• Dlaczego rozmowy pokojowe między Rosją a Ukrainą ponownie utknęły?
• Jak wojna i przedłużające się negocjacje wpływają na nastroje społeczne po obu stronach konfliktu?
• Czy zmęczenie wojną w Rosji i na Ukrainie może wymusić polityczne decyzje liderów?
Półtora dnia bez ani jednego strzału, czy to możliwe?
Rozejm wielkanocny już raz zaistniał. W kwietniu 2025 r. Putin ogłosił jednostronne zawieszenie broni na półtora dnia. Wówczas obie strony oskarżały się wzajemnie o naruszenie świątecznego zawieszenia broni. Choć do nich dochodziło, to intensywność działań militarnych znacząco spadła w tamtym czasie. Jak będzie teraz?
31 marca Ukraina zaproponowała Rosji zawieszenie broni na czas świąt wielkanocnych. Prezydent Ukrainy prosił o wsparcie USA. Kreml zakomunikował (9/10 kwietnia):
„Decyzją Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej W. W. Putina, w związku ze zbliżającym się świętem prawosławnym Wielkanocy (Światłego Zmartwychwstania Pańskiego), ogłasza się zawieszenie broni od godziny 16:00 11 kwietnia do końca dnia 12 kwietnia 2026 roku. Rosja zakłada, że strona ukraińska pójdzie w jej ślady”.
Na wszelki wypadek w komunikacie nadmieniono, że „wojska muszą być przygotowane na przeciwdziałanie wszelkim ewentualnym prowokacjom ze strony wroga, a także wszelkim agresywnym działaniom”.
Tego samego obawia się Ukraina. Prezydent Wołodymyr Zełenski napisał na Telegramie:
„Zaproponowaliśmy zawieszenie broni w tym roku podczas świąt wielkanocnych i będziemy działać zgodnie z tym. Ludzie potrzebują świąt wielkanocnych wolnych od gróźb i prawdziwego postępu w kierunku pokoju, a Rosja ma szansę uniknąć powrotu ataków nawet po świętach wielkanocnych”.
Trump zajęty jest wojną z Iranem, pokój na Ukrainie poczeka
Czy to ostatnie zdanie jest w tym ukraińskim komunikacie nie bez przyczyny? 10 kwietnia w mediach pojawiły się, za Bloomberg News, informacje o tym, że Ukraina i Rosja zmierzają w kierunku potencjalnego porozumienia pokojowego. Takie wieści miał przekazać Kyryło Budanow, główny doradca prezydenta Zełenskiego.
4 kwietnia w rozmowie z Bloombergiem Budanow stwierdził m.in., że „Wszyscy rozumieją, że wojna musi się zakończyć. Dlatego negocjują” i „Nie sądzę, żeby to trwało długo”.
Czy ta ostatnia opinia dotyczyła czasu trwania negocjacji czy wojny, tego już doradca nie sprecyzował. Kreml zareagował na wypowiedzi Budanowa o rozmowach pokojowych z rezerwą, sceptycyzmem i lekkim dystansem. Rosja wymienia wycofanie Sił Zbrojnych Ukrainy z Donbasu jako jeden z kluczowych warunków porozumienia, o czym informator Bloomberga nie wspominał.
6 kwietnia Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, przekazał, że proces negocjacji między Rosją a Ukrainą jest „obecnie zawieszony”. „Amerykanie mają wiele innych rzeczy do zrobienia i jasne jest, jakie. Z tego powodu trudno jest teraz spotkać się w formacie trójstronnym” – zauważył rzecznik Putina. USA – przypomnijmy, bo już parę miesięcy minęło od ostatnich negocjacji – pełnią rolę mediatora.
Zatem nie tak szybko dojdzie do wznowienia negocjacji, a tym bardziej wypracowania przez obie strony jakichś kompromisów. Bez nich w grę wchodzi tylko dyktat, na co strony (ani Rosja, ani tym bardziej Ukraina) nie są zdecydowane. Skończy Donald Trump wojnę z Iranem (a od 28 lutego co kilka dni zapowiada, że zbliża się ona ku końcowi), to przyjdzie czas na wznowienie negocjacji. Trzeba jednak zaznaczyć, że wskutek zawieruchy wojennej w rejonie Zatoki Perskiej „ultimatum” Trumpa wobec Rosji i Ukrainy, by zakończyły wojnę przed nastaniem lata, wydaje się być nie do spełnienia.
Nastroje społeczne Rosjan i Ukraińców idą w parze i… rozmijają się
Wojną na Ukrainie wszyscy są już zmęczeni. Nawet Rosjanie, którym Kreml głosi, że Rosja wygrywa swoją tzw. specjalną operację wojskową (SWO). Z marcowego sondażu Centrum Lewady (rosyjski ośrodek badań socjologicznych, niezależny od rządu, wpisany na listę tzw. agentów zagranicznych) wynika, że 64 proc. uważa, iż należy jak najszybciej rozpocząć rozmowy pokojowe.
Tylko co czwarty badany (24 proc.) opowiada się za kontynuacją SWO. Tylko (albo aż) połowa Rosjan interesuje się wojną (to określenie w Rosji jest zakazane i penalizowane) z Ukrainą.
Ci, którzy opowiadają się za rozmowami, najczęściej uzasadniają to:
• ogromnymi stratami ludzkimi (43 proc.),
• ogólnym zmęczeniem wojną (22 proc.),
• potrzebą pokoju (17 proc.) oraz tym, że
• zbyt długim trwaniem konfliktu (11 proc.).
Zwolennicy kontynuacji SWO wskazują przede wszystkim na:
• konieczność „dokończenia tego, co zaczęliśmy” (36 proc.),
• bezcelowość negocjacji (23 proc.),
• wiarę w ostateczne zwycięstwo (21 proc.) oraz
• potrzebę „wykorzenienia faszyzmu” (17 proc.).
Nastroje ukraińskie są bardziej złożone i pełne sceptycyzmu. Większość społeczeństwa chce końca wojny, ale jednocześnie nie wierzy, że rozmowy przyniosą trwały pokój, i stanowczo odrzuca znaczące ustępstwa terytorialne.
Według badań z marca, przeprowadzonych przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii, aż 71 proc. Ukraińców nie wierzy, że aktualne negocjacje doprowadzą do trwałego pokoju (tylko 25 proc. wierzy w ich sukces). Ten poziom sceptycyzmu jest stabilny od początku 2026 r.
Dla porównania: w lipcu 2025 r. (według sondażu Gallupa) 69 proc. Ukraińców opowiadało się za jak najszybszym zakończeniem wojny poprzez negocjacje, a 24 proc. za walką aż do zwycięstwa. Był to wyraźny odwrót od początku wojny, bo w 2022 r. proporcje były odwrotne: 73 proc. uważało, że trzeba walczyć „do końca”.
W sytuacji nie do pozazdroszczenia jest Wołodymyr Zełenski. Bo 62 proc. jego współobywateli kategorycznie odrzuca oddanie Donbasu pod kontrolę Rosji. I to nawet w zamian za gwarancje bezpieczeństwa od USA i Europy!
Po Ukrainie krążą polityczne plotki o tym, że Zełenski jest gotów rozpisać wybory prezydenckie przed zakończeniem wojny. Gotów jest zrezygnować z ubiegania się o reelekcję. Dlaczego? Bo nie chce przejść do historii jako ten, który oddał kawał Ukrainy Rosji…