Bundeswehra bije rekordy. Niemieckie siły zbrojne najliczniejsze od 13 lat

Według danych ministerstwa obrony RFN, Bundeswehra, czyli Niemieckie siły zbrojne, osiągnęła największą liczebność od 13 lat, licząc 186,7 tys. żołnierzy na koniec lipca bieżącego roku. To znaczący wzrost, napędzany intensywną rekrutacją i nowymi przepisami dotyczącymi służby wojskowej, mającymi na celu wzmocnienie obronności kraju i spełnienie wymogów NATO.

„Według stanu na 31 lipca br. niemieckie siły zbrojne liczą 186,7 tys. żołnierzy – podało ministerstwo obrony RFN. To najwyższy stan liczebny Bundeswehry od 13 lat”. W porównaniu z „lipcem 2025 roku liczba żołnierzy wzrosła w Niemczech o ok. 3,7 tys. - kobiet i mężczyzn”. To pokazuje stały trend wzrostowy, który, jak prognozuje resort obrony, będzie kontynuowany. „Do końca roku ministerstwo spodziewa się dalszych wzrostów”. Obecna liczebność personelu wojskowego mieści się w przedziale zakładanym przez rząd na bieżący rok, który wynosił od 186 tys. do 190 tys. żołnierzy.

Intensyfikacja działań rekrutacyjnych przynosi widoczne efekty. W lipcu bieżącego roku liczba zgłoszeń do służby w Bundeswehrze wyniosła około 47,3 tys., co stanowi aż o 26 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok temu. Również liczba przyjętych kandydatów wzrosła znacząco – do Bundeswehry przyjęto 15,4 tys. osób, czyli o 12 proc. więcej niż w lipcu ubiegłego roku. 

Dlaczego Bundeswehra rośnie w siłę?

Niemieckie wojsko od dłuższego czasu zmagało się z poważnymi brakami kadrowymi, co było wyzwaniem w kontekście zobowiązań międzynarodowych i potrzeb obronnych. Wzrost liczebności Bundeswehry jest bezpośrednią odpowiedzią na te problemy oraz na zmieniające się realia bezpieczeństwa w Europie. Rząd Niemiec postawił sobie ambitny cel: do połowy lat 30. zwiększyć liczebność sił zbrojnych o około 80 tys., do 260 tys. żołnierzy w służbie czynnej. Ma to na celu „sprostać wymogom NATO i wzmocnić zdolności obronne kraju”. Dodatkowo, docelowo potrzebnych będzie około 200 tys. rezerwistów.

Nowa ustawa o służbie wojskowej: Klucz do sukcesu?

Kluczowym elementem w procesie wzmacniania Bundeswehry jest nowa ustawa o służbie wojskowej, która weszła w życie 1 stycznia bieżącego roku. Przepisy te mają na celu usprawnienie i uatrakcyjnienie służby, a także dotarcie do szerszej grupy potencjalnych rekrutów. Jednym z najbardziej innowacyjnych rozwiązań, które wprowadza ustawa, jest obowiązek wysyłania do każdego obywatela i obywatelki Niemiec, którzy ukończyli 18 lat, ankiety. Ankieta ta dotyczy motywacji i predyspozycji do służby. Dla mężczyzn wypełnienie ankiety jest obowiązkowe. Do połowy czerwca Niemieckie Siły Zbrojne rozesłały do ​​tej pory około 378 000 ankiet do młodych ludzi. Odpowiedziało na nie około 96 procent mężczyzn i nieco ponad cztery procent kobiet. Według Ministerstwa Obrony Narodowej w ramach nowej służby wojskowej w Bundeswehrze służy obecnie około 12 100 ochotników odbywających krótkoterminową służbę wojskową. Osoby zainteresowane karierą w siłach zbrojnych są zapraszane do udziału w procedurach rekrutacyjnych. Około 2630 zainteresowanych osób ukończyło już tę ocenę. 

Ministerstwo Obrony Borys Pistorius mówił o „pozytywnym rozwoju”. Rosnąca liczebność wojsk pokazuje, że Bundeswehra jest „atrakcyjnym pracodawcą” - jak dodał. Thomas Erndl, rzecznik ds. polityki obronnej frakcji parlamentarnej CDU/CSU, również pozytywnie ocenia ten rozwój. W rozmowie z „Bild” powiedział: „Oczywiście chciałbym, aby ten wzrost był szybszy – ale jednocześnie liczba rekrutów rośnie w dobrym kierunku. Ważne jest, aby potencjalnych rekrutów od pierwszego dnia nie zniechęcały przeszkody biurokratyczne, ale aby przyciągał ich zróżnicowany i wymagający zawód żołnierza”.

Obowiązkowa służba wojskowa w Niemczech została zawieszona w 2011 roku, a obecne działania stanowią próbę znalezienia nowego modelu, który pozwoli na skuteczne pozyskiwanie kadr. W umowie koalicyjnej partii CDU/CSU i SPD zapisano wówczas utworzenie „nowego, atrakcyjnego modelu służby wojskowej, opartego początkowo na zasadzie dobrowolności”. 

Nie wszystko idzie jak trzeba 

Mimo optymistycznych komunikatów ministerstwa o rosnącej liczbie aplikacji i rekrutacji, problemy istnieją. Bundeswehra zmaga się z wysoką liczbą rezygnacji, około 25 procent młodych rekrutów odchodzi w pierwszych sześciu miesiącach służby wynika to m.in. z nadmiernej biurokracji, słabej komunikacji i braku sensownych zadań, przez co nowi żołnierze czasem tylko „siedzą i piją kawę” jak napisał Frankfurter Allgemeine Zeitung. Problemem też są demograficzne wyzwania Niemiec, przez co sceptycznie wielu ekspertów ocenia możliwość osiągnięcia celów wyłącznie na zasadzie ochotniczej. Poza tym niemieckie media wskazują, że nowy system służby wojskowej, oparty na dobrowolności i mający wzmocnić rezerwę do 200 tysięcy osób, rozwija się bardzo wolno wysłano niemal 300 tysięcy listów do młodych ludzi, ale do końca czerwca udało się trwale zrekrutować zaledwie około 530 osób, czyli 0,18 procent adresatów. Związek rezerwistów jak cytuje Frankfurter Allgemeine Zeitung mówi wprost o „wzroście w tempie ślimaczym”, choć w najbliższych latach cele ustawowe są jeszcze dość skromne i możliwe do spełnienia, to poważniejsze problemy mogą pojawić się dopiero w latach trzydziestych.

Równie trudna jest sytuacja z infrastrukturą. Nawet jeśli uda się zwiększyć liczbę żołnierzy, brakuje miejsc do ich zakwaterowania, poligonów i magazynów amunicji. Ministerstwo  przekształciło wiele byłych terenów wojskowych na cele cywilne, teraz jest próba zmiany tego trendu. Reakcje gmin są mieszane niektóre, jak Kiel, już podpisały porozumienia o ponownym wykorzystaniu obiektów np. dla batalionu morskiego, inne podchodzą do planów sceptycznie, bo wcześniej inwestowały w projekty mieszkaniowe w tych miejscach. Modernizacja istniejących koszar postępuje wolno. W raporcie rzecznika praw żołnierzy Henninga Ottego z 2025 roku podkreślono konieczność przyspieszenia remontów licznych zniszczonych obiektów. Jako przykłady podaje się brak ciepłej wody i zbyt małą liczbę sprawnych toalet w koszarach w Nadrenii Północnej-Westfalii, poważny problem z pleśnią w dowództwie wsparcia morskiego w Wilhelmshaven oraz niemal całkowicie zniszczone budynki w koszarach w bawarskim Pfreimd, gdzie większość projektów remontowych się opóźnia. Ministerstwo planuje budowę 270 nowych budynków kompanijnych w technologii modularnej, wzorowanej na rozwiązaniach z misji zagranicznych, i mówi o koszarach z prefabrykatów, ale procedura przetargowa jeszcze nie jest w pełni zakończona, a prace mają ruszyć dopiero w przyszłym roku.

Podobne opóźnienia dotyczą uzbrojenia. Niemcy przyspieszyły zakupy, liczba dużych projektów zatwierdzanych przez komisję budżetową Bundestagu wzrosła z 55 w 2023 roku do 103 w 2025 i zamówiły m.in. dodatkowe czołgi, bojowe wozy piechoty, śmigłowce, okręty podwodne i drony. Jednak dostawy wciąż trwają długo. Szczególnie pilna jest odbudowa obrony powietrznej. Systemy Iris-T, Patriot i Arrow 3 mają tworzyć wielowarstwową ochronę, ale ich liczba jest wciąż niewystarczająca, a pełna gotowość Arrow 3 planowana jest dopiero od 2030 roku. Dodatkowo w tym roku Niemcy musiały zmierzyć się z anulowaniem planów stacjonowania amerykańskich pocisków średniego zasięgu oraz ostatecznym końcem francusko-niemieckiego projektu myśliwca FCAS. Jako częściową rekompensatę uzgodniono zakup amerykańskich Tomahawków, które mają wypełnić lukę w zasięgu do czasu opracowania europejskich rozwiązań. 

W sierpniu prezes Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii Moritz Schularick skrytykował ministra obrony Borisa Pistoriusa za błędne akcenty w inwestycjach zbrojeniowych. Według niego, ministerstwo zamiast kierować środki dostępne do 2030 roku celowo na systemy uzbrojenia przyszłości, Pistorius przeznacza według ekonomisty znaczną część pieniędzy nadal na czołgi, fregaty i inne przestarzałe technologie - jak je nazywa. Według niego program modernizacji Bundeswehry o wartości 700 miliardów euro grozi w ten sposób utratą swojej skuteczności. Schularick podkreślił w rozmowie z „Süddeutsche Zeitung”, że Niemcy dysponują dużym kapitałem, przemysłowym know-how i w niektórych obszarach wciąż bardzo nowoczesnymi technologiami, lecz nie mają setek tysięcy ludzi gotowych wsiąść do czołgów i jechać na front. Dlatego zamiast stawiać przede wszystkim na więcej żołnierzy, załogowych pojazdów i koszar należy według niego - gdzie tylko to możliwe – koncentrować się na sztucznej inteligencji, robotyce, dronach i technologii satelitarnej.

W jego opinii bardzo powolne ministerstwo jest przeciążone zadaniem reorganizacji niemieckiej i europejskiej strategii obronnej, dlatego ekonomista domaga się powołania centralnego koordynatora ds. zakupów wojskowych w Kancelarii Kanclerskiej czyli kogoś wyposażonego w polityczną władzę, kto połączy przemysł, start-upy i ministerstwa, usunie mury i skoncentruje wszystko na jednym celu. Zarówno rząd federalny, jak i przemysł muszą według Schularicka całkowicie zmienić podejście do zaopatrzenia wojskowego. Nie wystarczy wydawać dużo pieniędzy i uzupełniać stany magazynowe Bundeswehry. Według prezesa od samego początku trzeba myśleć o procesach gospodarczych, które pozwolą w razie potrzeby szybko i w wystarczającej ilości dokonywać reprodukcji niezbędnych systemów uzbrojenia. Zamiast zamawiać złożone czołgi w małych seriach albo 200 rakiet przeciwlotniczych należy budować zdolności produkcyjne - jak mówi. Innymi słowy, uważa on, że nie zamawia się już pojedynczego urządzenia, lecz całą fabrykę, która w sytuacji kryzysowej będzie mogła błyskawicznie zwiększyć produkcję z 200 do 2000 rakiet rocznie. A ponieważ utrzymywanie takiej fabryki w czasie pokoju nie opłaca się prywatnemu przedsiębiorstwu, państwo powinno płacić za to premię mówi.

Garda: Raport Fundacji Pułaskiego Sivis pacem, para bellum