Rój starych myśliwców J-6 przerobionych na drony. Jak Chiny planują obezwładnić obronę Tajwanu?

2026-03-27 13:58

Chiny rozmieściły w bazach lotniczych w pobliżu Cieśniny Tajwańskiej zmodyfikowane, przestarzałe myśliwce naddźwiękowe J-6, które mają pełnić funkcję dronów uderzeniowych. Jak podaje agencja Reuters, powołując się na raport amerykańskiego Mitchell Institute for Aerospace Studies, maszyny te mają za zadanie obezwładnić obronę powietrzną Tajwanu na początku potencjalnej inwazji. Eksperci alarmują, że zwalczanie tych dronów J-6W będzie stanowić „koszmar dla obrony powietrznej” Tajwanu ze względu na koszty i logistykę.

  • Chiny rozmieściły zmodyfikowane, przestarzałe myśliwce J-6, przekształcone w drony uderzeniowe (J-6W), w sześciu bazach w prowincjach Fujian i Guangdong, w pobliżu Cieśniny Tajwańskiej.
  • Celem tych dronów jest obezwładnienie obrony powietrznej Tajwanu na początku potencjalnej inwazji poprzez atakowanie celów w rojach, co ma przeciążyć tajwańskie systemy obrony przeciwlotniczej.
  • Tajwan uważa to za „koszmar dla obrony powietrznej” ze względu na koszty i logistykę – użycie drogich rakiet do zwalczania tanich dronów jest nieopłacalne, a Tajpej planuje pozyskać nowe systemy do zwalczania dronów.
  • Tajwan obawia się, że Chiny wykorzystają zaangażowanie USA w konflikty na Bliskim Wschodzie do przeprowadzenia inwazji lub do działań propagandowych, podważając zaufanie do amerykańskiej broni i stabilności wyspy.

Raport waszyngtońskiego instytutu, oparty na analizie zdjęć satelitarnych, ujawnia, że w sześciu bazach w chińskich prowincjach Fujian i Guangdong stacjonuje co najmniej 200 takich zmodyfikowanych maszyn. Myśliwce J-6, będące konstrukcją z lat 60. XX wieku, zostały przekształcone w drony uderzeniowe. Shenyang J-6, w wersji eksportowej znany jako F-6, to chińska, licencyjna kopia radzieckiego myśliwca MiG-19, produkowana masowo od lat 60. do 80. XX wieku. Przez dekady stanowił trzon chińskiego lotnictwa, jednak pod koniec lat 90. został ostatecznie wycofany ze służby w Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej z powodu technologicznego zacofania. Mimo to, zamiast trafić na złom, tysiące tych maszyn przechowywano w magazynach.

Teraz te naddźwiękowe, choć przestarzałe konstrukcje, zyskują drugie życie. Proces konwersji na bezzałogowce, oznaczane jako J-6W, polega na usunięciu wszystkich elementów związanych z obecnością pilota, takich jak fotel katapultowy czy zbędne oprzyrządowanie kokpitu. W ich miejsce instalowane są autonomiczne systemy sterowania, autopilot oraz nawigacja terenowa, co pozwala maszynie na wykonywanie zdalnie zaprogramowanych misji.

Ich rola nie polega na klasycznym działaniu bezzałogowców, lecz na funkcjonowaniu bardziej jak pociski manewrujące. Mają one atakować cele w rojach, co ma na celu przeciążenie tajwańskich systemów obrony przeciwlotniczej.

J. Michael Dahm, analityk Mitchell Institute for Aerospace Studies, podkreśla, że drony J-6W „Zaatakują cele na Tajwanie, amerykańskie lub sojusznicze w ogromnych ilościach, skutecznie przytłaczając obronę powietrzną”. Taka strategia roju, wykorzystująca dużą liczbę stosunkowo tanich jednostek, może stanowić poważne wyzwanie dla kosztownych systemów obrony przeciwlotniczej.

Dodał, że chińskie lotniska położone najbliżej Cieśniny Tajwańskiej, na których stacjonują drony J-6, byłyby narażone na kontratak ze strony Tajwanu i jego sojuszników w razie konfliktu.

„Chodzi o to, aby wystrzelić wszystkie drony w pierwszych godzinach operacji Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej” – powiedział.

Koszmar dla obrony powietrznej Tajwanu

Zwalczanie dronów J-6W za pomocą drogich rakiet obrony powietrznej jest postrzegane jako „koszmar dla obrony powietrznej” Tajwanu. Głównym problemem jest aspekt kosztów i logistyki. Każdy przechwycony dron, nawet jeśli jest to przestarzała maszyna, wymaga użycia drogiego pocisku. Przy dużej liczbie atakujących dronów, koszty obrony mogą szybko przewyższyć wartość zwalczanych celów, prowadząc do wyczerpania zapasów rakiet i obciążenia budżetu obronnego.

Z podobny problemem mierzy się także Ukraina, który musi ograniczać wykorzystanie rakiet Patriot i wybierać cele tylko tego warte. Z problemem zestrzeliwania dronów i kończącymi się zapasami amunicji zmagają się także Stany Zjednoczone i jego sojusznicy związku z atakami dronów Iranu.

Tajpej jest świadomy tego zagrożenia. Wysoki rangą tajwański urzędnik do spraw bezpieczeństwa przyznał, że Tajwan, w obliczu konieczności powstrzymania uderzeń w kluczowe obiekty, „w nieunikniony sposób stanie przed problemem opłacalności wykorzystania drogich rakiet do przechwytywania (tych dronów) z dużej odległości”.

Przebudowane drony stanowią część szerszej ekspansji chińskich zdolności powietrznych. Oprócz tego, Pekin inwestuje w bombowce wyposażone w pociski dalekiego zasięgu, nowoczesne myśliwce, pociski balistyczne i manewrujące oraz zaawansowane bezzałogowe statki powietrzne. Chiny już dominują na globalnym rynku dronów komercyjnych i stale zwiększają swój potencjał w zakresie dronów wojskowych.

Tajwan odpowiada: Nowe systemy obrony

Ministerstwo obrony Tajwanu określiło takie rozmieszczenie dronów jako „formę asymetrycznej wojny, której nie można ignorować”. W odpowiedzi na rosnące zagrożenie ze strony chińskich dronów, tajwańskie ministerstwo obrony przedstawiło w lokalnym parlamencie plany szybkiego pozyskania systemów zwalczania nadlatujących bezzałogowców nowej generacji. Ma to być odpowiedź na wyzwanie, jakim jest masowe użycie dronów przez Chiny.

Tajwan podjął działania mające na celu wzmocnienie swojej obronności. Na rok 2026 uchwalono rekordowy budżet obronny o wartości ponad 31 mld dolarów, co stanowi około 3,3 proc. PKB. Władze tajwańskie kładą szczególny nacisk na rozwój asymetrycznych zdolności odpierania ataków, co oznacza inwestowanie w rozwiązania, które pozwolą skutecznie przeciwdziałać przewadze liczebnej i technologicznej potencjalnego agresora, minimalizując jednocześnie koszty.

Tajwan obawia się przeniesienia wzroku USA na Bliski Wschód 

Tajwan obawia się jednak, że Chiny wykorzystają dezorientację Stanów Zjednoczonych wojną na Bliskim Wschodzie aby poddać w wątpliwość skuteczność amerykańskiej broni, której wyspa użyłaby do odparcia ewentualnej inwazji - jak informowała agencja Reuters.

Przedstawiciele władz Tajwanu twierdzą, że wznowienie przez Pekin od 14 i 15 marca zakrojonych na szeroką skalę operacji powietrznych w pobliżu Tajwanu po nietypowym spadku liczebności wojsk wskazuje na to, że Chiny chcą wykorzystać fakt przegrupowania sił USA z Azji Wschodniej w celu wzmocnienia wysiłku wojennego. „To moment, w którym Chiny powinny wywrzeć wpływ” – powiedział wysoki rangą urzędnik ds. bezpieczeństwa Tajwanu.

„Chiny próbują stworzyć wrażenie, że gdy USA przesuną siły, a siły z regionu Indo-Pacyfiku zostaną przekierowane na Bliski Wschód, należy wywołać napięcie i niestabilność”.

Rzecznik Departamentu Stanu w Waszyngtonie powiedział agencji Reuters, że zdolność armii USA do radzenia sobie z jednoczesnymi zagrożeniami globalnymi pozostaje „olbrzymia”, dodając, że USA są zdeterminowane, aby zachować pokój i stabilność w Cieśninie Tajwańskiej.

Poza tym, jak napisała agencja Reuters, Tajpej obawia się, że Pekin wykorzysta wojnę na Bliskim Wschodzie do swojej propagandy „wojny poznawczej” przeciwko Tajwanowi, czego przykładem są generowane przez sztuczną inteligencję filmy online po konflikcie, w których twierdzi się, że Tajwan stoi w obliczu „niszczycielskiego” kryzysu dostaw energii. Tak wynika z wewnętrznego raportu rządu opublikowanego w tym miesiącu przez agencję Reuters.

„Chcą, żeby ludzie myśleli, że pewnego dnia, kiedy Tajwan zostanie ponownie otoczony przez chińskie wojsko, społeczeństwo straci zaufanie do kwestii energetycznych” – powiedział inny tajwański urzędnik ds. bezpieczeństwa.

Wojny na świecie zmieniają kalkulacje Pekinu?

Pekin konsekwentnie podkreśla, że nigdy nie wyrzekł się użycia siły w celu przejęcia kontroli nad wyspą, którą uznaje za własne terytorium. Po początkowym twierdzeniu, że Chiny przygotowują się do pełnej inwazji na Tajwan do 2027 r., amerykańska społeczność wywiadowcza w zeszłym tygodniu wycofała się z tego twierdzenia w swoim raporcie Rocznej Oceny Zagrożeń (Annual Threat Assessment) i oświadczyła, że ​​Pekin na razie nie planuje inwazji na swojego mniejszego sąsiada. Pod koniec ubiegłego roku w corocznym raporcie Pentagonu na temat potęgi militarnej Chin stwierdzono, że Chiny „spodziewają się, że będą w stanie stoczyć i wygrać wojnę z Tajwanem do końca 2027 roku”.

Mimo tego pojawiają się analizy, które twierdzą, że ryzyko inwazji nie maleje. Rosnące zaangażowanie militarne USA w innych częściach świata, w tym w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, może paradoksalnie zwiększać ryzyko konfliktu w Cieśninie Tajwańskiej w perspektywie średnioterminowej, otwierając przed Chinami nowe „strategiczne okno okazji” - zauważa w swojej analizie The Economist. 

Według analizy gazety, konflikty w Ukrainie i potencjalne zaostrzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie pochłaniają ogromne ilości amunicji i uzbrojenia, w tym systemów kluczowych dla obrony Tajwanu, jak rakiety przeciwlotnicze i przeciwpancerne. A utrzymywanie gotowości bojowej na wielu frontach jednocześnie stanowi ogromne wyzwanie logistyczne i operacyjne dla armii USA. Jeśli obecność militarna Ameryki w Azji i na Pacyfiku ulegnie osłabieniu najpewniej Pekin to wykorzysta. 

Ely Ratner, wysoki rangą urzędnik Pentagonu, przyznaje w komentarzu dla The Economist, że choć bezpośrednie ryzyko nie wzrosło drastycznie, to atak jest „dziś bardziej możliwy niż kilka miesięcy temu”. Mniej gotowa i rozproszona armia amerykańska może skłonić Xi do wniosku, że szybkie zwycięstwo przy akceptowalnych kosztach jest w zasięgu ręki. W efekcie ryzyko w średnim terminie wyraźnie rośnie.

Poza tym kalkulacje Pekinu nie zależą wyłącznie od postawy USA. Kluczowe są również wewnętrzne uwarunkowania w Chinach, zarówno na poziomie militarnym, jak i politycznym. Xi Jinping w ostatnich latach przeprowadził bezprecedensową czystkę w najwyższym dowództwie Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ALW). Usunięcie pięciu z sześciu generałów mianowanych do Centralnej Komisji Wojskowej w 2022 roku, oficjalnie z powodu korupcji, świadczy również o frustracji przywódcy powolnym tempem reform. Choć w krótkim terminie destabilizuje to strukturę dowodzenia, w perspektywie kilku lat nowe, młodsze i bardziej zorientowane technologicznie kadry mogą okazać się skuteczniejsze.

Mimo ogromnych postępów, ALW wciąż nie posiada zdolności do przeprowadzenia desantu morskiego na dużą skalę przy niskim ryzyku strat i z gwarancją szybkiego sukcesu. Chiny są już prawdopodobnie w stanie narzucić blokadę morską lub kwarantannę wyspy, ale pełnoskalowa inwazja to operacja o rzędy wielkości bardziej skomplikowana. Podobnie teraz wygląda kwestia w przypadku USA jeśli chodzi o potencjalną inwazję na irańską wyspę Chark, głównego węzła eksportu ropy Teheranu. Stany Zjednoczone nie prowadziły od czasów bitwy o Okinawę (1945 rok) dużej operacji desantowej pod intensywnym ostrzałem. Ostatnie użycie środków desantowych w warunkach bojowych, przywoływane w tekście, dotyczy 2003 roku i zajęcia terminali naftowych Al‑Faw w Iraku, gdzie napotkano ograniczony opór. 

Dlatego też według The Economist moment ewentualnej decyzji o ataku będzie silnie powiązany z kalendarzem politycznym w Tajpej i Waszyngtonie. Okresem szczególnego niepokoju staje się teraz przedział między 2028 a 2032 rokiem. W 2028 roku odbędą się kolejne wybory prezydenckie zarówno na Tajwanie, jak i w USA. Zwycięstwo opozycyjnej partii Kuomintang (KMT), dążącej do bliższych relacji z kontynentem, mogłoby odsunąć groźbę konfliktu. Jednak kolejna wygrana rządzącej Demokratycznej Partii Postępowej (DPP), którą Pekin uważa za siłę separatystyczną, mogłaby skłonić Xi do bardziej radykalnych kroków.

Ewentualny ponowny wybór Donalda Trumpa (obecnie nierealny, ale kto wie) lub wybór nowego prezydenta wprowadza element niepewności. Chińscy stratedzy mogą kalkulować, czy warto czekać na potencjalnie korzystniejsze dla nich porozumienie, czy też uderzyć, zanim władzę w USA obejmie administracja bardziej zdeterminowana do obrony Tajwanu. Do tego czasu Xi Jinping, który w 2032 roku będzie kończył swoją prawdopodobnie czwartą kadencję w wieku 79 lat, może odczuwać coraz większą presję, by osiągnąć postęp w sprawie „zjednoczenia”.

BYRT: CHINY CHWYCIŁY TRUMPA ZA GARDŁO
Portal Obronny SE Google News