„Flamingo” nad Rosją? Ukraińska rakieta trafiła fabrykę dla Iskanderów i Kalibrów

2026-05-05 10:38

Ukraińskie siły przeprowadziły nocny atak rakietowy na rosyjski przemysł zbrojeniowy. Celem był zakład produkujący komponenty wykorzystywane m.in. w rakietach i dronach. Według ukraińskich doniesień na celowniku znalazł się zakład „WNIIR-Progress” w Czeboksarach, mieście położonym ponad 750 km na wschód od Moskwy, między Kazaniem a Niżnym Nowogrodem. Do ataku Ukraińcy mieli natomiast użyć pocisku manewrującego własnej produkcji FP-5 „Flamingo”.

  • Ukraina przeprowadziła nocny atak rakietowy na rosyjski zakład zbrojeniowy w Czeboksarach, oddalony o 1000 km od granicy.
  • Celem był „WNIIR-Progress”, producent komponentów do rakiet Iskander, Kalibr i dronów Shahed, trafiony prawdopodobnie pociskiem FP-5 „Flamingo”.
  • W nocy ogłoszono alarmy rakietowe w 18 regionach Rosji.

Ukraińskie rakiety „Flamingo” nad Rosją?

Nie jest pewne, czy atak w nocy z 4 na 5 maja faktycznie został przeprowadzony przy użyciu rakiety FP-5 „Flamingo”, jak jednak donosi ukraiński serwis Militarnyj, powołując się na analityków tzw. białego wywiadu, prowadzących takie kanały jak Exilenova+ oraz Dnipro OSINT „Harbuz”, po przeanalizowaniu dostępnych materiałów wizualnych, potwierdzili oni trafienie budynku należącego do zakładu.

Tej samej nocy alarmy rakietowe ogłoszono aż w 18 regionach Rosji, a ograniczenia w ruchu lotniczym wprowadzono na 18 lotniskach. Po raz pierwszy ostrzeżenie pojawiło się również w oddalonym o około 2 tys. km od Ukrainy Chanty-Mansyjski Okręgu Autonomicznym. Rankiem mieszkańcy Czeboksarów informowali o kolejnych incydentach. Nad miastem obserwowano loty ukraińskich dronów uderzeniowych „Luty” oraz aktywność rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Według dostępnych informacji mogło dojść do ponownego ataku na zakład.

Jak podaje Militarnyj „WNIIR-Progress” znajduje się około 1000 km od granicy z Ukrainą i należy do holdingu „ABS Elektro”. Zakład produkuje m.in. odbiorniki i anteny systemów nawigacji satelitarnej GLONASS, GPS i Galileo. Wytwarzane tam moduły „Kometa” są wykorzystywane w rosyjskich dronach, w tym typu Shahed, a także w rakietach systemów „Iskander-M” i „Kalibr” oraz zestawach naprowadzania bomb lotniczych. Według serwisu przedsiębiorstwo dostarcza również sprzęt elektrotechniczny dla rosyjskiej marynarki wojennej, w tym komponenty stosowane na atomowych okrętach podwodnych projektu „Jasień-M”.

Zakład był już wcześniej celem ukraińskich ataków. 18 lutego doszło tam do pożaru po uderzeniu, a po ataku z 9 czerwca 2025 roku produkcja została czasowo wstrzymana. Kolejne uderzenia odnotowano 5 lipca oraz 26 listopada 2025 roku.

Rakiety Flamingo ukraińską "wunderwaffe"?

Jak już informowaliśmy, prace nad pociskami manewrującymi FP-5 „Flamingo” ruszyły jesienią 2024 roku. Zgodnie z dostępnymi informacjami, impulsem do rozpoczęcia projektowania tej broni był brak zgody ze strony ówczesnego prezydenta USA, Joe Bidena na przekazanie Kijowowi rakiet manewrujących Tomahawk. Ukraińcy musieli więc poszukać alternatyw, które - nawet jeśli nie będą "wunderwaffe" - staną się ważną kartą przetargową w relacjach z Moskwą, ale też Zachodem.

Według deklaracji przedstawicieli firmy Fire Point, przy tworzeniu pocisków FP-5 „Flamingo” inspirowali się oni niemieckimi konstrukcjami V-2 z czasów II wojny światowej oraz sowieckimi Tu-141 Striż, a od koncepcji do uruchomienia produkcji seryjnej miało minąć zaledwie dziewięć miesięcy. Efektem jest jednak pocisk, który swoją specyfikacją znacząco odbiega od tych konstrukcji. „Flamingo” ma deklarowany zasięg do 3 tys. kilometrów, może przenosić do 1150 kg ładunku i porusza się z prędkością wynoszącą ok. 850–900 km/h. Z pojawiających się doniesień wynika również, że ma około 14 metrów długości i został wyposażony w system nawigacji satelitarnej (GNSS/GPS) z systemem bezwładnościowym (INS), odporny na zakłócenia radiowe.

To właśnie m.in. rozmiar pocisku „Flamingo”, a także jego prędkość przelotowa mają sprawiać, że nie jest on tak cudowną bronią, jak mogłoby się wydawać. Część ekspertów zwraca uwagę, że ukraiński pocisk manewrujący może być łatwym celem do wykrycia dla rosyjskich systemów radarowych. W sierpniu 2025 r. brytyjski tygodnik „The Economist” cytował jednak Kostiantyna Krywołapa, eksperta lotniczego, który jest przekonany, że pocisk będzie w stanie wykorzystać luki w słabnącej rosyjskiej obronie powietrznej. „Ukraina słynie z kreatywnych, skoordynowanych ataków mających przeciążyć obronę, i te będą zapewne dokładnie takie. Z czasem Rosja poniesie większe zniszczenia”.

Denis Sztilierman, współzałożyciel i głównym inżynier w firmie Fire Point w rozmowie z Denisem Kazanskim w programie „PRO:UA”, wyjaśnił, że pierwsza wersja rakiety „Flamingo” została zaprojektowana z wykorzystaniem ukraińskiego silnika lotniczego AI-25 lub AI-25TL. Jednostka ta została wybrana ze względu na wyższą efektywność w porównaniu z jednoprzepływowymi silnikami, które są zwykle stosowane w pociskach manewrujących. Aby zapewnić ciągłość produkcji, firma zgromadziła zapas używanych silników kupowanych przy pomocy firm pośredniczących. Dzięki temu Fire Point osiągnął moce produkcyjne pozwalające wytwarzać do trzech rakiet dziennie.

Obecnie spółka kończy jednak prace nad własnym napędem. Nowy silnik będzie również dwuprzepływowym silnikiem turboodrzutowym, jak AI-25 i AI-25TL, ale od początku projektowanym specjalnie do lotów na małej wysokości. „Najważniejsze jest to, że od razu projektujemy go do lotu na niskiej wysokości. Wszystkie silniki, których używamy obecnie, były wcześniej stosowane w lotnictwie cywilnym. Ich maksymalna efektywność przypada na wysokości od około 6 do 10 tysięcy metrów, dlatego na poziomie morza nie działają zbyt wydajnie” - mówił Sztilerman w rozmowie z „PRO:UA”.

Garda: Rosjanie ćwiczą ataki na Polskę