Amerykańska broń „Made in Germany”? Nowy plan rządu Niemiec

Niemcy planują zacieśnić współpracę z Waszyngtonem i uruchomić na swoim terytorium produkcję amerykańskich systemów uzbrojenia lub ich komponentów - informuje Politico. Jak zapowiedział minister obrony Boris Pistorius, to pragmatyczny krok w obliczu pilnych potrzeb i ograniczonych mocy produkcyjnych Europy. Decyzja ta rodzi jednak fundamentalne pytania o przyszłość strategicznej autonomii kontynentu i jego dążenia do uniezależnienia się od USA o której mówi się o kilku miesięcy.

Wyrzutnia rakiet systemu Patriot na podwoziu ciężarówki. O produkcji broni w Niemczech czytaj na SE Portal Obronny.
Autor: Bundeswehr/Lars Koch/ Materiały prasowe Niemiecki system Patriot
  • Niemcy planują produkować amerykańskie systemy uzbrojenia lub ich komponenty na swoim terytorium, co ogłosił minister obrony Boris Pistorius. Ma to na celu zaspokojenie pilnych potrzeb militarnych i wzmocnienie relacji transatlantyckich.
  • Berlin jest zainteresowany licencjonowaną produkcją pocisków Tomahawk, pocisków PAC-3 do systemów Patriot oraz elementów dla myśliwców F-35. Trwają rozmowy z USA, a umowy mają być negocjowane przed szczytem NATO w Ankarze.
  • Inicjatywa ta, choć pozornie sprzeczna z dążeniem Europy do strategicznej autonomii, jest postrzegana jako pragmatyczny krok w obliczu ograniczonych mocy produkcyjnych Europy. Niemcy chcą szybko uzupełnić luki w zdolnościach obronnych.
  • Plan zyskał poparcie kanclerza Friedricha Merza i sekretarza generalnego NATO Marka Rutte, którzy podkreślają potrzebę przyspieszenia produkcji obronnej. Istnieją jednak obawy co do gotowości USA do transferu wrażliwych technologii.

W obliczu presji czasu na przezbrojenie, Niemcy wykonują ruch, który może na nowo zdefiniować relacje transatlantyckie w przemyśle obronnym. Minister obrony Boris Pistorius ogłosił, że Berlin jest „bardzo zainteresowany” licencyjną produkcją amerykańskiego sprzętu wojskowego na niemieckiej ziemi. Według informacji Financial Times celem jest nie tylko wypełnienie luk militarnych w Europie, ale także wzmocnienie relacji transatlantyckich i potencjalne stworzenie zachęty dla Donalda Trumpa do dalszego inwestowania w obronność kontynentu. Przed zbliżającym się szczytem NATO w Ankarze, Berlin aktywnie zabiega o zawarcie umów o wspólnej produkcji, które miałyby objąć tak zaawansowane systemy jak pociski dalekiego zasięgu Tomahawk oraz najnowszą formę pocisków wykorzystywanych w systemach obrony powietrznej Patriot, znanej jako PAC-3.

Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu rządu poświęconym polityce bezpieczeństwa, minister Boris Pistorius jasno określił kierunek. Niemcy dążą do rozszerzenia współpracy przemysłowo-obronnej ze Stanami Zjednoczonymi. Kluczowym elementem tej strategii ma być produkcja wybranych amerykańskich systemów uzbrojenia lub ich podzespołów bezpośrednio w niemieckich fabrykach.

„Są systemy, których jeszcze nie mamy lub których nie mamy [przyp. red. w wystarczającej ilości], a których będziemy potrzebować w ciągu najbliższych 10–15 lat” – tłumaczył Pistorius. Podkreślił, że europejskie moce produkcyjne są obecnie ograniczone i nie są w stanie wystarczająco szybko zaspokoić rosnącego popytu. W tym kontekście wymienił obszary powiązane z programem myśliwców F-35, które Niemcy zakupiły w 2022 roku. Taka współpraca mogłaby przyspieszyć dostawy i zapewnić Berlinowi zdolności, które są kluczowe dla wiarygodności odstraszania w ramach NATO.

Według osób zaznajomionych ze sprawą w rozmowie z FT, niemieccy urzędnicy zwracają się do swoich amerykańskich odpowiedników o zawarcie umowy o koprodukcji przed szczytem NATO w Ankarze, który odbędzie się w przyszłym tygodniu. Rozmowy te koncentrują się na „koncepcji wspólnej produkcji”, która miałaby połączyć przemysł niemiecki i amerykański. Dyskusje dotyczą „czegokolwiek”, co pomogłoby obu krajom wzmocnić ich zdolności obronne, w tym właśnie wspólnej produkcji pocisków dalekiego zasięgu Tomahawk i najbardziej zaawansowanej formy pocisków wykorzystywanych w systemach obrony powietrznej Patriot, znanej jako PAC-3. Początkowa reakcja USA, zarówno rządu, jak i przemysłu, na te sugestie była bardziej pozytywna, niż oczekiwano - jak napisał Financial Times.

Niemieccy urzędnicy podkreślają, że duża baza przemysłowa kraju, obejmująca sektor motoryzacyjny zmagający się z silną konkurencją ze strony Chin, stanowi rozwiązanie korzystne dla obu stron – Europy i USA. Wierzą, że budowa kluczowej amerykańskiej broni w największej gospodarce Unii Europejskiej pomoże Waszyngtonowi uporać się z problemami związanymi z potencjałem produkcyjnym, pogłębionymi przez wojnę w Ukrainie. Pomogłoby to również krajom takim jak Niemcy szybciej pozyskać broń, ponieważ ścigają się z czasem, by ją dozbroić w odpowiedzi na rosyjską inwazję na Ukrainę. Jednak każda decyzja o produkcji wrażliwej amerykańskiej technologii poza Stanami Zjednoczonymi wymagałaby zgody Waszyngtonu.

Ministerstwo obrony Niemiec poinformowało FT, że istnieje już „intensywna i ugruntowana” współpraca między amerykańskimi i niemieckimi firmami zbrojeniowymi. Jako przykład podano produkcję przez firmę Rheinmetall kadłubów myśliwców F-35 koncernu Lockheed Martin oraz nowy zakład MBDA-Raytheon, w którym produkowane są pociski Patriot PAC-2 i GEM-T. Ministerstwo podkreśliło, że Niemcy będą nadal szukać sposobów na zwiększenie zdolności produkcyjnych i przyspieszenie dostaw „pilnie potrzebnych systemów uzbrojenia” dla Bundeswehry i innych państw europejskich, dodając, że niemiecki przemysł może odegrać w tym ważną rolę.

Według osoby znającej plany na która powołuje sie FT, niemiecki rząd kontaktował się z niemieckim oddziałem europejskiego producenta pocisków rakietowych MBDA w sprawie współpracy z firmą Raytheon, producentem pocisków Tomahawk, w celu wyprodukowania lądowej wersji pocisku manewrującego. Zasięg pocisku wynosi ponad 2000 km. Obie firmy łączą już długoletnie partnerstwo, ale nie prowadziły bezpośrednich rozmów na temat Tomahawków – poinformowała ta osoba. 

Decyzja o koprodukcji zapadła w momencie, gdy amerykańscy producenci sprzętu obronnego zmagają się z dużymi zaległościami w realizacji zamówień i wąskimi gardłami w dostawach kluczowych komponentów, takich jak silniki rakietowe na paliwo stałe. Głównym celem Berlina jest wypełnienie luk w systemie odstraszania, które mogą powstać w Waszyngtonie, gdy dokona on przeglądu swojego zaangażowania w sojusz i przesunie zasoby wojskowe na obszar Indo-Pacyfiku i półkulę zachodnią. Koalicja kanclerza Friedricha Merza była szczególnie zaniepokojona majową decyzją Pentagonu o anulowaniu planowanego rozmieszczenia w Niemczech batalionu wyposażonego w lądowe systemy rakietowe Tomahawk.

Plan z czasów Bidena miał być odpowiedzią NATO na rozmieszczenie przez Moskwę pocisków manewrujących i myśliwców w Kaliningradzie, rosyjskiej enklawie położonej w zasięgu uderzenia z Berlina. Od tego czasu Niemcy badały sposoby zabezpieczenia Tomahawków, między innymi poprzez ponowienie wniosku o zakup pocisków złożonego rok temu. Przedstawiciel rządu poinformował, że trwają rozmowy na temat sprzedaży. Berlin rozważa również ukraiński pocisk manewrujący Flamingo lub inne alternatywy.

Thomas Röwekamp, przewodniczący niemieckiej komisji obrony w Bundestagu, wyraził swoje obawy dotyczące obecnej sytuacji. Stwierdził: „Jeśli powstanie coś, co spełni chociaż 80 procent możliwości [przyp. red. Tomahawków], to po prostu kupimy więcej, ale o mniejszej precyzji i z gorszą technologią.” Podkreślił również:

„Pilnie potrzebujemy tego, co Tomahawki potrafią zrobić, aby obronić kontynent europejski.” Dodał także: „Jeśli Amerykanie nie będą stacjonować i nie dostarczą sprzętu, musimy znaleźć nowe sposoby zabezpieczenia tych możliwości.”

Dwie osoby poinformowane o rozmowach koprodukcyjnych stwierdziły, że dyskusje „idą dobrze”. Jedna z nich ostrzegła jednak, że ewentualna decyzja będzie ostatecznie miała charakter polityczny – i zapadnie w obliczu napięć między Friedrichem Merzem a Donaldem Trumpem w związku z wojną w Ukrainie. Trzecia osoba stwierdziła, że rozmowy są wciąż na wczesnym etapie. Niektórzy sceptycznie podchodzili do tego, że Waszyngton pozwoli na produkcję części swojej najbardziej wrażliwej technologii za granicą. Bastian Ernst, inny członek komisji obrony Bundestagu, powiedział, że jest „gorącym zwolennikiem” stosunków niemiecko-amerykańskich, ale ostrzegł, że ten pomysł jest „nierealny”.

Ernst wyraził swoje wątpliwości, mówiąc: „Nie wierzę, że Amerykanie pozwolą nam zajrzeć do ich „czarnej skrzynki” z całą tą własnością intelektualną i wrażliwą technologią.” Dodał również: „Kadłub F-35 to tylko kawałki metalu – to nie magia. Każda technologia, którą chcemy pozyskać, aby wypełnić luki w możliwościach, jest dla nich zbyt wrażliwa, aby mogli nam ją udostępnić.” Te słowa uwypuklają kluczowy problem, jakim jest transfer technologii i ochrona własności intelektualnej, co często stanowi największą przeszkodę w tego typu międzynarodowych przedsięwzięciach. Ilustrując wyzwania związane ze wspólnymi przedsięwzięciami, prezes Rheinmetall Armin Papperger powiedział w maju, że realizacja planu wspólnej produkcji rakiet i pocisków z Lockheed Martin przebiega wolniej, niż się spodziewał, z uwagi na trudne negocjacje dotyczące kosztów, transferu technologii i wielkości produkcji.

Pozorna sprzeczność? Niemcy między strategiczną autonomią a realnymi potrzebami

Pistorius zapytany wprost, czy produkcja amerykańskiej broni w Niemczech nie podważa europejskich dążeń do zmniejszenia zależności od Waszyngtonu, minister obrony przyznał: „To rzeczywiście pozorna sprzeczność”.

Jednocześnie szybko dodał, że dążenie do większej niezależności europejskiego przemysłu nie może oznaczać całkowitego zamknięcia się na systemy spoza kontynentu.

„Nikt nie powiedział, że dążenie do większej niezależności przemysłu obronnego oznacza zaangażowanie wyłącznie w systemy czysto europejskie. Tak nie jest i tak nie będzie również w przyszłości” – stwierdził Pistorius.

Podejście to sygnalizuje, że dla niemieckiego rządu priorytetem jest szybkie wypełnienie luk w zdolnościach obronnych, nawet kosztem pewnego spowolnienia w dążeniu do pełnej autonomii. W perspektywie Berlina bezpieczeństwo tu i teraz jest ważniejsze niż ideologiczna spójność długofalowej strategii europejskiej.

Według niemieckiego portalu Neue Zürcher Zeitung (NZZ) w kwaterze głównej NATO panuje ogólne niezadowolenie z tempa zbrojeń. Nawet w USA prezydent Trump wielokrotnie wyrażał niezadowolenie z przemysłu zbrojeniowego, ponieważ produkuje on za mało i za wolno. Dlatego też w Ankarze po raz pierwszy do programu szczytu włączono „Defence Industry Forum”. Firmy zbrojeniowe, jak się podkreśla, są częścią obronności, a więc Sojuszu. Potrzebna jest lepsza współpraca polityki, wojska i przemysłu. Dotyczy to również Niemiec. Według gazety w kwaterze głównej NATO słychać, że Niemcy nie są już postrzegane przez samych Amerykanów jako hamulcowy, lecz coraz częściej jako jeden z krajów, które mają umożliwić nowy podział obciążeń.

Jeśli Berlin ma w przyszłości odgrywać wojskową rolę przywódczą w Europie, jego przemysł zbrojeniowy musi być w stanie dostarczać sprzęt szybciej. Tymczasem produkcja systemów obrony powietrznej Iris-T, pocisków kierowanych do systemu Patriot, czołgów i dronów, technologii cyfrowych i systemów SI, pocisków manewrujących i dalekosiężnych rakiet, okrętów i łodzi podwodnych wciąż trwa zbyt długo. Wiele z tych systemów w 2029 roku nie będzie jeszcze gotowych do użycia. A właśnie ten rok jest w NATO wielokrotnie wymieniany jako możliwy moment rosyjskiego ataku. Wtedy Sojusz musi być gotowy do wojny.

Silniejsza Europa w silniejszym NATO. Głosy poparcia z Niemiec i Sojuszu

Co ciekawe, plan Pistoriusa zyskał poparcie kluczowych postaci sceny politycznej i wojskowej. Kanclerz Friedrich Merz, obecny na konferencji, przedstawił ten ruch jako część szerszego wysiłku na rzecz zrównoważenia Sojuszu Północnoatlantyckiego.

„Chcemy, aby NATO jako całość stało się bardziej europejskie. Jako Europejczycy, bierzemy na siebie większą odpowiedzialność w NATO. Zmniejszamy jednostronne zależności transatlantyckie” – powiedział Merz.

Merz ocenił, że jego rząd działa szybko w zakresie polityki bezpieczeństwa. "Jest to potrzebne w sytuacji międzynarodowej, w której jako Europejczycy musimy i chcemy szybko oraz zdecydowanie wziąć odpowiedzialność za naszą wolność, nasze bezpieczeństwo, a także nasz dobrobyt" - powiedział.

Pozytywnie na plany Berlina zareagował również sekretarz generalny NATO, Mark Rutte. Pochwalił Niemcy za przywództwo i realizację zobowiązań. Według jego słów, Niemcy są na dobrej drodze, aby do 2029 roku inwestować 3,5% PKB w obronność, co nazwał „nadzwyczajnym osiągnięciem”. W maju szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul poinformował, że w 2026 roku wydatki Niemiec na zbrojenia przekroczą 4 proc. PKB. Rutte wystosował również dosadny apel do przemysłu zbrojeniowego: „Bądźcie gotowi, przyspieszcie, współpracujcie. Otwórzcie nową produkcję. Rozszerzcie łańcuchy dostaw. I szybko dostarczajcie to, czego potrzebujemy dla naszego bezpieczeństwa”.

KNDS CAPINT - Francuski czołg przyszłości | Eurosatory 2026