• Czy prestiż posiadania lotniskowca rzeczywiście przekłada się dziś na realną siłę militarną, czy jest głównie kosztownym symbolem?
• Czy w warunkach współczesnych zagrożeń morskich lotniskowce pozostają kluczowym narzędziem projekcji siły, czy raczej stają się coraz bardziej podatne na atak?
• Czy liczba posiadanych lotniskowców nadal może być miarodajnym kryterium oceny potencjału marynarki wojennej państwa?
W 1903 r. samolot zaliczył pierwszy lot, a w siedem lat później wystartował już z okrętu
Lotniskowców mogło być więcej, ale 55 jednostek nie zdołano wykończyć. Koncepcja pływających lotnisk zrodziła się jeszcze przed wybuchem Wielkiej Wojny. Zwodowany w 1905 r. brytyjski pancernik HMS „Hibernia” postanowiono wyposażyć w samolot. W 1910 r. po raz pierwszy udało się wystartować aeroplanowi z okrętu stojącego na kotwicy. Był rok 1912, gdy po raz pierwszy samolot wystartował z jednostki będącej w ruchu.
W 1910 r. Curtiss Model D wystartował ze specjalnie przygotowanego pokładu lekkiego amerykańskiego krążownika USS „Birmingham”. Okręt kotwiczył w zatoce Hampton Roads. Samolot startował z drewnianej platformy o długości ok. 25 m, opadającej lekko w dół. Start wspomagany był przez system lin startowych i 10-tonowy blok. O tzw. mały włos samolot by się rozbił, ale pilotowi udało się podciągnąć maszynę, ustabilizować lot i dolecieć do plaży oddalonej od miejsca startu o prawie 4 km.
W 1912 r. zmodyfikowany nieco wodnosamolot Short S.38 wystartował z brytyjskiego pancernika HMS „Hibernia”. Płynął on z szybkością 10,5 węzła (ok. 19 km/h). Tym razem samolot wystartował ze specjalnej platformy zamontowanej na… dziobowej wieży artylerii głównej. Zadanie do wykonania było niełatwe. Platforma startowa miała kilkanaście metrów długości. Podobnie jak dwa lata wcześniej, i tu użyto do wspomagania startu systemu lin i bloków. Oba pionierskie wyczyny otworzyły drogę ku powstaniu lotniskowców.
Przyjmuje się, że pierwszy na świecie (i to prawie od podstaw, z przeznaczeniem jako pływające lotnisko) zbudowali Brytyjczycy. Tym pionierskim okrętem był HMS „Argus” (171 m długości, prawie 16 tys. t wyporności, 500 osób załogi). Wszedł do służby w 1918 r. Bazował na niedokończonym statku pasażerskim, co i tak było zasadniczym postępem w budowie tego typu okrętów. Wcześniej bowiem do nowych zadań przystosowywano statki handlowe, montując na nich platformy startowe.
Jednak to Japończycy zbudowali (w 1921 r.) pierwszy lotniskowiec w 100 procentach od podstaw i zgodnie z przeznaczeniem. Był nim lekki lotniskowiec „Hōshō” („Lecący Feniks”). To tyle tytułem historycznego wprowadzenia, a teraz przejdźmy do czasów (względnie) współczesnych.
Ile dziś lotniskowców pływa po morzach i oceanach?
USS „Langley” (CV-1) był pierwszym lotniskowcem USA (1920). Powstał na bazie dawnego zbiornikowca. To odległa historia. Dziś numerem jeden ze wszystkich tego typu okrętów będących w służbie jest amerykański USS „Gerald F. Ford”. To nowa generacja lotniskowców, rzecz jasna z napędem jądrowym. Z czasem ma zastąpić jednostki klasy Nimitz, obecne w US Navy od 1975 r.
Różnice zewnętrzne, w wymiarach, są niewielkie. „Fordy” mają 337 m długości, a „Nimitze” są krótsze o 4 m. Wyporność mają również podobną – ok. 100 tys. ton, co czyni je największymi lotniskowcami, jakie kiedykolwiek zbudowano. To o 20,6 tys. t więcej od brytyjskich jednostek klasy Queen Elizabeth.
Dziś w służbie marynarek wojennych jest 27 lotniskowców. W tym jeden, który formalnie w niej jest. Mowa o radziecko-rosyjskim krążowniku lotniczym „Admirał Kuzniecow”, wciąż naprawianym. A także o najmniejszym na świecie lotniskowcu, dumie Tajlandii – HTMS „Chakri Naruebet”, który już od dawna nie ma samolotów, a wyłącznie śmigłowce.
Posiadanie w flocie wojennej lotniskowca lub lotniskowców jest powodem do dumy. Ma znaczenie prestiżowe. To dlatego Rosja nie złomuje „Admirała Kuzniecowa”. Z drugiej strony prestiż ma swoją wysoką cenę. Mało państw stać na zafundowanie sobie lotniskowca.
Jeszcze w latach 80. XX w. można było za 3 mld USD (z haczykiem) zbudować lotniskowiec klasy Nimitz. Inflacja, wzrost kosztów wyposażenia, uzbrojenia i innej techniki sprawiły, że na zbudowanie „Forda” trzeba było wydać w sumie 17 mld dolarów! Z polskiego budżetu na obronność starczyłoby teoretycznie na pokrycie kosztów budowy dwóch takich lotniskowców. Teoretycznie, bo od cięcia blach do osiągnięcia gotowości bojowej mija ok. 9 lat. Jeśli nie ma tzw. nieprzewidzianych trudności powodujących opóźnienia (6 lat w przypadku USS „Gerald F. Ford”).
No to ile lotniskowców pruje dziś fale mórz i oceanów, emanuje prestiżem marynarek wojennych państw, które takimi jednostkami dysponują? W użyciu jest 11 amerykańskich i 16 okrętów tego typu reszty świata (łącznie ze zrujnowanym rosyjskim).
USA ma:
• USS „Nimitz” (CVN-68) – wdrożony w 1975 r.
• USS „Dwight D. Eisenhower” (CVN-69) – 1977 r.
• USS „Carl Vinson” (CVN-70) – 1982 r.
• USS „Theodore Roosevelt” (CVN-71) – 1986 r.
• USS „Abraham Lincoln” (CVN-72) – 1989 r.
• USS „George Washington” (CVN-73) – 1992 r.
• USS „John C. Stennis” (CVN-74) – 1995 r.
• USS „Harry S. Truman” (CVN-75) – 1998 r.
• USS „Ronald Reagan” (CVN-76) – 2003 r.
• USS „George H.W. Bush” (CVN-77) – 2009 r.
• USS „Gerald R. Ford” (CVN-78) – 2017 r.
Zabierają na pokład do 90 samolotów. W sumie bazuje na nich ok. 1000 samolotów (nie wspominając o śmigłowcach).
Na pozycji numer 2 plasują się ludowe Chiny. W ich marynarce wojennej pływają:
• „Liaoning” (CV-12) – w służbie od 2012 r., to postradziecki krążownik lotniczy, bliźniak „Admirała Kuzniecowa”, 55 tys. t wyporności.
• „Shandong” (CV-17) – typ 002, pod banderą od 2019 r., to pierwszy lotniskowiec chińskiego projektu, 70 000 t wyporności.
• „Fujian” (CV-25) – typ 003, w służbie od listopada 2025 r., ma elektromagnetyczne katapulty EMALS (podobnie jak USS „Gerald F. Ford”). Wyporność: 80 tys. t.
Te okręty zabierają na pokład w sumie do 138 samolotów. Jednostki o napędzie konwencjonalnym.
Trzecie miejsce należy się Wielkiej Brytanii. Ma dwa lotniskowce, tyle co Indie, ale znacznie większe:
• HMS „Queen Elizabeth” – pod banderą od 2017 r., wyporność: 80 600 t.
• HMS „Prince of Wales” – drugi okręt klasy Queen Elizabeth, pływa od 2019 r.
Po 50 samolotów na każdym z tych lotniskowców.
Miejsce czwarte – Indie. Dwie jednostki o napędzie konwencjonalnym:
• INS „Vikramaditya” – modyfikacja klasy Kijew, rosyjskiego krążownika lotniczego, wdrożona do służby w 2013 r.; 45 400 t wyporności. • INS „Vikrant” – jednostka konstrukcji indyjskiej, pod banderą od 2022 r., 45 000 t wyporności.
Biorą na pokład w sumie do 70 samolotów.
Piąte miejsce należałoby przyznać Francji, jeśli czynnikiem klasyfikacyjnym miałaby być liczba posiadanych lotniskowców. Francja ma tylko jeden, za to o napędzie jądrowym, więc zajęła miejsce lepsze od państw posiadających po dwa lotniskowce.
• „Charles de Gaulle” (R91) – pływa od 2001 r., ma wyporność 40 600 t, a na pokład zabiera do 40 samolotów.
Dwa lotniskowce mają marynarki wojenne:
• Włoch: „Cavour” (C-550) – 27 100 t wyporności (2008) oraz „Trieste” (C-551) – 32 300 t wyporności (2024), mogą przewozić do 36 samolotów.
• Japonii: „Izumo” – 27 000 t wyporności, przerobiony ze śmigłowcowca na lekki lotniskowiec dla F-35B (do 14 sztuk), w służbie od 2015 r., oraz bliźniaczy „Kaga” (2017).
I zostały państwa, które mają na stanie po jednym lotniskowcu. To Hiszpania („Juan Carlos I”), Rosja – formalnie na stanie floty („Admirał Kuzniecow”), Turcja („TCG Anadolu”) i wspomniana już Tajlandia („HTMS Chakri Naruebet”).
Spoglądając na lotniskowce z perspektywy historycznej, wychodzi, że z (plus minus) 226 jednostek dotychczas wybudowanych 81 pływało lub pływa pod banderą USA. Wielka Brytania zbudowała 55 lotniskowców, Japonia – 30, a Francja – 17. Na te wyniki wpływ miała przede wszystkim II wojna światowa.
Ciekawostka: lotniskowcami dysponowały swego czasu Brazylia, Kanada, Australia, Argentyna i Holandia. III Rzesza planowała wybudowanie 7 jednostek, ale na planach te zamiary się skończyły.
Czy Marynarce Wojennej RP przydałby się lekki lotniskowiec?
Wielu fantastów uważa, że taka jednostka przydałaby się naszej Marynarce Wojennej. Chyba jedynie dla prestiżu, na co Polski nie stać. To po pierwsze. Po drugie: taka jednostka się nie nadaje. Bałtyk w najszerszym miejscu ma 240 km szerokości. Nawet tajski mini-lotniskowiec jest za duży na taki akwen.
Podczas ostatnich wyborów prezydenckich kandydat na urząd Artur Bartosiewicz zaskoczył wszystkich. Stwierdził: „Chcę, żeby Polska miała lotniskowiec, chcę, żeby w Polsce było sześć łodzi podwodnych”. Możliwe, że żartował. Albo specjalnie to powiedział, by media powtarzały jego nazwisko, cytując wyżej wymienione oświadczenie.
Polska ewentualnie mogłaby mieć mały helikopterowiec do wsparcia operacyjnego, przeszkolenia i logistyki – ale nawet to nie jest dziś priorytetem dla Marynarki Wojennej RP. Trzeba mierzyć siły na zamiary… Zatem raczej nie zmaterializuje się wyborczy slogan kandydata na prezydenta RP. Również o sześciu „łodziach podwodnych” będzie można tylko pomarzyć!
Źródła: Voroiuapp, Ssbcrack, Businessinider, Mowiacwprost.