"Papierowa armia"? Niemcy tracą wiarę w Bundeswehrę do obrony kraju

2026-05-25 14:06

Najnowsze badanie opinii publicznej w Niemczech przynosi druzgocącą ocenę dla Bundeswehry. Zaledwie 17% obywateli wierzy, że Bundeswehra jest w stanie obronić kraj w razie ataku. Ten głęboki kryzys zaufania zbiega się w czasie z interesującym przewartościowaniem zagrożeń, podczas gdy lęk przed rosyjską agresją militarną słabnie, obawy przed cyberatakami, sabotażem i dezinformacją stają się dominujące.

  • Najnowsze badanie opinii publicznej (21-22 maja 2026) wskazuje, że zaledwie 17% Niemców wierzy w zdolność Bundeswehry do obrony kraju, a 72% nie ma takiego zaufania.
  • Kryzys zaufania wynika z chronicznych braków w wyposażeniu, problemów kadrowych, złego stanu infrastruktury oraz powolnej biurokracji, pomimo rządowych programów modernizacyjnych.
  • Mimo niskiej oceny własnych sił zbrojnych, obawy przed rosyjską agresją militarną w Niemczech maleją (38% obecnie), ustępując miejsca rosnącemu strachowi przed cyberatakami, sabotażem i dezinformacją (dwie trzecie Niemców).

Wyniki najnowszego badania opinii publicznej, przeprowadzonego przez Instytut Insa w dniach 21-22 maja 2026 roku zleconego przez Bild am Sonntag, są alarmujące dla niemieckich polityków i dowództwa wojskowego. Aż 72% respondentów nie wierzy, że Bundeswehra byłaby w stanie skutecznie obronić ich kraj. Jedynie znikomy odsetek, 17% ankietowanych, wyraził częściową lub pełną wiarę w możliwości obronne niemieckich sił zbrojnych.

Dlaczego Niemcy nie wierzą w Bundeswehrę?

Ten dramatyczny brak zaufania nie jest zjawiskiem nowym, ale jego skala jest bezprecedensowa. Raporty z ostatnich lat, w tym te przygotowywane przez pełnomocników Bundestagu ds. obrony, regularnie wskazują na głęboki kryzys w siłach zbrojnych.

Do głównych problemów należą chroniczne braki w wyposażeniu. Mimo ogłoszonego przez kanclerza Olafa Scholza programu „Zeitenwende” i utworzenia specjalnego funduszu modernizacyjnego w wysokości 100 mld euro, a potem poluzowania hamulca zadłużenia i mocnych deklaracji nowego kanclerza Fredricha Merza efekty wciąż nie są w pełni odczuwalne. Przez dekady niedoinwestowania Bundeswehra straciła znaczną część swojego potencjału widoczne jest to choćby po liczbie sprawnych czołgów. Komisarz parlamentarny ds. Sił Zbrojnych podkreśla, że ​​zamówienia często są znacznie opóźnione, a pilnie potrzebny sprzęt nie jest dostępny w wystarczających ilościach. Transfer sprzętu na Ukrainę dodatkowo pogorszył sytuację. Od miesięcy a można powiedzieć już od 2 lat apeluje się o przyspieszenie produkcji uzbrojenia i usprawnienie procesów zamówień.

Armia zmaga się również z poważnymi problemami kadrowymi, takimi jak trudności w rekrutacji i utrzymaniu żołnierzy. Według raportu dr Ewy Högl, komisarz parlamentarna ds. sił zbrojnych niemieckiego Bundestagu docelowa liczebność wojsk wynosząca 203 000 żołnierzy do 2031 roku staje się coraz mniej prawdopodobna. W rzeczywistości liczebność personelu na koniec 2024 roku wynosiła zaledwie 181 500. Szczególnie alarmujący jest wysoki wskaźnik rezygnacji ze służby: około 30% rekrutów opuszcza siły zbrojne w ciągu pierwszych sześciu miesięcy. Przyczynami są nieodpowiednie warunki szkolenia, przestarzała infrastruktura i brak praktycznego zastosowania w szkoleniu. Jest to często wynikiem zderzenia wyobrażeń z surową rzeczywistością koszarową i przestarzałymi strukturami.

Kolejnym palącym problemem jest stan koszar. Wiele obiektów wymaga remontu, a obiekty sportowe i strzelnice często pozostają bezużyteczne. Wpływa to nie tylko na morale żołnierzy, ale także na ich wyszkolenie i gotowość operacyjną. Komisarz Parlamentu ds. Sił Zbrojnych pilnie apelowała o przyspieszenie prac remontowych i modernizacyjnych infrastruktury. Średni czas trwania projektów budowlanych w niemieckich Siłach Zbrojnych wynosi ponad dziesięć lat.

Dodatkową barierą jest głęboko zakorzeniona biurokracja powolne i skomplikowane procedury zakupowe od lat hamują modernizację sił zbrojnych, co stara się zmieniać minister obrony Boris Pistorius.

Jednocześnie wcześniejsze dane z września 2025 r., pochodzące z Centrum Historii Wojskowości i Nauk Społecznych Niemieckich Sił Zbrojnych, pokazują, że wiele osób chce silniejszej Bundeswehry. 64 proc. ankietowanych opowiedziało się za zwiększeniem wydatków na obronność, a 65 proc. za zwiększeniem liczebności sił zbrojnych.

Brak wiary w siłę armii jest więc bezpośrednim skutkiem widocznych od lat zaniedbań, które poważnie podważyły jej wizerunek jako skutecznej siły obronnej. Plany modernizacyjne obejmują zakupy nowoczesnego sprzętu, w tym myśliwców, pojazdów opancerzonych i systemów obrony powietrznej. Jednak pieniądze to nie wszystko. Kluczowe wyzwania leżą w sferze strukturalnej. Modernizacja Bundeswehry wymaga nie tylko nowego sprzętu, ale także głębokich reform kadrowych, przezwyciężenia biurokracji i zmiany kultury organizacyjnej. 

Zmieniający się krajobraz strachu: Mniej obaw o atak Rosji, więcej o wojnę w sieci

Sondaż INSA ujawnia ciekawy paradoks. Mimo niskiej oceny własnych zdolności obronnych, niepokój związany z potencjalnym rosyjskim atakiem na Niemcy zmalał. Obecnie obawy takie wyraża 38% respondentów, podczas gdy jeszcze we wrześniu 2025 roku odsetek ten wynosił 52%. Połowa ankietowanych (50%) nie jest zaniepokojona taką ewentualnością.

Spadek ten może być interpretowany na kilka sposobów. Z jednej strony, może świadczyć o pewnej adaptacji społeczeństwa do nowej rzeczywistości geopolitycznej. Z drugiej, może być efektem przesunięcia uwagi na inne, bardziej namacalne i codzienne zagrożenia. Niemniej jednak, niemieckie i natowskie służby wywiadowcze wciąż ostrzegają, że Rosja intensyfikuje produkcję zbrojeniową i nie można wykluczyć jej ataku na państwo NATO po 2026 roku. Generał Carsten Breuer, generalny inspektor Bundeswehry, publicznie stwierdził, że Rosja może być zdolna do ataku na terytorium NATO już w 2029 roku. Rząd w Berlinie, w swojej pierwszej od dekad strategii wojskowej, również jasno wskazuje na Rosję jako główne zagrożenie.

Podczas gdy obawy przed atakiem konwencjonalnym słabną, gwałtownie rośnie strach przed zagrożeniami w domenie cyfrowej. Aż dwie trzecie Niemców obawia się, że cyberataki, akty sabotażu lub celowa dezinformacja mogą negatywnie wpłynąć na życie w kraju. Tylko 22% badanych nie podziela tych obaw. Ten strach jest uzasadniony, ponieważ Niemcy, podobnie jak inne kraje zachodnie, są stałym celem operacji hybrydowych, w tym kampanii dezinformacyjnych i ataków na infrastrukturę krytyczną. Federalny Urząd ds. Bezpieczeństwa Informacji (BSI) w swoich raportach alarmuje o rosnącej liczbie i zaawansowaniu incydentów, zwłaszcza ataków typu ransomware, które paraliżują działanie firm i instytucji.

Szczególny niepokój budzą kampanie dezinformacyjne, często inspirowane przez podmioty państwowe, mające na celu polaryzację społeczeństwa i podważanie zaufania do instytucji demokratycznych. Rosyjska agresja na Ukrainę pokazała, jak ważnym elementem współczesnego konfliktu jest wojna informacyjna. Niemiecki rząd, świadomy tych zagrożeń, zapowiedział wzmocnienie zdolności w zakresie cyberbezpieczeństwa i aktywnej obrony w sieci, jednak skala wyzwań pozostaje ogromna.

Wątpliwości co do pomocy USA 

Kwestia wsparcia ze strony USA wzmacnia również wątpliwości co do gotowości Niemiec na sytuacje kryzysowe. Według sondażu INSA, tylko 35 procent respondentów uważa, że ​​Stany Zjednoczone udzieliłyby Niemcom wsparcia wojskowego w przypadku ataku. Z kolei 43 procent nie wierzy w pomoc ze strony Waszyngtonu.

Skoro Niemcy wątpią w Bundeswehrę to, jak my mamy wierzyć w Polsce w gwarancje bezpieczeństwa?

Publikacja sondażu INSA zbiega się w czasie z sondażem Portalu Obronnego przeprowadzonym przez Instytutu Badań Pollster w którym 46% Polaków nie wierzy w realną pomoc militarną Niemiec w razie agresji Rosji, w przeciwieństwie do 40% optymistów. Mamy więc do czynienia z niebezpiecznym sprzężeniem zwrotnym. Wewnętrzna słabość Bundeswehry bezpośrednio zasila zewnętrzny brak zaufania sojuszników. To z kolei osłabia wiarę w gwarancję bezpieczeństwa. Niemcy, jako największa gospodarka UE i geograficzne serce kontynentu, są kluczowym filarem obrony sojuszniczej. 

Jeśli więc Niemcy nie wierzą w zdolności Bundeswehry do obrony własnego kraju, to jak my na wschodniej flance NATO w Polsce mamy ufać niemieckim deklaracją? Bo nie oszukujmy się, obecna liczebność armii USA w Polsce jest elementem jedynie symbolicznym, który ma na celu odstraszać Rosję, a nie nas obronić przed nią. W pierwszej fazie wojny będziemy musieli liczyć przede wszystkim na siebie, a potem na najbliższych sojuszników, w tym przypadku Bundeswehra jest najbliżej nas. Dlatego w interesie Polski jest to, by Bundeswehra była silna i zdolna do ewentualnej pomocy, bo nim przyjdą inni sojusznicy, a zwłaszcza USA minie bardzo dużo czasu.

Poza tym, o czym mało się mówi w debacie publicznej, użycie Bundeswehry poza granicami Niemiec jest procesem ściśle uregulowanym prawnie, co wynika z historycznych doświadczeń kraju i jego demokratycznych fundamentów. Po II wojnie światowej i utworzeniu Republiki Federalnej Niemiec, rola nowo powstałej armii, Bundeswehry (założonej w 1955 roku), została celowo i rygorystycznie ograniczona. Zgodnie z Ustawą Zasadniczą (Grundgesetz), niemieckie siły zbrojne miały służyć wyłącznie celom obronnym. Przez cały okres zimnej wojny doktryna ta była niewzruszona, a Bundeswehra funkcjonowała jako armia zintegrowana ze strukturami NATO, której głównym zadaniem była obrona terytorium RFN i sojuszników w ramach Paktu Północnoatlantyckiego.

Sytuacja zaczęła się zmieniać po zjednoczeniu Niemiec w 1990 roku. Zakończenie zimnej wojny i nowa pozycja geopolityczna zjednoczonego państwa na arenie międzynarodowej sprawiły, że sojusznicy zaczęli oczekiwać od Niemiec większego zaangażowania w rozwiązywanie globalnych kryzysów i konfliktów. Pojawiło się fundamentalne pytanie: czy konstytucja pozwala na użycie Bundeswehry w misjach "poza obszarem" (out-of-area), czyli poza terytorium NATO?

Kluczowy dla tej kwestii okazał się wyrok Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z 12 lipca 1994 roku. Trybunał orzekł, że udział niemieckich sił zbrojnych w operacjach poza granicami kraju jest zgodny z Ustawą Zasadniczą, ale pod dwoma fundamentalnymi warunkami. Pierwszym z nich jest to, że misje muszą odbywać się w ramach systemu wzajemnego bezpieczeństwa zbiorowego, a drugim, że każdorazowe użycie sił zbrojnych musi uzyskać uprzednią zgodę Bundestagu.

Tak więc, rząd federalny jest zobowiązany do zwrócenia się do Bundestagu z wnioskiem o zgodę na każdą operację, określając jej cel, zakres, maksymalną liczbę żołnierzy oraz przewidywany czas trwania. Ta procedura, formalnie uregulowana w Ustawie o udziale parlamentu (Parlamentsbeteiligungsgesetz), zapewnia demokratyczną kontrolę nad siłami zbrojnymi i stanowi mechanizm zabezpieczający przed pochopnymi decyzjami rządu. Bundestag ma prawo nie tylko zatwierdzić misję, ale także ją modyfikować lub odrzucić. To odróżnia niemiecki system od wielu innych państw, gdzie decyzje o użyciu wojska leżą głównie w gestii władzy wykonawczej. Do przegłosowania w Bundestagu decyzji o wysłaniu żołnierzy Bundeswehry na misję zagraniczną potrzebna jest zwykła większość głosów.

Jednakże wyobraźmy sobie teraz scenariusz, że AfD ma znaczącą reprezentację w Bundestagu, co w znaczący sposób utrudnia przegłosowanie udziału Bundeswehry we wsparciu sojuszników na wschodniej flance NATO. Mimo, że niemiecki rząd chce udzielić wsparcia, to nie może tego zrobić, bo AfD tę decyzję blokuje, uważając, że należy prowadzić z Rosją rozmowy lub zasłaniając się brakiem gotowości armii. Dziś to może się wydawać nieprawdopodobne, ale za kilka rad możliwe i powinniśmy taki scenariusz mieć z tyłu głowy.

Niemcy szykują się na kryzys i na wojnę z Rosją

W związku ze zmieniającą się sytuacją i rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji niemiecki przyjął „Pakt na rzecz ochrony ludności”. Do 2029 roku planuje się zainwestować łącznie dziesięć miliardów euro w ochronę ludności i pomoc w przypadku klęsk żywiołowych. Według szefa MSW Alexandra Dobrindta środki te mają zostać wydane m.in. na zakup 1 tys. pojazdów specjalistycznych i co najmniej 110 tys. łóżek polowych, a także na sprzęt, lokale, personel i technologie dla Federalnej Agencji Pomocy Technicznej (THW). 

Ponadto schrony mają być rejestrowane cyfrowo i zintegrowane z systemami ostrzegawczymi. Aplikacja ostrzegawcza NINA ma zostać rozbudowana i w przyszłości będzie dostarczać informacji o schronach publicznych. Integracja obrony cywilnej i wojskowej ma również zostać wzmocniona. 

Jednakże jak ocenia „Neue Zuercher Zeitung” plan niemieckiego rządu dotyczący wzmocnienia obrony cywilnej to dawno spóźniony sygnał. 

„Konieczność tego pakietu jest bezsporna. Federalna Agencja Pomocy Technicznej (THW) i organizacje pomocowe pokazały w ostatnich latach, na co je stać: po katastrofie powodziowej w dolinie rzeki Ahr (w 2021 r.), przy międzynarodowej pomocy po trzęsieniach ziemi czy podczas przyjmowania ukraińskich uchodźców wojennych w byłym porcie lotniczym w Tegel w Berlinie. Jednak te działania ujawniły także słabości: brak sprzętu, wyczerpanie wolontariuszy, niedostateczne zapasy magazynowe, niespójne struktury dowodzenia oraz w wielu miejscach zaniedbaną infrastrukturę” - podkreśliła „NZZ”.

Zdaniem szwajcarskiej gazety plan ministra Dobrindta jest dawno spóźnionym sygnałem. „Pokazuje, że Niemcy poważniej traktują cywilną podatność państwa na zagrożenia” - czytamy w szwajcarskim dzienniku. Jednak - jak zastrzeżono - jego sukces nie będzie mierzony wyłącznie liczbą nowo zakupionych pojazdów. „Decydujące będzie to, czy powstanie z niego wytrzymały system: z jasno określonymi planami schronów i zakresami odpowiedzialności, niezawodnym finansowaniem, włączeniem krajów związkowych i gmin, wzmocnionymi organizacjami pomocowymi oraz społeczeństwem, które nie postrzega przygotowania na sytuacje kryzysowe jako wzbudzania niepotrzebnego strachu” - zaznaczono.

Niemieckie media zwracają uwagę, że nadal brakuje zarówno rządowej koncepcji rozbudowy schronów, jak i samych obiektów. Według Federalnego Urzędu Ochrony Ludności i Pomocy w Sytuacjach Katastrof (BBK), w całym kraju, dla około 83 mln mieszkańców, istnieje zaledwie 579 publicznych schronów z około 478 tys. miejsc. Jak podkreślono, wiele z nich „nie jest ani sprawnych, ani gotowych do użycia”. Rząd i kraje związkowe praktycznie porzuciły koncepcję rozbudowy schronów w 2007 r. - zauważył portal dziennika „Die Welt”. Po zakończeniu zimnej wojny atak militarny wydawał się mało prawdopodobny – wyjaśniono.

W opinii „Die Welt” otwartą kwestią pozostaje również to, ile starych bunkrów rzeczywiście da się przywrócić do użytku. Niemieckie MSW przekazało, że równolegle do nakreślonego planu wzmocnienia obrony cywilnej pracuje jeszcze nad konkretną koncepcją dotyczącą schronów.

Jak na ironie losu sondażu instytutu Innofact dla portalu Verivox, 54,6 proc. Niemców uważa służby państwowe za źle lub niewystarczająco przygotowane na większą awarię zasilania, ale jedynie 30,3 proc. samodzielnie poczyniło przygotowania na wypadek braku prądu, najczęściej zaopatrując się w świece, latarki, powerbanki oraz zapasy żywności i wody. Jako największe zagrożenia dla dostaw prądu Niemcy wskazywali ataki terrorystyczne, akty sabotażu i cyberataki.

Jeśli zaś chodzi o przygotowania do wojny, to w kwietniu minister obrony Boris Pistorius przedstawił nową strategię Bundeswehry, która ma przygotować kraj na potencjalną konfrontację militarną z Rosją. Dokument zakłada bezprecedensową rozbudowę sił zbrojnych, których celem jest osiągnięcie statusu najsilniejszej konwencjonalnej armii w Europie. Nowa orientacja strategiczna niemieckich sił zbrojnych, przedstawiona w dokumencie programowym, jest odpowiedzią na przyjętą w 2022 roku Narodową Strategię Bezpieczeństwa. Po raz pierwszy od dekad tak szczegółowo i publicznie omawia się kierunek rozwoju Bundeswehry. Kluczowym pojęciem staje się "Kriegstüchtigkeit", czyli zdolność do prowadzenia wojny. Minister obrony Boris Pistorius, prezentując dokument, nie pozostawił złudzeń co do powagi sytuacji, stwierdzając, że Niemcy muszą być "gotowe na wojnę do 2029 roku".

Strategia jednoznacznie wskazuje Rosję jako główne i długofalowe zagrożenie dla bezpieczeństwa Niemiec i Europy. Kreśli obraz przeciwnika, który nie przestrzega międzynarodowych norm i już teraz prowadzi działania hybrydowe, takie jak szpiegostwo, sabotaż czy kampanie dezinformacyjne. W związku z tym dokument koncentruje się na trzech filarach:

  • Zapewnieniu bezpieczeństwa sojusznikom i ich społeczeństwom.
  • Obronie terytorium NATO.
  • Wiarygodnym odstraszaniu Rosji.

Ambicje Berlina są poparte konkretnymi liczbami. Plan zakłada, że do 2035 roku Bundeswehra będzie liczyć co najmniej 460 000 żołnierzy, w tym 260 tys. w służbie czynnej i 200 tys. w rezerwie. To ogromny skok w porównaniu do obecnego stanu, wynoszącego nieco ponad 180 tys. żołnierzy. Aby osiągnąć ten cel, rząd już w ubiegłym roku uchwalił nową ustawę o służbie wojskowej, która co prawda opiera się na ochotnikach, ale zawiera klauzulę umożliwiającą przywrócenie obowiązkowego poboru, jeśli cele nie zostaną osiągnięte.

Równie imponujące są plany finansowe. Niemcy planują systematycznie zwiększać wydatki na obronność. W 2026 roku budżet obronny ma wzrosnąć do 82,7 mld euro. Docelowo Berlin zamierza osiągnąć, a nawet przekroczyć natowski cel wydatków na poziomie 3,5% PKB do 2029 roku. Te gigantyczne środki mają sfinansować transformację technologiczną i uczynić niemiecką armię "technologicznie lepszą" od konkurencji.

Nowa strategia przypisuje Niemcom kluczową rolę na wschodniej flance NATO, która jest postrzegana jako "mur ochronny" przed Rosją. Berlin bierze na siebie szczególną odpowiedzialność za Litwę, gdzie od 2025 roku rozpoczęło się formowanie stałej brygady pancernej. Do 2027 roku ma ona osiągnąć pełną gotowość operacyjną i liczyć blisko 5000 żołnierzy. Jest to pierwsze od czasów II wojny światowej stałe rozmieszczenie niemieckich wojsk poza granicami kraju.

Poza bezpośrednim zaangażowaniem wojskowym, Niemcy mają pełnić funkcję "centrum logistycznego" i "hubu" dla całego Sojuszu. W razie kryzysu przez terytorium Niemiec musiałoby zostać przerzuconych nawet 800 000 żołnierzy NATO w kierunku wschodniej flanki. To pokazuje, jak centralne miejsce w planach obronnych Sojuszu zajmuje niemiecka infrastruktura i zdolności organizacyjne.

Jak celować z broni i nieść pierwszą pomoc, czyli Militaria w Lublinie