USA nie rozmieszczą Tomahawków w Niemczech. Berlin szuka alternatyw

2026-05-05 12:14

Decyzja Stanów Zjednoczonych o rezygnacji z rozmieszczenia pocisków manewrujących Tomahawk w Niemczech, pierwotnie uzgodniona za prezydentury Joe Bidena, wywołała poważne zaniepokojenie w Berlinie. Chociaż niemieckie Ministerstwo Obrony początkowo twierdziło, że plan nie został "całkowicie odwołany", dodając, że broń „miała być rozmieszczone (w Niemczech) i prawdopodobnie do tego dojdzie”., to późniejsze wypowiedzi kanclerza Merza i doniesienia medialne wskazują na to, że do rozmieszczenia Tomahawków na razie nie dojdzie. Rzecznik ministerstwa obrony zaznaczył, że państwa europejskie już planują zakup systemów uzbrojenia, które wypełniłyby tę lukę.

W 2024 roku, na marginesie szczytu NATO, ówczesny prezydent USA Joe Biden i kanclerz Niemiec Olaf Scholz zawarli porozumienie dotyczące tymczasowego rozmieszczenia pocisków manewrujących Tomahawk, SM-6 oraz broni hipersonicznej na terytorium Niemiec, począwszy od 2026 roku. Pociski te, o zasięgu do 1500 kilometrów, miały stanowić istotny element odstraszania wobec Rosji i wypełnić lukę w zdolnościach bojowych Europy, zanim ta będzie w stanie wyprodukować własne, porównywalne systemy. Jednakże, według doniesień medialnych, decyzja o wycofaniu około 5000 żołnierzy amerykańskich z Niemiec oraz anulowanie planowanego rozmieszczenia pocisków Tomahawk to efekt zmiany kursu administracji Donalda Trumpa. Kanclerz Merz potwierdził, że Stany Zjednoczone nie rozmieszczą Tomahawków w Niemczech, tłumacząc to brakiem wystarczającej liczby tych pocisków w zasobach USA.

Niemieckie ministerstwo obrony poinformowało w poniedziałek (4 maja), że Stany Zjednoczone nie „odwołały całkowicie” planu opracowanego przez byłego prezydenta Joe Bidena, zakładającego rozmieszczenie w Niemczech batalionu uzbrojonego w pociski dalekiego zasięgu Tomahawk. Decyzja 

„Nie mówimy o definitywnym anulowaniu rozmieszczenia” – powiedział rzecznik ministerstwa obrony, dodając, że broń „miała być rozmieszczone (w Niemczech) i prawdopodobnie do tego dojdzie”.

Dodał, że w każdym razie państwa europejskie już planują zakup systemów uzbrojenia, które wypełniłyby tę lukę.

Decyzja ta jest postrzegana jako "wielka porażka" i "poważny cios" dla niemieckich zdolności odstraszania. Minister obrony Boris Pistorius wyraził zaniepokojenie, stwierdzając, że brak Tomahawków byłby "szkodliwy i niekorzystny" dla Niemiec, wydłużając europejską lukę w zdolnościach dalekiego rażenia.

Brak tych pocisków osłabia odstraszanie, bo Kreml prawdopodobnie zinterpretuje to jako sygnał, że USA będą dalej ograniczać swoje zaangażowanie w Europie. Jednocześnie zwiększa to prawdopodobieństwo bezpośredniego zaangażowania wojsk amerykańskich w ramach NATO w ewentualny konflikt. Decyzja USA stanowi również problem dla nowej niemieckiej strategii wojskowej, która określa broń precyzyjnego rażenia dalekiego zasięgu (Deep Precision Strike) jako kluczową zdolność Bundeswehry.

Nadzieje na Tomahawki i rozczarowanie postawą USA

Deep Precision Strike odnosi się do zdolności precyzyjnego rażenia celów położonych głęboko na terytorium przeciwnika, na odległość przekraczającą 1000 km. Jest to kluczowy element nowoczesnego odstraszania i obrony, umożliwiający neutralizowanie zagrożeń, zanim dotrą one do granic państw NATO. Obecnie Bundeswehra nie dysponuje takimi zdolnościami.

Aby wypełnić tę lukę do czasu wprowadzenia nowych pocisków, minister obrony Boris Pistorius zwrócił się w lipcu ubiegłego roku o zakup wyrzutni Typhon, używanych do wystrzeliwania pocisków manewrujących Tomahawk z lądu. Niemcy rozważały zakup nawet 400 pocisków Tomahawk Block Vb za ponad miliard euro. 

Jak dotąd nie otrzymano żadnych informacji zwrotnych, powiedziała rzeczniczka Ministerstwa Obrony w rozmowie z Hartpunkt. Według niej konsultacje dot. sprzedaży wciąż trwają. Nie wiadomo jednak, kiedy można spodziewać się odpowiedzi. Według źródeł Hartpunkt wniosek o wyrzutnię Typhon jest nadal rozpatrywany, ale wynik jest możliwy - rzekomo w maju. W przeszłości sugerowano, że dostawa pocisków Tomahawk do zastosowań morskich jest łatwiejsza do zatwierdzenia niż dostawa do zastosowań lądowych.

Rosyjskie zagrożenie i europejska odpowiedź

Tłem dla tych wydarzeń jest rosnące zagrożenie ze strony Rosji. Rosyjskie rakiety Iskander, zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych, są rozmieszczone w obwodzie królewieckim od lat, a ich zasięg obejmuje Polskę, Litwę, a nawet części Niemiec, w tym Berlin. Rosja mogłaby wykorzystać istniejącą lukę. Według raportów Instytutu Badań nad Wojną (ISW) Rosja może być zdolna do przeprowadzenia ataku militarnego na NATO od 2029 roku.

Thomas Erndl, rzecznik ds. polityki obronnej frakcji CDU/CSU, wezwał ministra obrony Borisa Pistoriusa do szybkiego dostarczenia następcy dla systemu rakietowego Tomahawk. „Naprawdę nie mamy już czasu do stracenia na drodze do silniejszej Bundeswehry” – powiedział polityk CSU dziennikowi Bild. „Potrzebujemy większej szybkości, krótkoterminowego planu działania, a przede wszystkim innowacyjnych rozwiązań, aby szybko osiągnąć tę zdolność, zwłaszcza w odniesieniu do precyzyjnej broni dalekiego zasięgu”.

Wiceprzewodnicząca frakcji SPD, Siemtje Möller, nazwała brak rozmieszczenia uzgodnionych pocisków średniego zasięgu „złym znakiem”. Zażądała przyspieszenia europejskiego projektu ELSA i zbadania, „jak można wypełnić lukę do czasu wyprodukowania pocisków ELSA poprzez współpracę z innymi krajami, takimi jak Ukraina”.

Z drugiej strony, Lewica z zadowoleniem przyjmuje najnowsze wydarzenia. „Te pociski rakietowe sprawią, że Niemcy będą mniej bezpieczne” – mówi współprzewodniczący partii Jan van Aken. Ostrzega przed nowym wyścigiem zbrojeń z Rosją i opowiada się za negocjacjami rozbrojeniowymi.

W odpowiedzi na te wyzwania, Niemcy i inne państwa europejskie przyspieszają rozwój własnych zdolności obronnych. Ministerstwo Obrony Niemiec wskazuje na modernizację niemieckiego pocisku manewrującego Taurus oraz prace nad jego następcą. Niemcy przeznaczą około 630 milionów złotych na jego ulepszenie i utrzymanie w ciągu najbliższej dekady. Modernizacja obejmie 479 pocisków, a udoskonalone pociski Taurus Neo, o zasięgu około 1000 km, mają być dostarczane od 2029 roku, z planowanym wydłużeniem żywotności do 2045 roku.

Równolegle trwają prace nad europejskimi projektami rozwoju precyzyjnej broni dalekiego zasięgu. Inicjatywa ELSA (European Long-Range Strike Approach), w której uczestniczą Niemcy i Wielka Brytania, ma na celu stworzenie pocisków o zasięgu przekraczającym 2000 km, które wejdą do służby w latach 2030. Systemy te mają obejmować rodzinę pocisków manewrujących stealth oraz broń hipersoniczną. Do tego projektu zamierza dołączyć również Francja. 

Pistorius w wywiadzie dla  ZDF Heute odniósł się do projektu European Long Range Approach (ELSA). Dodał, że Ministerstwo Obrony współpracuje również z Ukrainą w zakresie rozwoju dronów dalekiego zasięgu. Pistorius podkreślił również znaczenie skali: „Ilość może zastąpić i zniweczyć jakość, ale ostatecznie liczy się połączenie”.

Inne europejskie inicjatywy obejmują m.in 3SM Tyrfing czyli norwesko-niemiecki ponaddźwiękowy pocisk przeciwokrętowy, rozwijany przez Kongsberg Defence & Aerospace, Diehl Defence i MBDA Deutschland, z planowanym wejściem do służby w 2035 roku. Ma on osiągać prędkości od 2 do 3 Machów i zasięg 800-1000 km. W fazie projektu znajduje się również dron dalekiego zasięgu OWE 500+ o zasięgu 500 kilometrów. W projekcie biorą udział Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Polska i Szwecja.

Minister Pistorius jednocześnie przyznał, że znalezienie europejskiego następcy zajmie trochę czasu i że od półtora roku nie otrzymano od USA zobowiązania do zakupu Tomahawków. „Szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę obecną sytuację globalną, nie pokładam w nich zbyt dużych nadziei” – powiedział minister obrony.

Wskaźnik powodzenia europejskich projektów zbrojeniowych jest raczej niski, czego przykładem jest francusko-niemieckiego projektu myśliwca FCAS. W Niemczech pojawiają się głosy, by niemiecki rząd powinien teraz skupić się na rozwijaniu własnych zdolności samodzielnie. Dyrektor generalny Rheinmetall Armin Papperger na konferencji prasowej w marcu wyraził przekonanie, że jego firma jest na dobrej drodze, by stać się „domem rakietowym”, mówił również o silnikach rakietowych o zasięgu "2000 kilometrów”, które jego firma planowała wkrótce produkować w fabryce w Unterlüß w Dolnej Saksonii.

W połowie kwietnia Rheinmetall ogłosił utworzenie nowej spółki joint venture z holenderskim start-upem Destinus, która będzie działać w Unterlüß. Papperger stwierdził, że nowa firma kładzie „podwaliny pod skalowalne, łatwe do rozmieszczenia pociski rakietowe, dostosowane do obecnych potrzeb europejskich i sojuszniczych sił zbrojnych”. 

3 mld zł na rozwój systemu Narew | Portal Obronny