Spis treści
Decyzja o przekazaniu Ukrainie zaawansowanych pocisków rakietowych PAC-3 MSE do systemu Patriot stała się jednym z najbardziej komentowanych tematów ostatnich dni. Jak podkreślił wiceszef MON Cezary Tomczyk w rozmowie z TVN24, Polska przekazała „kilka” takich pocisków. Co jednak najważniejsze, transakcja ta nie odbyła się bez wzajemnych ustaleń, które mają kluczowe znaczenie dla polskiego bezpieczeństwa. Tomczyk ujawnił, że zawarto strategiczną umowę z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte oraz ze stroną amerykańską.
Zgodnie z tą umową, „gdyby Polska była zagrożona, to dostalibyśmy dziesięć razy więcej tego typu rakiet i systemów w ciągu pierwszej doby zagrożenia”. Jest to zatem nie tylko akt wsparcia dla walczącej Ukrainy, ale także zabezpieczenie własnych zdolności obronnych w perspektywie ewentualnego kryzysu. Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz dodał, że decyzja o przekazaniu pocisków Patriot została podjęta na wniosek i prośbę sekretarza generalnego NATO Marka Rutte oraz m.in. naczelnego dowódcy amerykańskich sił w Europie gen. Alexusa Grynkewicha, po przeprowadzeniu konsultacji z grupą użytkowników. Podkreślił również, że przekazana liczba pocisków to „margines naszych zdolności” i „nie wpływa na zdolności obrony powietrznej Polski”.
Słowa te miały uspokoić obawy dotyczące osłabienia polskiej obrony, jednak nie ucięły one politycznej debaty. Wiceszef MON Cezary Tomczyk odniósł się również do zarzutów dotyczących braku wiedzy prezydenta o tej decyzji. Wbrew wypowiedziom ministrów z Kancelarii Prezydenta RP (KPRP), Tomczyk stwierdził, że Prezydent Karol Nawrocki miał wiedzieć o przekazaniu pocisków Ukrainie. Jego zdaniem, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz „kłamał, mówiąc, że polski rząd miał odstąpić Ukrainie „kolejkę w amerykańskich fabrykach” przy zamówieniach dotyczących systemu Patriot”.
Polecany artykuł:
Miliardowe wsparcie dla Kijowa: Jakie uzbrojenie trafiło do Ukrainy?
Polska od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę aktywnie wspiera Kijów, przekazując znaczące ilości sprzętu wojskowego. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz przedstawił szczegóły tych donacji, podkreślając ich skalę i znaczenie. Całkowity koszt polskiej pomocy militarnej dla Ukrainy w latach 2022-2026 to około 16,45 mld zł.
Szef MON szczegółowo wymienił sprzęt przekazany przez Polskę w latach 2022-2023, czyli w okresie poprzedniego rządu. Były to m.in. czołgi T-72, PT-91 i Leopard 2A4; transportery opancerzone i bojowe wozy piechoty Rosomak, BRDM i BWP-1; sprzęt artyleryjski, taki jak AHS KRAB, 2S1 Goździk, BM21, a także moździerze 120mm i 60mm. Wśród donacji znalazły się również bezzałogowe statki powietrzne Warmate i FlyEye, samoloty MiG-29, śmigłowce Mi-24, przeciwlotniczy zestaw rakietowy WEGA S-200, wyrzutnie NEWA S-125SC, zestawy przeciwlotnicze ZSU-23-4 (Szyłka) i ZSU-23-2, a także zestawy OSA wraz z rakietami. Ponadto, Ukrainie przekazano rakiety do zestawów KUB, amunicję czołgową, amunicję artyleryjską, amunicję moździerzową, karabinki GROT, PKM, AKMS i SWD, a także wyposażenie osobiste żołnierzy.
Kosiniak-Kamysz odniósł się do sugestii, że przekazywany sprzęt był nieużywany lub przestarzały.
„Niektórzy próbują przedstawiać, że to był tylko sprzęt postradziecki, niepotrzebny, nieużywany. Nie ma takiego sprzętu, który jest nieużywany, bo nawet czołgi w tej starszej wersji T-72 czy PT-91 wciąż są używane i służą do szkolenia naszych żołnierzy” – podkreślił szef MON, broniąc decyzji zarówno obecnego, jak i poprzedniego rządu.
Jeśli chodzi o donacje od 2024 roku, których koszt wyniósł 1,55 mld zł, oprócz wspomnianych pocisków rakietowych PAC-3 do systemu Patriot, Ukraina otrzymała bezzzałogowy system „Scan Eagle”, inne pociski rakietowe, bomby lotnicze, przeciwpancerne pociski kierowane, pociski od granatników, a także aparaturę, osprzęt i części zamienne do techniki lotniczej i pancernej oraz systemów przeciwlotniczych „NEWA”. Uzupełnieniem były amunicja czołgowa, artyleryjska i moździerzowa oraz wyposażenie indywidualne żołnierza.
Polecany artykuł:
Szef MON zapewnił, że wszystkie decyzje o przekazaniu wyposażenia Ukrainie są poprzedzane analizą Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i „nigdy nie zapadają bez wiedzy żołnierzy”. „Żadna z donacji nie odbywa się bez rozmowy z wojskowymi. Tak naprawdę to od żołnierzy Wojska Polskiego zależy to, co możemy przekazać” – zaznaczył. Podkreślił również, że pomoc ta wynika z sojuszniczych zobowiązań Polski jako aktywnego członka Ukraine Defense Contact Group (UDCG), gdzie Polska jest przewodniczącą ważnej grupy zdolności opancerzonych.
Negocjacje w toku: MiG-i i drony w grze
W kontekście dalszego wsparcia dla Ukrainy, Władysław Kosiniak-Kamysz ujawnił, że trwają negocjacje w sprawie przekazania Ukrainie samolotów MiG-29 w zamian za udostępnienie wybranych technologii dronowych. „Myślałem, że negocjacje staną już w martwym punkcie, ale ubiegły tydzień, też może nasze jasne i twarde stanowisko w tej sprawie, daje szansę na dalszą dyskusję” – powiedział szef MON. Dodał, że Polska otrzymała wniosek od strony ukraińskiej, wyrażający dalsze zainteresowanie, a Ukraina przedstawiła swoje propozycje transferu dronów do Polski w ciągu najbliższych dwóch lat.
„Możliwość wymiany jest realna, ale (to) musi być wymianą, a nie tylko przekazaniem ze strony Polski” – podkreślił.
Kosiniak-Kamysz stanowczo zaprzeczył również, jakoby Polska miała odstąpić swoje miejsce w kolejce na zamówienia pocisków Patriot w amerykańskich fabrykach, co sugerował Marcin Przydacz.
„Polska nie oddała żadnego miejsca w kolejce. Wszystkie działania (...) podejmowane są po to, żeby do Polski trafiły jak najszybciej kolejne rakiety” – zapewnił szef MON, dodając, że Polska nigdy nie była proszona o odstąpienie swojego miejsca.
Podkreślił, że „pomoc dla Ukrainy jest naszym strategicznym zadaniem wynikającym z racji stanu Rzeczypospolitej”, a „im więcej zniszczonych dronów Federacji Rosyjskiej, tym Polska bezpieczniejsza”. Odnosząc się do trwającego procesu odtajniania dokumentów, Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że potrwa on jeszcze jakiś czas, a pełne szczegóły zostaną zaprezentowane po jego zakończeniu.
„Dziś nie przedstawiłem jakichś odkrywczych danych, gdyż jeszcze ten proces odtajniania się nie zakończył. To jest to, co mogłem na dziś powiedzieć, dlatego nie było liczby tego sprzętu przekazanego, były jego rodzaje, które zresztą można zaobserwować na zdjęciach wrzucanych z Ukrainy” – wyjaśnił.
Zapewnił jednocześnie, że jawność jest niezwykle ważna, aby „pokazać transparentnie sprzęt, który został przekazany”. „Tu się naprawdę nie ma czego wstydzić. Polska jest ważnym państwem, które udziela pomocy i będzie udzielała dalej pomocy Ukrainie” – podsumował Władysław Kosiniak-Kamysz, wskazując na ciągłe zaangażowanie Polski we wsparcie obronne Ukrainy w obliczu rosyjskiej agresji. Cały proces ma być transparentny i oparty na analizie zdolności obronnych Polski, przy jednoczesnym wzmacnianiu sojuszniczych relacji.