- Rosja może próbować przetestować spójność NATO i dokonać prowokacji w Polsce lub krajach bałtyckich, na co wskazują źródła wywiadowcze i co potwierdza premier Donald Tusk. Celem jest sprawdzenie gotowości USA do obrony wschodniej flanki NATO.
- Prowokacje te mogą przybrać formę działań hybrydowych, takich jak ataki rakietowe, drony czy użycie "zielonych ludzików", a ich celem jest zniechęcenie państw europejskich do wspierania Ukrainy. Szef polskiej Agencji Wywiadu, płk Paweł Szota, podkreśla, że Rosja systematycznie przesuwa czerwone linie.
- Mimo strat na Ukrainie, Rosja odbuduje swoją armię w ciągu 5-7 lat i pozostanie głównym zagrożeniem dla Europy, dążąc do wywrócenia obecnego porządku międzynarodowego. Eksperci ostrzegają, by nie lekceważyć jej zdolności do ewolucji i potencjalnej konfrontacji z NATO.
- W ostatnich latach odnotowano już incydenty prowokacyjne, w tym podrzucenie bomb zapalających w paczkach DHL w Europie oraz naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez brytyjski dziennik „The Guardian”, opierający się na źródłach wywiadowczych z dwóch państw wschodniej flanki NATO, Kreml może dążyć do sprawdzenia spójności Sojuszu. Szczególne obawy dotyczą potencjalnych prowokacji wojskowych skierowanych przeciwko Polsce lub państwom bałtyckim.
Jak podkreślono w artykule, Rosja znajduje się obecnie pod coraz większą presją ze strony Ukrainy, co może skłaniać ją do działań mających na celu odwrócenie uwagi lub wywołanie chaosu. Wywiad Łotwy wyraźnie zaznacza: „Widzimy przesłanki wskazujące na to, że Rosja przygotowuje prowokacje wojskowe przeciwko państwom bałtyckim lub Polsce”. Istnieje przekonanie, że prezydent Władimir Putin może chcieć przetestować gotowość Stanów Zjednoczonych do obrony najmniejszych członków NATO, czyli Estonii, Łotwy i Litwy. Na marginesie konferencji w Gdańsku, poświęconej odbudowie Ukrainy, premier Donald Tusk skomentował te doniesienia, mówiąc:
„Podzielamy, bez wyjątku, opinię, że sytuacja jest bardzo niestabilna i w nadchodzących tygodniach oraz miesiącach można spodziewać się różnego rodzaju eskalacji”. Dodał również, że „Będziemy chcieli przygotować się jako grupa państw bezpośrednio narażonych na to ryzyko”.
Co szykuje Kreml? Analiza możliwych scenariuszy i działań hybrydowych
W ocenie łotewskiego wywiadu, Rosja obecnie nie jest w stanie otworzyć drugiego frontu w pełnoskalowej wojnie konwencjonalnej, jednakże może zdecydować się na działania hybrydowe, które są trudniejsze do zidentyfikowania i zwalczania. Wśród możliwych scenariuszy wymienia się ataki z użyciem rakiet, dronów oraz inne formy prowokacji, których głównym celem byłoby zniechęcenie państw europejskich do dalszego wspierania Ukrainy.
Takie działania mogłyby obejmować zakłócanie infrastruktury krytycznej, dezinformację czy cyberataki, mające na celu destabilizację wewnętrzną krajów. Brytyjski dziennik przypomniał również, że od 2022 roku, czyli początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, doszło już do kilku incydentów o charakterze prowokacji. Wśród nich wymieniono podrzucenie bomb zapalających w paczkach DHL w Wielkiej Brytanii, Polsce i Niemczech latem 2024 roku. We wrześniu ubiegłego roku, 19 rosyjskich dronów-wabików naruszyło polską przestrzeń powietrzną, co skłoniło NATO do poderwania samolotów, demonstrując szybką reakcję Sojuszu na potencjalne zagrożenia.
Ekspert ds. Rosji z think tanku Chatham House, Keir Giles, zauważył, że biorąc pod uwagę brak postępów Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie, „Moskwa będzie szukać sposobów na zakłócenie obecnego trendu poprzez eskalację horyzontalną (rozprzestrzenianie konfliktu na inne kraje) lub działania w innych miejscach”. Analityk ostrzegł również, że „Nie powinniśmy oczekiwać, że Rosja przegra w bierny sposób”, co oznacza, że Kreml aktywnie poszukuje nowych metod wpływania na sytuację międzynarodową i testowania determinacji Zachodu. Zachodnie źródło wojskowe, na które powołała się brytyjska gazeta, oświadczyło, że istnieje realna obawa, iż Moskwa może zaatakować, jeśli Władimir Putin poczuje, że jest pod presją ze strony Ukrainy. To wskazuje na desperację i nieprzewidywalność działań rosyjskiego przywódcy. „Nie będę kłamał, to okres zagrożenia” – przekazało źródło, podkreślając powagę sytuacji.
Czy Rosja jest w stanie otworzyć drugi front? Ocena potencjału militarnego
Szef Agencji Wywiadu, płk Paweł Szota, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” stwierdził, że Rosja może prowadzić wojnę na Ukrainie jeszcze kilka lat. Według niego, Władimir Putin jest zakładnikiem własnej porażki i będzie eskalował działania, aby nie dopuścić do całkowitej kompromitacji. Płk Szota ocenił, że realne i bezpośrednie zagrożenie militarne dla Polski pochodzi przede wszystkim z kierunku rosyjskiego. Jego zdaniem, Moskwa postrzega Polskę i kraje wschodniej flanki NATO jako przeszkodę w realizacji imperialnych celów Kremla.
„Widząc, co się dzieje w Ukrainie, jak Rosji nie idzie w tej chwili wojna, pojawia się dodatkowy element niepokoju, że Moskwa może dalej eskalować” – podkreślił szef Agencji Wywiadu, wskazując na zwiększone ryzyko w obliczu niepowodzeń na froncie ukraińskim.
Płk Szota zaznaczył, że wojna stała się dla Putina ogromnym upokorzeniem. Rosyjskie służby specjalne i armia dokonały błędnej kalkulacji, spodziewając się szybkiego zwycięstwa, co doprowadziło do obecnej patowej sytuacji. Zdaniem szefa Agencji Wywiadu, dla Władimira Putina jest sprawą honoru, aby wojna w Ukrainie została wpisana do podręczników historii jako jego sukces, niezależnie od kosztów. „Dlatego mamy do czynienia z nieprzewidywalnością po stronie Rosji” – powiedział płk Szota, podkreślając, że ta nieprzewidywalność jest kluczowym elementem strategii Kremla. Potwierdził, że Agencja Wywiadu bierze pod uwagę scenariusze prowokacji Rosji wobec państw bałtyckich, w tym działania z udziałem tzw. zielonych ludzików, które są formą wojny hybrydowej, polegającej na użyciu nieoznakowanych sił specjalnych.
„Rosja systematycznie przesuwa czerwone linie, testując reakcje NATO. Koszt takich prowokacji dla Moskwy jest niski, a Sojusz reaguje głównie politycznie, co zachęca do dalszej eskalacji” – wskazał szef Agencji Wywiadu, co sugeruje, że Kreml uważa, iż może bezkarnie podważać bezpieczeństwo regionalne. Wyraził również zaniepokojenie rosnącym podporządkowaniem Białorusi przez Moskwę, w tym powstawaniem na terenie tego państwa instalacji pozwalających na rozmieszczenie systemów do przenoszenia broni jądrowej, w tym m.in. Oresznika, oraz ćwiczeniami nuklearnymi.
Jednocześnie Agencja Wywiadu utrzymuje własne kanały komunikacji z Mińskiem, co pozwoliło m.in. na uwolnienie Andrzeja Poczobuta. Szef Agencji Wywiadu zapewnił, że Polska nie pozostanie bierna wobec agresywnych działań Rosji i Białorusi, podkreślając konieczność aktywnej postawy w obliczu zagrożenia.
Potencjał militarny Rosji: jak szybko Kreml odbuduje siły zbrojne?
Nawet jeśli Rosja zostanie pokonana w wojnie przeciwko Ukrainie, pozostanie głównym zagrożeniem dla Europy. Znawca Rosji, Michael Kofman, pisze w "Foreign Affairs", że pełna rekonstrukcja jej sił zbrojnych jest w zasadzie pewnikiem, a wywrócenie obecnego porządku międzynarodowego pozostanie celem Kremla. Pomimo stagnacji gospodarczej, fatalnej sytuacji demograficznej i skostniałego, autorytarnego reżimu, Rosja pozostanie na lata siłą zdolną do odebrania bezpieczeństwa Europie i żywo tym zainteresowaną. To, czy zdoła odbudować po wojnie swe siły zbrojne na tyle, by podjąć konfrontację z NATO, nie budzi w zasadzie wątpliwości analityków wojskowych – ocenia autor, były dyrektor programu badania Rosji w amerykańskim ośrodku federalnym CNA, obecnie ekspert ds. rosyjskich sił zbrojnych w think tanku Carnegie Endowment for International Peace.
Najnowsze analizy wskazują, że Rosja będzie w stanie przeprowadzić rekonstrukcję i modernizację swojej armii szybciej niż zakładano na początku wojny w Ukrainie. Ocenia się, że będzie potrzebowała od pięciu do siedmiu lat, by móc w ograniczonym zakresie zagrozić któremuś z państw NATO. Nawet jeśli proces odbudowy sił zbrojnych zajmie parę lat więcej, to z punktu widzenia planistów wojskowych jest to wciąż mało czasu – podkreśla Kofman. Rosyjska armia pozostaje ponadto wystarczająco silna, by stanowić zagrożenie na terytorium NATO i podminowywać Sojusz, zwłaszcza jeśli zaangażowanie USA pozostanie niepewne. Wprawdzie siły NATO mają ogólną przewagę, ale będą potrzebowały czasu, by dostosować się do zmian i innowacji w rosyjskiej armii – zauważa ekspert, wskazując na dynamiczny rozwój rosyjskiego potencjału militarnego.
Gdy różne kraje Sojuszu lub różni eksperci wojskowi przedstawiają odmienne oceny stanu rosyjskiej armii i czasu, jakiego potrzebuje do odbudowy swego potencjału, wynika to zapewne z opierania takich prognoz na różnych scenariuszach konfliktu. Siła potrzebna do przeprowadzenia transgranicznej operacji wojskowej na ograniczoną skalę jest zupełnie inna niż ta, jakiej wymagałaby inwazja na Polskę – wyjaśnia Kofman, podkreślając, że należy brać pod uwagę kontekst zagrożenia.
Analitycy wojskowi powinni uwzględniać, że choć siły rosyjskie poważnie ucierpiały w wojnie przeciwko Ukrainie, to jednak od początku konfliktu zostały rozbudowane, a produkcja amunicji, dronów czy systemów obronnych przyspieszyła. W ocenie brytyjskiego wywiadu co najmniej 400 tys. rosyjskich żołnierzy zginęło w tym konflikcie, a między 600 tys. a 800 tys. zostało poważnie rannych. Z drugiej strony, stan liczebny rosyjskiej armii wzrósł do 1,3 mln (przed wojną 850 tys.), a rozmiary wielu formacji podwoiły się lub potroiły, przy czym wiele z nich zyskało dodatkowe jednostki specjalizujące się w rekonesansie, ataku czy walce elektronicznej.
Autor uważa, że najtrudniejszym aspektem rekonstrukcji i modernizacji rosyjskiej armii będzie „zmiana jej kultury (...), która polega na zbyt zcentralizowanym systemie podejmowania decyzji, budowaniu dyscypliny poprzez przemoc a nie profesjonalizm, braku wzajemnego zaufania między żołnierzami a dowódcami, częstym fałszowaniu raportów z walk”. Ponadto, korupcja jest „wszechobecna, a niektórzy żołnierze płacą za to, by nie uczestniczyć w atakach” – wylicza Kofman, wskazując na głębokie problemy strukturalne. Mimo to, nie należy sądzić, że jest to armia słaba, jak też nie należy zakładać, że nie jest zdolna do ewoluowania. „Kuszące - ale niebezpieczne - jest generalizowanie na podstawie tego, jak Rosja radzi sobie na Ukrainie w 2026 roku i przyjmowanie, że daje to pojęcie o tym, jak wyglądałby początek wojny między Rosją i NATO” – ostrzega Kofman, podkreślając, że lekceważenie rosyjskiego potencjału byłoby błędem. Całokształt sytuacji wskazuje na konieczność ciągłego monitorowania i wzmacniania zdolności obronnych NATO, szczególnie na wschodniej flance.