W ostatnich tygodniach bezpieczeństwo Polski i wschodniej flanki NATO stało się przedmiotem intensywnych rozmów na najwyższym szczeblu. Delegacja Ministerstwa Obrony Narodowej, na czele z wiceministrem Pawłem Zalewskim, odbyła serię spotkań w Waszyngtonie, których efektem jest decyzja prezydenta USA o wysłaniu do Polski dodatkowych 5000 żołnierzy. To znaczący zwrot, biorąc pod uwagę, że zaledwie tydzień wcześniej Pentagon wstrzymał rotację 4000 żołnierzy, co wywołało w kraju falę pytań i niepewności.
Jak podkreśla wiceminister Zalewski w wywiadzie dla Super Ekspressu szybkie i jednoznaczne rozwiązanie tego kryzysu jest dowodem na siłę polsko-amerykańskiego sojuszu.
"Najważniejsze jest to, w jaki sposób ten kryzys został rozwiązany oraz fakt, że pan prezydent Trump podjął decyzję, by jednoznacznie przeciąć wszelkie spekulacje i wątpliwości. Pokazał, że nie tylko Stany Zjednoczone są ważne dla Polski. To jest poważne doświadczenie, które przeżyliśmy wszyscy, i myślę, że tak naprawdę wszyscy Polacy się do tego przyczynili. Jednym z istotnych argumentów decyzji pana prezydenta Trumpa było przekonanie, że wola Polaków, aby być ramię w ramię z Amerykanami w NATO, jest istotnym atutem dla polityki amerykańskiej. To powoduje, iż Amerykanie powinni pokazać swoje zaangażowanie w relacjach z Polską. Zatem myślę, że to jest najważniejszy efekt, bo to był jeden z głównych tematów naszych rozmów. Przyczynili się do tego przede wszystkim wszyscy Polacy, którzy opowiadają się za ścisłym sojuszem strategicznym z Ameryką, a także wszyscy, którzy odegrali swoją rolę na każdym poziomie: w rządzie, ale także w Kancelarii Prezydenta. Sądzę więc, że jest to po prostu nasz wspólny sukces" - powiedział Paweł Zalewski.
Najważniejszym ustaleniem rozmów w USA jest jednak zgoda strony amerykańskiej na rozpoczęcie negocjacji w sprawie stałej obecności żołnierzy USA w Polsce. To historyczny moment, ponieważ do tej pory Waszyngton unikał tego typu deklaracji. Zmiana formuły z rotacyjnej na stałą to jakościowy skok w gwarancjach bezpieczeństwa dla naszego kraju. Jak powiedział wiceminister Zalewski:
"Aktualnie dowództwo amerykańskie w Europie analizuje, jakie oddziały powinny być przemieszczone do Polski. Umówiliśmy się, że w ciągu kilku tygodni – myślę, że od dzisiaj za około trzy tygodnie – powinniśmy uzyskać na to odpowiedź. Mam świadomość, że przyzwyczailiśmy się do tego, aby liczyć każdego jednego żołnierza amerykańskiego w Polsce. To oczywiście jest ważne, ale chciałbym zwrócić uwagę, że najważniejsze są jednak zdolności wojskowe Amerykanów, określane przez sprzęt i uzbrojenie, którym dysponują. Kluczowe z punktu widzenia odstraszania jest także to, jakimi zdolnościami amerykańskimi dysponuje polska armia. Uzyskałem potwierdzenie gotowości amerykańskiej do rozpoczęcia rozmów o stałej obecności żołnierzy USA w Polsce. To jest bardzo poważna kwestia, ponieważ oznaczać to będzie zobowiązanie po stronie państwa polskiego do wybudowania „małego miasteczka” dla żołnierzy amerykańskich, zgodnie ze standardami US Army. Będzie to poważny wysiłek finansowy, ale traktujemy go jako inwestycję w nasze bezpieczeństwo oraz bardzo dobry sposób na odstraszanie Rosji. Rozmawiamy o tym, aby Amerykanie posiadali w Polsce bardzo poważne zdolności do uderzeń strategicznych, ale także, aby polska armia była w nie wyposażona w taki sposób, by tworzyć dylematy strategiczne dla Rosji".
Dopytywany jak duża szansa jest na stałą obecność amerykańskich wojsk, powiedział:
"Fakt, że Amerykanie zgodzili się na rozpoczęcie rozmów, czego wcześniej unikali, pokazuje, że szansa jest. Po drugie, wiadomo już od pewnego czasu, że Amerykanie w Europie będą chcieli oprzeć swoją obecność na stałej formule, a nie rotacyjnej. Biorąc pod uwagę deklarację pana prezydenta Trumpa, że nie będzie chciał, aby liczba żołnierzy uległa zmniejszeniu, oznacza to, że formuła ich obecności zostanie zamieniona na stałą".
Realizacja planu stałej bazy wiąże się z ogromnym przedsięwzięciem logistycznym i finansowym. Polska zobowiązała się do wybudowania infrastruktury dla amerykańskich żołnierzy – swoistego „małego miasteczka” – zgodnego ze standardami US Army. Wiceminister Zalewski pytany, gdzie powstanie miasteczko dla US Army, powiedział:
"Nie chciałbym w tym momencie tego przesądzać. Na pewno istotna będzie współpraca lokalnych samorządów. W projekt zaangażowane będą pieniądze budżetowe, ale nie obejdzie się bez doskonałej współpracy z samorządem. Dla miejscowości, w których taka baza potencjalnie powstanie, będzie to bardzo korzystne finansowo w długim terminie. Tego typu baza to kilka tysięcy osób, co generuje wielkie zapotrzebowanie na usługi i różnego rodzaju zamówienia. Najpierw jednak musimy porozumieć się z Amerykanami".
Jak powszechnie wiadomo, obecność amerykańskich wojsk w Polsce nie jest darmowa. Ich obecność już teraz wiąże się z konkretnymi kosztami ponoszonymi przez polskiego podatnika. Zgodnie z umową bilateralną, Polska pokrywa część kosztów stacjonowania żołnierzy. Jak informował wcześniej szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, a co potwierdza wiceminister Zalewski, jest to kwota rzędu 15 tys. dolarów rocznie na jednego żołnierza."Pamiętajmy, że obok tego w Polsce stacjonują żołnierze w ramach sił NATO (np. w Orzyszu i Bemowie Piskim) i tych jednostek wspomniane kwestie nie obejmują - powiedział Zalewski. Wiceminister pytany kto poniesie koszt tworzenia tego miasteczka, osiedla czy bazy stałej? Odpowiedział, że będzie to z polskiego "budżetu państwa". Jak podkreślił Zalewski:
"Generalnie inwestycje dokonywane dla żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Polsce w oparciu o umowę bilateralną są realizowane przez Polskę. Oczywiście są one zgodne ze standardami natowskimi, które obowiązują zarówno Polaków, jak i Amerykanów".
Jak już wielokrotnie pisaliśmy w Portalu Obronnym, Amerykanie nie ukrywają, że w perspektywie długoterminowej zamierzają ograniczyć swoje zaangażowanie w Europie, by skupić większe zasoby na Indo-Pacyfiku. Dlatego kluczowym procesem staje się zwiększanie zdolności obronnych państw europejskich. Zalewski pytany o ograniczanie wojsk amerykańskich w Europie powiedział:
"Wiadomo, że Amerykanie będą chcieli wycofać część swoich zasobów z Europy i przerzucić je na Daleki Wschód. Uzgodniliśmy, że proces zastępowania zdolności amerykańskich europejskimi będzie odbywał się stopniowo, tak aby nie powstały żadne luki w odstraszaniu Rosji. To bardzo ważny projekt – Europa przejmuje większą odpowiedzialność za swoją obronę konwencjonalną".
Dopytywany, kiedy ten proces zastępowania zdolności amerykańskich europejskimi się zakończy? Czy są jakieś daty graniczne? powiedział:
"To jest kwestia uzgodnień, które właśnie rozpoczynamy. Musimy poznać, jakie konkretnie zdolności wojskowe Amerykanie chcieliby zdjąć z europejskiego teatru działań. Wtedy będziemy wiedzieli, o co musi wzmocnić się Europa i kiedy będziemy mogli pozyskać odpowiednie uzbrojenie. Porozumieliśmy się co do zasad: proces będzie stopniowy i bez luk w odstraszaniu".
Polecany artykuł: