- Gen. dyw. Michał Strzelecki służbę w jednostce specjalnej rozpoczął w 2001 r.
- Czterokrotnie służył na misjach wojskowych.
- Za dowodzenie specjalsami w Afganistanie otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Krzyża Wojskowego.
Michał Strzelecki do jednostki specjalnej w Lublińcu trafił w 2001 r., po ukończeniu szkoły oficerskiej we Wrocławiu. Rozpoczął od dowodzenia grupą specjalną. Czterokrotnie służył na misjach. W 2006 i 2008 r. w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Iraku, a w 2010 i 2016 r. - w Afganistanie.
Za dowodzenie Zadaniową Grupą Specjalną w Afganistanie otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Krzyża Wojskowego - współczesny odpowiednik orderu Virtuti Militari.
Ścigali bojówkarzy z Armii Mahdiego
W lutym 2008 r., na ostatnią, dziesiątą zmianę PKW Irak, wyleciało 34 komandosów z Lublińca. Dowodził ppłk Wojciech Danisiewicz „Denis” (późniejszy dowódca Jednostki Komandosów). Michał Strzelecki „Strzała” dowodził wtedy grupą specjalną.
– Zmiana była dosyć spokojna. Wpływ na to miała decyzja polskiego rządu o wycofaniu z Iraku, co oznaczało przekazanie odpowiedzialności za prowincję miejscowym władzom. W tym czasie mułła Muktada as-Sadr wyjechał do Iranu, a podległe mu bojówki Armii Mahdiego (Jaysh al-Mahdi - JAM), częściowo zawiesiły działalność – relacjonuje kpt. „Jędrzej”, w czasie tej zmiany oficer sekcji dowodzenia, który zajmował sie zbieraniem informacji i planowaniem działań komandosów.
Lublinieccy specjalsi aresztowali pięciu bojowników JAM oraz zlikwidowali trzy rebelianckie składy amunicji i uzbrojenia.
Przejąć „Ślusarza” z Afaku
– Jedną z ciekawszych była operacja zatrzymania „Ślusarza”, rzemieślnika podejrzewanego o to, że jest kurierem, kierowcą i ochroniarzem jednego z najważniejszych przywódców JAM w prowincji – wspomina „Strzała”.
W położonym około 30 km na wschód Diwaniji mieście Afak „Ślusarz” prowadził niewielki warsztat. Zadanie było o tyle trudne, że JAM w Afaku wciąż miała duże wpływy, a iracka policja była tam niezwykle słaba i skorumpowana.
Co gorsze, warsztat „Ślusarza” znajdował się zaledwie kilka metrów od meczetu, w którym najczęściej gromadzili się bojownicy. Operacja miała się rozpocząć po otrzymaniu telefonicznego sygnału od informatora, który obserwował okolicę czekając, aż „Ślusarz” pojawi się w pracy.
– Kluczem do sukcesu było błyskawiczne tempo, które miało uniemożliwić bojownikom zorganizowanie się i stawienie oporu. Na sygnał czekaliśmy na jednej z bocznych dróg prowadzących do małej wioski niedaleko Afaku. Po odebraniu sygnału ruszyliśmy do miasta z maksymalną prędkością – opowiada „Strzała”.
Kolumna zatrzymała się na ulicy, przy której znajdował się warsztat i meczet. Żołnierze musieli działać agresywnie i bez zbędnej zwłoki. Wszystko potoczyło się błyskawicznie – polscy i iraccy komandosi, wyznaczeni do schwytania „Ślusarza” natychmiast zajęli warsztat, zatrzymali poszukiwanego, zidentyfikowali go, przeszukali i skuli.
- Szybko przeszukaliśmy też niewielki zakład. Pozostali uczestnicy operacji ubezpieczali działanie, wystawiając wokół pojazdów kordon ochronny – kontynuuje „Strzała”.
Od chwili zatrzymania kolumny przed warsztatem, do momentu, gdy specjalsi wyjeżdżali z miasta, minęło zaledwie 10 minut.
– A i tak wzdłuż ulicy, którą wyjeżdżaliśmy, zebrał się wrogi tłum – kontynuuje oficer.
Ochrona ambasadora Edwarda Pietrzyka
Od początku czerwca specjalsi chronili ludzi planujących uroczystość przekazania władzom irackim odpowiedzialności za prowincję. To oznaczało wiele oficjalnych uroczystości i wizyt.
– Mieliśmy więc mnóstwo pracy związanej z zagwarantowaniem bezpieczeństwa VIP-ów. Po uroczystości pluton specjalny armii irackiej, który wyszkoliliśmy - i który z nami współdziałał - został skierowany do Basry. Od tego czasu codziennie sami wyjeżdżaliśmy na patrole – mówi „Denis”.
Odpowiadali również za zabezpieczenie wizyt w bazie ambasadora Edwarda Pietrzyka. Kiedyś ambasador przyleciał z Polski do Diwaniji. Ominął więc Bagdad, gdzie znajdowała się jego ochrona.
– Dlatego musieliśmy się zająć eskortą Edwarda Pietrzyka. Ponieważ kontyngent miał wtedy problem ze śmigłowcami, więc liczącą kilkaset kilometrów trasę z Diwaniji do Bagdadu ambasador pokonał w kolumnie Humvee, prowadzonej przez naszych operatorów – mówi „Strzała”.
Oficjalnie ostatnia zmiana PKW w Iraku zakończyła się w lipcu 2008 r. Blisko 900 naszych żołnierzy wróciło wtedy do Polski.
– Nam jednak już w czerwcu powiedziano, że w Iraku zostaniemy trzy miesiące dłużej. Likwidowano bowiem jeden kontyngent, a na jego miejsce przylatywał inny – szkoleniowy – przypomina „Denis”.
Z Diwaniji komandosi wyjechali dopiero 14 października. Po trzech dobach dotarli do Kuwejtu. Tam utknęli na dziesięć dni. Na lotnisku w podszczecińskim Goleniowie wylądowali w ostatnich dniach października 2008 r.