We wtorek (24 lutego) w czwarty rok pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego opublikowała oświadczenie, w którym bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów zarzuciła Londynowi i Paryżowi przygotowania do potajemnego transferu technologii i komponentów broni jądrowej na Ukrainę. Według narracji SWR, zachodnie elity, nie widząc szans na militarne zwycięstwo Kijowa, miałyby dążyć do wyposażenia Ukrainy w "cudowną broń", aby wzmocnić jej pozycję negocjacyjną.
W komunikacie rosyjskiego wywiadu pojawiły się nawet sugestie dotyczące konkretnych rozwiązań, takich jak francuska głowica bojowa TN-75 z rakiety balistycznej M51.1. Rosjanie stwierdzili, że takie działania stanowiłyby rażące naruszenie Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, a Zachód próbuje ukryć swoje rzekome plany, przedstawiając je jako efekt samodzielnych prac ukraińskich naukowców.
Kategoryczna odpowiedź Londynu i Kijowa
Reakcja na rosyjskie insynuacje była natychmiastowa i jednoznaczna. Rzecznik brytyjskiego premiera Keira Starmera oświadczył, że w twierdzeniach Moskwy "nie ma ani odrobiny prawdy". Nazwał je "wyraźną próbą odwrócenia uwagi od potwornych działań Władimira Putina w Ukrainie". Brytyjski rząd podkreślił, że będzie kontynuować wysiłki na rzecz zapewnienia sprawiedliwego i trwałego pokoju.
W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy, Heorhij Tychyj. Odrzucił on rosyjskie oskarżenia jako "absurdalne" i określił je mianem "brudnych bomb informacyjnych Rosji". "Rosyjscy urzędnicy, znani ze swoich imponujących osiągnięć w zakresie kłamania, po raz kolejny próbują sfabrykować stare bzdury o "brudnej bombie"" – stwierdził Tychyj, wzywając społeczność międzynarodową do potępienia dezinformacyjnych działań Kremla.
Kreml podtrzymuje narrację, Miedwiediew grozi atakiem
Mimo zdecydowanych dementi, Kreml podtrzymał swoją narrację. Rzecznik Dmitrij Pieskow oświadczył, że Rosja weźmie te "potencjalnie niezwykle niebezpieczne informacje" pod uwagę podczas przyszłych rozmów w sprawie zakończenia wojny.
Na znacznie ostrzejszą retorykę pozwolił sobie Dmitrij Miedwiediew. Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji stwierdził, że przekazanie Ukrainie potencjału nuklearnego "radykalnie zmienia sytuację". Zagroził, że w takim przypadku Rosja uznałaby za uzasadniony i zgodny z prawem atak jądrowy na cele w Ukrainie, a także we Francji i Wielkiej Brytanii. Miedwiediew nazwał to "proporcjonalną reakcją", do której Rosja ma prawo, a kraje dostarczające broń stałyby się "wspólnikami w konflikcie nuklearnym". Jego wypowiedzi wpisują się w długą serię gróźb nuklearnych, które regularnie kieruje pod adresem państw zachodnich.
"Brudna bomba" – powracający element rosyjskiej dezinformacji
Oskarżenia o plany stworzenia lub użycia przez Ukrainę tzw. brudnej bomby są stałym elementem rosyjskiej propagandy od początku wojny. Już w 2022 roku ówczesny minister obrony Rosji Siergiej Szojgu alarmował zachodnich polityków o rzekomych przygotowaniach Kijowa do użycia takiej broni. Brudna bomba to ładunek konwencjonalny, którego celem jest rozsianie materiału radioaktywnego na dużym obszarze, prowadząc do skażenia terenu.
Analitycy z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie oceniali już wcześniej, że takie działania są częścią strategii Kremla, mającej na celu zastraszenie Zachodu, wywarcie presji politycznej i odwrócenie uwagi od własnych działań militarnych. Mimo powtarzających się oskarżeń, Moskwa nigdy nie przedstawiła żadnych wiarygodnych dowodów na poparcie swoich tez. Działania te mają na celu sianie niepokoju, podważanie zaufania do Ukrainy i jej sojuszników oraz próbę legitymizacji własnej agresywnej polityki.