• Dlaczego Zełenski wyznaczył rozejm na 5–6 maja zamiast przyjąć daty Putina?
• Jak brak „mocarstwa opiekuńczego” utrudnia oficjalną komunikację między Kijowem a Moskwą?
• Na czym polegał manewr „szachowy” Zełenskiego i jak zepsuł on narrację Kremla?
Dwa rozejmy: z rosyjskiej inicjatywy oraz z ukraińskiej
„Kancierta nie budiet”. W potocznym rosyjskim takie wyrażenie opisuje beznadziejną sytuację, krach planów, jednym słowem – używając archaicznego polskiego kolokwializmu – oznacza „klapę”.
Czy Putin liczył, że Zełenski zaakceptuje jego propozycję? Gdy w świat poszła (4 maja) informacja o niej, prezydent Ukrainy udawał nic niewiedzącego. Początkowo tumaczył się, że nie otrzymał oficjalnej wiadomości z Kremla, a o rosyjskiej ofercie wie tyle, co podały media. Wkrótce ogłosił własne zawieszenie broni. Ani Kancelaria Prezydenta Ukrainy, ani ukraińskie media nie informowały o tym, by Moskwa do Kijowa wystosowała oficjalny przekaz.
I nie wystosowała. I nie wystosuje. Dotyczy to w równym stopniu Rosji, co Ukrainy. Oba państwa od lutego 2022 r. nie utrzymują stosunków dyplomatycznych. W takich sytuacjach prawo międzynarodowe (Konwencja wiedeńska) oferuje skonfliktowanym stronom instytucję „mocarstwa opiekuńczego” (protecting power).
Tworzy ona dyplomatyczny kanał komunikacyjny między zwaśnionymi państwami. Swego czasu Szwajcaria wyraziła gotowość do reprezentowania interesów dyplomatycznych Ukrainy w Rosji. Ukraina zaakceptowała tę propozycję, ale Rosja ją zawetowała, choć Szwajcaria gotowa była do reprezentowania jej interesów na Ukrainie. Rzecz ma się dziś tak, że obecnie żadne państwo nie pełni oficjalnej roli mocarstwa opiekuńczego dla Ukrainy w Rosji w pełnym tego słowa prawnym znaczeniu.
W tym roku Rosja ogłosiła krótszy rozejm zm okazji Dnia Zwycięstwa
Rosyjski rozejm ma trwać od północy 8 maja do końca 9 maja. Akurat tyle, ile potrzeba na bezproblemowe przeprowadzenie świątecznej defilady na okoliczność Dnja Pabiedy. Bezproblemowe, to znaczy: bez nocnych ataków ukraińskich dronów, które mogłyby znacząco zdezorganizować obchody najważniejszego święta państwowego Federacji Rosyjskiej.
Podobnie jak w zeszłym roku, tak i teraz Putin wskazał, że „strona ukraińska powinna pójść za tym przykładem”. Ukraina przykładu z Rosji nie wzięła, bo w Kijowie uznano, że takie krótkie przerwy w walce są wykorzystywane przez Rosję jedynie do celów propagandowych i logistycznych, głównie przegrupowania wojsk.
Nadmienić należy, że ubiegłoroczne zawieszenie broni Rosja ogłosiła na dłużej niż obecnie. Trwało ono od 7 do 10 maja. W tym czasie walki na froncie trwały, choć w ograniczonym wymiarze. Sztab Generalny SZU informował wtedy, że rosyjskie jednostki wykorzystały ogłoszony przez Putina rozejm do zaminowywania nowych odcinków frontu. Kijów stoi na stanowisku, że „Rosja nigdy nie dotrzymuje własnych zawieszeń broni”, co jest stałym motywem w komunikatach agencji.
W tym roku sytuacja skomplikowała się po tym, jak Ukraina ogłosiła (wieczorem 4 maja) własne zawieszenie broni, począwszy od godziny 00:00 w nocy z 5 na 6 maja.
„W czasie, jaki mamy do tej pory, realne jest zapewnienie ciszy. Będziemy działać w sposób lustrzany, począwszy od wskazanego momentu. Nadszedł czas, aby rosyjscy przywódcy podjęli realne kroki w celu zakończenia wojny, jeśli rosyjskie Ministerstwo Obrony uważa, że nie zorganizuje parady w Moskwie bez dobrej woli Ukrainy” – zakomunikował Zełenski w mediach społecznościowych.
Takiego ruchu ze strony Kijowa Moskwa się nie spodziewała
Trzeba przyznać, że Ukraina zaszachowała Rosję. Zełenski, używając terminologii z pokera, głośno powiedział: sprawdzam!
I tym wprowadził Putina i jego otoczenie w spore zakłopotanie. Znacznie większe niż wywołał ukraiński dron, który uderzył niedawno w wieżowiec oddalony o sześć kilometrów od Placu Czerwonego.
W łeb wzięły wcześniejsze oskarżenia Kremla kierowane w stronę Kijowa, że ten lekceważy pokojowe oferty, bo nie chce nawet rozejmu na czas obchodów Dnia Zwycięstwa. Ochłonąwszy nieco z zaskoczenia ukraińskim rozejmem, rzecznik Putina Dmitrij Pieskow z opóźnieniem zaripostował, uznając, że oferta Zełenskiego jest „nielogiczna i ma na celu jedynie odciągnięcie uwagi od święta 9 maja”. Uznał też, że zawieszenie broni powinno dotyczyć dni świątecznych, a nie „przypadkowych dat wybranych przez Kijów”.
Tu Pieskow mocno pomylił się, bo co jak co, ale od kilku lat świat z zainteresowaniem śledzi przebieg okolicznościowej parady na Placu Czerwonym. W tym kontekście tak rosyjski rozejm, jak i ukraiński jeszcze bardziej „przyciągają uwagę do święta 9 maja”.
Zełenski nie bez przyczyny ustalił datę rozejmu na taką, a nie inną. Zawsze, tuż przed swoimi państwowymi świętami, Rosja przeprowadzała zmasowane ataki rakietowe. Ukraiński rozejm jest więc nie tylko testem na rosyjską słowność, ale – jeśli będzie skuteczny – dwudniową blokadą rosyjskiej aktywności militarnej. A jeśli nie blokadą, to znacznym ograniczeniem.
Nie należy bowiem bezgranicznie wierzyć, że obie strony podczas tych jednostronnych rozejmów całkowicie wygaszą ogień wojny. Skoro nie stało się to w czasie dwustronnego zawieszenia broni na czas Wielkanocy, to i nie stanie się teraz.
I koniec: jeszcze jedna refleksja. Dlaczego Putin obawia się, że Ukraina zakłóci obchody Dnia Zwycięstwa, skoro nie uczyniła tego w zeszłym roku? To po pierwsze.
A po drugie: gdyby pijarowcy z Kremla myśleli jak szachiści, parę ruchów do przodu, to mogliby zaprosić przedstawiciela Ukrainy na… okolicznościową paradę! Choćby dlatego, że ze wszystkich frontów Armii Czerwonej to Front Ukraiński zapisał się szczególnie w historii wojny, której zakończenie Rosjanie świętują 9 maja. Szczególnie, bo zdobyciem Berlina…
Dalszy przebieg takiego manewru proponuję rozważyć w wyobraźni. I jeszcze jeden temat do przemyślenia: a co będzie działo się 7 maja? Bo tego dnia w obu rozejmach nie uwzględniono….