Spis treści
Program Future Combat Air System (FCAS), zainicjowany w 2017 roku przez Francję i Niemcy, do których później dołączyła Hiszpania, miał być symbolem europejskiej autonomii strategicznej. Jego celem było stworzenie zaawansowanego "systemu systemów", którego sercem miał być myśliwiec szóstej generacji (Next-Generation Fighter - NGF). Maszyna ta, wspierana przez roje dronów i połączona cyfrową chmurą bojową, miała od 2040 roku zastąpić francuskie Rafale i niemieckie Eurofightery.
Jednak ten ambitny projekt, o szacowanej wartości 100 miliardów euro, od miesięcy pogrążony jest w kryzysie. Główną przyczyną problemów jest ostra rywalizacja przemysłowa między kluczowymi partnerami – francuskim Dassault Aviation a niemieckim oddziałem Airbusa. Spory dotyczą przede wszystkim podziału prac i przywództwa w projekcie, przy czym strona francuska, powołując się na swoje doświadczenie, domaga się dominującej roli w rozwoju samego myśliwca. Sytuację komplikują również odmienne wymagania operacyjne obu państw. Francja potrzebuje maszyny zdolnej do operowania z lotniskowców i przenoszenia broni jądrowej, czego nie wymaga Luftwaffe.
Jak mówił kanclerz Merz w tym tygodniu:
„Czy za 20 lat nadal będziemy potrzebować załogowego myśliwca? Czy nadal go potrzebujemy, skoro jego rozwój będzie wymagał ogromnych nakładów?” – zapytał Merz w podcaście Machtwechsel opublikowanym w środę.
Według portalu Harpunkt w Berlinie coraz poważniej rozważany jest wariant opracowania dwóch różnych myśliwców, przy jednoczesnym kontynuowaniu pozostałych elementów FCAS. Ma to pozwolić uniknąć politycznego kryzysu w relacjach z Paryżem, a jednocześnie lepiej dopasować konstrukcję do realnych potrzeb niemieckich sił powietrznych.
Niemiecki minister obrony Boris Pistorius oświadczył w zeszłym tygodniu, że jasne stanowisko w sprawie projektu zostanie osiągnięte w ciągu kilku dni. Boris Pistorius, powiedział niedawno, że podziela sceptycyzm Merza. Zapewnił jednak, że nie stoi za tym żaden konflikt polityczny z Francją. „To problem między branżami, którego nie możemy łatwo rozwiązać”.
F-35 jako "rozwiązanie pomostowe" i gwarant odstraszania nuklearnego
W obliczu problemów z FCAS, Niemcy coraz śmielej spoglądają w kierunku sprawdzonego, amerykańskiego rozwiązania. Berlin już w 2022 roku zamówił 35 myśliwców F-35A Lightning II, które mają zastąpić starzejącą się flotę samolotów Panavia Tornado. Teraz na stole leży propozycja zakupu kolejnych maszyn - jak podała agencja Reuters, a źródła agencji mówią nawet o ponad 35 dodatkowych egzemplarzach, wcześniej, bo w październiku ubiegłego roku pojawiały się liczby, jak 15 sztuk. Oba źródła z którymi rozmawiał Reuters, zastrzegły, że wynik jest wciąż niepewny.
Głównym zadaniem F-35 w niemieckich siłach powietrznych będzie przejęcie od Tornado kluczowej misji w ramach programu NATO Nuclear Sharing. Chodzi o rolę nośników amerykańskich bomb atomowych B61, które są składowane na terytorium Niemiec. F-35 jest jedynym zachodnim myśliwcem nowej generacji certyfikowanym do przenoszenia najnowszych wersji tej broni, co czyni go naturalnym następcą Tornado w tej strategicznej roli. Niemcy zamówiły 35 myśliwców F-35 w 2022 roku, a dostawy rozpoczną się w tym roku.
Kluczowa rola w ramach Nuclear Sharing
Zdolność do przenoszenia taktycznej broni jądrowej jest fundamentem niemieckiego wkładu w politykę odstraszania Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wycofanie samolotów Tornado, planowane na lata 2025-2030, stworzyłoby niebezpieczną lukę w zdolnościach Luftwaffe. Zakup F-35 jest więc dla Berlina nie tylko modernizacją techniczną, ale przede wszystkim gwarancją utrzymania swojego statusu i zobowiązań w ramach NATO. Dodatkowe F-35 dałyby Niemcom czas na znalezienie docelowego rozwiązania w kwestii myśliwca szóstej generacji, niezależnie od tego, czy będzie to okrojona wersja FCAS, czy zupełnie nowy projekt. Zwłaszcza, że Merz w ostatnim podcaście, mówił, że Berlin będzie szukał partnerów gdzie indziej.
Polecany artykuł:
Strategiczny zwrot Berlina? Konsekwencje dla Europy i USA
Decyzja o zwiększeniu floty F-35 byłaby jednoznacznym sygnałem pogłębienia integracji wojskowej Niemiec ze Stanami Zjednoczonymi. Stanowiłoby to cios dla forsowanej przez Francję idei europejskiej autonomii obronnej i mogłoby dodatkowo ochłodzić relacje na linii Berlin-Paryż. Zakup amerykańskiego sprzętu w tak dużej skali podważa sens dalszych, ogromnych inwestycji w konkurencyjny projekt europejski.
Z drugiej strony, pojawiają się również głosy ostrzegające przed nadmiernym uzależnieniem od amerykańskiej technologii, wskazując na potencjalne ryzyko związane z kontrolą USA nad oprogramowaniem czy dostawami części zamiennych. Ostrzeżenia te są wzmocnione wypowiedziami Gijsa Tuinmana, holenderskiego sekretarza stanu ds. obrony. Według niego myśliwce F-35 mogą zostać „zhakowane” przez USA, jak stwierdził w podcaście holenderskiej stacji radiowej BNR Nieuwsradio.
„Jeśli mimo wszystko nadal chcesz dokonać aktualizacji, powiem coś, czego nigdy nie powinienem mówić, ale i tak to powiem: możesz jailbreakować [przyp. red. jail - więzienie, oraz break - złamać czyli złamanie zabezpieczeń] F-35 tak samo jak iPhone'a” - powiedział Tuinman w podcaście BNR Nieuwsradio. Jailbreak polega to usunięciu ograniczeń wbudowanych w oryginalne oprogramowanie i zainstalowaniu niestandardowych modyfikacji. Wcześniej pojawiły się również pogłoski o istnieniu tzw. „kill switch”, czyli swoistego „wyłącznika”, którego Amerykanie mogliby użyć do unieruchomienia myśliwców w razie potrzeby. Jednak eksperci ds. obronności oficjalnie zaprzeczają istnieniu takich mechanizmów.
Można także domniemywać, że ktoś specjalnie wypuścił w Niemczech informacje o potencjalnym zakupie dodatkowych F-35, by wywrzeć presje na stronę francuską ws. negocjacji FCAS, i dojść do porozumienia, bo nie oszukujmy się zerwanie projektu miałby dla obydwu stron duże konsekwencje.
Mimo to, w obecnej sytuacji geopolitycznej, szybkie pozyskanie sprawdzonych i zaawansowanych zdolności, jakie oferuje F-35, wydaje się dla Berlina priorytetem.