• Czesi wystąpili przeciwko Niemcom dopiero 5 maja, gdy Hitler już nie żył, Berlin upadł, a III Rzesza była w stanie rozpadu.
• Prażanie powstali, bi wierzyli, że stolicę wyzwoli stacjonująca zaledwie 80 km dalej w Pilźnie 3. Armia gen. Patton .
• Słabo uzbrojonych powstańców przed pacyfikacją przez oddziały Waffen-SS uratowało wejście do walki 1. Dywizji ROA.
Do powstania przystąpili cywile i policjanci Protektoratu Czech i Moraw
Według polskiego mniemania Czesi, zwani Pepikami (Józkami), to naród „Szwejków” i konformistów, nieobdarzonych odwagą charakterystyczną dla nas, Polaków. Czytelnikom pozostawiam ocenę takich stereotypów. Fakty są takie, że Polacy 1 sierpnia 1944 r. powstali przeciwko Niemcom. Skończyło się nie tylko klęską z wojskowego i politycznego punktu widzenia, ale także śmiercią ćwierci miliona cywilów i totalnym zniszczeniem Warszawy. Czesi też wzniecili powstanie, ale Niemcy Pragi nie zamienili w ruiny.
Czesi, jako naród pragmatyczny, powstali wtedy, gdy III Rzesza właściwie już nie istniała. Hitler już od kilku dni nie żył. 2 maja padł Berlin, a 5 maja de facto trwały przygotowania do ceremonii podpisania przez Niemców aktu bezwarunkowej kapitulacji.
W czeskim zrywie uczestniczyli cywile i policjanci (formalnie jeszcze istniejącego) Protektoratu Czech i Moraw pod wojskowym dowództwem Czeskiej Rady Narodowej (ČNR). Czesi nie mieli swojej „armii krajowej”, ani nawet „armii ludowej”, acz tutejsi komuniści byli liczącą się siłą na czeskiej scenie politycznej.
Podobnie jak powstańcy warszawscy, czescy również uważali, że po paru dniach walki przegonią Niemców i wyzwolą własnymi siłami stolicę. W Pradze te kalkulacje okazały się nie do końca trafne.
Powstanie w Pradze wybuchło, bo liczono na pomoc 3. Armii gen. Pattona
Bez wchodzenia w detale, którymi polski czytelnik niekoniecznie może być zainteresowany, a także nieco uogólniając, można stwierdzić, że Czesi poszli na Niemca będąc równie słabo uzbrojeni, co powstańcy warszawscy. Pamiętać należy, że ČNR decydująca w Pradze o wybuchu powstania była w znacząco bardziej komfortowym położeniu od kierownictwa Powstania Warszawskiego. Dlaczego?
Tylko 80 km z Pilzna do Pragi miała 3. Armia gen. George'a Pattona. Pod komendą miał 13 dywizji, w tym 6 pancernych. To ponad 400 tys. żołnierza. 80 km to góra dwa dni marszu dla takiej armii, która bardziej musiała przyjmować poddających się Niemców niż z nimi walczyć.
Nieco dalej od Pragi, w zależności od jakiego punktu należałoby liczyć, była Armia Czerwona – ok. 150 km. Zresztą Sowieci planowali ruszyć na Pragę, ale dopiero 7 maja.
Jasne jest, że powstańcom zależało, by do stolicy szybciej dotarli Amerykanie niż Sowieci. Zatem warunki do wybuchu powstania były może nie bardzo korzystne, ale z pewnością odpowiednie. Okazało się, że nie zawsze jest tak, jakby się chciało, aby było.
Po pierwsze: Patton był zwolennikiem marszu na Pragę, z dnia na dzień. Jednak dowódca alianckich sił w Europie, gen. Dwight Eisenhower wytłumaczył mu, że ponad racjami militarnymi są ustalenia polityczne ze Związkiem Sowieckim. Pradze nie mieli takiej wiedzy. Mając wiarę w pamerykańską pomoc Czesi 5 maja wzniecili powstanie. O tym, że amerykańskie czołgi nie wjadą do Pragi w kierownictwie powstania dowiedziano się dopiero 7 maja od… wysłanników Pattona.
Po drugie: gdy Sowieci dowiedzieli się, że prażanie powstali przeciwko Niemcom i Czeskie Radio zaczęło nadawać błagalne apele o pomoc (już w pierwszym dniu powstania), to na rozkaz Stalina, 6 maja, czołówki pancerne 1. Frontu Ukraińskiego, dowodzone przez marszałka Iwana Koniewa, ruszyły na pomoc walczącej Pradze. Koniew miał nie tylko dalej do miasta niż Patton, ale nadto musiał iść przez góry Rudawy, w północnych Czechach.
Marszu nie ułatwiały mu niedobitki Wehrmachtu i Waffen-SS, które niechętnie poddawały się czerwonoarmistom. W końcu Koniew dotarł do Pragi, ale 9 maja. Formalnie było już po wojnie. Kilka godzin wcześniej III Rzesza skapitulowała, a powstanie praskie zakończyło się 8 maja, o 16:00 kapitulacją Niemców. Zostawili ciężki sprzęt w zamian za otwarcie im drogi do Pattona, bo woleli znaleźć się w amerykańskim obozie jenieckim niż w łagrze na Syberii.
„Praga walczy! Błagamy o pomoc! Wyślijcie czołgi, wyślijcie samoloty!”
Takiej treści apele szły z Czeskiego Radia, po angielsku i po francusku. Zareagowali na nie własowcy, czyli ROA. Utworzył ją pupil… Stalina, bohater obrony Moskwy, później wzięty do niewoli niemieckiej, gen. Andriej Własow. W tym czasie to ROA, ściślej jej 1. Dywizja Piechoty, w oznaczeniu Wehrmachtu: 600. Infanterie-Division (russische), była najbliżej Pragi, bo zdążała ku amerykańskim pozycjom. W wiadomym celu.
Dowodzący nią zastępca Własowa, gen. Siergiej Buniaczenko dostrzegł szansę, że pomagając powstańcom może uzyskać od Amerykanów, przez rekomendację Czeskiej Rady Narodowej, gwarancje, że własowcy nie zostaną wydani NKWD, o co Stalin u aliantów zabiegał.
Buniaczenko srodze się pomylił, ale przynajmniej ROA w jakiejś części „rozgrzeszyła się” z kolaboracji z III Rzeszą. Bo wbrew temu, co uważają historycy pomniejszający znaczenie własowskiej pomocy, to bez niej powstanie miałoby inny przebieg. Bardzo niekorzystny dla powstańców i Pragi, ale o tym za moment.
Zatem Buniaczenko wbrew stanowisku Własowa, postanowił pospieszyć z pomocą. Własow uważał, że nie ma co pomagać powstańcom, bo ten gest nie będzie skutkował „rozgrzeszeniem” ROA.
Jego zastępca postanowił zaryzykować i z 18 tysiącami dobrze uzbrojonych ROA-owców, w tym sprzęt pancerny, wszedł 6 maja w kontakt bojowy z Waffen-SS. Tym samym zahamował niemiecką inicjatywę, która szybko zmierzała do stłumienia powstania.
Wejście do walki 1. Dywizji Piechoty ROA znacząco wzmocniło potencjał militarny powstańców. Oni witali ich niczym wyzwolicieli. Wiadomo: wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Własowcy dysponowali własną artylerią oraz kilkudziesięcioma czołgami (T-34) i działami samobieżnymi (Hetzer). Pozwoliło to znacząco zmniejszyć niemiecką przewagę pancerną.
Potencjał kolaborantów Hitlera potężnie wzmocnił sił powstańcze
5 maja na ulicach Pragi barykady stawiało kilkanaście tysięcy powstańców. Głównie cywilów. Tylko kilka tysięcy policjantów było uzbrojonych. Wśród cywilów broń miał co czwarty. Wypisz, wymaluj - niczym jak w Powstaniu Warszawskim.
W Pradze Niemcy mieli pod bronią ok. 30–40 tys. żołnierzy Wehrmachtu, Waffen-SS, funkcjonariuszy różnych policji SS (Gestapo, Kripo, Orpo) oraz Volkssturmu.
Ich jednym celem było wycofać się z Pragi i jak najszybciej dotrzeć do Amerykanów, nie dać się pojmać Sowietom. Wybuch powstania przekreślił ich plany i zmusił do działań, których celem było stłumienie powstania. I nawet to im udawało się, do czasu. Zmieniło się, gdy do powstańców przyłączyli się własowcy.
Buniaczenko chciał, aby Czeska Rada Narodowa uznała własowców za sojuszników. Rada nie przystała na to, bo zakazał jej tego tow. Józef Stalin.
7 maja, po uzgodnieniach z Radą, ROA opuściła Pragę. W walce z Niemcami 1. Dywizja straciła ok. 500 żołnierzy. Miała ok. 1000 rannych, z czego kilkuset zostało w Pradze. A gdy do miasta wkroczyli Sowieci, to ich natychmiast wystrzelali.
Nim Buniaczenko wyszedł z Pragi, to zdążył wcześniej opanować lotnisko Ruzyně, na obrzeżach Pragi. Z niego Niemcy prowadzili bombardowanie Starego Miasta.
Własowcy sprawili, że Luftwaffe nie zdążyła zniszczyć Zamku Praskiego na Hradczanach i słynnego mostu Karola. W ciągu dwóch dni walk po stronie Czechów własowcy skutecznie zneutralizowali Waffen-SS. Zablokowali oddziały pancerne i ciężką artylerię SS nacierającą od strony Południowego Miasta i uniemożliwili Niemcom swobodny ostrzał wzgórza zamkowego i Starego Miasta.
Czy był to mało znaczący wkład Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej w pomoc dla czeskich powstańców?
Po tym, jak własowcy wyszli z Pragi Niemcom odechciało się przerabiać miasto, wzorem warszawskim, na ruiny, bo w uszach już im pobrzmiewało „huuuuraaaa” zbliżających się czerwonoarmistów. 8 maja o 16:00 Czeska Rada Narodowa i niemieckie dowództwo w Pradze (z gen. Rudolfem Toussaintem na czele) podpisały akt kapitulacji niemieckiego garnizonu. Jego część wyszła z Pragi, a kilkanaście tysięcy dostało się do czeskiej niewoli.
Następnego dnia, rankiem, do Pragi wkroczyła Arfmia Czerwona
Na przedpolach miasta straciła ok. pół tysiąca żołnierzy. W powstaniu praskim zginęło ok. 3 tys. Czechów i ok. 1,2 tys. Niemców.
A z tych własowców, którzy dotarli do Amerykanów, ci Sowietom wydali (maksymalnie licząc) 16 tys. Maksymalnie 3 tysiącom udało się uniknąć „repatriacji”. Najwięcej szczęścia mieli ci, którym udało się uciec do Liechtensteinu. To państwo nie wydało ani jednego własowca.
Dowództwo ROA Sowieci, jako zdrajców, powiesili. Ok. 2 tys. NKWD i Smiersz zabiły jeszcze w Czechach. Większość szeregowych żołnierzy oraz podoficerów (ok. 10–11 tys.) na mocy art. 58 Kodeksu karnego ZSRR zostało skazanych, zz zdradę ojczyzny, na od 6 do 25 lat ciężkich robót w łagrach. Połowa z nich nie dożyła końca wyroków. Ci, którzy wyszli na wolność do końca swoich dni byli pogardzanymi obywatelami II kategorii.
Żaden żołnierz ROA nie został odznaczony przez Republikę Czeską za udział w powstaniu praskim. W stolicy kilka pamiątkowych tablic przypomina o gen. Buniaczence i jego żołnierzach. Na cmentarzu Olšany znajduje się zbiorowa mogiła oraz symboliczny upamiętniający krzyż poświęcony własowcom poległym w Pradze i rozstrzelanym przez NKWD. Na tym cmentarzu pochowani zostali także żołnierze Armii Czerwonej. Można uznać, że to kolejny paradoks wojennych dziejów...
Polecany artykuł: