Wołyń. Droga do pojednania przez trudną prawdę i ekshumacje

Wzajemne wybaczenie nie oznacza zapomnienia, a dobra przyszłość potrzebuje fundamentu z prawdy – przekazał wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, uczestniczący (11 lipca) w uroczystościach w ukraińskiej miejscowości Ołyka. Obchody upamiętniały osiemdziesiątą trzecią rocznicę Krwawej Niedzieli, będącej kulminacyjnym punktu zbrodni wołyńskiej.

Tablice IPN o zbrodni wołyńskiej z opisami miejsc i ofiar. O dążeniu do prawdy przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: Małgorzata Oroń

• Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że kluczową sprawą dla Polski pozostają ekshumacje oraz godny pochówek ofiar zbrodni wołyńskiej.

• Wołodymyr Zełenski wezwał do upamiętnienia ofiar, wskazując jednocześnie na współczesne, wspólne zagrożenie ze strony Rosji.

• Karol Nawrocki zaznaczył, że wiedza, prawda i pamięć o ofiarach zbrodni wołyńskiej są po to, by można myśleć o przyszłości.

Nie sprawiać bólu i nie gloryfikować tych, którzy ten ból wywoływali

W rocznicowych uroczystościach na dawnym cmentarzu katolickim uczestniczyli także polski chargé d'affaires Piotr Łukasiewicz, przedstawiciele Wojska Polskiego oraz duchowni kościoła katolickiego i prawosławnego. Obecni byli również harcerze, ukraiński wiceminister kultury Iwan Werbycki, szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Ołeksandr Ałfiorow oraz mieszkańcy okolicznych miejscowości.

Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił w swoim przemówieniu, że dobre sąsiedztwo wymaga spełnienia trzech kluczowych warunków, którymi są prawda, upamiętnienie oraz wybaczenie. Dla Polski fundamentalnym elementem tego procesu pozostaje możliwość odnalezienia, ekshumacji i godnego pochowania wszystkich ofiar. Szef MON zaznaczył, że pamięć o tamtych wydarzeniach nie może być w żaden sposób haftowana nienawiścią, lecz musi być uszyta z miłości. Zwracając się do strony ukraińskiej jak do przyjaciół, zaproponował także symboliczne jedenaste przykazanie na dzień jedenastego lipca, wzywające do tego, by nie sprawiać bólu i nie gloryfikować tych, którzy ten ból wywoływali. Zapewnił jednocześnie, że Polska przychodzi ze znakiem pokoju, pragnąc zabliźnienia ran, a nie ich ponownego rozdrapywania.

Ołeksandr Ałfiorow wezwał do stworzenia Polsce jak najlepszych warunków do ekshumacji i prac poszukiwawczych. Stwierdził, że to właśnie powinno się dziś dziać, a mówiąc o liczbach, nie powinno się przeliczać, kto był w większości, a kto w mniejszości, ponieważ tragedia jednej osoby jest tragedią całego narodu.

Po uroczystościach w Ołyce Ałfiorow opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym przyznał, że tragiczne wydarzenia na Wołyniu w 1943 r. miały miejsce i należy o nich pamiętać. Dodał, że pamięć ta musi być uczciwa, rzetelna i wolna od politycznych manipulacji, by nie stała się bronią ponownie dzielącą Ukraińców i Polaków, lecz by łączyła nas świadomość wyciągniętych wniosków.

Wicepremier Kosiniak-Kamysz odpowiedział na te słowa przestrogą, że żaden naród nie może wpaść w śmiertelną spiralę nienawiści. Podkreślił dobitnie wobec przedstawicieli ukraińskiej władzy, że w polskim wołaniu nie o zemstę, ale o pamięć chodzi, nie o nienawiść, ale o miłość i nie o przeszłość, lecz o przyszłość.

Okolicznościowy wpis na X zamieścił prezydent Wołodymyr Zełenski:

„Potrzebna jest pełna prawda i chrześcijańskie upamiętnienie poległych. Nie wolno nam też zapominać, że obecnie, w naszych czasach, Ukraina i Polska stoją w obliczu jednego wspólnego zagrożenia – śmiertelnego zagrożenia dla naszej niepodległości, dla naszych państw, dla każdego miasta, dla każdej wsi, a zagrożenie to nazywa się Rosją. Mówiąc o tym, co było, nie możemy podważać przyszłości naszych narodów – przyszłości Ukrainy, Polski, przyszłości całej naszej Europy”.

Prezydent Karol Nawrocki uczestniczył w uroczystościach w Zespole Cerkiewnym w Radrużu 9województwo podkarpackie). Powiedział m.in.: „Wiedza, prawda i pamięć o ofiarach zbrodni wołyńskiej jest po to, byśmy mogli myśleć o naszej przyszłości”.

Portal Obronny SE Google News

Kilka zdań komentarza

W Polsce prawdopodobnie nie ma kogoś, kto nie słyszałby o konflikcie na linii Warszawa-Kijów, a raczej odwrotnie: Kijów-Warszawa. To nie prezydent Karol Nawrocki odebrał Order Orła Białego prezydentowi Ukrainy, wskutek czego Wołodymyr Zełenski postanowił nazwać jedną z jednostek specjalsów Sił Zbrojnych Ukrainy imieniem „Bohaterów UPA”. Było odwrotnie. Ten konflikt sprawił, że krwawy fragment historii  II wojny światowej przestał być znany w wymiarze lokalnym. Obie decyzje prezydentów sprawiły, że w zachodniej Europie zainteresowały się nią szersze kręgi odbiorców. Do wybuchu kryzysu orderowego wiedzieli o tym prawie wyłącznie historycy Europy Środkowej.

Wbrew publicznie głoszonym przypuszczeniom przez szefa Kancelarii Zełenskiego, budowanym w domyśle na danych ukraińskiego wywiadu, 11 lipca nie doszło do żadnych prowokacji ze strony polskiej. Można domyślać się, dlaczego Kyryło Budanow obwieścił (w wywiadzie dla RBC Ukraina) taki kasandryczny przekaz. Cóż, polityka i etyka nie często kiedy chodzą w parze.

Pochwalić należy Władysława Kosiniaka-Kamysza za to, że rocznicę Krwawej Niedzieli, czyli Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP, postanowił uczcić nie w Warszawie, ale w miejscu, gdzie doszło do tej zbrodni. Zbrodni ludobójstwa!

Tymczasem, co widać w mowie szefa UIPN, oficjalna ukraińska narracja w kwestii OUN-UPA nie zmieniła się nic a nic. Ałfiorow apeluje do władz ukraińskich o przyspieszenie poszukiwań i ekshumacji ofiar UPA, a to UIPN opiniuje takie wnioski! Obłuda czy niepamięć?

Dla UIPN, firmującego politykę historyczną współczesnej Ukrainy, zaplanowany mord na Polakach to nie zbrodnia, ale „wielka tragedia”. Dla kogo jest tragedią? Dla tych dziesiątek tysięcy Polaków i Polek pomordowanych? Z pewnością jest dla tych, którzy utracili bliskich w czystkach etnicznych prowadzonych prawie do końca wojny.

Przemówienie ministra obrony narodowej oceniłbym jako ekumeniczne w laickim ujęciu. Ekumenizm w tym znaczeniu to dążenie do zbliżenia i pojednania. Widać te przesłanki w wystąpieniu polskiego polityka. Niestety, może niedowidzę, nie dostrzegłem ich w mowie szefa Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej: eufemizmy określające zbrodnię wołyńską jako tragedię, i to obu narodów w równym stopniu, to zwykła relatywizacja historii na potrzeby wewnętrznej polityki. Ci, którzy chcieli być kiedyś panami świata, ludobójstwo też określali eufemizmami.

Nie dość tego. Szara eminencja kreacji ukraińskiej polityki historycznej domaga się od Polski takiego poszanowania dla pochowanych na polskiej ziemi bojców UPA, jakiego my nie możemy się od lat doprosić dla polskich ofiar UPA. Gdzie tu mowa o wzajemności, skoro bojcy mają swoje pomniki i mogiły na Lubelszczyźnie, często obok grobów swoich ofiar, a Polska musi uprzejmie prosić o pozwolenia na poszukiwania szczątków pomordowanych, które są reglamentowane, a jeszcze bardziej takimi są zgody na ekshumacje! Dlaczego na istniejących w zachodniej Ukrainie miejscach upamiętnienia ofiar UPA widnieją formuły „zmarł tragicznie”, a frazy „zamordowany przez UPA” są najzwyczajniej usuwane?

Co gorsza – w mojej ocenie, ale także i milion razy biegłych w historii Wołynia, w Polsce nie brakuje głosów, że na sprawę Wołynia trzeba patrzeć analitycznie, że to było pokłosie zamordyzmu prowadzonego przez sanacyjną Polskę wobec Ukraińców, obywateli Rzeczypospolitej. Niech ci, którzy głoszą takie poglądy, zastanowią się, co mówią, bo takimi poglądami usprawiedliwiają mordy. Nawet najsroższe sekowanie jakiejś mniejszości nie daje jej prawa, by za zło odpowiadać ludobójstwem.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki