Spis treści
Według doniesień dziennika „Wall Street Journal”, Prezydent USA Donald Trump rozważa wysłanie na Bliski Wschód dodatkowych 10 tys. żołnierzy. Ten ruch miałby na celu rozszerzenie opcji militarnych wobec Iranu, a jak zauważył „Washington Examiner”, takie rozmieszczenie sił „wskazywałoby na większe prawdopodobieństwo operacji lądowej na terytorium Iranu”. Mimo prośby o komentarz, rzecznik Pentagonu nie udzielił odpowiedzi. Anna Kelly, zastępczyni rzecznika prasowego Białego Domu, podkreśliła jednak w rozmowie z „WSJ”, że
„Wszystkie komunikaty dotyczące rozmieszczenia wojsk będą pochodzić z Departamentu Wojny. Jak już powiedzieliśmy, prezydent Trump zawsze ma do dyspozycji wszelkie opcje militarne”.
Równocześnie, lizbońska telewizja SIC przekazała w czwartek (26 marca), że amerykańskie wojska przygotowują się do ataku na Iran za pomocą dronów MQ-9 Reaper. Te bezzałogowe statki powietrzne, określane mianem „zabójców” ze względu na ich zdolności rozpoznawcze i precyzyjne uderzenia, mają niebawem dotrzeć na Bliski Wschód z należącej do Portugalii azorskiej wyspy Terceira. Z ustaleń portugalskiej stacji wynika, że z bazy lotniczej Lajes na Terceirze, drony MQ-9 Reaper zostaną wysłane do Jordanii. Stamtąd mają być wykorzystane w trwającej od 28 lutego operacji amerykańsko-izraelskiego uderzenia na Iran. Plan zakłada transport dronów drogą morską w kontenerach. Mimo zapytania portugalskiego rządu o dane techniczne dronów, media w Lizbonie zaznaczają, że nie ograniczy to szybkiego przeładunku i wysłania maszyn do regionu konfliktu.
Spekuluje się, że samoloty transportowe amerykańskiej armii regularnie odlatujące z bazy Lajes w kierunku Bliskiego Wschodu pomogą w szybkim dostarczeniu dronów do Jordanii. Brak jest jednak precyzyjnych informacji o aktualnej lokalizacji dronów, które pierwotnie miały dotrzeć na Azory w poniedziałek. W bazie Lajes przebywają obecnie co najmniej 32 samoloty amerykańskiej armii, która korzysta z niej na mocy porozumienia z władzami Portugalii z 1995 roku.
Polecany artykuł:
Izrael boryka się z brakami kadrowymi: Czy armia wytrzyma ciężar wojny?
W obliczu eskalacji konfliktu, armia Izraela zmaga się z poważnymi problemami kadrowymi. Rzecznik armii, gen. Efi Defrin, oświadczył w czwartek (26 marca), że wojsku brakuje około 15 tys. żołnierzy, jak podał portal Ynet. Dzień wcześniej, szef sztabu, gen. Ejal Zamir, ostrzegł gabinet bezpieczeństwa, że armia może nie sprostać rosnącym wymaganiom z powodu tych niedoborów.
Według Kanału 13, słowa te padły po tym, jak rząd zatwierdził utworzenie 30 dodatkowych posterunków na Zachodnim Brzegu. Gen. Zamir uważa, że armia potrzebuje nowej ustawy o poborze, ustawy o obowiązku służby w rezerwie oraz ustawy o przedłużeniu obowiązkowej służby wojskowej. Alarmował, że „Wkrótce wojsko nie będzie gotowe do rutynowych misji, a system rezerwowy nie wytrzyma i armia może się załamać pod własnym ciężarem”. Defrin precyzuje, że izraelskie wojsko potrzebuje około 15 tys. dodatkowych żołnierzy, w tym 7–8 tys. żołnierzy liniowych przygotowanych do walki.
Od wybuchu wojny w Strefie Gazy po ataku Hamasu 7 października 2023 r., izraelskie dowództwo wielokrotnie informowało o niedoborach kadrowych. Sytuację pogorszyło dołączenie Hezbollahu do wojny po stronie Iranu na początku marca, co doprowadziło do operacji Izraela w południowym Libanie. Rzecznik armii podkreślił, że front libański będzie miał charakter trwały, podobnie jak zaangażowanie w Strefie Gazy oraz obecność Izraela na terytorium Syrii, co znacząco zwiększa zapotrzebowanie na dodatkowe siły.
W 2024 r. izraelski sąd najwyższy uznał zbiorowe zwolnienia z poboru i zobowiązał rząd do rozpoczęcia rekrutacji żydów ultraortodoksyjnych. W rezultacie, w 2025 r. doszło do licznych protestów tej społeczności przeciwko wcielaniu do wojska. Rząd Benjamina Netanjahu ma opracować plan poboru, ale dotąd nie przedstawił rozwiązania. Ultraortodoksi stanowią około 13 proc. społeczeństwa Izraela. Prawie połowa mężczyzn z tej grupy nie pracuje i w większości „zawodowo” studiuje teksty religijne, otrzymując za to państwowe stypendia. Szacuje się, że około 80 tys. ultraortodoksyjnych mężczyzn w wieku od 18 do 24 lat uchyla się od służby, co pogłębia napięcia społeczne, zwłaszcza w warunkach wojny na wielu frontach. Obecnie armia izraelska liczy około 170 tys. żołnierzy w czynnej służbie oraz niemal pół miliona rezerwistów. Po 7 października 2023 roku do służby powołano około 300 tys. rezerwistów, co było największą mobilizacją w historii Izraela. Mimo to, z powodów finansowych w 2026 r. rząd ograniczył liczbę rezerwistów i skrócił czas mobilizacji.
Polecany artykuł:
Cieśnina Ormuz zablokowana: Czy światowa gospodarka wytrzyma presję?
Zablokowanie cieśniny Ormuz przez Iran w pierwszych dniach wojny na Bliskim Wschodzie wywołało globalne obawy. Przez tę strategiczną cieśninę przepływa jedna piąta światowej ropy i gazu, a jej blokada doprowadziła do gwałtownego wzrostu cen energii i wzbudziła obawy o globalną inflację. W odpowiedzi na tę sytuację, Zjednoczone Emiraty Arabskie chcą dołączyć do międzynarodowej grupy zadaniowej, której celem byłoby odblokowanie cieśniny, jak poinformował w piątek „Financial Times”. ZEA próbują nakłonić dziesiątki krajów do utworzenia „Sił Bezpieczeństwa Ormuzu” w celu obrony cieśniny przed irańskimi atakami i eskortowania statków. „FT” dodał, że ZEA „doświadczyły większej liczby ataków irańskich niż jakikolwiek inny kraj w regionie, w tym Izrael”.
Jednakże, kilku sojuszników USA oświadczyło, że nie ma w najbliższym czasie planów wysłania statków w celu odblokowania cieśniny Ormuz, odrzucając prośbę prezydenta Donalda Trumpa o wsparcie wojskowe. Francja poinformowała w czwartek, że przeprowadziła rozmowy z około 35 krajami, poszukując partnerów i propozycji dotyczących misji, która służyłaby ponownemu otwarciu cieśniny. Władze w Paryżu zaznaczają jednak, że taka operacja stałaby się możliwa dopiero po zakończeniu wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem.
Zjednoczone Emiraty Arabskie pracują również wespół z Bahrajnem nad rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ, która ma zapewnić mandat każdej przyszłej grupie zadaniowej w cieśninie Ormuz. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że Rosja i Chiny mogą zawetować taki dokument. Członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ rozpoczęli negocjacje w sprawie rezolucji, mających na celu ochronę żeglugi handlowej w cieśninie Ormuz i jej okolicach, w tym projektu dokumentu autorstwa Bahrajnu, który upoważniałby do użycie tam „wszelkich niezbędnych środków”, jak przypomniała agencja Reutera. Od 28 lutego trwają naloty sił Izraela i USA na Iran. Teheran w odpowiedzi atakuje Izrael i kilka państw regionu Zatoki Perskiej, uderzając zarówno w położone tam bazy amerykańskie, jak i obiekty cywilne.
Polecany artykuł: