Spis treści
1 października gościem Kamili Biedrzyckiej w programie Express Biedrzyckiej, był prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Adam Leszkiewicz. Rozmowa w programie rozpoczęła się od odniesienia do politycznych zarzutów, m.in. wypowiedzi byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka z kongresu Prawa i Sprawiedliwości „Armia 2026”. Dziennikarka zapytania o to, czy obecnie firmy zbrojeniowe rzeczywiście „czekają” i nic nie robią, jak zarzucają politycy PiS.
Adam Leszkiewicz od razu przeszedł do konkretnych danych liczbowych. Jak podkreślił, skala prowadzonych obecnie działań najlepiej świadczy o tempie pracy polskiego sektora obronnego.
„Polityka to troska o dobro wspólne, więc nie ma powodu, by od niej uciekać – również od tej w wymiarze partyjnym. Liczby mówią jednak same za siebie: za ponad 9 miliardów realizujemy inwestycje z Funduszu Inwestycji Kapitałowych, z SAFE są zamówienia za ponad 100 miliardów złotych plus te umowy, które realizujemy i programy jak Narew czy Wisła na bieżąco. Tylko do lipca tego roku wydaliśmy około 300 milionów złotych ze środków własnych. Te twarde dane jednoznacznie pokazują, że działamy, pracujemy i konsekwentnie przygotowujemy się do zwiększenia naszych mocy produkcyjnych oraz do realizacji podpisanych kontraktów.”
Prezes Leszkiewicz zapytany z czego jest dumny jeśli chodzi o umowy, inwestycje itp. odparł:
"Dumny jestem w ogóle z całego przemysłu, bo ten proces powoduje, że mniej kupujemy zagranicą gotowych produktów, a ufamy więcej polskiemu przemysłowi, nie tylko PGZ, to jest taka największa wartość. Ja ciągle o tej dumie i tych szansach mówię, bo chcemy wykorzystać to, żeby zbudować przekonanie, że myślimy o zakładach, które są rozsiane po całej Polsce. Myślimy o Sanoku, gdzie jest Autosan, czy Jelczu pod Wrocławiem, tam pracują nasi pracownicy. Są także inne zakłady także prywatne. Wczoraj [przyp. red. 30 września] mieliśmy spotkanie w Toruniu na Regionalnym Forum Polskiego Przemysłu Zbrojeniowego, gdzie było ponad 200 przedsiębiorców, którzy są zainteresowani współpraca w ramach przemysłu obronnego. I to jest ta wartość, która buduje potencjał rozwojowy polskiego przemyły ale obronności w szczególności".
Dziennikarka dopytywała o wieloletni program pożyczkowy SAFE oraz obawy, czy pozyskane kapitały wrócą do polskiej gospodarki.
„Program SAFE traktujemy jako ogromną szansę i realną wartość. Pieniądze są już dostępne, a zaliczki trafiły na konta naszych spółek. Mamy podpisane umowy, które sukcesywnie realizujemy, zamawiając niezbędne komponenty. Kluczowe jest również to, że po raz pierwszy zyskaliśmy program wieloletni – posiadamy portfel zamówień zagwarantowany na cztery lata, aż do 2030 roku. Wcześniej polski przemysł nie dysponował taką perspektywą. Dzięki temu możemy stabilnie zatrudniać i szkolić ludzi, tworzyć nowe miejsca pracy oraz inwestować w infrastrukturę.”
Pioruny, patriotyzm gospodarczy i lokalny wkład
Prezes Leszkiewicz pytany o to, na ile polska złotówka wydana na zbrojenia zostaje w kraju, szef PGZ wskazał, że zdecydowana większość środków trafia do rodzimych podmiotów. Podał przy tym konkretny przykład bojowego wozu piechoty Borsuk oraz zestawów przeciwlotniczych Piorun:
„W kwestii zestawów Pioruna stale się rozwijamy i planujemy dalsze inwestycje. Przygotowujemy projekt inwestycyjny opiewający na kwotę ponad 300 milionów złotych, który pozwoli nam zwiększyć roczną produkcję z 1500 do 2500 egzemplarzy. Zapotrzebowanie na ten sprzęt produkowany w Skarżysku-Kamiennej jest ogromne, zwłaszcza ze strony kontrahentów zagranicznych. Przed nami nowe umowy i te wykonawcze ale także i umowy ramowe na ten produkt z krajami zagranicznymi w ramach SAFE. To się rozwija i dzięki temu powstają nowe miejsca pracy”.
Jak mówił dalej:
„Aż 90% środków z programu SAFE trafia bezpośrednio do polskiego przemysłu. Oczywiście istnieją komponenty, które musimy sprowadzać z zagranicy. Przykładem jest bojowy wóz piechoty Borsuk – duma naszego przemysłu – przy którym współpracuje około 250 kooperantów. Większość z nich to polskie przedsiębiorstwa, jednak na przykład silniki musimy obecnie kupować na rynku zewnętrznym. Wdrażamy jednak rozwiązania w duchu patriotyzmu gospodarczego, stawiając na polonizację i zwiększanie udziału lokalnego (local content). Zależy nam na tym, aby te silniki wkrótce składać, a docelowo produkować w kraju. W listopadzie planujemy podpisać w tej sprawie umowę z dużym, globalnym koncernem zagranicznym, który będzie te produkcję przenosił do Polski. To jest ta ścieżka, która pozwala nam myśleć, by coraz więcej naszych kompetencji i naszych produktów trafiało do polskiego wojska”.
Leszkiewicz dopytywany jak ważne są umowy dla PGZ, powiedział:
„Naszą słabością jest brak technologii i licencji, w związku z czym musimy się posiłkować partnerstwem. PGZ ma 13 lat w tej strukturze. Potrzebujemy doświadczeń i kompetencji zagranicznych. Każdy taki projekt czy dotyczy fregat "Miecznik" budowanych w Stoczni Wojennej w Gdyni, czy amunicji kalibru 155 mm, to pozyskiwanie kompetencji od partnerów, którzy zaopatrują armie sojusznicze. Próbujemy to tak budować, by do każdego projektu pozyskiwać partnera i zdobywać nowe umiejętności dla polskiego przemysłu. Za każdym razem nie jest tak, że my wytworzymy produkt i jest koniec, tylko z każdym produktem jest nowa kompetencja, nowe szkolenia i kontakt z zagranicznymi firmami. I to tylko poszerza nasze horyzonty".
Co z pomysłem likwidacji PGZ?
Kamila Biedrzycka przypomniała też wypowiedzi byłego premiera Mateusza Morawieckiego, który sugerował w przeszłości rozważenie rozwiązania PGZ. Prezes skomentował te koncepcje, wskazując na zupełnie inny kierunek rozwoju firmy.
„Gdyby nie PGZ, mielibyśmy zapewne rozproszone, małe spółki produkujące pojedyncze wyroby, ale brakowałoby im potencjału rozwojowego, siły przebicia i realnej sprawczości. My idziemy w zupełnie przeciwnym kierunku: budujemy PGZ jako podmiot będący wizytówką polskiego przemysłu i posiadający silną pozycję na rynku europejskim. Naszą ambicją jest szybki awans do pierwszej dziesiątki firm zbrojeniowych w Europie oraz do czołowej trzydziestki na świecie. Przygotowujemy się do akwizycji oraz działań proeksportowych. Marka PGZ staje się rozpoznawalna, a o to przecież chodzi także w kontekście budowania oferty dla innych armii.”
Komentując wpis z portalu Defence24, w którym stwierdzono, że PGZ bywa traktowana „albo jako panaceum na wszystkie bolączki, albo jako źródło wszystkich problemów”, prezes wskazał na odpowiedzialność leżącą po stronie zarządu:
„Jesteśmy liderem w polskim przemyśle ze względu na swoją wielkość – nasze portfolio obejmuje około 700 produktów, co określa naszą pozycję. Ale to, jacy będziemy, zależy wyłącznie od nas. Jeśli będziemy słabi, będziemy źle wykonywać zadania i nie dotrzymywać umów, to nie ma się co dziwić, że zabraknie szacunku dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej. My sami musimy pracować na swoją opinię i to staramy się robić.”
Dopytywany o wsparcie ze strony rządu, co można były przyśpieszyć, prezes odparł:
"Jesteśmy spółką prawa handlowego, działamy w biznesie, ale z drugiej strony realizujemy strategię systemu bezpieczeństwa państwa. Jesteśmy spółką Skarbu Państwa – narzędziem rządu do realizacji polityki zbrojeniowej. Pytając o wsparcie, myślę o rozwoju obszaru B+R (badań i rozwoju), aby finansowanie prac badawczych było coraz sprawniejsze, o stawaniu się atrakcyjnym pracodawcą oraz o wspólnym działaniu z polską dyplomacją na rynkach zagranicznych. Przygotowujemy się na przykład do aktywności w Indiach i tu wspólne wizyty rządowe są świetnym przykładem dobrej współpracy.”
Ochrona infrastruktury krytycznej i projekt „PGZ Ochrona”
Istotną częścią rozmowy były wyzwania związane z rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji i koniecznością budowania odporności państwa jeszcze przed wystąpieniem kryzysu. Prezes PGZ wyjawił, że spółka przygotowuje dedykowany projekt ukierunkowany na rynek cywilny i wojskowy.
„Przygotowujemy projekt, który roboczo nazywamy 'PGZ Ochrona'. Jego celem jest wyspecjalizowanie się w ochronie infrastruktury krytycznej – zarówno zewnętrznej, jak i naszych własnych zakładów oraz instalacji. Chcemy budować kompleksowe kompetencje w obszarze ochrony systemowej, fizycznej oraz antydronowej. To dla nas nowy, kluczowy obszar biznesowy, opierający się na rozwiązaniach podwójnego zastosowania (dual-use). Posiadamy odpowiednie zaplecze, by skutecznie chronić obiekty przemysłowe, instalacje czy chociażby terminal w Świnoujściu. Rozwijamy też projekt Digital Baltic, czyli 'cyfrowy Bałtyk', który umożliwia wczesne rozpoznawanie zagrożeń dla infrastruktury na Morzu Bałtyckim.”
W odpowiedzi na zarzuty polityczne, że straszenie zagrożeniem ze wschodu to jest wyolbrzymione, Leszkiewicz odparł krótko:
„Zagrożenie jest jak najbardziej realne i nie chodzi tu o powtarzanie politycznych haseł. Ostatnio dron lub rakieta spadła zaledwie dwa kilometry od polskiej granicy. Przy prędkościach, jakie osiągają te obiekty, dwa kilometry to odległość minimalna. To realne niebezpieczeństwo, na które musimy potrafić adekwatnie odpowiedzieć. Kluczowa jest tu opinia wojska – armia potrzebuje sprzętu, a my jako Polska Grupa Zbrojeniowa przekładamy to zagrożenie na efektywną produkcję i realne bezpieczeństwo".
Prowadząca przytoczyła także słowa rzeczniczki rosyjskiego MSZ, która oświadczyła, że ewentualne centrum serwisowania rakiet PAC-3 do systemów Patriot w Polsce stanie się „celami wojskowymi dla Rosji”, jak powiedział Leszkiewicz:
„Z punktu widzenia przemysłowego i bezpieczeństwa zlokalizowanie tego centrum w Polsce to ogromna szansa. Dziś po określonym czasie eksploatacji rakiety muszą jechać na przegląd za ocean. Z umieszczenia tego ośrodka u nas płyną same korzyści i robimy wszystko jako PGZ, by zaoferować swoje możliwości. Co do deklaracji ze strony Rosji. Dziś produkujemy trotyl i to też zapewne jest dla nich cel wojskowy. My mamy robić swoje: wzmacniać bezpieczeństwo, produkować i zaopatrywać wojsko, nie patrząc na opinie innych".
Czy polski przemysł jest już konkurencyjny?
Na zakończenie programu prezes PGZ podsumował proces zmian, jaki przechodzi polska zbrojeniówka:
„Polska zbrojeniówka przechodzi głęboką transformację, ale jest to ciągły proces. Nie będzie jednego przełomowego momentu, w którym obudzimy się w nowej rzeczywistości. Zmieniamy się, poprawiamy swój wizerunek i postrzeganie na rynku, a robimy to poprzez ciężką pracę. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że bardzo wiele zmieniło się na lepsze. Oczywiście nie wszystko jest jeszcze idealne, ale jesteśmy na właściwej drodze i jasno wiemy, jakie zadania wciąż przed nami stoją.”