• Czy światowe elity polityczne rzeczywiście kontrolują procesy, które same uruchomiły?
• Czy doktryna wzajemnego odstraszania nadal działa w warunkach chaosu informacyjnego i automatyzacji decyzji?
• Ile jeszcze „błędów systemowych” ludzkość jest w stanie szczęśliwie przetrwać?
• Czy rozwój sztucznej inteligencji zwiększa bezpieczeństwo, czy raczej skraca czas reakcji do poziomu niebezpiecznego?
• Co stanie się pierwszym impulsem: przypadek, błąd algorytmu czy świadoma decyzja polityczna?
Na początku był Chłopczyk i Grubasek. Była jeszcze jedna, której imienia nie nadano
SASB (Bulletin of the Council on Science and Security of Atomic Scientists) wyjaśnia, dlaczego w ciągu roku wskazówki zbliżyły się jeszcze bardziej do północy na Zegarze Zagłady.
„Rosja, Chiny, Stany Zjednoczone i inne duże państwa stają się coraz bardziej agresywne, wrogie i nacjonalistyczne. Z trudem wywalczone globalne porozumienia upadają, przyspieszając rywalizację mocarstw, w której zwycięzca bierze wszystko, i podważając międzynarodową współpracę, kluczową dla redukcji zagrożeń egzystencjalnych. Zbyt wielu przywódców popadło w samozadowolenie i obojętność, w wielu przypadkach przyjmując retorykę i politykę, które przyspieszają, a nie łagodzą te zagrożenia…”.
Naukowcy wezwali do pilnego „ograniczenia arsenałów nuklearnych, opracowania międzynarodowych wytycznych dotyczących wykorzystania sztucznej inteligencji oraz zawarcia wielostronnych porozumień w celu przeciwdziałania globalnym zagrożeniom biologicznym”. Szansa, że apel dotarł do adresatów, jest stuprocentowa. Szansa na to, by spełnili prośby nadawców, jawi się jako niewielka, zdążająca do zera.
Na początku był Chłopczyk i Grubasek. Była jeszcze jedna bomba atomowa, której imienia nie nadano, bo nie było konieczności jej wykorzystania. Potem Rosjanie ogłosili, że też ją już mają. Wywołani do wyścigu Amerykanie opracowali bombę termojądrową, przy której protoplaści jawili się jak petarda przy granacie. Wkrótce Sowieci dogonili Jankesów i też dorobili się swojej bomby H. Potem do jądrowego wyścigu dołączyły inne państwa i na dobre zaczęło się nuklearne odstraszanie. Jego uczestnicy zwolnili nieco tempo. Teraz dyspononują kilkunastoma tysiącami głowic jądrowych. Nieistotne, iloma dokładnie. Jest ich wystarczająco dużo, by mogła spełnić się proroctwa Apokalipsy wg św. Jana.
Oczywiście prawdopodobieństwo, że któreś z państw posiadaczy broni jądrowej (BJ) rozpętałoby świadomie i z premedytacją globalną wojnę jądrową, jest niewielkie. Bo jaki miałoby zysk w tym, że ostatnie rakiety balistyczne uruchamiałby systemy komputerowe (a wszystkie mocarstwa takimi dysponują), gdyż nie byłoby ludzi mogących wykonać akt ostatecznej katastrofy...
Triada nuklearna rządzi – dysponują nią tylko USA, Rosja, Chiny i Indie
Tylko te państwa mają siły nuklearne zdolne do proporcjonalnej, a najlepiej – nadproporcjonalnej – odpowiedzi na wrogi atak jądrowy. Taką możliwość zapewnia tzw. triada jądrowa. To, jak nazwa wskazuje, trójczłonowa struktura sił zbrojnych składająca się z:
a) lądowych międzykontynentalnych rakiet balistycznych (ICBM),b) międzykontynentalnych rakiet balistycznych wystrzeliwanych z okrętów podwodnych (SLBM) orazc) bombowców strategicznych zdolnych do przeprowadzenia uderzenia jądrowego bombami i rakietami.
Triadą dysponują tylko cztery mocarstwa: USA, Rosja, Chiny i Indie. Jedno państwo – KRLD – może razić cele rakietami międzykontynentalnymi z lądu i z jednego (na razie) okrętu podwodnego. Dwa: Francja i Wielka Brytania obecnie nie mają lotnictwa strategicznego ani lądowych stanowisk. Swój MAD oparły o okręty podwodne.
Wbrew medialnym pierdołom sprzed lat – sporadycznie jeszcze i teraz powtarzanym – zwykłej bomby A nie zbuduje uzdolniony student fizyki, nawet gdyby był geniuszem. Nie da się, bo się i nie dało wcześniej, kupić „w wolnym obrocie” tzw. bomb walizkowych, których jakoby Moskwa nie mogła doliczyć się po upadku ZSRR. Z prostej przyczyny: skonstruowanie tak niewielkiego ładunku jądrowego jest jeszcze trudniejsze niż zbudowanie jakiegoś odpowiednika Chłopczyka.
xxx
Dlaczego Zegar Zagłady raz spieszy, raz spowalnia?
Bo reaguje w odpowiedzi na tzw. wydarzenia międzynarodowe. Choć teraz już od dawna nie spowalnia. Tak niespokojnie w świecie, jak jest obecnie, nie było od dekad. Wskazówki zegara były przesuwane od 1947 r. 26 razy. Najdalej od północy wskazówkę nastawiono w 1991 r. USA i ZSRR podpisały wówczas traktat ograniczający jądrowy wyścig – START I. Powiało takim optymizmem, że fizycy ustawili ją na 17 minut przed północą.
A teraz – powtórzmy to po raz kolejny – do zaistnienia planety bezcywilizacyjnej pozostało 85 sekund. O cztery sekundy bliżej niż rok temu. Wtedy tak tłumaczono ten stan rzeczy: „Ostatni rok charakteryzował się napiętymi stosunkami między wielkimi mocarstwami świata, które były zaangażowane w energiczne programy modernizacji nuklearnej w obliczu ciągłego upadku reżimu kontroli zbrojeń nuklearnych. W tym ogólnym kontekście trudno dostrzec zarysy pokojowego i trwałego zakończenia wojny Rosji z Ukrainą i nadal istnieją obawy dotyczące możliwego użycia przez Rosję broni nuklearnej w tym konflikcie”.
Wskazanie 85 sekund do północy wynika z kumulacji wielu narastających zagrożeń oraz regresu w światowej polityce i współpracy. Doszło do wyraźnej eskalacji zagrożenia nuklearnego. To efekt rosnących napięć, widocznych choćby w konfrontacyjnej retoryce między tercetem największych mocarstw atomowych. Stabilizacji nie służy także to, że ostatnia z obowiązujących umów ograniczających strategiczne arsenały Rosji i USA najpewniej wygaśnie. Jeśli traktat New START przestanie obowiązywać, otworzy się droga do nowego wyścigu zbrojeń.
Już teraz nie ma realnych postępów w kontroli zbrojeń i deeskalacji konfliktów z udziałem państw dysponujących bronią nuklearną. Atmosferę zwiększonego zagrożenia wzmacniają napięcia między Indiami i Pakistanem oraz Izraelem i Iranem. I rzecz jasna – nadal trwająca wojna rosyjsko-ukraińska. Wszystko to zwiększa ryzyko niezamierzonej lub celowej eskalacji konfliktów do poziomu wojny lub wojen z użyciem broni atomowej.
Jakby tego wszystkiego było mało, mamy jeszcze pogłębiający się kryzys klimatyczny, który działa jak mnożnik innych zagrożeń. Czynnikiem wzbudzającym szczególną niepewność jest rozwój i zastosowanie sztucznej inteligencji. Pojawiły się bowiem informacje, że AI może być wykorzystywana nie tylko do naprowadzania rakiet z głowicami jądrowymi (także do ich zwalczania). Istnieją również poważne obawy, że AI może służyć do projektowania patogenów przeznaczonych do broni biologicznej.
A jeśli do tego wszystkiego dodać globalną deprecjację znaczenia współpracy międzynarodowej, trendy do autokratycznej, wodzowskiej formuły uprawiania polityki oraz chaos informacyjny, w którym topi się świat, to... Nie należy dziwić się, że wskazówki Zegara Zagłady znajdują się tak blisko punktu oznaczającego północ – czyli momentu, w którym „the game is over”.
Niepokojące nie jest samo to, że klubowicze „A” dysponują międzykontynentalnymi straszakami. Niepokój budzi fakt, że coraz częściej dysponenci BJ dopuszczają w swoich strategiach obronnych użycie taktycznych ładunków jądrowych. Ostatnio takimi Rosja straszyła Ukrainę i Zachód. Warto pamiętać, że jednym z pierwszych polityków, którzy opowiadali się za taką możliwością, był Henry Kissinger. W pracy „Nuclear Weapons and Foreign Policy”, wydanej w 1957 r., uznał on, że USA powinny regularnie wykorzystywać broń atomową w celach taktycznych, aby zapewnić sobie zwycięstwo.
Nie wiemy, co siedzi w głowach władców świata.
Nie wiemy, jak zareagowaliby, gdyby państwo X trafiło „tylko” jedno miasto państwa Y jednym taktycznym pociskiem rakietowym z głowicą o mocy porównywalnej do Chłopczyka lub Grubaska.
Czy nie byłoby rewanżu? Wątpliwe. A jeśli by do niego doszło, to to kiedy w odwecie byłby użyte ICBM i SLBM?