- W czasie dwóch wojen światowych ten statek służył żołnierzom trzech armii.
- Był jedynym statkiem zatopionym w czasie walki polskich partyzantów z hitlerowskimi okupantami.
- Po bocznokołowcu nie pozostał ślad, gdyż zezłomowano go w drugiej połowie lat 60. XX w.
W XIX i XX w. bocznokołowce (czyli statki napędzane dwoma kołami łopatkowymi umieszczonymi po obu burtach) były niezwykle popularne. Najczęściej wykorzystywano je w żegludze śródlądowej i przybrzeżnej.
Właśnie taki statek towarowo-pasażerski wybudowano w 1889 r. dla firmy z Włocławka specjalizującej się w transporcie śródlądowym. Otrzymał nazwę „Polonez”.
- Eksploatowany był na trasie z Włocławka do Warszawy. W pomieszczeniach pierwszej i drugiej klasy mieścił 88 pasażerów, na pokładzie mogło dodatkowo przebywać 98 osób – wyjaśnia Waldemar Danielewicz, historyk z Gdańska, pasjonat żeglugi śródlądowej.
„Polonez” w rękach Rosjan i Austriaków
Tuż po wybuchu I wojny światowej, w sierpniu 1914 r., parowiec został zarekwirowany przez wojsko rosyjskie. Służył do dostarczania amunicji i żywności oraz ewakuacji rannych podczas walk rosyjsko-austriackich.
- W 1915 r., pod Annopolem, „Polonez” wpadł w ręce Austriaków. Sprowadzono go do Puław. W tamtejszej stoczni został opancerzony i uzbrojony w dwa działa kalibru 37 mm. Został wcielony do cesarsko-królewskiej flotylli wiślanej. Była to formacja złożona z zarekwirowanych i uzbrojonych statków rzecznych operująca na Wiśle. Zadaniem „Poloneza” było patrolowanie odcinka rzeki od Puław do Dęblina – kontynuuje Waldemar Danielewicz.
„Polonez” staje się „Grunwaldem”
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, bocznokołowiec został upaństwowiony i przejęty przez Polską Żeglugę Państwową. Stał się „Grunwaldem”. Nową nazwę nadano na pamiątkę polskiego zwycięstwa nad Krzyżakami w 1410 r.
Pływał po Wiśle w rejonie Puław. Później, na pięć lat, trafił na Polesie i operował w rejonie Pińska.
Do Puław powrócił około 1926 r, gdy kupiła go spółka przemysłowców pochodzenia żydowskiego.
- W 1930 r. został przebudowany i wydłużony, wymieniono mu kocioł parowy. Dzięki temu liczba pasażerów, jaką statek mógł zabrać wynosiła od 120 do 240 osób. Pływał jako statek towarowo-pasażerski na różnych liniach, głównie do Sandomierza – mówi historyk.
W 1939 r., po zakończeniu kampanii wrześniowej i powstaniu Generalnego Gubernatorstwa, „Grunwald” - jako mienie pożydowskie - został przejęty przez Niemiecki Zarząd Komisaryczny Głównego Powiernictwa „Wschód”. Był to urząd III Rzeszy powołany do przejmowania majątku polskich firm, głównie obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Zajęty sprzęt był następnie sprzedawany niemieckim firmom. Tak też stało się z „Grunwaldem”.
Z „Grunwaldu” – „Tannenberg”
Nowy właściciel zmienił nazwę statku na „Tannenberg”. Pod tą miejscowością, w sierpniu 1914 r. wojska niemieckie pokonały oddziały rosyjskie.
- Ponieważ w niemieckiej historiografii bitwa pod Grunwaldem znana jest jako bitwa pod Tannenbergiem, więc zwycięstwu w 1914 r. nadano w Niemczech rozgłos propagandowy przedstawiając je jako rewanż za 1410 r. – wyjaśnia historyk.
W 1943 r. „Tannenberg” został zarekwirowany przez Wehrmacht. Był bardzo wygodnym środkiem transportu dla Niemców, którzy urządzili sporą bazę wojskową w miejscowości Chałupki, ok. 30 km od Puław.
Mając 49 m długości, niecałe osiem metrów szerokości i maksymalne zanurzenie do 1 m, pozwalał na operowanie po obu brzegach Wisły, ułatwiał transport zrabowanych rzeczy z pacyfikowanych miejscowości.
Polecany artykuł:
W służbie okupantów z Chałupek
Załoga statku składała się z Polaków zmuszonych do pracy na „Tannenbergu”. Znali bowiem tajemnice nurtów Wisły, gwarantowali więc bezpieczne rejsy.
Obozowisko w Chałupkach było ufortyfikowane. Na jego terenie rozmieszczono pododdział artylerii, który zapewniał precyzyjne wsparcie ogniowe operującym w terenie.
W bazie stacjonowali Niemcy oraz najemnicy z 791. batalionu turkmeńskiego. Był to jeden z czternastu takich batalionów utworzonych z ochotników – jeńców z Armii Czerwonej pochodzących ze środkowoazjatyckich republik Związku Sowieckiego. Do ich głównych zadań należały pacyfikacje i walka z polską partyzantką.
Pacyfikacja Zastowa Karczmiskiego
Wczesnym rankiem 31 maja 1944 r. z Chałupek wyruszył oddział liczący 140 ludzi. „Tannenberg” przerzucił Niemców i Turkmeńców do wsi Zastów Karczmiski.
Jan Jabłoński ps. „Drzazga”, dowódca oddziału Batalionów Chłopskich, otrzymał informację, że hitlerowcy planują pacyfikację tej wsi. Z ok. 50 partyzantami błyskawicznie ruszył na pomoc zagrożonej wiosce.
Na szczęście informacje o pacyfikacji całej wsi się nie potwierdziły. Okupanci spalili jedno gospodarstwo, zgwałcili kilka kobiet i zrabowali co cenniejsze, znalezione przedmioty oraz bydło i trzodę.
Dlatego „Drzazga” - mając trzykrotnie mniejsze siły - ok. godz. 8.00 postanowił ukryć i okopać swoich ludzi nad brzegiem Wisły i czekać na powrót statku do bazy w Chałupkach. Jednocześnie poprosił o wsparcie Bolesława Frańczaka ps. „Argil” - dowódcę stacjonującego w pobliżu oddziału Armii Krajowej.
Ok. godz. 10.30 Niemcy i Turkmeńcy wycofali się z Zastowa Karczmiskiego. Aby uniknąć ewentualnej zasadzki „Tannenberg” przepuścił statek pasażerski płynący w tym samym kierunku. Sam podążał w odległości pół kilometra od „wabia”.
Zatopienie statku przez polskich partyzantów
Sytuacja oddziału Jana Jabłońskiego stawała się krytyczna. Wsparcie nie nadchodziło, a istniało spore prawdopodobieństwo, że Niemcy zauważą partyzantów. Nie można się było wycofać, gdyż duża grupa byłaby łatwa do wypatrzenia na otwartym terenie.
Partyzanci rozpoznali „wabia” i przepuścili statek pasażerski. Jednocześnie łącznicy poinformowali, że w szybkim tempie zbliża się oddział „Argila”.
Walka rozpoczęła się ok. 11.00 i trwała ponad godzinę. Statek podziurawiony kulami zaczął tonąć, a Niemcy i Turkmeńcy skakali do Wisły, by wpław dostać się na drugi brzeg. Artylerii w Chałupkach zdążyli jednak podać koordynaty pozycji partyzantów. Polacy wycofywali się więc pod ostrzałem artylerii.
- W wyniku starcia zginęło sześciu Turkmeńców oraz kapitan statku Karpiński pochodzący z Puław. Ok. godz. 12:15 jednostka zatonęła. Po zakończeniu wojny wydobyto ją i odbudowano w stoczni w Puławach. Jako „Grunwald” wrócił do ruchu w 1948 r. – mówi Waldemar Danielewicz.