Gra wojenna, w której udział wzięło 16 byłych wysokich rangą urzędników z Niemiec i NATO, parlamentarzyści oraz eksperci ds. bezpieczeństwa, symulowała zajęcie Mariampola na Litwie przez Rosję. Miało to nastąpić pod pretekstem rzekomego kryzysu humanitarnego w obwodzie królewieckim. Dziennik „Wall Street Journal” wskazuje, że w takim scenariuszu NATO reaguje paraliżem decyzyjnym.
Symulacja dotyczyła scenariusza rosyjskiej agresji na tzw. przesmyk suwalski. Wyniki tej gry wzbudziły niepokój, ponieważ sugerowały, że reakcja NATO na rosyjską agresję byłaby niespójna i zbyt ograniczona w stosunku do powagi zagrożenia. Scenariusz zakładał zajęcie części terytorium Litwy i stworzenie eksterytorialnego korytarza do obwodu królewieckiego pod pretekstem kryzysu humanitarnego. Taka sytuacja mogłaby doprowadzić do konfliktu zbrojnego między Rosją a NATO i być pretekstem do zastosowania artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego, dotyczącego wspólnej obrony w przypadku agresji na jednego z członków Sojuszu.
Choć wynik gry „nie napawa optymizmem (zwłaszcza z perspektywy aktualnej sytuacji międzynarodowej, gdzie zagrożenie ze strony Rosji pozostaje realnym)”, eksperci zalecają traktowanie go z pewną rezerwą. Jest to bowiem jeden z wariantów przebiegu wydarzeń, a niekoniecznie najbardziej prawdopodobny. W odpowiedzi na te prognozy, sekretarz generalny NATO Mark Rutte oświadczył, że reakcja Sojuszu na ewentualną blokadę przesmyku suwalskiego przez Rosję będzie szybka i druzgocąca. „Jesteśmy sojuszem obronnym, nasza reakcja będzie zabójcza, jeśli spróbują nas zaatakować” – powiedział Rutte.
Gen. Hodges określił to jako „absolutnie najgorszy scenariusz”, w którym Sojusz jest zaskoczony i nieprzygotowany na szybki przerzut wojsk przez przesmyk suwalski na Litwę.
„I jeśli założymy, że nie przybędą siły polskie, to wówczas należałoby przenieść siły z Niemiec lub Amerykanów z Polski” – dodał Hodges.
Znaczenie mobilności wojskowej i gotowość Litwy
Były dowódca wojsk lądowych USA w Europie podkreślił kluczowe znaczenie mobilności wojskowej, w tym dostępu do niemieckiej infrastruktury kolejowej i transportu cargo. Zwrócił uwagę na wyzwanie, jakim jest szybkie zwolnienie torów kolejowych, aby w ciągu 24 godzin przemieścić brygadę pancerną. Jednocześnie Hodges wyraził przekonanie, że w sytuacji kryzysowej niemieckie i polskie koleje zareagowałyby szybko. Zaznaczył również, że w razie ataku Litwa musiałaby być gotowa do samodzielnej obrony do czasu przybycia wsparcia, m.in. amerykańskiego lub niemieckiego wojska. Według niego, Litwa szybko zauważyłaby mobilizację na Białorusi, co pozwoliłoby jej, niemieckiej brygadzie tam stacjonującej, siłom amerykańskim i innym oddziałom w regionie przejść w stan podwyższonej gotowości.
Inicjatywa i neutralizacja Królewca
Generał Hodges uważa, że Rosja nie rozpoczęłaby działań od wysłania czołgów, lecz od infiltracji sił specjalnych i prób destabilizacji politycznej. Równolegle, jego zdaniem, mogłyby toczyć się inne działania hybrydowe.
„Jeśli Rosja zaatakuje w jakimkolwiek zakresie, najważniejsze będzie odzyskanie inicjatywy - niekoniecznie tylko w miejscu uderzenia. Odstraszanie oznacza uświadomienie Moskwie, że bardzo szybko straciłaby Królewiec. Muszą wiedzieć, że jesteśmy do tego gotowi i zdolni” – powiedział Hodges.
W jego ocenie, można być niemal pewnym, że obwód królewiecki zostałby zneutralizowany w ciągu pierwszych 24 godzin konfliktu. „Nie mam na myśli wkroczenia wojsk lądowych, ale użycie środków kinetycznych i niekinetycznych w celu zneutralizowania Królewca jako czynnika militarnego” – wyjaśnił.
Potencjał NATO i rola Polski
Gen. Hodges podkreślił, że NATO dysponuje bardzo dokładnym rozpoznaniem sytuacji w obwodzie królewieckim. „Dokładnie wiemy, jakie zdolności tam istnieją – siły powietrzne i morskie, broń dalekiego zasięgu, obrona powietrzna i tak dalej. Wyobrażam sobie ataki niekinetyczne, czyli cyberwojnę i wojnę elektroniczną, aby unieszkodliwić jak najwięcej, zwłaszcza obronę powietrzną i broń dalekiego zasięgu, tak aby rosyjskie siły powietrzne lub marynarka wojenna nie mogły stamtąd operować” - zaznaczył. Według Hodgesa, sojusznicy mogliby wyrządzić znaczne szkody w obwodzie królewieckim nawet bez udziału USA.
„Mogę sobie na przykład wyobrazić, że Polska natychmiast włączyłaby się do ataków na Królewiec. Istnieją również inne miejsca, w których można wywrzeć presję na Rosję, na przykład Półwysep Kolski na Dalekiej Północy Rosji, w pobliżu Norwegii i Finlandii” - dodał.
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte oświadczył w lutym w Brukseli, że ewentualna próba zablokowania przez Rosję tzw. przesmyku suwalskiego spotkałaby się z szybką i zdecydowaną reakcją Sojuszu. Podkreślił, że NATO jest sojuszem obronnym, a każdy atak na jego terytorium wywołałby „zabójczą” odpowiedź. Przesmyk suwalski to wąski pas terytorium Polski wokół Suwałk i Augustowa, łączący Polskę z Litwą, Łotwą i Estonią, jednocześnie oddzielający należący do Rosji obwód królewiecki od Białorusi.
Gry wojenne w analizie strategicznej: szansa czy złudzenie?
Współczesna geopolityka charakteryzuje się dynamicznymi zmianami i nieprzewidywalnością, co zmusza państwa do poszukiwania coraz to nowszych narzędzi do analizy strategicznej i prognozowania przyszłych wydarzeń. Jednym z takich narzędzi, które zyskuje na popularności, są gry wojenne. Ich celem jest symulowanie potencjalnych konfliktów i kryzysów, aby ocenić reakcje poszczególnych aktorów międzynarodowych oraz zidentyfikować najbardziej prawdopodobne scenariusze. Jak jednak podkreślają eksperci, wyniki tych gier, choć bywają niepokojące, należy traktować z dużą ostrożnością.
„Przewidywanie przyszłości nie jest zadaniem łatwym, także jeśli chodzi o stosunki międzynarodowe, jednak chcąc prowadzić politykę zorientowaną na realizację celów strategicznych, państwa muszą poszukiwać zdolności do uzyskania choćby zarysu możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji” – czytamy w depeszy PAP. Dotyczy to w szczególności zagrożeń militarnych, które mają egzystencjalne znaczenie dla bezpieczeństwa państw. W połączeniu z planowaniem strategicznym, działaniami wywiadowczymi i przygotowanymi strategiami, gry wojenne stanowią cenne uzupełnienie w procesie podejmowania optymalnych decyzji.
Prognozowanie w sektorze militarnym może wydawać się prostsze, ponieważ opiera się na historii konfliktów zbrojnych, doktrynach wojskowych i strategiach państw, które są często publicznie dostępne. Mimo to, uzyskanie zadowalających i zbieżnych z rzeczywistością rezultatów jest wyzwaniem. Najlepszym przykładem jest rosyjska pełnoskalowa agresja przeciwko Ukrainie. Rosyjskie założenia o „trzydniowej operacji specjalnej” zostały brutalnie zweryfikowane przez realia pola walki. Pierwsze uderzenie nie doprowadziło do załamania ukraińskiej obrony, a po miesiącu walk armia rosyjska była zmuszona do wycofania się z północnych i północno-wschodnich odcinków frontu. Co więcej, błędy w ocenie ukraińskich zdolności obronnych popełniła również część krajów zachodnich, w tym USA, co skutkowało niewystarczającym i spóźnionym wsparciem wojskowym dla Ukrainy w początkowej fazie wojny. To z kolei przyczyniło się do przekształcenia konfliktu w wojnę pozycyjną, prowadzoną na wyniszczenie, z dominującą rolą bezzałogowców – zjawisko, którego skala była trudna do przewidzenia.
Akademickie Centrum Analiz Strategicznych: Wnioski dla Polski
Prognozowanie jest domeną ośrodków zajmujących się analizowaniem sytuacji międzynarodowej. Przykładem takiego działania jest gra przeprowadzona przez Akademickie Centrum Analiz Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej. Jej rezultatem jest raport pt. „Stan wojny w Ukrainie. Możliwe scenariusze rozwoju. Wnioski dla Polski”. Raport ten przedstawia możliwy scenariusz rozwoju sytuacji międzynarodowej w związku z wojną na Ukrainie i trwającymi działaniami na rzecz uregulowania konfliktu.
Kacper Wańczyk, ekspert w Akademickim Centrum Analiz Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej, wyjaśnił w rozmowie z PAP, że „W wypadku tej konkretnej gry punktem wyjścia była sytuacja międzynarodowa we wrześniu 2025 roku. Do grania zaprosiliśmy osoby mające wiedzę dotyczącą danych podmiotów – a więc osoba grająca w roli Chin zajmuje się analitycznie/badawczo Chinami i tak dalej”. Gra polega na tym, że poszczególne osoby proponują działania, jakie miałoby podjąć dane państwo, a następnie w dyskusji ocenia się, czy taki rozwój wypadków byłby faktycznie możliwy.
Ograniczenia i wartość gier wojennych
Mimo że gry wojenne, symulacje i inne formy prognozowania rozwoju sytuacji międzynarodowej są użytecznym narzędziem, należy pamiętać, że nie dają gwarancji tego, że przebieg zdarzeń będzie właśnie taki. Ich wyniki należy traktować z należytą ostrożnością. Krzysztof Wojczal, analityk geopolityczny i autor książki "Polska do potęgi. Potencjał i strategia", podkreśla, że
„Gry mają sens dla decydentów i wojskowych, a nie osób z zewnątrz. To narzędzie testujące daną organizację od środka, a nie szklana kula do badania scenariuszy przez zewnętrznych obserwatorów”.
Chociaż sam przebieg gry i działania jej uczestników niekoniecznie muszą odzwierciedlać rzeczywistość (jest to jedynie jeden z wariantów, podobnie jak w przypadku gry dotyczącej przesmyku suwalskiego), to zawarte w raporcie wnioski pozwalają na sformułowanie rekomendacji o uniwersalnym charakterze. Generują one potencjał intelektualny, który warto wziąć pod uwagę, zwłaszcza z punktu widzenia osób podejmujących decyzje w organach państwa odpowiedzialnych za prowadzenie polityki zagranicznej (prezydent, premier, MSZ).
Kacper Wańczyk zaznaczył również, że „W Polsce prowadzone są różne gry – na przykład duże, kilkudniowe gry dotyczące zarządzania kryzysowego na poziomie miast czy turniej gier wojennych o puchar rektora Akademii Wojsk Lądowych (AWL)”.