Jaka zareaguje NATO, gdy Rosja wykona rozpoznanie prowokacją?

Polska otrzymała od służb wywiadowczych państw europejskich i Stanów Zjednoczonych informacje o możliwej prowokacji ze strony rosyjskiej. Jej celem miałby być obiekt infrastruktury krytycznej, a narzędziem do osiągnięcia tego celu – rakieta lub drony. Do sprawy odniósł się 3 lipca premier Donald Tusk.

matrioszki, specnaz, Rosja
Autor: Pixabay.com

• USA ostrzegają przed planowaną zbrojną prowokacją wobec Polski.

• Donald Tusk: „Przygotowujemy się do różnych sytuacji”.

• Rosja opracowała kilka opcji „weryfikatora” reakcji NATO.

• Strategia odstraszania przez ujawnienie okazuje się skuteczna.

• Rosja ma wątpliwości co do natowskiego solidaryzmu.

Donald Tusk nikogo nie zamierza straszyć, ale...

Premier nie ujawnił podczas konferencji prasowej, kiedy dokładnie otrzymał te informacje. Są one już jednak nagłaśniane przez media. Jednym z pierwszych był brytyjski „The Telegraph”. Według wiedzy jego dziennikarzy Stany Zjednoczone ostrzegły Polskę, że Rosja może przygotowywać zbrojną prowokację na naszym terytorium.

Taka akcja miałaby służyć sprawdzeniu gotowości NATO do zbiorowej odpowiedzi na agresję. W ramach prowokacji infrastruktura krytyczna miałaby stać się celem ataków rakietowych i dronowych. Dziennik twierdzi, że mogłoby dojść nawet do tego, iż rosyjscy żołnierze weszliby na terytorium Polski przez granicę z Królewcem bądź z Białorusi.

Zapytany o komentarz do tych doniesień premier odpowiedział:

– Polska bardzo intensywnie przygotowuje się do różnych scenariuszy. Nikogo nie mam zamiaru straszyć, ale te najbliższe miesiące, także ze względu na ten zmieniający się trochę charakter wojny w Ukrainie, mogą być naprawdę krytyczne. W szczególności w państwach bałtyckich te obawy są odczuwalne. Nie bójmy się. Przygotowujemy się do różnych sytuacji, ale nie możemy tego lekceważyć. Jesteśmy świadomi zagrożeń, także dzięki informacjom naszych sojuszników.T

Tyle premier. Wiadomo, że nie podzieli się on pełnią wiedzy o rosyjskich planach zdemaskowanych przez służby specjalne USA i europejskich członków NATO. Ogólny obraz planówweryfikacji gotowości Sojuszu podały już media, w tym Onet i wspomniany „The Telegraph”. Bardzo istotny w opisywaniu rosyjskich zamiarów jest tu tryb przypuszczający: „mogłoby, można, może, możliwe”.

Garda: Rosjanie ćwiczą ataki na Polskę

Rosja opracowała kilka opcji „weryfikatora” reakcji NATO

Dwie pierwsze opcje – powtórzę – to uderzenie rakietą bądź dronami (np. w elektrownię) oraz kontrolowane, płytkie wejście na polską stronę pogranicza. Inna opcja to symulowanie ataków z powietrza, które zmusiłoby polską obronę przeciwlotniczą do przejścia w stan najwyższej gotowości. Byłoby to twórcze rozwinięcie radzieckiej koncepcji rozpoznania bojem – czyli rozpoznanie symulacją.

Jest jeszcze jedna ewentualność, po którą Moskwa w swojej SWO (specjalnej operacji wojskowej) sięga nadzwyczaj chętnie: operacje pod tzw. fałszywą flagą. Dochodzi do incydentu, a odpowiedzialnością za niego obarcza się Ukraińców. Cel w tym przypadku jest prosty: skłócić Ukrainę z Polską (o co dziś – z wiadomych przyczyn – nie jest trudno).

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że operacje „fałszywej flagi” prowadzi także Ukraina. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest zdarzenie z ukraińską rakietą przeciwlotniczą S-300 (5W55), która 15 listopada 2022 r. spadła na wieś Przewodów w gminie Dołhobyczów (powiat hrubieszowski) i zabiła dwie osoby. Jak swego czasu ujawnił Andrzej Duda, Wołodymyr Zełenski sugerował wtedy, by Polska obwieściła światu, że rakieta została wystrzelona przez Rosję...

Planiści z GRU muszą głęboko przerobić scenariusze działań

Wróćmy do „tu i teraz”. Należy założyć, że działania rozpisane w owych planach zostały wyhamowane przez tzw. strategię odstraszania przez ujawnienie (ang. deterrence by disclosure).

Moskwa musi zmodyfikować swoje zamysły, ponieważ strona, której responsywność obronna miała być testowana, wie już – mniej więcej – czego może się spodziewać. Teraz planiści z GRU muszą zacząć wszystko od nowa.

A zmiana planów operacyjnych to nie jest „hop-siup i rymy-cym-cym”. Trzeba ponownie przeprowadzić analizę ryzyka, zmienić trasy przelotów, przestawić na inne tory logistykę, a bywa, że i odłożyć ad acta całą operację. Koniecznie należy również namierzyć szpiega, który przekazał Zachodowi dokumenty. A to wszystko wymaga czasu.

Tutaj warto dodać jeszcze jedną ważną uwagę: rzeczone plany są na tyle uniwersalne, że celem rozpoznania prowokacją może być równie dobrze Polska, jak i Estonia lub inne państwo wschodniej flanki NATO. W szufladach rosyjskich specjalistów od wojny hybrydowej leży wiele takich scenariuszy. Przecież pożary magazynów, sabotaże na kolei, zakłócenia sygnałów GPS czy przerywanie podmorskich kabli telekomunikacyjnych nie dzieją się same z siebie. Ich sprawcami nie są zwykli przestępcy, a precyzyjniej: sprawcami bywają pospolici kryminaliści, ale opłacani i kierowani przez Moskwę.

Rzecz w tym, że czym innym jest sytuacja, gdy w ramach wojny hybrydowej „nieznani sprawcy” podpalają magazyn farb czy tekstyliów, a czym zgoła innym byłoby wejście rosyjskich żołnierzy – nawet w ramach maskirowki, jako „zielone ludziki” – na polskie terytorium. Czegoś takiego jeszcze nie przerabiano.

Niepokojące jest to, że GRU w ogóle pisze takie scenariusze. Jednak jeszcze bardziej zatrważa fakt, że w Moskwie brakuje przekonania, iż „w razie czego” artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego miałby taką samą moc, jak w czasach zimnej wojny. I prędzej czy później gracze z GRU powiedzą: sprawdzamy! I co wówczas uczyni NATO?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki