przerzucić do Warszawy.

Nigdy nie poznamy wszystkich szczegółów dotyczących planowania i przebiegu operacji. Nie dowiemy się więc, dlaczego konspiratorzy bezpośrednio po akcji zaplanowali odskok z Krakowa aż do Warszawy? Dlaczego nie wykorzystano potencjału wszystkich sił konspiracyjnych mających wspierać zespół z „Parasola”? Czy jednym z powodów były urażone ambicje oficerów z Krakowa?

„Rafał”, mający na ten temat największą wiedzę, wrócił do Warszawy 27 lipca, kilka dni przed wybuchem powstania. Zginął kilka tygodni później.

Spokojne życie Koppego po wojnie

Po zakończeniu II wojny światowej Wilhelm Koppe używał fałszywego nazwiska i spokojnie pracował w Niemczech Zachodnich. W 1960 r. został aresztowany, ale po dwóch latach zwolniono go po wpłaceniu kaucji w wysokości 30 tysięcy marek (Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w RFN wynosiło wtedy ok. 500-600 marek. Uwzględniając inflację i siłę nabywczą dziś kaucja wyniosłaby 75 000-80 000 Euro).

W 1964 r. niemiecka prokuratura oskarżyła Koppego o współudział w zamordowaniu prawie 150 tysięcy ludzi. Jednak – ze względu na zły stan zdrowia zbrodniarza – sąd krajowy w Bonn szybko umorzył postępowanie. Niemieckie władze nie zgodziły się też na kilkukrotne prośby Polski o ekstradycję Wilhelma Koppego.

Hitlerowiec nie poniósł żadnej odpowiedzialności za działalność w czasie II wojny światowej. Zmarł w Bonn w 1975 r.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki