Spis treści
Informacje o sprzedaży systemu S-400 po raz pierwszy pojawiły się w felietonie Abdülkadira Selvi na łamach gazety „Hürriyet”. Według jego źródeł, umowa została dopięta w nocy z 9 na 10 lipca 2026 roku, a oficjalne ogłoszenie ma nastąpić lada chwila. Dziennikarz wskazuje, że nabywcą jest państwo z regionu Zatoki Perskiej, a nieoficjalnie wymienia się Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) lub Katar. Selvi podkreśla, aby poczekać na oficjalny komunikat w tej sprawie. Na ten moment władze w Ankarze milczą. Sam prezydent Erdoğan, zapytany niedawno o los S-400, odpowiedział tajemniczo: „Obserwujcie nas”.
Kilka dni wcześniej, podczas szczytu NATO w Ankarze, prezydent USA Donald Trump zasygnalizował możliwość zniesienia sankcji nałożonych na Turcję. Erdogan, który zabrał głos również na konferencji prasowej pod koniec szczytu NATO, powiedział, że Trump pozytywnie ocenia możliwość sprzedaży Turcji samolotów F-35 i wyraził nadzieję, że świat zobaczy, iż USA dotrzymują swojej obietnicy. Erdogan dodał, że odbył bardzo owocne rozmowy z Trumpem i opuścił spotkanie zadowolony. Zbagatelizował sprzeciw Izraela i Grecji wobec zakupu przez Turcję samolotów F-35 i stwierdził, że Grecja popełnia błąd, sprzeciwiając się temu. Ogłosił również, że rozmawiał z Trumpem o wspólnej współpracy w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego, która mogłaby obejmować budowę statków, zwłaszcza fregat, okrętów podwodnych i korwet. Co ciekawe Erdogan powiedział, że USA w dużej mierze zniosły sankcje obronne wobec Turcji.
Dlaczego Turcja zdecydowała się na sprzedaż S-400?
Zakup rosyjskich systemów S-400 w 2019 roku stał się przyczyną nałożenia na Ankarę restrykcji w ramach ustawy CAATSA (Countering America's Adversaries Through Sanctions Act) i wykluczenia jej z programu F-35. Decyzja o pozbyciu się kontrowersyjnego uzbrojenia, choć niepotwierdzona jeszcze, wydaje się logiczną konsekwencją wieloletnich nacisków ze strony Waszyngtonu i strategicznych celów Ankary. Ustawa CAATSA, uchwalona w 2017 roku, ma na celu karanie państw dokonujących znaczących transakcji z rosyjskim sektorem obronnym. Turcja, kupując system S-400, stała się pierwszym sojusznikiem NATO objętym tymi sankcjami. Restrykcje te znacząco utrudniły współpracę wojskową i rozwój tureckiego przemysłu zbrojeniowego. Sprzedaż systemu S-400 jest postrzegana jako jedyny skuteczny sposób na całkowite zniesienie tych ograniczeń. Wcześniejsze propozycje, takie jak składowanie systemu czy oddanie go pod wspólną kontrolę turecko-amerykańską, były odrzucane przez Turcję.
Kluczowym problemem dla USA była techniczna niezgodność systemów S-400 i F-35. Amerykanie obawiali się, że zaawansowane radary rosyjskiego systemu, działając w pobliżu myśliwców F-35, mogłyby zbierać wrażliwe dane na temat ich technologii stealth i przekazywać je Rosji. Ta obawa doprowadziła do decyzji o usunięciu Turcji z programu F-35, w który Ankara zainwestowała ponad 1,25 mld dolarów. Pozbycie się S-400 jest warunkiem koniecznym do wznowienia rozmów o ponownym dołączeniu do tego elitarnego grona.
Droga do zniesienia sankcji – co musi się stać?
Sama sprzedaż systemu nie gwarantuje automatycznego zniesienia sankcji. Proces ten jest obwarowany konkretnymi wymogami prawnymi w Stanach Zjednoczonych. Według doniesień, prezydent Trump będzie musiał wysłać do Kongresu formalne powiadomienie, w którym potwierdzi, że systemy S-400 nie są już w posiadaniu Turcji i nie mogą być przez nią aktywowane. Poza tym Ankara zobowiązuje się do niepodejmowania podobnej współpracy obronnej z Rosją w przyszłości i nie rości sobie praw do tych systemów. Z kolei Kongres będzie miał czas na przegląd tej notyfikacji i może ją zablokować, jeśli uzna, że warunki nie zostały spełnione.
Jeanne Shaheen, senator Partii Demokratycznej z New Hampshire, powiedziała dziennikarzom, że powrót Turcji do programu F-35 „byłby pozytywnym posunięciem”, gdyby tylko istniał „akceptowalny sposób poradzenia sobie z systemem S-400 i zagrożeniem, jakie stwarza on dla technologii F-35”. Podobne uwagi wypowiedział również senator Partii Republikańskiej z Dakoty Południowej Mike Rounds, zaznaczając, że Turcja wnosi znaczący wkład do NATO.
Jeśli doniesienia się potwierdzą, Turcja odniesie podwójną korzyść. Z jednej strony pozbędzie się głównej przeszkody w relacjach z USA, a jednocześnie zarobi na sprzedaży niechcianego sprzętu. Będzie to jednak dopiero początek skomplikowanego procesu dyplomatycznego, który będzie bacznie obserwowany nie tylko w Waszyngtonie i Moskwie, pierwotna umowa sprzedaży najprawdopodobniej zawierała klauzulę o użytkowniku końcowym, co oznacza, że na odsprzedaż systemu potrzebna jest zgoda Moskwy. Według nieoficjalnych informacji, Kreml nie wyraził stanowczego sprzeciwu. Nie bez znaczenia będzie głos Izraelu, który już wyrażał sprzeciw wobec ewentualnego powrotu Turcji do programu F-35.
Według informacji Bloomberg News powołującego się na tureckich urzędników zaznajomionych ze sprawą, Turcja zamierza zabezpieczyć dostawę sześciu samolotów F-35 od Stanów Zjednoczonych w ramach wstępnej transakcji, jeśli prezydent Donald Trump cofnie zakaz zakupu F-35. Choć byłoby to mniej niż około 40 samolotów pierwotnie na które naciska Turcja, stanowiłoby to na pewno pierwszy krok w powrocie do programu. Co ważne Turcja zapłaciła już 1,4 miliarda dolarów za sześć myśliwców F-35, które są przechowywane w magazynach w USA. Jeśli sankcje zostaną zniesione, Turcja mogłaby je szybko odebrać, powiedzieli urzędnicy, którzy zastrzegli sobie anonimowość, poruszając prywatne kwestie. Nie podali przewidywanego terminu.
Kto kupi tureckie S-400? Napięta sytuacja w Zatoce Perskiej
Zarówno Zjednoczone Emiraty Arabskie, jak i Katar, mają silne motywacje do wzmocnienia swojej obrony powietrznej. Niedawna eskalacja napięć między USA, Izraelem a Iranem sprawiła, że kraje regionu pilnie poszukują sprawdzonych systemów zdolnych do zwalczania samolotów, dronów i rakiet balistycznych. Abdülkadir Selvi sugeruje, że oba państwa mogły odczuć luki w swoich systemach obronnych podczas ataków Iranu na sąsiadów, co skłoniło je do poszukiwania alternatyw.
Według doniesień medialnych, niedawne incydenty ujawniły pewne luki w ich obecnych systemach obronnych. W przypadku Kataru pojawiły się sugestie, że dostarczone przez Amerykanów systemy Patriot mogły nie zadziałać podczas ataku ze strony Izraela, ponieważ były zaprogramowane do traktowania go jako państwa sojuszniczego.
Co za S-400?
Warto tutaj wspomnieć, że zakupione S-400 z Rosji nie pełnią żadnej roli operacyjnej. Nie zostały zintegrowane z krajową architekturą obrony powietrznej i nie brały udziału w realnych działaniach, nawet podczas niedawnego konfliktu irańskiego, gdy Turcja musiała polegać na sojuszniczej ochronie.
W zeszłym tygodniu minister obrony Yasar Guler powiedział agencji Reuters , że Turcja rozważa wszystkie opcje mające na celu zaspokojenie jej potrzeb w zakresie obrony powietrznej, w tym potencjalny zakup pożądanego amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej Patriot lub jego europejskiej (francusko-włoskiej) alternatywy, SAMP/T.
„Nasze główne podejście w tej sprawie jest jasne: jesteśmy otwarci na wszelką współpracę, która spełnia potrzeby bezpieczeństwa naszego kraju, obejmuje dzielenie się technologiami i wspólną produkcję, a także jest zrównoważona i zgodna z duchem sojuszu” – oświadczył minister obrony.Co ciekawe agencja Reuters, powołując się na źródła, napisała, że Francja rozważa sprzedaż systemu SAMP/T Turcji po latach sprzeciwu wobec tej umowy ze względu na działania Turcji w Syrii i Libii, a także spory we wschodniej części Morza Śródziemnego z udziałem Grecji i Cypru. Według doniesień Paryż złagodził swoje stanowisko po tym, jak prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Włoch Giorgia Meloni przeprowadzili w zeszłym miesiącu rozmowy. Według doniesień Paryż złagodził swoje stanowisko po tym, jak prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Włoch Giorgia Meloni przeprowadzili w zeszłym miesiącu rozmowy.
Jeśli Turcji uda się pozyskać Patrioty lub SAMP/T z realnym udziałem lokalnego przemysłu, a jednocześnie rozwinąć Siper Block-III, „Stalowa Kopuła” stanie się jednym z najbardziej ambitnych projektów obronnych w regionie.
Od 2024 roku Turcja buduje zintegrowany system obrony powietrznej „Steel Dome” (Stalowa Kopuła), który ma na celu zintegrowanie w sieciocentryczną architekturę wszystkich krajowych systemów obrony powietrznej – od krótkiego, przez średni, aż po daleki zasięg. Za koordynację projektu, w który zaangażowani są giganci tureckiej zbrojeniówki tacy jak Aselsan, Roketsan i instytut Tübitak Sage, odpowiada Prezydium Przemysłu Obronnego (SSB).
Głównym założeniem jest stworzenie elastycznej, wielowarstwowej tarczy zdolnej do zwalczania szerokiego spektrum zagrożeń: od dronów i amunicji krążącej, przez śmigłowce i samoloty bojowe, aż po pociski manewrujące i balistyczne. Kluczową rolę odgrywa tu integracja, która dzięki wsparciu sztucznej inteligencji ma zapewnić błyskawiczną wymianę danych między radarami, centrami dowodzenia i efektorami (wyrzutniami).
Najnowszym i jednym z najbardziej innowacyjnych elementów tureckiej tarczy jest mobilny, hybrydowy system obrony powietrznej GÜRZ, po raz pierwszy zaprezentowany w 2023 roku. Opracowany przez Aselsan, jest on odpowiedzią na współczesne zagrożenia pola walki, takie jak roje dronów, nisko lecące śmigłowce czy pociski manewrujące. GÜRZ łączy w sobie siłę ognia kilku typów uzbrojenia na jednej platformie, najczęściej na podwoziu kołowym 8x8. System uzbrojony jest w automatyczną armatę kalibru 35 mm zdolną do strzelania amunicją programowalną typu airburst, która eksploduje w zaprogramowanym punkcie, tworząc chmurę odłamków – idealnie nadającą się do niszczenia małych celów. Oprócz tego dysponuje pociskami rakietowymi bardzo krótkiego zasięgu (VSHORAD), takimi jak Sungur, do zwalczania celów na odległość około 8 km, oraz pociskami krótkiego zasięgu (SHORAD) np. GÖKSUR lub wariantami pocisków Hisar – o zasięgu 15–25 km. System jest w pełni autonomiczny. Posiada własne radary AESA, sensory elektrooptyczne oraz system dowodzenia, dzięki czemu może samodzielnie wykrywać, śledzić i neutralizować wiele celów jednocześnie. Wysoka mobilność pozwala mu zarówno chronić obiekty stacjonarne, jak i zapewniać osłonę wojsk podczas marszu.
Zanim pojawił się GÜRZ, fundamentem tureckiej obrony powietrznej stała się rodzina systemów rakietowych Hisar (pol. Twierdza), rozwijana od 2007 roku. Systemy te wypełniają lukę w obronie na krótkim i średnim dystansie.Hisar-A+ to wersja krótkiego zasięgu (do 15 km), przeznaczona głównie do ochrony wojsk lądowych i instalacji wojskowych. System wszedł do masowej produkcji po 2020 roku. Natomiast Hisar-O+ jest wariantem średniego zasięgu (do 25–40 km) i może zwalczać cele na pułapie do 15 km. Stanowi on kluczowy element obrony strefowej, zdolny do przechwytywania zarówno samolotów, jak i pocisków manewrujących.Oba systemy są w pełni operacyjne i znajdują się na wyposażeniu Tureckich Sił Zbrojnych. Stanowią one środkową warstwę „Stalowej Kopuły”, chroniąc kluczowe zasoby przed atakiem z powietrza.
Najwyższe piętro tureckiej architektury obronnej stanowi system dalekiego zasięgu SİPER (pol. Okop). Jego celem jest ochrona strategiczna kraju przed zagrożeniami takimi jak samoloty dalekiego zasięgu i, docelowo, pociski balistyczne. Projekt, zainicjowany w 2018 roku, jest postrzegany jako krajowy odpowiednik systemów takich jak amerykański Patriot czy rosyjski S-400.
Pierwsza wersja systemu, SİPER Block-1, osiągnęła gotowość operacyjną pod koniec 2024 roku, oferując zasięg ponad 100 km. Równolegle trwają intensywne prace nad wersją SİPER Block-2, która ma dysponować zasięgiem 150 km i pułapem przechwytywania do 30 km. SİPER jest kluczowym elementem, który ma uniezależnić Turcję od zagranicznych dostawców strategicznych systemów obronnych.