• Czy druga runda rozmów USA–Ukraina–Rosja ma realny potencjał przełomu?
• Na ile eskalacja militarna jest narzędziem presji negocjacyjnej Moskwy?
• Czy Waszyngton jest w stanie wymusić na Kijowie ustępstwa terytorialne?
• Jak długo Ukraina może opierać się presji politycznej i wojskowej jednocześnie?
• Czy „okno na porozumienie” faktycznie się zawęża, czy to element gry informacyjnej?
Jest za wcześnie, by mówić o szybkim osiągnięciu pokoju
Dla jasności: nie są to klasyczne rozmowy pokojowe, jakby mogło wynikać z wypowiedzi anonimowych przedstawicieli rządu Donalda Trumpa. To z założenia trójstronne (ale 1 lutego mają być dwustronne) rozmowy techniczno-polityczne o możliwych ramach przyszłego porozumienia. Zresztą negocjujące strony nie kryją, że na tak wczesnym etapie nie można mówić o szybkim osiągnięciu pokoju, ale o wstępnych i bardzo trudnych negocjacjach.
Trudne są dla obu stron. Tak dla Rosji, jak i dla Ukrainy. Spór – jak wiadomo – dotyczy tego, czy Ukraina odda swoją, kontrolowaną, część Donbasu – czego żąda Rosja, czy też nie odda. Zauważcie Państwo, że od paru miesięcy w narracji rosyjskiej nie mówi się o zakazie obecności Ukrainy w NATO. Nie znaczy to, że Moskwa zrezygnowała z tego warunku sine qua non. Na Kremlu wiedzą, że bez zgody USA do NATO nie wejdzie żadne państwo, a tym bardziej Ukraina. Zatem w rosyjskiej narracji nie ma potrzeby artykułowania tego warunku.
Co innego, gdy w grę wchodzą ustępstwa terytorialne, eufemistycznie określane mianem „kwestii terytorialnych”. To jest (i zanosi się na to, że jeszcze długo będzie) kluczową istotą sporu. Dotychczas żadna ze stron nie zamierza zrezygnować ze swoich żądań. Podczas pierwszej rundy negocjacji (23-24 stycznia) ich strony sondowały gotowość którejś z nich do ustępstw vel kompromisu. Z wiadomym skutkiem. Założyć należy, że taki styl pertraktacji będzie obowiązywał w rozmowach 1 lutego.
Donald Trump stawia na „marchewkę”, a Władimir Putin – na „kij”
USA naciskają na Kijów (o czym czasem wspomni Zełenski), by zrezygnował z terytoriów w Donbasie, które obecnie ma pod kontrolą. Jeśli analitycy Instytutu Studiów nad Wojną (Institute for the Study of War – ISW) mają rację, to stanowisko ukraińskie jest racjonalne.
Amerykańscy eksperci uważają, że Rosja nie będzie w stanie ani łatwo, ani szybko opanować tego, co miałaby jej oddać Ukraina w imię zakończenia wojny. Donald Trump chce, by jak najszybciej doszło, przynajmniej, do zawieszenia broni.
Nie tylko dlatego, by powstrzymać wzajemne zabijanie się. Również dlatego, że im dłużej ta wojna trwa, tym bardziej na tym cierpi jego autorytet. Nie ma co kryć: prezydent USA był zbyt pewny swoich możliwości negocjacyjnych, przez co ucierpiał prestiż światowego „pacemakera”. Naciska więc na Ukrainę, by ta spełniła terytorialne żądanie Moskwy. W zamian za gwarancje bezpieczeństwa.
Sęk w tym, że tyle o nich się już mówi, a nic nie słychać o konkretnych propozycjach, które zaakceptowałaby Ukraina. Jak długo Kijów będzie opierał się sugestiom Trumpa i żądaniom Putina? Na razie amerykański prezydent w polityce „kija i marchewki” wobec Ukrainy nie używa kijaszka. Za to rosyjski prezydent jak najbardziej stawia na kij. Można spodziewać się, że w przeddzień drugiej tury negocjacji szczególnie zdynamizuje uprawienia takiej polityki!
Moskwa konsekwentnie, nie licząc się z kosztami, reallizuje politykę „rozmiękczania” Ukrainy poprzez zmasowane i destrukcyjne uderzenia na cele wojskowe, cywilne i podwójnego przeznaczenia.
Oto przykład wzięty z kalendarza wojny. W nocy z 27 na 28 stycznia rosyjski dron wziął na cel (ściślej: operator BSP w takowy wymierzył) pociąg pasażerski. Pociąg relacji Chop–Lwów–Charków–Barwinkowe został trafiony w rejonie wsi Jazykowe, gdy jechał przez obwód charkowski. Zginęło co najmniej 5 osób.
Prezydent Zełenski potępił ten atak, uznając go za „akt terroryzmu”. Wezwał międzynarodową społeczność do zwiększenia presji na Moskwę. Czy tzw. świat zareaguje na apel Zełenskiego po jego myśli? Mam wątpliwości w tej materii. Takich nie mam co do charakteru ataku. Tak, uderzenie miało znamiona aktu terrorystycznego lub zbrodni wojennej! Jeśli uderzeniowy dron rozwala cywilny pociąg, i to jeszcze będący w ruchu, to czy była to „pomyłka” operatora dronu? Pytanie retoryczne. Tym bardziej, że był to już czwarty atak, w ciągu circa dwóch miesięcy, na kolejowy transport pasażerski.
W nocy z 27 na 28 stycznia Rosjanie mocno „zmiękczali” morale ukraińskiego społeczeństwa i drenowali zapasy rakiet do systemów obrony przeciwlotniczej. Wystrzelili w Kijów, Dnipropetrowsk i Odessę 146 dronów. 36 BSP trafiło w 22 cele. Rosjanie wystrzelili też jednego balistycznego Iskandera-M. W komunikatach ukraińskich nie podano, by ta rakieta została zniszczona. Zatem należy założyć, że dotarła do celu. W nalocie zginęły co najmniej 3 osoby, 3 zostały ranne, a braki w dostawie prądu dotknęły 1,2 mln gospodarstw domowych. Naloty w nocy z 28 na 29 stycznia miały już mniejszy rozmiar...
Być może „okno na osiągnięcie porozumienia” zawęża się
Z wojskowego punktu widzenia straty zadane Ukrainie były niewspółmierne do zastosowanych sił i środków. Jednak w rosyjskiej strategii masowe użycie dronów kamikadze nie stanowi działania wyłącznie militarnego. Jest ono instrumentem służącym do obniżenia morale cywilnego, w czasie gdy prowadzone są pertraktacje zwane symbolicznie „pokojowymi”.
Rozumowanie rosyjskich strategów wojennych jest proste. Skoro Zełenski mówi światu, że nie może oddać Rosji Donbasu, bo to zależy od woli społeczeństwa, to trzeba tę wolę skruszyć. Trzeba codziennymi atakami sprawić, by społeczeństwo było na tyle wyczerpane wojną, by samo żądało podjęcia wszelkich działań kończących wojnę.
Również Ukraina w pewnym sensie naśladuje, na miarę swoich możliwości, rosyjski styl prowadzenia wojny. Skoro Rosja atakuje nas, to my atakujemy ich! Ukraina odpowiada dronowymi atakami na cele położone daleko od granic.
Czy można spodziewać się, że w sobotę, w przeddzień drugiej rundy rozmów w trójstronnym formacie, Rosja powstrzyma się od ataków, więc i Ukraina nie będzie musiała imać się działań odwetowych? Chciałoby się, by tak się stało.
Rosja wykazuje, że ma potencjał do niszczenia ukraińskiej infrastruktury i pokazuje, kto tu ma w tej grze lepsze karty. Ukraina uderzeniami tzw. głębokimi uderzeniami wykazuje, że wojna nie jest „bezpiecznie daleko od Moskwy”, a przeciąganie konfliktu jest również kosztowne dla Rosji i jej społeczeństwa. A dla USA?
Posłużę się na koniec stwierdzeniem ze stacji ABC, sformułowanym w dniu rozpoczęcia rozmów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Otóż dla Stanów i ich prezydenta taka wymiana ognia jest argumentem, że „okno na porozumienie” zawęża się. Bo im dłużej trwa eskalacja, tym większe ryzyko wymknięcia się wojny spod kontroli i tym trudniej będzie sprzedać kompromis własnym społeczeństwom. Zatem: lepszy „zły” pokój niż ciągnąca się wojna?
Polecany artykuł: