Wyspa Chark na celowniku Marines. Realia kontra doktryna

2026-03-26 17:00

W analizie pt. "How a US assault on Kharg Island could unfold" Steff Chávez i Charles Clover opisują dla "Financial Times" scenariusz zajęcia przez siły USA wyspy Chark, głównego węzła eksportu ropy Islamskiej Republiki Iranu. Tekst porządkuje informacje o realnie dyslokowanych jednostkach amerykańskich w rejon Zatoki Perskiej i pokazuje, jak mogłaby wyglądać współczesna operacja desantowa przeciwko silnie bronionemu obiektowi infrastruktury krytycznej.

Scenariusz kreślony przez "FT": desant jako narzędzie presji

W przedstawionym przez "FT" wariancie wyspa Chark jest celem klasycznej operacji desantowej, w której centralną rolę odgrywają Marine Expeditionary Unit (MEU) oraz siły powietrznodesantowe. Autorzy przywołują scenę podejścia pododdziałów USA do wyspy przy użyciu (m.in.) śmigłowców, lądowania pod ogniem oraz rozwinięcia jednostek w rejonie terminali naftowych, które w tym ujęciu pełnią funkcję naturalnej osłony przed irańskim ostrzałem.

Według danych przytaczanych przez "Financial Times" przez wyspę Chark przechodzi około 90 procent eksportu ropy Iranu, co nadaje wyspie kluczowe znaczenie dla budżetu Teheranu. Zajęcie wyspy przez siły USA umożliwiłoby de facto kontrolę nad strumieniem eksportowym bez fizycznego niszczenia instalacji, co część rozmówców nazywa wprost "wojną ekonomiczną": uderzeniem w przychody państwa, ale przy próbie ograniczenia natychmiastowych konsekwencji na rynku ropy.

W warstwie politycznej w analizie przypomniano, że prezydent Donald Trump deklaruje wolę zakończenia działań zbrojnych porozumieniem, lecz jednocześnie pozostawia w agendzie opcję zajęcia wyspy Chark jako instrumentu nacisku na Teheran. W debacie wewnętrznej w USA pojawiają się głosy polityków, którzy postrzegają odcięcie Iranu od dochodów z ropy jako środek mogący znacząco osłabić zdolność reżimu do prowadzenia wojny.

Zdolności desantowe USA i dojście w rejon wyspy

Analiza "Financial Times" szczegółowo opisuje główne komponenty sił amerykańskich kierowanych w rejon konfliktu. Pentagon dyslokuje 82. Dywizję Powietrznodesantową (ang. 82nd Airborne Division) – związek przygotowany do szybkiego przerzutu w ciągu kilkunastu godzin – oraz dwie Marine Expeditionary Unit: 31. MEU na pokładzie okrętu desantowego typu America USS "Tripoli" (LHA-7) i 11. MEU działającą w zespole z okrętu desantowego typu Wasp USS "Boxer" (LHD-4). Każda MEU liczy około 2200 marines (żołnierzy piechoty morskiej), obejmuje batalion piechoty morskiej, komponent lotniczy oraz batalion logistyczny, co odpowiada standardowej strukturze taktycznego związku desantowego Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych (USMC).

W artykule zaznaczono, że USS "Tripoli", jako okręt desantowy nastawiony na operacje lotnicze, oraz USS "Boxer", przenoszący (m.in.) samoloty F‑35B i środki desantowe, mogą stanowić bazę zarówno dla działań z powietrza, jak i z morza. Opisane są dwa zasadnicze warianty wejścia: przerzut z powietrza z użyciem pojazdów typu V‑22 Osprey i śmigłowców oraz desant z morza z wykorzystaniem środków desantowych, pozwalający wprowadzić na wyspę (m.in.) wozy opancerzone, artylerię, wyrzutnie HIMARS i systemy obrony przeciwlotniczej.

Cytowani oficerowie podkreślają, że wzmocniona MEU byłaby w stanie zająć i utrzymać wyspę, przy założeniu utrzymania przez Stany Zjednoczone przewagi w powietrzu i na morzu. Taki warunek jest spójny z zapisami JP 3‑02 (publikacja doktrynalna dotycząca planowania i prowadzenia operacji desantowych), gdzie jako jeden z kluczowych wymogów powodzenia operacji desantowej wskazuje się panowanie w domenie morskiej i powietrznej oraz uprzednie osłabienie obrony przeciwnika. Ta sama publikacja opisuje szczegółowo planowanie ruchu "ship‑to‑shore", fale desantowe, seriale transportowe i priorytety lądowania – mechanizmy odpowiadające dwóm opisanym w tekście metodom wejścia na wyspę Chark.

Istotnym elementem analizy jest bariera dojścia zespołów okrętów desantowych w rejon wyspy. Cieśnina Ormuz określana jest jako "shooting gallery" dla jednostek amerykańskich: obszar potencjalnie zaminowany, nasycony środkami rażenia, systemami bezzałogowymi i szybkimi łodziami. Zgodnie z JP 3‑02 prowadzenie operacji desantowej w takim środowisku wymaga wcześniejszego przeprowadzenia skoordynowanych działań przeciwminowych, zapewnienia osłony morskiej i powietrznej oraz powiązania tych aktywności z planem desantu. "FT" wskazuje, że oczyszczenie toru wodnego mogłoby być procesem czasochłonnym i prowadzonym pod ogniem, co istotnie podnosi ryzyko i koszt operacji.

W artykule zarysowano również wariant, w którym okręty pozostają poza Zatoką, a siły lądowe są przerzucane wyłącznie drogą powietrzną. Przywołano przykład 31. MEU, która miała ćwiczyć przerzut batalionu piechoty na odległość do około 1600 km z pokładów okrętów – jest to przykład manewru "ship‑to‑objective" omawianego w nowszych wersjach JP 3‑02. W takim ujęciu ryzyko dla samych okrętów maleje, natomiast rośnie znaczenie ciągłego wsparcia powietrznego i zdolności logistycznych w domenie lotniczej.

W części dotyczącej sił lądowych "Financial Times" opisuje potencjalną rolę 82. Dywizji Powietrznodesantowej i komponentu wojsk specjalnych jako elementu zdolnego do szybkiego zajęcia kluczowych punktów na wyspie, zabezpieczenia infrastruktury i utrzymania terenu do czasu wprowadzenia głównych sił piechoty morskiej. Tak skonstruowany układ – łączący desant morski, powietrznodesantowy i działania specjalne – odpowiada opisywanej w doktrynie koncepcji "complex method of entry", w której różne sposoby wejścia są planowane i realizowane w ramach jednej operacji desantowej.

Wyspa Chark na tle współczesnej dyskusji o operacjach desantowych

Autorzy "FT" przypominają, że Stany Zjednoczone nie prowadziły od czasów bitwy o Okinawę (1945 rok) dużej operacji desantowej pod intensywnym ostrzałem. Ostatnie użycie środków desantowych w warunkach bojowych, przywoływane w tekście, dotyczy 2003 roku i zajęcia terminali naftowych Al‑Faw w Iraku, gdzie napotkano ograniczony opór. Tło to jest zbieżne z szerszą debatą w USMC i US Navy na temat sensowności i kształtu przyszłych operacji desantowych w środowisku nasyconym precyzyjnymi środkami rażenia, systemami antydostępowymi i rojami bezzałogowców.

W nowych koncepcjach USMC nacisk przesuwa się z jednego dużego desantu na rozproszone działania w rejonach nadbrzeżnych. Zakładają one tworzenie sieci niewielkich wysuniętych baz na wyspach, które wspierają działania na morzu, rozpoznanie i rażenie – w doktrynie określanych jako Expeditionary Advanced Base Operations (EABO) – oraz rozwój tzw. stand‑in forces, czyli lekkich zgrupowań świadomie operujących w zasięgu systemów rażenia przeciwnika zamiast pojedynczego, frontalnego uderzenia na silnie broniony obiekt.

W artykułach publikowanych (m.in.) w "Proceedings" US Naval Institute podnoszone są głosy, że desant prowadzony na wzór Okinawy w warunkach nasycenia rakietami przeciwokrętowymi i amunicją krążącą jest obarczony bardzo wysokim ryzykiem. Proponowane korekty obejmują większy nacisk na działania spoza horyzontu, integrację własnych systemów bezzałogowych i amunicji krążącej, rozproszenie fal desantowych oraz ściślejszą współpracę z siłami lądowymi w zakresie wsparcia ogniowego i osłony.

Na tym tle scenariusz opisany w materiale "Financial Times" można traktować jako przykład użycia klasycznych narzędzi desantowych przeciwko strategicznemu obiektowi infrastruktury – z udziałem MEU, elementów dywizji powietrznodesantowej i wojsk specjalnych – w środowisku, które coraz wyraźniej wymusza korektę doktryny. Sam tekst ma charakter informacyjny: porządkuje wiedzę o rozmieszczeniu sił USA, możliwych metodach wejścia na wyspę i głównym tle politycznym, zostawiając czytelnikowi przestrzeń na własną ocenę operacyjną i strategiczną.Z perspektywy sztuki operacyjnej kluczowe nie jest katalogowanie wszystkich możliwych wariantów, lecz ocena realnego pola manewru obu stron. Dostępne środki sugerują, że Waszyngton będzie raczej łączył demonstracyjne przygotowanie do desantu z blokadą i selektywnymi uderzeniami niż decydował się na pełnoskalowy szturm na wyspę. Dla Teheranu oznacza to konieczność balansowania między eskalacją a kontrolą strat gospodarczych, zamiast szukania pojedynczej, "decydującej" bitwy o wyspę Chark.

Gallipoli, Ormuz i Chark – lekcje z historii 

W amerykańskiej debacie coraz częściej wraca porównanie potencjalnej operacji w rejonie Ormuzu do bitwy o Gallipoli z 1915 roku. Lyle Goldstein na łamach „Proceedings” US Naval Institute przypomina, że była to najbardziej klasyczna w nowożytnej historii próba siłowego otwarcia wąskiej cieśniny, zakończona ciężką porażką ekspedycyjnych sił morskich i lądowych. Geografia Dardaneli i Bosforu – wąskie przejścia morskie, wysokie brzegi, liczne naturalne punkty obserwacji i rażenia – ma czytelne analogie z rejonem Cieśniny Ormuz, otoczonej pasmem wzgórz i gór sięgających miejscami około 1 200 metrów nad poziom morza. Autor publikacji zwraca uwagę, że w takim terenie kluczowe jest nie tylko pokonanie samej „szyjki butelki”, lecz także zabezpieczenie znacznie szerszej strefy zagrożenia – od Zatoki Perskiej po Zatokę Omańską – co znacząco komplikuje każdą operację desantową lub próbę trwałego otwarcia szlaku żeglugowego.

Analiza USNI przypomina, że o klęsce aliantów pod Gallipoli w dużej mierze zdecydowało połączenie pól minowych i ognia z dobrze przygotowanych stanowisk artyleryjskich górujących nad cieśniną. W rejonie Ormuzu ten problem może być jeszcze poważniejszy: nowoczesne miny morskie, systemy zdalnie uruchamiane, a do tego bezzałogowce, szybkie łodzie i środki rakietowe tworzą dla zespołów okrętów desantowych gęste, wielowarstwowe środowisko zagrożeń. Lyle Goldstein zwraca uwagę, że amerykańskie siły przeciwminowe są w nie najlepszej kondycji – redukcja klasycznych trałowców i opóźnienia w nowych programach oznaczają, że długotrwałe oczyszczanie podejść do cieśniny i rejonu wysp takich jak Chark niosłoby realne ryzyko strat, zanim jeszcze rozpoczęłaby się właściwa operacja desantowa.

Z perspektywy sztuki operacyjnej kluczowe nie jest katalogowanie wszystkich możliwych wariantów, lecz ocena realnego pola manewru obu stron. Dostępne środki sugerują, że Waszyngton będzie raczej łączył demonstracyjne przygotowanie do desantu z blokadą i selektywnymi uderzeniami niż decydował się na pełnoskalowy szturm na wyspę. Dla Teheranu oznacza to konieczność balansowania między eskalacją a kontrolą strat gospodarczych, zamiast szukania pojedynczej, "decydującej" bitwy o wyspę Chark.

Bartosiewicz: Czy AI nam zagraża? | Portal Obronny
Portal Obronny SE Google News