Nie mając dostępu do morza, można mieć… marynarkę wojenną

W świecie jest 45 państw bez dostępu do morza. Jednak mają prawo m.in. do posiadania marynarki wojennej. Są państwa mające dostęp do morza, ale nieutrzymujące floty wojennej. I są także i takie kraje, które drzewiej były państwami morskimi i choć utraciły ten status, to dysponują czymś, co można uznać za… śródlądową marynarkę wojenną.

Biało-szary holownik przy drewnianym pomoście na jeziorze. O flocie Mongolii przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: Nyambayar Turbat/ Freepik.com Oto Suchbaatar (III), ostatni okręt Mongolyn Usan Tsereg zlikwidowanej w 1997 r. Dziś jest turystyczną atrakcją w prywatnym posiadaniu...

• Kostaryka i Islandia nie mają marynarki wojennej, a ich wybrzeża strzegą straż i policja.

• Szwajcaria morza nie ma, ale ma uzbrojone kutry patrolowe na jeziorach granicznych – to taki miks wojska i policji.

• Boliwia w XIX w. straciła na rzecz Chile 240 km wybrzeża, ale nadal ma marynarkę wojenną operującą w dorzeczu Amazonki i na jeziorze Titicaca.

• Mongolia od 1930 do 1997 r. miała marynarkę wojenną – w ostatniej fazie na stanie miała nowoczesny holownik i trzy łodzie patrolowe.

• Większość państw śródlądowych utrzymuje tzw. marynarkę rzeczną i jeziorową.

Formacje policyjne wystarczą im do ochrony wybrzeża

Mieć dostęp do morza i nie mieć choćby paru patrolowców strzegących własnego obszaru morskiego? To możliwe, a taki model podejścia do nie/posiadania marynarki wojennej wynika najczęściej z przyczyn finansowych, a sporadycznie – ideologicznych. Kostaryka jest jednym z 21 niepodległych państw, które nie mają własnych sił zbrojnych. Taki stan rzeczy istnieje od 1948 r.

Po wojnie domowej w tym latynoamerykańskim państwie stwierdzono, że armia do szczęścia nie jest potrzebna, a to, co trzeba wydać na jej utrzymanie, lepiej przeznaczyć na cele pozamilitarne. Co ciekawe: uwzględniono to w konstytucji z 1949 r.

Kostaryka ma dostęp do Pacyfiku i Morza Karaibskiego, a jej linia brzegowa ma sumaryczną długość 1290 km. Zadania marynarki wojennej wykonuje formacja policyjna – Servicio Nacional de Guardacostas. Ma w dyspozycji kilkadziesiąt jednostek, z czego kilka to względnie nowoczesne patrolowce przekazane przez USA.

Islandia w czasie II wojny światowej była nazywana niezatapialnym lotniskowcem. Wtedy ta wyspa była w unii z Danią. W 1941 r. zajęli ją Amerykanie, bo z takimi zamiarami nosiła się III Rzesza. W 1944 r. Islandia ogłosiła niepodległość i… do dziś nie utworzyła marynarki wojennej. Zadania natury policyjnej wykonuje Landhelgisgæsla Íslands, Landhelgisgæslan or simply Gæslan, czyli Islandzka Straż Wybrzeża. Pamiętajmy, że Islandia jest członkiem NATO.

Portal Obronny - Marcin Ryngwelski, prezes PGZ Stocznia Wojenna
Portal Obronny SE Google News

Nie tylko mikropaństwom nie jest potrzebna marynarka wojenna

Mikropaństwa, takie choćby jak Monako, Andora, Saint Kitts i Nevis, Dominika, Antigua i Barbuda czy dziesiątki państw pacyficznych, nie mają marynarek wojennych, a czasem nawet i policyjnych straży wybrzeża, gdyż ich ochronę scedowały na znacznie większych i silniejszych militarnie sąsiadów. Wspomniałem, że 45 niepodległych państw nie ma dostępu do morza. Wiele z nich w przeszłości go utraciło. Kilka z takich państw śródlądowych dysponuje czymś, co – z przymrużeniem oka – można byłoby uznać za marynarkę wojenną o charakterze zdecydowanie symbolicznym.

Z jednym wyjątkiem, a jest nim Szwajcaria

To państwo zawsze było śródlądowe, acz ma własną flotę handlową. Jednak z uwagi na swój status i to, że na jego terytorium są jeziora nienależące tylko do Szwajcarii, Berno utrzymuje śródlądową marynarkę… będącą czymś pośrednim między formacją militarną a policyjną.

Ochronę i kontrolę na szwajcarskich jeziorach granicznych (m.in. Lugano, Jezioro Bodeńskie i Jezioro Genewskie) prowadzą wspólnie Policja Jeziorowa (Seepolizei) jeziorowa) i Federalny Urząd Celny i Bezpieczeństwa Granic. Ta, jak się ją żartobliwie określa, Swiss Navy dysponuje kilkunastoma nowoczesnymi (i uzbrojonymi) kutrami patrolowymi.

Boliwijski sen o utraconym dostępie do morza

W przeciwieństwie do Szwajcarii Boliwia miała dostęp do morza, do Oceanu Spokojnego. W 1879 r. sprzymierzona z Peru wdała się w wojnę z Chile. Po pięciu latach okazało się, że ją przegrała i straciła dostęp do morza (na 240 km długości) oraz okręty wojenne. Do dziś Boliwia nie może pogodzić się z tą stratą.

Każdego roku 23 marca Boliwia obchodzi Día del Mar (Dzień Morza). I choć jest państwem śródlądowym, to chyba jako jedyne na świecie ma formację zaszeregowaną jako „marynarka wojenna”. Od 1963 r. oficjalnie istnieje Armada Boliviana, wcześniej: Fuerza Naval Boliviana. „Chronimy suwerenność narodową i gwarantujemy bezpieczeństwo naszych obywateli, broniąc naszych granic i patrolując rzeki i jeziora” – podkreśla na swojej stronie internetowej Armada Boliviana.

I nie są to jakieś czcze przechwałki państwa, które można byłoby uznać za pogrążone w wiekowej żałobie po utraconym dostępie do morza. Global Firepower klasyfikuje boliwijską flotę w kategorii sił przybrzeżnych i patrolowych. Armada Boliviana to ok. 5 tys. osób w służbie i 67 jednostek. Co ciekawe: marynarka ma piechotę morską! W symbolicznym rozmiarze, ale ma! Do zadań Armady należy walka z przemytem narkotyków oraz ochrona granic. Jej jednostki operują w dorzeczu Amazonki i na jeziorze Titicaca. Do Pacyfiku od kwatery dowództwa Armady w linii prostej jest 1000 km.

Od Ułan Bator do najbliższego portu morskiego jest 1,5 tys. km

W XIII w. Mongołowie dysponowali gigantyczną flotą. Kubilaj-chan, wnuk Czyngis-chana, próbował dwukrotnie zająć Japonię. Tysiące okrętów Imperium Mongolskiego posłał na dno żywioł – tajfuny nazwane przez Japończyków „boskim wiatrem” (kamikaze).

Po siedmiu wiekach nieistnienia marynarki wojennej ta powstała z martwych za sprawą Sowieckiego Sojuza. Ponownie spoczęła w grobie w latach 90. XX w., ale po kolei, bo historia mongolskiej, że tak się wyrażę, marynarki wojennej jest mocno pokręcona.

Jedynym miejscem w Mongolii, po którym może pływać coś większego od łodzi, jest jezioro Chubsuguł, zwane Małym Bajkałem. Takie małe to ono nie jest. Ma ponad 136 km długości przy szerokości 26 km.

Ta historia miała swój początek 11 lipca 1934 r. Komunistyczna Mongolia, satelita ZSRR, świętowała 13. rocznicę rewolucji. Na tę okoliczność Stalin sprezentował narodowi bratniej Mongolii drewniany, parowy holownik „Suchbaatar” („Bohater Topora”).

Sowieci przetransportowali go na miejsce w częściach. Najpierw koleją. Potem ciężarówkami i wozami przez syberyjskie bezdroża, aż na brzeg Małego Bajkału. Tam go złożono i tym sposobem faktycznie zaistniała współczesna mongolska marynarka wojenna.

Faktycznie, bo formalnie rzecz ujmując, to już w 1930 r. rząd Mongolskiej Republiki Ludowej powołał do istnienia flotę dla ochrony swoich granic północnych i usprawnienia transportu na jeziorze Chubsuguł.

„Suchbaatar” szybko się rozleciał. Dopiero w 1956 r. Mongolyn Usan Tsereg (Mongolskie Siły Wodne) pozyskały następcę. Stalowy parowiec, „Suchbaatar” był w służbie do początku 1984 r. Zastąpił go kolejny „Suchbaatar”, 41-metrowy holownik wyprodukowany w 1983 r.

Do jeziora dotarł taką samą drogą i sposobem, jak pierwszy. I pływa sobie po nim do dziś. Tylko że od 1997 r. nie jest to już okręt, ale statek. Wówczas, z braku finansowania i ekonomicznej nieopłacalności, Ułan Bator zlikwidował Mongolyn Usan Tsereg.

Holownik sprywatyzowano. Dziś „robi” nadal za atrakcję turystyczną z 7-osobową załogą. Zainteresowanych odsyłam do filmu dokumentalnego „The Mongolian Navy: all at sea” (z 2001 r.).

Jeden z członków załogi wypowiadających się w tym dokumencie powiedział: „Chciałbym kiedyś zobaczyć prawdziwe morze”. I jest to marzenie, które można ziścić. Bowiem z Chubsugułu można i dziś dopłynąć przez rzekę Selengę i Bajkał do Morza Arktycznego! Ale nie statkiem, lecz tylko czymś znacznie mniejszym...