- Prezydent Wołodymyr Zełenski zaalarmował 5 sierpnia, że dostawy pocisków do obrony przeciwlotniczej spadły trzykrotnie w pierwszym półroczu 2026 roku w porównaniu do 2025, co bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu ukraińskich miast.
- Spadek dostaw wynika z braku decyzji politycznych sojuszników, a nie z braku amunicji, co brutalnie uwidocznił zmasowany atak na Kijów z 5 sierpnia, w którym zginęło 17 osób.
- Ukraina od lat bezskutecznie stara się o licencję na produkcję pocisków Patriot, a obecne rozmowy o lokalizacji produkcji są rozwiązaniem długoterminowym, które nie zapewni obrony przed nadchodzącą zimą.
- W odpowiedzi na niedobory w obronie powietrznej, Ukraina intensyfikuje „sankcje dalekiego zasięgu”, atakując cele w głębi Rosji, w tym rafinerie i zakłady produkujące komponenty do rakiet.
W środę (5 sierpnia), po naradzie z najwyższym dowództwem wojskowym, prezydent Wołodymyr Zełenski przedstawił opinii publicznej niepokojące dane.
„Niestety, w tym roku dostawy środków do zwalczania rakiet balistycznych od partnerów znacząco się zmniejszyły. Liczba przekazywanych pocisków do systemów obrony przeciwlotniczej spadła trzykrotnie w porównaniu z 2025 rokiem. Dotyczy to nie tylko bieżącego okresu letniego, lecz całego pierwszego półrocza 2026 roku” – napisał prezydent w mediach społecznościowych.
Problem ten nie jest nowy. Już na początku lutego 2026 roku analitycy z Instytutu Gospodarki Światowej (IfW) w Kilonii wskazywali, że choć Europa starała się skompensować zmniejszenie pomocy z USA, ogólna skala wsparcia militarnego w 2025 roku była najniższa od początku wojny. Całkowita pomoc wojskowa w 2025 roku wyniosła 36 mld euro, co stanowiło spadek o 14% w stosunku do roku 2024. W obliczu wyczerpywania się zapasów, kluczowe stało się zwiększenie produkcji zbrojeniowej, co pozostaje ogromnym wyzwaniem.
Apel o decyzje polityczne i lokalizację produkcji
Prezydent Zełenski zaznaczył, że problem nie leży w braku amunicji w arsenałach sojuszników, ale w sferze decyzyjnej.
„Partnerzy dysponują tymi rakietami. Kluczowe jest jednak podjęcie niezbędnych decyzji politycznych, dotyczących ich dostaw oraz przyspieszenia produkcji, w tym jej lokalizacji w Ukrainie” – podkreślił. Jego zdaniem takie działania mogłyby wesprzeć nie tylko Ukrainę, ale i „globalną ochronę życia”.
Po wizycie w Białym Domu na rozmowach pod koniec lipca Zełenski powiedział, że Ukraina stara się o dostawę kolejnych 300 pocisków przechwytujących Patriot w celu wzmocnienia swojej obrony przed przyszłą zimą. Trump odmówił dostarczenia jakichkolwiek nowych pocisków.
Według analizy Defence Express w której analizowano w których krajach mogą jeszcze pozostać pociski PAC-3 do systemów Patriot i na ile realistyczne jest ich pozyskanie dla Ukrainy wynika, że obecnie realnymi źródłami dostaw są tylko linie produkcyjne oraz zapasy krajów partnerskich. A przekazanie licencji na produkcję to program długoterminowy, wciąż na etapie negocjacji. Systemy Patriot w wersji PAC-3 eksploatuje obecnie 14 krajów. W Europie są to Szwecja, Holandia, Niemcy, Polska, Rumunia. Hiszpania zamówiła cztery baterie pod koniec 2025 roku, a Szwajcaria pięć jeszcze w 2021, ale wciąż na nie czeka. Kraje europejskie już od 2023 roku aktywnie pomagały Ukrainie rakietami, jednak sytuacja w Polsce po przekazaniu zaledwie pięciu sztuk pokazuje, jak trudne mogą być takie decyzje polityczne.
W regionie Zatoki Perskiej operatorami są Kuwejt, Bahrajn, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska. Jeszcze na początku roku region ten mógł być postrzegany jako znaczące źródło zapasów, jednak wojna USA z Iranem diametralnie to zmieniła. Nie wiadomo, ile dokładnie rakiet wystrzelono, ale w drugim tygodniu intensywnych działań bojowych kraje arabskie zgłosiły zestrzelenie ponad 800 irańskich rakiet balistycznych, co przy standardowym zużyciu dwóch pocisków na jeden cel wymagałoby minimum 1600 jednostek PAC-3. W praktyce często wystrzeliwano nawet cztery-pięć rakiet na jedną cel.
W Azji systemy posiadają Japonia, Republika Korei i Tajwan. Nigdy nie używały ich bojowo poza ćwiczeniami. Republika Korei odmawia zarówno pomocy, jak i sprzedaży uzbrojenia. Tajwan, stojąc w obliczu zagrożenia ze strony Chin, nie będzie się rozbrajał. Pozostaje Japonia, która w 2025 roku zaczęła dostarczać USA rakiety PAC-3 MSE w ramach rekompensaty za przekazane Ukrainie pociski, ale zabroniła ich bezpośredniego transferu do Kijowa. Japońskie prawo uniemożliwia bezpośrednią pomoc, a zmniejszenie zapasów Tokio nie leży w interesie Stanów Zjednoczonych, które za główne zagrożenie uznają Chiny. Amerykańskie zapasy również mocno się skurczyły. Według szacunków CSIS przed operacją Epic Fury USA dysponowały ponad 2300 rakietami PAC-3, a obecnie mają około 800, co daje średnio 13 pocisków na jeden kompleks. W tej sytuacji trudno traktować amerykańskie magazyny jako realne źródło dostaw dla Ukrainy.
Kwestia licencji na produkcję systemów Patriot w Ukrainie stała się w ostatnich tygodniach przedmiotem intensywnych dyskusji dyplomatycznych. Choć prezydent USA Donald Trump początkowo sugerował taką możliwość, a nawet Zełenskiego spotkał się z kierownictwem Lockheed i RTX, to później Trump wycofał się z tych deklaracji, argumentując to koniecznością ochrony wrażliwej technologii. Jak mówił:
"To bardzo wyjątkowa broń i musimy trochę uważać, komu dajemy licencję" - oświadczył Trump w rozmowie telefonicznej z brytyjską gazetą. Oświadczył, że „nie jest pewny”, czy pozwoli Ukrainie na produkcję tych pocisków. "Analizujemy to" - dodał. Niemniej według najnowszych doniesień Reutersa, Stany Zjednoczone kontynuują rozmowy w sprawie umożliwienia Ukrainie produkcji rakiet przechwytujących do systemu Patriot, mimo wątpliwości wyrażonych przez prezydenta Donalda Trumpa. Rozważane opcje obejmują m.in. budowę niektórych komponentów na Ukrainie z finalnym montażem w Europie, na przykład w Niemczech, dołączenie Ukrainy do istniejącego amerykańsko-europejskiego programu produkcji oraz umożliwienie Kijowowi wytwarzania tańszej wersji PAC-3, czyli rakiety ACE ogłoszonej niedawno przez Lockheed Martin. Według agencji najbardziej realna wydaje się opcja komponentów w Ukrainie i montażu w Niemczech. W odpowiedzi na potrzeby Ukrainy Polska złożyła propozycję trójstronnej współpracy (USA-Polska-Ukraina), w ramach której produkcja mogłaby odbywać się w bezpiecznym miejscu na terytorium Polski. Mimo to, uruchomienie takiej linii produkcyjnej, nawet przy pełnej zgodzie, mogłoby zająć od roku do pięciu lat.
Stały przedstawiciel USA przy NATO Matthew Whitaker w wywiadzie dla Fox News wyjaśnił, że obecnie trwają jedynie prace nad pewnymi umowami dotyczącymi wspólnej produkcji. Według niego spotkania i negocjacje z Ukrainą oraz firmami posiadającymi odpowiednie kompetencje przebiegają aktywnie, lecz długoterminowe umowy produkcyjne nie przyniosą efektów już tej zimy. Whitaker wskazał, że najważniejsze jest przekazanie Ukrainie przed zimą tych rakiet, które mogą dostarczyć inni sojusznicy lub które powstaną dzięki zwiększeniu mocy produkcyjnych w USA.
Defence Express zwraca uwagę, że licencja nigdy nie była traktowana jako rozwiązanie doraźne „na jutro”. Przykładem jest Japonia czyli jedyny kraj na świecie, który składa PAC-3 MSE z aktywnym wykorzystaniem kluczowych amerykańskich komponentów. Na same polityczne uzgodnienia Tokio potrzebowało dwóch lat, a od ich rozpoczęcia do pierwszego testu rakiety zmontowanej w Mitsubishi Heavy Industries upłynęło pięć lat. Sam cykl produkcyjny PAC-3 MSE trwa 24 miesiące. Dlatego fakt, że Ukraina nie otrzyma licencji przed zimą, jest w pełni przewidywalny i nie wpływa na krótkoterminową ochronę przed rosyjskimi rakietami balistycznymi. Wiele zależy też od amerykańskiej biurokracji. Proces wymaga najpierw twardych umów międzyrządowych, a dopiero potem kontraktów między prywatnymi producentami, transferu technologii, sprzętu i szkoleń.
Jak zwraca uwagę Franz Stefan Gady na łamach Foreign Policy udzielenie licencji Ukrainie nie rozwiązałoby jej podstawowego problemu ilościowego. Stany Zjednoczone produkująnieco ponad 600 pocisków przechwytujących typu PAC-3 rocznie, a celem jest potrojenie tej liczby do końca 2030 roku. Pod koniec lipca armia amerykańska przyznała firmie Lockheed Martin kontraktu o wartości 53,86 mld dolarów, na produkcję pocisków PAC-3 MSE. Tym samym roczna umowa tymczasowa przekształciła się w siedmioletni, wieloletni kontrakt o wartości 58,62 mld dolarów. Jednak sama Ukraina może zużyć od 150 do 180 w ciągu jednego miesiąca intensywnych rosyjskich ataków - zauważa autor. Według niego w dającej się przewidzieć przyszłości ukraińska obrona przeciwrakietowa nadal będzie opierać się na zapasach sojuszników i systemach tymczasowych, uzupełnionych trwającymi ukraińskimi i europejskimi projektami mającymi na celu stworzenie alternatyw dla systemów Patriot.
Według doniesień „Kyiv Independent” już za czasów prezydenta Joe Bidena Ukraina starała się o uzyskanie licencji na produkcję pocisków dla systemu obrony powietrznej Patriot. Propozycję przekazano ówczesnemu sekretarzowi obrony USA Lloydowi Austinowi i doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Jake’owi Sullivanowi. Jeden z ukraińskich urzędników, który był zaznajomiony z dyskusjami powiedział:
„Próbowaliśmy to zrobić i przedstawiliśmy różne opcje, ale powiedziano nam po prostu «nie» bez żadnego wyjaśnienia”
„Gdyby Waszyngton zatwierdził tę propozycję, gdy została po raz pierwszy przedstawiona, Ukraina miałaby już niezależne dostawy pocisków Patriot” – dodał jeden z ukraińskich urzędników.
Od kwietnia 2023 roku Ukraina otrzymała co najmniej dziesięć baterii Patriot oraz ponad sześćset zaawansowanych pocisków Patriot. Około 70 procent dostaw w ostatnim roku trafiło przez mechanizm NATO PURL, w ramach którego partnerzy kupują amerykańskie uzbrojenie na rzecz Kijowa. Tempo dostaw okazało się jednak niewystarczające. Były już minister obrony Mychajło Fedorow informował, że rząd rozpoczął starania o bezpośrednie kontrakty na PAC-3 finansowane z funduszy unijnych oraz pozyskiwanie starszych wariantów z europejskich magazynów. Trwają też rozmowy z krajami, które zgodziły się odstąpić swoje miejsca w kolejce produkcyjnej.
Kontekst: Zmasowane ataki Rosji i ich skutki
Dramatyczny apel prezydenta Zełenskiego zbiegł się w czasie z tragicznymi wydarzeniami. W nocy z wtorku na środę Rosja przeprowadziła zmasowany atak na Kijów i okolice, używając 28 rakiet różnego typu i 115 dronów. Ukraińskim Siłom Powietrznym udało się zneutralizować 98 dronów, jednak nie zestrzelono ani jednego pocisku balistycznego. Skutki były katastrofalne – zginęło 17 osób, a 44 zostały ranne. Ten atak brutalnie uwidocznił, jak kluczowe są zaawansowane systemy obrony powietrznej, takie jak Patriot, które jako jedyne wykazują skuteczność w zwalczaniu rakiet balistycznych. Bez wystarczającej liczby pocisków przechwytujących, ukraińskie miasta stają się bezbronne wobec rosyjskiego terroru rakietowego. Zełenski bezpośrednio powiązał tragedię w Kijowie z opóźnieniami w dostawach.
Moskwa stosuje nową strategię ataków, w której na jeden główny cel kieruje dziesiątki pocisków balistycznych oraz setki dronów i innych rakiet, by przeciążyć ukraińską obronę. Jeśli obecne tendencje się utrzymają, Rosja może w tym roku wystrzelić ponad tysiąc rakiet balistycznych, co oznaczałoby niemal piętnastokrotny wzrost w porównaniu z 2023 rokiem.
Mimo tego jak przestrzega Karla Kuskevicza na łamach Atlantic Council nawet gdyby Ukraina otrzymała wszystkie 620 rakiet wyprodukowanych przez Lockheed Martin w zeszłym roku, byłoby to dalece za mało wobec szacowanych dwóch tysięcy pocisków potrzebnych rocznie do ochrony kluczowych celów cywilnych, energetycznych i wojskowych. Wojna amerykańsko-izraelska z Iranem dodatkowo pogłębiła kryzys, zużywając według doniesień nawet 1430 pocisków Patriot w ciągu 39 dni.
Jedyną istniejącą alternatywą dla Patriota jest francusko-włoski SAMP/T, który jednak ma ograniczoną produkcję i w obecnej wersji nie radzi sobie z rosyjskimi balistykami. Ukraina planuje jeszcze w tym roku testy nowej generacji SAMP/T NG. Równolegle ukraiński FirePoint i estoński Frankenburg Technologies pracują nad tańszymi pociskami produkowanymi masowo, choć eksperci wątpią, by szybko mogły zastąpić Patriot.
Innym już stosowanym rozwiązaniem jest ukraiński system wojny elektronicznej Lima, który zakłóca sygnały nawigacji satelitarnej i sprawia, że nadlatujące rakiety zboczą z kursu. Zakłócone pociski mogą jednak nadal powodować zniszczenia, zwłaszcza w gęsto zaludnionych obszarach. Ukraina coraz częściej stosuje też strategię atakując źródła produkcji rakiet głęboko w Rosji. W ostatnim miesiącu siły ukraińskie przeprowadziły rekordową liczbę uderzeń na cele przemysłowe, w tym fabrykę półprzewodników w Woroneżu, hub wyrzutni w Wołgogradzie i zakład sensorów w Penzie.
Odpowiedź Ukrainy: "Sankcje dalekiego zasięgu" i potencjalne działania USA i Europy
Wobec niedoborów w obronie, Ukraina intensyfikuje własne działania ofensywne, określane mianem „sankcji dalekiego zasięgu”. Podczas narady z dowództwem omówiono plan ataków na cele w głębi Rosji, koncentrując się na obiektach sektora naftowego i zakładach przetwórczych. „Cena, jaką agresor płaci za przedłużanie wojny, będzie rosła” – oświadczył Zełenski. Strategia ta przynosi wymierne efekty. Ukraińskie ataki dronowe na rosyjskie rafinerie spowodowały największy spadek produkcji ropy naftowej od 24 lat i doprowadziły do niedoborów paliwa w wielu regionach Rosji. Tylko w lipcu 2026 roku zaatakowano 18 zakładów, a celem stały się także tankowce tzw. floty cieni. Na początku lipca Sztab Generalny Ukrainy poinformował, że ataki doprowadziły do wyłączenia z eksploatacji 42,74% rosyjskich mocy przerobowych w rafineriach. Analitycy wskazują, że precyzyjne uderzenia w kluczowe, często przestarzałe elementy infrastruktury paraliżują rosyjski przemysł rafineryjny, którego naprawa jest utrudniona z powodu zależności od sowieckiej technologii.
Wspomniany Franz Stefan Gady w swojej analizie zwraca uwagę, że problem Ukrainy powinien skłonić Stany Zjednoczone i europejskich sojuszników NATO do poważnej debaty nad tym, jak radzić sobie z masowymi atakami rakiet balistycznych. Oprócz przyspieszenia produkcji pocisków – czego nadal nie zrobiono w piątym roku wojny – liderzy polityczni muszą rozważyć drugą metodę obrony czyli atakowanie zdolności przeciwnika do odpalania rakiet u źródła. Pytanie brzmi, czy USA i Europa są gotowe potajemnie wspierać bardziej proaktywne, skuteczniejsze, ale ryzykowne podejście polegające na niszczeniu wyrzutni głęboko na tyłach Rosji oraz zakładów produkujących rakiety balistyczne?
Jak przypomina autor z pomocą wywiadu USA i Europy Ukraina już atakuje długodystansowymi dronami i pociskami cele takie jak rafinerie, składy paliw, infrastrukturę portową i zakłady zbrojeniowe – w tym Titan-Barrikady w Wołgogradzie oraz VNIIR-Progress w Czeboksarach, produkujące komponenty do rosyjskich rakiet. Celem jest systematyczne osłabianie zdolności Rosji do prowadzenia wojny. Podobne podejście zastosowały niedawno USA i Izrael wobec Iranu, ofensywne uderzenia w wyrzutnie i stanowiska dowodzenia ograniczyły możliwość kolejnych salw, co prawdopodobnie bardziej odciążyło izraelską obronę niż same zapasy rakiet. Główne pytanie dla USA i NATO dotyczy tego, czy przywódcy polityczni byliby gotowi stosować taką strategię w wojnie przeciwko przeciwnikowi dysponującemu bronią jądrową.
Z rozmów autora z niemieckimi politykami wynika, że uważają oni to za bardzo ryzykowne i eskalacyjne. Tymczasem nowa doktryna operacji wielodomenowych NATO zakłada właśnie głębokie uderzenia w obronę powietrzną, infrastrukturę i produkcję przemysłową przeciwnika. Przyszła wojna jak się prognozuje będzie charakteryzowała się precyzyjnymi uderzeniami na głębokie tyły, a Rosja sama rozwija podejście systemowe mające na celu osłabienie bazy przemysłowej, logistyki i infrastruktury krytycznej NATO. Nie jest jednak jasne, czy amerykańscy i europejscy liderzy rzeczywiście poparliby ataki głęboko na terytorium Rosji uzbrojonej w broń jądrową. Moskwa prawie na pewno sięgnęłaby po szantaż nuklearny, a głębokie uderzenia mogłaby potraktować jako zagrożenie dla swojego arsenału jądrowego, obrony antyrakietowej i systemów wczesnego ostrzegania.
Obawa przed nuklearną eskalacją wielokrotnie opóźniała dostawy broni dla Kijowa – od HIMARS po ATACMS – oraz ich użycie przeciwko celom w Rosji. Ostatecznie większość opóźnień przezwyciężono, a rosyjskie „czerwone linie” okazały się bardziej elastyczne, niż zapowiadano. Nadal jednak Niemcy odmawiają przekazania Ukrainie pocisków Taurus, a SpaceX nie pozwala na używanie Starlinka nad terytorium Rosji. Autor wzywa więc do realistycznej debaty o tym, co Europa byłaby gotowa zrobić i czym zaryzykować w wojnie z Rosją. Pilna potrzeba Ukrainy bardziej aktywnej obrony powietrznej może stać się okazją dla polityków i planistów NATO do wyjaśnienia stanowisk w kwestii nawigowania eskalacją nuklearną. Wiarygodny sygnał, że Sojusz nie tylko będzie próbował przechwytywać nadlatujące rakiety, ale także atakować, wzmocniłby odstraszanie i mógłby zapobiec wojnie. Jak konkluduje autor widoczna wahanie liderów politycznych zachęca natomiast Moskwę do wiary, że nasycone ataki na europejskie miasta mogłyby być prowadzone bezkarnie, a nocne salwy na Kijów już pokazują, jak to wygląda.