Program „Orka” przez blisko 30 lat był symbolem niezrealizowanych ambicji polskiej armii. Kolejne rządy zapowiadały pozyskanie nowych okrętów podwodnych, jednak plany te nie wychodziły poza sferę deklaracji. W tym czasie potencjał polskiej floty podwodnej systematycznie malał, aż osiągnął stan krytyczny. Do niedawna jedynym okrętem tej klasy w służbie pozostawał dramatycznie przestarzały ORP „Orzeł” – jednostka projektu 877E (w kodzie NATO: Kilo) zwodowana jeszcze w 1985 roku w Związku Radzieckim. Jego liczne awarie i rosnące trudności z utrzymaniem w gotowości operacyjnej sprawiły, że groźba całkowitej utraty zdolności podwodnych przez Polskę stała się realna.
Podpisanie umowy w Gdyni w czerwcu 2026 roku, w obecności premierów Polski i Szwecji, zakończyło ten okres niepewności. Kontrakt o wartości blisko 47 miliardów koron szwedzkich (ok. 18-19 mld złotych) jest jednym z największych w historii polskiej obronności i stanowi faktyczne wzmocnienie polskiej marynarki w budowie nowej architektury bezpieczeństwa w regionie Morza Bałtyckiego.
Program został rozpisany w czasie, aby zapewnić płynne wdrożenie nowych jednostek do służby w Marynarce Wojennej RP. Dostawa pierwszego okrętu rozpocznie się w 2031 roku, a jego ostateczne przekazanie, po serii prób morskich z polską załogą, nastąpi w 2032 roku. Wszystkie trzy jednostki mają zostać dostarczone do 2038 roku. Data ta wyznacza granicę pełnego odtworzenia zdolności operacyjnych polskiej floty podwodnej. Niezwykle istotnym elementem umowy jest transfer technologii i kompetencji do polskiego przemysłu obronnego. Saab zobowiązał się do przekazania wiedzy w zakresie utrzymania, napraw i przeglądów (MRO). Docelowo ma to zapewnić Polsce pełną niezależność w serwisowaniu i modernizacji okrętów przez cały cykl ich życia, co znacząco wzmacnia suwerenność technologiczną kraju i obniża długofalowe koszty eksploatacji.
Jak powiedział w wywiadzie dla "Super Express" wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz:
"To historyczny moment dla naszych sił morskich. Wielu ministrów obrony, premierów i prezydentów obiecywało pozyskanie okrętów podwodnych dla polskiej armii, ale to się wreszcie stało faktem. Odczuwam dziś wielką wdzięczność wobec wszystkich, którzy przyczynili się do tego, że Polska pozyskała - na mocy podpisanej w poniedziałek umowy - trzy okręty podwodne typu A26 piątej generacji".
Jak dodał wicepremier:
"To najnowocześniejsze jednostki przeznaczone do operowania na Bałtyku. Są one zdolne do wykonywania zadań zarówno na rzecz Marynarki Wojennej, jak i komponentu wojsk specjalnych. Co niezwykle istotne w kontekście nowoczesnego pola walki, będą one mogły operować rojami dronów sterowanych bezpośrednio z pokładu okrętu oraz realnie wspierać zarządzanie całą architekturą bezpieczeństwa i infrastruktury krytycznej na Morzu Bałtyckim".
Wicepremier Kosiniak-Kamysz pytany o korzyści dla krajowego przemysłu, powiedział:
"Zakup szwedzkich okrętów to nie tylko czysty zysk militarny, ale również potężne inwestycje Szwecji w polską gospodarkę. Dzięki zawartej umowie gwarantujemy transfer technologii do polskiego przemysłu zbrojeniowego. Kontrakt obejmuje także budowę i zakup okrętu ratowniczego „Ratownik” dla Marynarki Wojennej Królestwa Szwecji. Oprócz tego szwedzkie firmy, na czele z koncernem Saab, zrealizują w Polsce ogromne inwestycje. Ulokowanie linii produkcyjnych w naszym kraju to pierwsza tego typu umowa w historii, zawarta najpierw na podstawie strategicznych decyzji rządowych, a następnie precyzyjnych negocjacji pomiędzy spółkami przemysłu obronnego obu państw. Jestem bardzo dumny i osobiście wdzięczny wszystkim ekspertom i negocjatorom, którzy doprowadzili do tego przełomowego momentu".
Polecany artykuł:
Perspektywa całkowitej utraty zdolności podwodnych była dla Marynarki Wojennej scenariuszem niedopuszczalnym. Oznaczałoby to nie tylko osłabienie potencjału obronnego Polski na Bałtyku, ale przede wszystkim przerwanie ciągłości szkolenia załóg – bezcennego kapitału ludzkiego, którego odbudowa zajęłaby lata. Dlatego w ramach umowy na zakup docelowych okrętów A26, Polska zdecydowała się na rozwiązanie pomostowe (tzw. gap filler). Tym rozwiązaniem jest dzierżawa od Szwecji zmodernizowanego okrętu podwodnego typu A17, HMS „Södermanland”. Choć jednostka ta została zwodowana w 1988 roku, czyli jest niewiele młodsza od ORP „Orzeł”, technologicznie dzieli je przepaść. „Södermanland” przeszedł dwie gruntowne modernizacje, z których druga zakończyła się w 2024 roku.
Najważniejsze zmiany to instalacja napędu niezależnego od powietrza (AIP) opartego na silnikach Stirlinga, co pozwala na wielodniowe przebywanie w zanurzeniu oraz modernizacja systemów bojowych i sensorów z wykorzystaniem komponentów stosowanych w najnowszych okrętach typu A26. Dzięki temu okręt pomostowy, który ma trafić do Polski już w 2027 roku, pozwoli nie tylko podtrzymać nawyki załóg, ale także płynnie przygotować je do obsługi docelowych jednostek A26, z którymi dzieli część technologii. Kontrakt o wartości ok. 1,9 mld koron szwedzkich obejmuje nie tylko sam okręt, ale również jego uzbrojenie, wsparcie techniczne oraz kompleksowe szkolenie polskiej załogi pod okiem Szwedzkiej Królewskiej Marynarki Wojennej.
Kosiniak-Kamysz zapytany co by się stało gdybyśmy musieli wycofać ORP "Orzeł" przed dopłynięciem nowych okrętów typu Blekinge, powiedział:
"Ryzyko było ogromne. W przypadku ewentualnego wycofania ORP „Orzeł” ze służby, w polskiej Marynarce Wojennej nie byłoby już dosłownie żadnego sprzętu, na którym nasi marynarze okrętów podwodnych mogliby się szkolić czy choćby podtrzymywać swoje unikalne zdolności operacyjne. Nie mogliśmy dopuścić do przerwania ciągłości szkolenia. Dlatego ratunkiem dla nas ma być dostawa szwedzkiego gap fillera, czyli rozwiązania pomostowego w postaci okrętu klasy A17. Ta jednostka może trafić do Polski już w przyszłym roku. Dzięki temu zabezpieczymy proces szkoleniowy naszych załóg do momentu, aż do Gdyni przypłyną najnowocześniejsze okręty A26".
Polecany artykuł:
Okręty podwodne typu A26
Tym, co wyróżnia A26, jest połączenie dwóch zaawansowanych technologii. Kadłub wykonany w technologii stealth minimalizuje sygnaturę akustyczną, magnetyczną i hydroakustyczną okrętu, czyniąc go niezwykle trudnym do zlokalizowania przez siły przeciwnika. Drugim filarem jest napęd niezależny od powietrza (AIP) oparty na silnikach Stirlinga. Pozwala on na wielotygodniowe operowanie w zanurzeniu bez konieczności wynurzania się w celu ładowania akumulatorów. Dla okrętu operującego na Bałtyku, gdzie wynurzenie jest ryzykowne, jest to zdolność o fundamentalnym znaczeniu. Dzięki temu okręty A26 będą mogły prowadzić długotrwałe misje wywiadowcze, obserwacyjne i rozpoznawcze (ISR) w głębi stref kontrolowanych przez potencjalnego przeciwnika.
Podstawowa bronią polskich A26 będą torpedy ciężkie kalibru 533 mm oraz lekkie kalibru 400 mm, wystrzeliwane w systemie „swim out”, który dodatkowo wycisza moment ataku. To jednak nie wszystko. Okręty będą miały również możliwość stawiania min morskich, co jest kluczową zdolnością w obronie wybrzeża i szlaków komunikacyjnych oraz prowadzenia operacji wielodomenowych, w tym skrytego transportu i wsparcia dla operatorów wojsk specjalnych.
Parametry taktyczno-techniczne okrętów A26:
- Długość: ok. 66 m
- Szerokość: ok. 7 m
- Wyporność w zanurzeniu: ok. 1900 ton
- Załoga: do 26 oficerów i marynarzy
- Napęd: Diesel-elektryczny oraz napęd AIP z silnikiem Stirlinga
- Autonomiczność: Kilka tygodni w zanurzeniu